Zabiją polskie hodowle i każą obowiązkowo znakować i rejestrować psy. Nowa ustawa w Sejmie

Szczeniaki do rejestracji. Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. flickr.com
Szczeniaki do rejestracji. Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. flickr.com

Zadowoleni z projektu ustawy o ochronie zwierząt są posłowie z parlamentarnego zespołu przyjaciół zwierząt. Przyznają jednak, że przewidziany w projekcie zakaz hodowli zwierząt futerkowych to pomysł kontrowersyjny.

Główne założenia projektu, który w pierwszej dekadzie listopada złożyła w Sejmie grupa posłów PiS (w tym prezes Jarosław Kaczyński), to zakaz hodowli zwierząt na futra i wykorzystywania zwierząt w cyrkach oraz wprowadzenie obowiązku znakowania psów i utworzenie ich centralnego rejestru.

Zobacz też: To było oczywiste. PiS wprowadził podatek bankowy a banki zarabiają dużo więcej. Za wszystko płacą klienci

7 listopada projekt został skierowany do zaopiniowania m.in. przez Biuro Legislacyjne Sejmu. Z proponowanych zmian zadowoleni są obrońcy zwierząt. Projekt budzi duże kontrowersje wśród hodowców.

Przewodniczący parlamentarnego zespołu przyjaciół zwierząt Paweł Suski (PO) wyraził nadzieję, że zostanie przyjęty przez Sejm.

„Projekt jest niezwykle potrzebny, bo poprawia wszystkie błędy popełnione w poprzednich latach i daje nam większą szansę na uniknięcie tych wszystkich naprawdę niegodziwych działań ludzi o złej woli, którzy znęcają się nad zwierzętami” – powiedział Suski.

Szczególnie pozytywnie ocenił propozycję wprowadzenia obowiązku znakowania psów i utworzenia centralnego rejestru ich ewidencji. Podkreślił, że „w tej chwili nie ma lepszych pomysłów na uszczelnienie wypływu dużych pieniędzy z samorządów na psy i koty bezdomne”.

„Z własnego doświadczenia, zbierając dane, mogę powiedzieć, że samorządy wydają średnio rocznie ok. 200 mln zł na opiekę nad zwierzętami bezdomnymi. Z tego niemal połowa jest wydawana bez uzasadnienia, niewłaściwie czy też bez kontroli” – zaznaczył przewodniczący.

Zobacz też: Największy boss bossów włoskiej mafii nie żyje. Nazywano go „Bestią” z Corleone

Przyznał, że najbardziej kontrowersyjnym punktem projektu jest wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futra. Jego zdaniem, „ta branża sama sobie jednak na to trochę zasłużyła”. Zaznaczył, że dane dotyczące poziomu produkcji, liczby pracowników, wielkości przychodów do budżetu przedstawiane przez producentów są „kompletnie niewiarygodne”.

„Problem tkwi w tym, że to są bardzo majętni ludzie, którzy chcą zachować produkcję. Oni mówią otwarcie, że to jest najbardziej opłacalna działalność w Polsce; że złotówka daje pięć złotych zysku (…). To mnie irytuje, że próbuje się nam łamać kręgosłupy, nam – tym, którzy walczą o dobrostan zwierząt, po to żeby zachować wysokie wpływy – tak naprawdę relatywnie niewielu – ludzi do ich portfeli” – ocenił.

Dobrze projekt ocenia również Ewa Lieder, członkini zespołu z Nowoczesnej. Jej zdaniem jednak „błędem” jest brak okresu przejściowego dla zakazu hodowli zwierząt na futra.

„To jest absolutnie nie do zaakceptowania dla zwolenników, nie wspominając o przeciwnikach. Ja osobiście uważam, że nie możemy zostawić i przedsiębiorców i ludzi, którzy tam pracują, a którzy 1 lutego zostaną bez pracy. Mamy tam wiele różnych prawnych problemów, chociażby: co zrobić z tymi zwierzętami, które w tej chwili są w klatkach. To na pewno nie jest dopracowane” – podkreśliła Lieder.

Jej zdaniem jest to jednak tylko jedna „kontrowersyjna rzecz” oraz „problem, który dzieli większość klubów”. „Cała reszta punktów jest przypuszczam do zaakceptowania przez wszystkie kluby poselskie” – dodała.

„Jeśli chcemy to zrobić, to powinniśmy to zrobić w sposób uczciwy wobec ludzi, którzy włożyli w to swoje pieniądze, którzy wzięli kredyty, i ludzi, którzy nie tak szybko mogą znaleźć nową pracę. Nie chcemy postawić tych ludzi w tak trudnej sytuacji – zaznaczyła Lieder.

Członek zespołu z PiS Marek Suski przyznał, że zdania w sprawie projektu są „mocno podzielone, a emocje sięgają zenitu wśród organizacji prozwierzęcych, a z drugiej strony wśród rolników czy hodowców zwierząt”.

„To jest tak z tą ustawą, że ona wzbudza wielkie kontrowersje, wywołuje emocje, a zwierzęta nie mogą się bronić, bo nie potrafią mówić” – powiedział Marek Suski. Zaznaczył, że „jest potrzeba dyskusji nad poprawą dobrobytu zwierząt, natomiast też trzeba zachować zdrowy rozsądek i spojrzeć na to z dwóch stron”. Przewiduje, że emocje przy procedowaniu tego projektu „będą ogromne”.

Zobacz też: Prezydent Duda zaszokował. „Ubeckie metody Macierewicza” [VIDEO]

„Powiedziałbym nawet, że trochę mnie te emocje zaskakują, bo przy tym jest tak wielkie napięcie i natężenie nastrojów, jakby to chodziło o III wojnę światową” – dodał Marek Suski.

Nowela ustawy przewiduje m.in. rozszerzenie katalogu czynów uznanych za znęcanie się nad zwierzętami oraz podwyższenie kar za takie czyny; wprowadzić ma też zakaz trzymania psów na łańcuchach, a w okresie przejściowym – wydłużenie łańcucha do 5 metrów; ma również wprowadzić określenie psa rasowego oraz kota rasowego w celu wyeliminowania pseudohodowli.

Regulacja zakłada także wprowadzenie zakazu uśmiercania zwierząt gospodarskich bez uprzedniego pozbawienia świadomości z wyjątkiem dotyczącym tzw. uboju rytualnego. Przewiduje ponadto wzmocnienie uprawnień organizacji społecznych w inicjowaniu i przystępowaniu do postępowań sądowych. (PAP)