Psychiatrzy postawili diagnozę Trumpowi. „On jest zdolny wywołać wojnę światową”

Zdaniem grupy psychiatrów Donald Trump cierpi na wiele zaburzeń psychicznych. Według nich mogą one spowodować, że prezydent USA wywoła III wojnę światową – donosi „Daily Express”. 

Dr Bandy Lee, psychiatra sądowy w Yale School of Medicine twierdzi, że psychiatrzy mają obowiązek trzymania ludzi chorych psychicznie z dala od broni. Dlatego doktor ostrzega przed prezydentem Trumpem, którego stan psychiczny ma pozostawiać wiele do życzenia.

„Prezydent cierpi na wiele zaburzeń psychicznych” – stwierdziła. „Jest agresywny, w rzeczywistości posuwa się do przemocy, aby potwierdzić swój autorytet” – tłumaczyła dr Lee.

„Jest impulsywny, nierozważny, paranoiczny i zupełnie nie ma kontaktu z rzeczywistością. Jego wybuchy gniewu, brak empatii i niepohamowana potrzeba przechwalania się to wszystko, co wynika z potrzeby zrekompensowania jego słabości” – próbowała rozszyfrować osobowość przywódcy światowego mocarstwa.

Według eksperta ds. zdrowia psychicznego stan zdrowia Trumpa stanowi zagrożenie dla pokoju na świecie.

Zobacz: Nocna klapa KOD i Obywateli RP. „Ledwie wystarczyło do niesienia flagi”. Na „wielką demonstrację” przyszła zaledwie setka ludzi [VIDEO]

„Jego zachowanie może wywołać wojnę. Nic nie może go powstrzymać, gdy czuje się zobowiązany do całkowitego zniszczenia Korei Północnej – a więc i świata” – straszyła doktor.

„To wynik jego kruchej samooceny” – podsumowała Lee.

„Niebezpieczny przypadek Donalda Trumpa: 27 psychiatrów i ekspertów zdrowia psychicznego ocenia prezydenta” – to tytuł publikacji za pośrednictwem, której naukowcy chcą ostrzec społeczeństwo przed przed zagrożeniem ze strony „niestabilnego” przywódcy.

„Mamy obowiązek ostrzec opinię publiczną, jeśli czyjeś zachowanie stanowi zagrożenie” – argumentowała doktor.

Zobacz: Co z tym rządem? Terlecki: „Premierem może Kaczyński, skład rządu może za tydzień…” Kolejny odcinek serialu „Rekonstrukcja”

Źródło: „Daily Express”

  • BaSz

    Tiaaaa. To przecież jasne, że lekarze się niepokoją, bo Amerykanie nie chcieli zagłosować na Clintonową, tamtejszą wersję „siły spokoju”.