Wolnościowe oblicze muzyki. Punk rock konserwatywny

Tegoroczny festiwal w Jarocinie (15-17 lipca) będzie miejscem niezwykłej konfrontacji (tekst trafił do redakcji jeszcze przed festiwalem – dop. red.). Z jednej strony pojawią się tu amerykańskie zespoły punkowe: Bad Religion (Zła Religia), którego nazwa mówi wszystko, i Anti-Flag (Anty-Flaga) – jeśli dodać, że chodzi o flagę amerykańską, to też wszystko staje się jasne. Z drugiej strony wystąpi polski zespół Armia, wywodzący się z muzyki punkowej, którego lider Tomasz Budzyński deklaruje przywiązanie do wartości chrześcijańskich.

Cofnijmy się jednak do połowy lat siedemdziesiątych. W Nowym Jorku i Londynie pojawiają się zespoły, które grają prostą, dynamiczną muzykę z tekstami mówiącymi o piciu piwa i imprezach, ale także o braku perspektyw dla młodych ludzi, o opresyjnej władzy i brutalnej policji.

Narodziny „śmiecia”

Brytyjski zespół Sex Pistols zdobywa popularność, prowokując skandale. Nagrywa parodię hymnu brytyjskiego „God Save the Queen fascist regime” („Boże, chroń królową, faszystowski reżym”) a w refrenie powtarzają się słowa ,,No future’’ („Nie ma przyszłości”), które stają się kredo tworzącej się nowej subkultury. Mimo antysystemowych deklaracji, zespół podpisuje kontrakty z wielkimi firmami płytowymi. Skandale nakręcają zainteresowanie, a za wszystkim stoi obrotny menedżer, który zgarnia największą kasę.

Nowa subkultura przybiera nazwę punk, czyli śmieć. Już sam wygląd – świadomie odrażający – jest wyzwaniem. Punkowcy chcą funkcjonować poza „systemem”, który nazywają „Babilonem”, wyznają zasadę „Do It Yourself” („Zrób To Sam”). Subkultura ta, początkowo apolityczna, ostrze swej krytyki kieruje przeciwko wszelkiej władzy i instytucjom. Lewacki zespół The Clashe jest tu najlepszym przykładem. Jemu także jednak owe poglądy nie przeszkadzają podpisać umowę z jedną z wielkich wytwórni.

Oczywiście dla znacznej grupy punków polityka nie ma znaczenia, a chodzi jedynie o dobrą zabawę – przy muzyce, piwie i „gandzi”, czyli marihuanie. Jeszcze wcześniej niż Sex Pistols, w 1974 roku, w Nowym Jorku powstaje zespół Ramones. Gra utwory proste, dynamiczne i krótkie. Ich wykonawcy odziani są w skórzane kurtki z zamkami błyskawicznymi, które do dzisiaj nazywane są „ramoneskami”. O zespole mówi się, że był pierwszym, który zaczął grać muzykę punk. Staje się wzorem dla innych.

Punk dociera pod rodzime strzechy

Pierwsze polskie zespoły z tego nurtu pojawiają się pod koniec lat 70. w Warszawie oraz w Trójmieście. Ale nie tylko w dużych miastach. W Ustrzykach Dolnych powstaje zespół KSU, a dookoła niego silna „załoga”. Zespół pisze do Radia Wolna Europa z żądaniem emisji muzyki punkowej, co spotyka się z odzewem redakcji. Popiera też ruch Wolnej Republiki Bieszczad, bardziej serio traktowany przez SB niż przez samych jego animatorów.

Ale prawdziwy rozwój subkultury punk następuje w latach 80., po stanie wojennym, gdy „Babilon” staje się bardziej opresyjny niż na Zachodzie. Festiwal w Jarocinie jest azylem. Charakterystyczny jest widok uniesionych w górę podręcznych magnetofonów, na które nagrywane są koncerty. Pojawia się pojęcie „trzeciego obiegu”, czyli odrębnego od oficjalnego komunistycznego oraz od solidarnościowego – powstają czasopisma „ziny”, rozpowszechniane są też kasety przegrywane chałupniczo. WC, Karcer, Moskwa, Brygada Kryzys, TZN Xenna, Siekiera, Fort BS, Piersi, Kolaboranci, Deuter, Deadlock, Rejestracja, Dezerter – to nazwy zespołów, które budzą największe emocje.

A co na to wszystko „Babilon”? Ponoć milicja ustaliła „cennik” – za każdą agrafkę będącą elementem stroju – jedna pałka. Ale w zasadzie muzycy nie spotykali się z jakimiś specjalnymi represjami. Samo istnienie festiwalu w Jarocinie świadczy, że reżym tolerował istnienie tej subkultury. Przemiany w Polsce po 1989 roku znacząco wpływają na zmiany w zarówno muzyce, jak i w subkulturze. Starsi punkowcy stabilizują się, zakładają rodziny, wbijają się w garnitury i staranie przyczesują włosy, udając się do pracy gdzieś w korporacji. Część stacza się na margines przy pomocy alkoholu i narkotyków. Inni zasilają subkulturę skinów. Niemała część prowadzi swoje nieduże firmy. Ale ta muzyka jest ciągle żywa, a nawet w ostatnich latach można obserwować jej renesans. Także cała subkultura, młodsza o pokolenie, już nie tak widoczna jak w latach 80., funkcjonuje nadal. Dominują postawy lewicowe i anarchistyczne. Ale nie są jedyne.

Punk jest lewicowy

Wróćmy jednak do USA. Lata dziewięćdziesiąte to zaostrzający się konflikt między Republikanami a Demokratami. Budzi to także emocje w środowisku punkowym. Zespół Bad Religion (uczestnik tegorocznego Jarocina), którego znakiem jest przekreślony krzyż, a jego lider Brett Gurewitz, wychowywany w wierze żydowskiej, w pewnym momencie odrzuca wszystkie religie oraz wydaje płytę zawierającą zjadliwą krytykę prezydenta Busha i jego ekipy. Dołącza się Anti-Flag (drugi z uczestników Jarocina), znany z lewackich poglądów, wprost nawołując do głosowania na Johna Kerry’ego. Tyle że krytyka kapitalizmu (historia się powtarza) nie przeszkadza zespołowi w podpisaniu kontraktu z jednym z największych koncernów płytowych. Przeciw Bushowi, Republikanom i Ameryce rednecków powstaje koalicja skupiona wokół strony PunkVoter.

Punk jest prawicowy

Akcja rodzi jednak reakcję. „Boże, błogosław prezydenta Busha i Amerykę” – sensacją jest fakt, że słowa te wypowiada muzyk, który uchodzi za ojca punka. Jest rok 2002, trwa uroczystość wprowadzania do Rock and Roll Hall of Fam zespołu Ramones, która transmitowana jest na cały kraj. Do mikrofonu podchodzi jego lider, odziany w charakterystyczną skórzaną kurtkę i podarte dżinsy – John Ramone. Zanim stał się muzykiem, zaliczanym do grona najwybitniejszych gitarzystów w historii rocka, pracował fizycznie w firmie budowlanej swego ojca. I wygłasza owo na pozór szokujące zdanie – i nie jest to jedyna taka deklaracja: „Ronald Reagan był najlepszym prezydentem naszych czasów. Młodzi ludzie skłaniają się ku liberalizmowi i mam nadzieję, że zmieni się to, kiedy zobaczą, jaki świat jest naprawdę”. Twierdzi też: „Punk tak naprawdę jest prawicowy”.

John Ramone daje sygnał. Pojawiają się strony: Anti-Anti-Flag.com, GOPunk (Republikańscy Punkowcy), Lefty Destroyer (Pogromca Lewicujących), PunkVoterLies (PunkVoterLeży) i najbardziej znana: ConservativePunk.com. Stoi za nią 22-latek z Nowego Jorku, Nick Rizutto: „Punk został ukradziony przez środowiska lewicowe. Chcę zyskać poparcie konserwatywnych punkowców i nakłonić ich do głosowania. Jeżeli jesteś konserwatystą albo libertarianinem, a nie liberałem, to czujesz się niemal jak wyrzutek. Jednak nie wszyscy na scenie punkowej są tak lewicowi, jak się wydaje”.

I faktycznie – pojawiają się ci, którzy nazywają się konpunkami. Michale Graves w wysokich butach glanach, z czerwonymi włosami, na koncertach występuje w masce trupiej czaszki. Przez jakiś czas związany był ze znanym zespołem The Misfits. „Nie ma żadnego znaczenia, jak wyglądam – chodzi o wartości moralne, jakie wyznaję” – deklaruje, stając jednym z autorów strony ConsevativePunk. Inny muzyk, Bobby Steele, twierdzi: „Pierwsi punkowcy chcieli uniezależnić się od rządowych zasiłków. Chcieli być odpowiedzialni za siebie. Niestety, hipisi dołączyli się do nas, zmienili wszystko w odwrotność. Sprzeciwiamy się tym faszystowskim postawom. Dzisiaj bycie konserwatystą jest rebelianckie”.

„Punk jest z natury libertariański” – twierdzi z kolei Andy Greenwald, dziennikarz zajmujący się tą subkulturą. „Nie mów mi, co mam robić, ja nie będę ci mówił, co ty masz robić. Dla konpunków ważna jest odpowiedzialności osobista i niechęć do ingerencji państwa w życie obywateli”. I jeszcze Nick Rizutto: „Nie widzę niczego punkowego w promowaniu wyższych podatków i zwiększaniu zasiłków”.

Wolnorynkowy publicysta Todd Anderson, były punkowiec, zauważa, że zasada „Do It Yourself” jest możliwa do realizacji tylko w wolnorynkowym kapitalizmie. „Jeśli oczywiście chcesz prawdziwej wolności. Wolności, by współpracować, z kim tylko zapragniesz, wolności do realizacji własnych inicjatyw”. A na pytanie, dlaczego większość punkowców opowiada się za lewicą, odpowiada: „Przedstawiono im taką wersję socjalistycznego etatyzmu, w jakiej żyjemy, i wmówiono im, że to jest kapitalizm. Jako punki zareagowali kontestacją rzeczywistości (w ich rozumieniu kapitalistycznej) poprzez stanie się socjalistami. Tyle że zostali oszukani. To nie jest kapitalizm. Większość punków agituje za większą ilością programów socjalnych. A rząd jest zadowolony, ponieważ wszystko kontroluje”.

Nie może to wszystko podobać się lewicowcom. Pojawiają się wręcz oskarżenia o nazizm. Bobby Steele, były gitarzysta zespołu Misfits, odpowiada: „To niemożliwe, by ktoś o poglądach prawicowych wspierał się ideami socjalistycznymi”. Dodaje też, że konserwatywni punkowie nie są monolitem. „Rzeczą, która nas jednoczy, jest nie tyle konserwatyzm, co raczej to, że mamy dość bycia pouczanymi przez innych punków, jak mamy myśleć. Lewica stała się tajną policją”. Ian MacKaye z innego znanego zespołu Fugazi podsumowuje: „Punk to wolna przestrzeń, gdzie zdarzyć się może wszystko – akcje i reakcje, rebelie i rebelie przeciwko rebelii”.

Legendarne postacie polskiego punka

Wracajmy na rodzimy grunt. Andrzej Dziubek to najprawdziwszy góral, w latach siedemdziesiątych, gdy ma lat 17, ucieka z Polski (legenda głosi, że był ostrzeliwany przez WOP, przez co stracił dwa palce lewej ręki) i trafi a do Norwegii. Tam studiuje na ASP w Oslo. W 1980 roku zakłada z muzykami norweskimi zespół De Press, który łączy punk rock z muzyką góralską. Kapela staje się sensacją, a jej płyta „Block to block” uzyskuje tytuł najlepszego albumu w historii norweskiego rocka. Po upadku komunizmu może wrócić do kraju. Wydaje z zespołem m.in. świetne albumy „3 potocki”, „Potargano chałpa”, a także „Cybocycie Świnty Ojce”. Dwa lata temu nagrywa płytę „Myśmy rebelianci”, poświęconą „żołnierzom wyklętym”. A w bieżącym roku ukazuje się kolejna, poświęcona Janowi Pawłowi II, z której dochód w całości będzie przeznaczony dla ubogich uzdolnionych dzieci. „Jeśli mówimy o patriotyzmie, to część muzyków omija ten temat – tak jakby uważali, że patriotyzm to nacjonalizm; a przecież nie jest to żaden nacjonalizm” – tłumaczy swoją postawę. „Wszystkie narody mają tożsamość. Dlaczego my mamy jej nie mieć? Boimy się tego?” – dodaje. A na pytanie o wiarę odpowiada: „To fundament. Wyniosłem ją z dzieciństwa. Później poznałem wiarę głębiej dzięki przeżyciom osobistym. Wiary jednak nie można nikomu narzucić. Człowiek musi być wolny”.

Inną bardzo ważną postacią w historii muzyki punk jest Tomasz Budzyński (Budzy). Zaczynał w zespole Siekiera, który był sensacją Jarocina w 1984 roku. Później wraz z Robertem Brylewskim założył zespół Armia. To z tą kapelą pojawi się na tegorocznym Jarocinie. Mimo korzeni punkowych muzyka ma bardziej artystyczne ambicje. Także teksty, jego autorstwa, są niebanalne – odwołują się do rycerskiej tradycji (np. w utworze poświęconym bitwie pod Grunwaldem), powieści Tolkiena i chrześcijaństwa. Kolejnym krokiem Budzyńskiego było powołanie w 1996 roku zespołu 2Tm2,3 (potocznie zwanego Tymoteusz), którego nazwa pochodzi od fragmentu Pisma Świętego – listu św. Pawła do Tymoteusza: „Bierz udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Jezusa Chrystusa”. Tu teksty są cytatami z Biblii. Grupę tworzą członkowie innych zespołów, którzy deklarują przywiązanie do chrześcijaństwa. „To nie jest efekt jakiejś mody” – mówi Budzyński. „To wiąże się z bardzo silnym przeżyciem wewnętrznym. Ja zacząłem o tym śpiewać. Podobnie było z moimi kolegami. Chcemy dać nadzieję w tym świecie, który jest pełen zła. Życie nie sprowadza się tylko do jedzenia, spania i kopulacji. Człowiek jest też istotą duchową. Mnie katolicyzm do niczego nie zmusza, a Chrystus jest jedynym, który właśnie człowieka uwalnia z jego
ciasnej klatki”.

Tajna kwatera rebeliantów

Gdzie jest owa tajna kwatera? Jak przystało na dzisiejsze czasy – w internecie. Gdy wchodzimy na tę witrynę, wita nas obrazek husarii w ataku. Tyle że na jednej z biało-czerwonych flag jest napis Conservative Punk Division Poland (Konserwatywny Punk Oddział Polska) z puszką konserw żartobliwie symbolizującą poglądy konserwatywne, obok flaga amerykańskiej Konfederacji oraz przekreślona flaga UE. „Mamy różne poglądy, nie jesteśmy monolitem” – piszą o sobie twórcy strony. „Kilka spraw nas jednak łączy. Cenimy sobie prawdę i piszemy ją niezależnie od tego, na ile zgodna jest z obowiązującą w danym momencie polityczną poprawnością. Jesteśmy patriotami. Jesteśmy antykomunistami. Nie jesteśmy nazistami, choć są tacy, którzy bardzo chcieliby w nas nazistów zobaczyć. Brunatny i czerwony to bardzo podobne kolory – w polityce nie podobają nam się oba. Oprócz spraw politycznych łączy nas jeszcze jedna rzecz, która jest równie ważna: miłość do punkrocka. Nie rezygnujemy z niej mimo prób zawłaszczenia naszej muzyki przez fanów Lenina, Stalina, Hitlera czy Che Guevary. Istotą punk rocka zawsze było łamanie zasad i prowokowanie do myślenia, nie zaś tworzenie schematów i politycznej poprawności”.

Strona poświecona jest przede wszystkim muzyce, więc są tu aktualne informacje o koncertach, recenzje płyt, historia muzyki punk. Ale jest jeszcze właśnie to coś. Można tu na przykład podyskutować bez poprawnościowej cenzury na temat bieżącej polityki czy historii. A wśród „Polecanych” są „Najwyższy CZAS!” i blog Stanisława Michalkiewicza. Mówi Krzysztof. K. Karnkowski (Budyń) z CP/DP: „Punk w swej naturze jest ruchem indywidualistycznym, wolnościowym i anarchicznym. Współczesna lewicowa polityczna poprawność jest coraz bardziej opresyjna i totalitarna. Tymczasem klasyczny konserwatyzm, libertarianizm czy anarchokapitalizm oferują o wiele więcej wolności”.

Budyń jest też wokalistą i autorem tekstów w zespole Spirit of 84. Własnym sumptem i z pomocą znajomych nagrali dotąd trzy płyty, które rozprowadzili we własnym zakresie. „Chcę zmuszać słuchacza do myślenia, a nie narzucać mu własne poglądy. A skąd u mnie poglądy konserwatywne? Pochodzę z rodziny o tradycjach solidarnościowych i AK-owskich. Prasę w rodzaju »Gazety Polskiej« czy »Najwyższego CZASU!« czytałem prawie od zawsze. Z drugiej strony czytywałem też prasę anarchistyczną czy lewicową i tak się jakoś moje poglądy konserwatywne i wolnościowe stopniowo kształtowały”.

Jak widać, punkowiec może być jak najbardziej wolnościowym konserwatystą…

2 KOMENTARZE

  1. Kapele anarchistyczne czy lewicowe tak na prawdę nie miały żadnego znaczenia w latach 80 czy 70 dwa punk rock były i jest konserwatywny, apolityczny czy po prostu przeciwko systemowi itd. (oi-owcy i punki 77) na pewno nie był ani anarchistyczny-lewicowy czy jakiś socjalistyczny a wręcz anty. W Polsce problem polega na tym że przez 44 lata żyliśmy w państwie socjalistycznym i wielu ludzi nie rozumie i jak powinno wyglądać normalne państwo. Myślę że przez komunę ludzie rozumują socjalistyczne anty-prawica a prawica dąży do oderwania i uwolnienia ludzi od państwa z czym jak najbardziej zgadza się punk rock. Punki po latach 90 po prostu źle rozumują i patrzą na punka przez krzywe zwierciadło socjalizmu. Trzeba tu dodać że gdzieś około 89 roku zaczęły się tworzyć w
    Polsce dosyć duże zgrupowania lewaków anarchistów i narodowych socjalistów którzy nie maja nic wspólnego ani z punki ani skinami i rdzennymi nacjonalistami którzy nie maja totalnie nic wspólnego z Naziolami zresztą w końcu z nimi walczyli w 39’. Po prostu kupa śmiechu. Dodam że słucham Punk Rocka od lat 80 i sam widziałem cały ten bajzel.

  2. Jak się na to patrze z punktu widzenia tych wszystkich lat to myślę że na 100% maczali w tym wszystkim swoje czerwone paluchy komuniści.

Comments are closed.