Wielomski: Samounicestwienie Adama Michnika

REKLAMA

Znałem skądś ten głos. Podniosłem głowę i zobaczyłem Adama Michnika. Także oglądał książki – w dziale historycznym – równocześnie rozmawiając o nich i komentując je z kimś, kogo twarz nie była mi znana. Z ciekawością popatrzyłem, jak wybiera i ogląda książki. Od razu widać było, że to osoba czytająca i znająca się na książkach. Wraz ze swoim rozmówcą komentowali autorów i tytuły, o których słyszeli lub czytali, a o których nie, jakie są lub mogą być główne tezy etc. Po latach szczegółów zresztą nie pamiętam. Ale pamiętam ogólne wrażenie: kupujący reprezentował stary, dobry typ inteligenta, który czyta i jest smakoszem książek. Pomijając skrajną rozbieżność poglądów politycznych, poczułem w nim, w pewien sposób, bratnią duszę (czytelniczą, rzecz jasna).

I teraz to przeciwstawienie między wydawcą gazety a jego domniemanymi czytelnikami i wychowankami z Targów Książki Historycznej. On ogląda książki, bierze je w ręce, przegląda, komentuje ze znajomym. Książka po książce. I naprzeciwko tej inteligenckiej maniery jego domniemani wychowankowie, którzy przechodzą obok książek rysujących inną scenerię polityczną, odmiennych ideowo, rzucając pogardliwe spojrzenie i komentarz „kołtuństwo”. Czy czujecie Państwo tę różnicę? Tutaj jest klucz do powolnego upadku „GW”.

REKLAMA

Przez 20 lat Adam Michnik dzierżył w Polsce coś, co Antonio Gramsci określał mianem „władzy kulturowej”. Jego gazeta nieomylnie definiowała prawdę i nieprawdę; dobro i zło; co wolno, a czego nie wolno; co demokratyczne, a co niedemokratyczne; co europejskie, a co zaściankowe; co postępowe, a co kołtuńskie. Michnik stworzył wielki projekt o charakterze nie tylko politycznym, lecz przede wszystkim cywilizacyjnym. Ale jego czytelnik miał charakter masowy i nie był zdolny podążać za tokiem rozumowania redaktora naczelnego, który zdecydowanie górował nad nim inteligencją i erudycją. Jeśli się chce nadawać ton półinteligenckim masom, to trzeba wszystko uprościć i spłycić, sprowadzić wszystko do prostych haseł. Adam Michnik nie uczył swoich czytelników myślenia, analizy, czytania, lecz posługiwania się wartościującymi pozytywnie lub negatywnie etykietkami, w rodzaju „kołtuństwa”. Nie wychował więc wartościowej intelektualnie lewicowej inteligencji, lecz klakierów powtarzających hasła.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem
Prenumerata NCZ! z książką GRATIS!

I w pewnym momencie, który Adam Michnik przeoczył, okazało się, że dla półinteligenckiej masy „GW” stała się… zbyt inteligentna, zbyt wyrafinowana intelektualnie. Masa ta, ukształtowana przez „GW”, potrzebowała jeszcze prostszego przekazu. I wtedy przyszły media elektroniczne, takie jak TVN, TVN24, Onet, a pośród gazet – „Newsweek”. Media te bez kłopotu przebiły „GW” w prostocie obrazkowego przekazu. Michnik wychował pokolenie, które uznało, że mistrz jest zbyt trudny i przeintelektualizowany. I poszło szukać jeszcze prostszych rozwiązań. To cała tajemnica plajty „GW”.

REKLAMA