Nadia Oleszczuk ze #StrajkKobiet wytrzymała w pracy jeden dzień. Teraz chce zasiłków dla osób, które nigdy nie pracowały

Nadia Oleszczuk ze Strajku Kobiet.
Nadia Oleszczuk ze Strajku Kobiet. (Fot. Instagram/nadjanadzieja)

Nadia Oleszczuk ze „Strajku Kobiet” niedawno wyznała, że poszła do pracy w knajpie wegańskiej, ale było za ciężko i wytrzymała jeden dzień. Najwyraźniej uznano, że w związku z tym będzie idealną „ekspertką” od sytuacji na rynku pracy.

Ogólnopolski Strajk Kobiet przedstawił pierwsze efekty pracy powołanej w październiku Rady Konsultacyjnej. W jej skład weszła też Oleszczuk, choć nie od razu. Miejsce zostało jej odstąpione przez Jana Zygmuntowskiego, wykładowcę Akademii Leona Koźmińskiego, a prywatnie partnera pani Oleszczuk.

Oleszczuk zdążyła już się przedstawić szerszej publiczności na początku listopada w wywiadzie dla Radia ZET. Było to chwilę po tym, gdy Rada Konsultacyjna „Strajku Kobiet” dała rządowi siedem dni na dymisję. Minęło trochę więcej.

Młoda dama w ów wywiadzie z rozbrajającą szczerością przyznała, że kiedyś pracowała. Przez jeden dzień, bo dłużej nie wytrzymała, gdyż w restauracji musiała robić… aż trzy rzeczy na raz.

To, co tam zastałam, przekroczyło wszelkie moje oczekiwania. Nie dość, że musiałam wykonywać trzy zadania na raz, czyli zarówno być odpowiedzialna za zamówienia, więcej nawet, za sprzątanie stolików, za toaletę, za zmywak, to zaproponowana mi stawka była poniżej płacy minimalnej. Nie chciano mi zapłacić za dzień próbny, który odbyłam – żaliła się.

Było to tym bardziej zaskakujące, bo wydawało mi się, że właściciele (wegańskiej restauracji – red.) mają jakieś swoje wartości, którymi kierują się w życiu – ubolewała Oleszczuk.

Czytaj więcej: Oni chcą robić rewolucję?! Kompromitujący występ Oleszczuk ze #StrajkKobiet

Cóż, Oleszczuk poznała, czym jest praca i szybko poległa. Dlatego pewnie na konferencji prasowej wypowiedziała się o sytuacji na rynku pracy. I przedstawiła żądania.

Mówiła m.in. o konieczności „ścigania” pracodawców, którzy zatrudniają pracowników na umowy zlecenia bądź umowy o dzieło, a pracownik wykonuje pracę jak pracownik etatowy. Zauważyła, że kobiety zatrudnione na „śmieciówce” nie mają prawa do urlopu macierzyńskiego. Podkreślała też, że konieczne jest zakończenie „niewolnictwa XXI wieku”.

Status praktykanta i stażysty powinien być jasny, staże i praktyki powinny podlegać ubezpieczeniom i wliczane być do stażu pracy. Postulujemy także o przyznanie prawa do zasiłku dla młodych osób, które nie podjęły pierwszej pracy – mówiła Oleszczuk.

I podobno nie żartowała. Chciałaby, aby – m.in. takim jak jej – przyznawano zasiłek, bo w pracy okazuje się zbyt ciężko.

15 KOMENTARZE

    • A czemu „pani” z dużej litery wobec osoby, która nie nadaje się do żadnej roboty? Krzysztof Karoń parę razy wspomniał o takich ofiarach systemu.

      • Zasady pisowni. Niema to nic wspólnego z konkretną osobą. A tak przy okazji- czy osoba, jak rozumiem -bezrobotna, może w ogóle uczestniczyć w jakimkolwiek strajku? (albo „Strajku”)?

  1. Ma ciało – „swoje ciało” i waginę – „swoją waginę”, oraz kilka innych „swoich” otworów ciała, to i może zarabiać. No i niekoniecznie tam, gdzie wymaga się od ciała wykonywania kilku rzeczy na raz.

  2. Czy ta Nadia Oleszczuk to Polka, bo nic na to nie wskazuje, dlaczego nie robi tego #StrajkKobiet u siebie, w swoim kraju tylko robi zadymy w kraju Polaków? Dlaczego w swoim kraju nie wysuwa takich wymagań dla siebie i innych „postulatów”?

  3. Zrobi karierę,bezczelna,głupia,bez zachamowan-idealny materiał na polityCZKĘ.No i nie chce i nie potrafi pracowac-dodatkowe kwalifikacje,może i na przyszłą prezydentKĘ

  4. Tylko z jednym się zgadzam wszelkie śmieciówki i staże powinny być oskładkowione tak jak każda umowa o pracę. A reszta jej wypowiedzi to kupa socjalistycznych bredni.

Comments are closed.