Jak wygrać mecz o honor i stracić honor? Adam Nawałka kompromituje się w trakcie i po meczu [VIDEO]

Adam Nawałka. Foto: PAP/EPA
Adam Nawałka. Foto: PAP/EPA

Polska reprezentacja tradycyjnie wygrała trzecie spotkanie w grupie. Już bez szans na awans Polacy mieli zagrać mecz o honor.

Mecz co prawda wygrali, ale o honorze nie może być mowy. Przebieg meczu był podobny do poprzednich w naszym wykonaniu – głównie podania do tyłu, czasem dzida do przodu i gol ze stałego fragmentu gry.

Tak samo jak w pierwszym spotkaniu jedyną bramkę udało nam się zdobyć po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Tym razem świetną piłkę posłał Rafał Kurzawa, a do siatki musiał ją skierować Jan Bednarek.

Końcówka meczu sprawia jednak, że mecz o honor zamienił się w kuriozum. Od 83 minuty Japończycy, którym przegrana 1:0 dawała awans, rozgrywali piłkę na swojej połowie.

Sytuacja była jasna – Japonia i Senegal miały tyle samo punktów, taki sam bilans bramek i remis w meczu bezpośrednim. Decydowała więc klasyfikacja fair play, w której Japonia miała mniej żółtych kartek.

W ostatnich dziesięciu minutach Japonia nie mogła więc stracić bramki, ani złapać żółtej kartki, aby awansować dalej. Mogła ją co prawda strzelić, ale po co podejmować zbędne ryzyko.

Japonia rozgrywała więc przez 10 minut piłkę na własnej połowie lub w okolicach środka boiska. Polacy w tym czasie, jakby zadowoleni z wyniku, w ogóle nie atakowali Japończyków.

Okazuje się jednak, że to była taktyka trenera Adama Nawałki! Ten w kompromitującej wypowiedzi, już po meczu, stwierdził, że „założeniem taktycznym była gra niskim pressingiem”.

Obrazu nędzy i rozpaczy jakim była reprezentacja Polski na tych Mistrzostwach Świata, dopełniła sytuacja z doliczonego czasu gry. Od 88 minuty na zmianę czekał Jakub Błaszczykowski…

Polscy piłkarze grali jednak „niskim pressingiem” i żaden z nich nie zaatakował Japończyka, żeby piłka opuściła boisko. Popularny Kuba miał jednak wejść na boisko, do akcji wkroczył więc Nawałka.

Na jego nieszczęście kamery telewizyjne wychwyciły moment, w którym kazał Kamilowi Grosickiemu symulować kontuzję, żeby sędzia przerwał grę i można było dokonać zmiany. Ten jednak jak na złość spotkanie akurat zakończył…

I najbardziej w tym wszystkim żal Łukasza Fabiańskiego. Bramkarza, który po rewelacyjnym sezonie został posadzony na ławce na rzecz Wojtka Szczęsnego, który w sezonie zagrał 17 spotkań.

Brak ogrania i pewności był widoczny w poczynaniach Szczęsnego w pierwszych dwóch meczach. Z Japonią Fabiański zaprezentował się dobrze, kilka razy ratując biało-czerwonych.

Dość powiedzieć, że w pierwszej połowie meczu zaliczył więcej dobrych interwencji niż Szczęsny przez dwa mecze. I ten sam Fabiański, jako jedyny piłkarz reprezentacji Polski, po spotkaniu przeprosił kibiców za to, co stało się w ostatnich 10 minutach.

Comments are closed.