Wierny żołnierskiej przysiędze. Dostał kulę w tył głowy

Jan Rerutko "Drzazga". Upamiętnienie na Mauzoleum w Sanoku. (Fot. Lowdown - Praca własna, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons)

Porucznik Jan Rerutko „Drzazga” spoczywa na cmentarzu w Przebrażu, zrewaloryzowanym przez środowisko weteranów 27 WDP AK. Walczył, dowodząc oddziałem AK w obronie ludności polskiej Wołynia mordowanej przez Ukraińców. Współdziałał także często z partyzantami sowieckimi, dokonując dywersji antyniemieckich. Ich dowódcy wysoko cenili jego umiejętności i chcieli, by wraz z podwładnymi przeszedł na ich stronę i podporządkował się rozkazom Ukraińskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego. Rerutko, wierny żołnierskiej przysiędze, rzecz jasna, odmówił. Został za to skrytobójczo zamordowany. Zbrodni tej dokonano z całą pewnością z inspiracji grupy 4 Zarządu NKWD-NKGB. Na czele tego zarządu stał gen. Paweł Sudopłatow.

Jan Rerutko pseudonim „Drzazga” był zawodowym oficerem, który szlify podporucznika zdobył tuż przed wojną. Swoją służbę wojskową zaczął na Kresach jako dowódca plutonu w 80 Pułku Piechoty w Słonimie. Udało mu się uniknąć zarówno niemieckiej, jak i sowieckiej niewoli po zakończeniu kampanii wrześniowej. Niemal natychmiast po powrocie do Krakowa zaangażował się w konspirację. Włączył się w organizowanie służby kurierskiej i tras dla niej wiodących z Polski na Węgry. Do 1942 roku Jan Rerutko zajmował się obsługą linii kurierskich. W 1943 roku kierownictwo AK skierowało go na Wołyń, gdzie objął dowództwo oddziału partyzanckiego w inspektoracie łuckim.

Oddział ten o nazwie „Łuna” kwaterował w lesie, w leśniczówce Hynin. Z operacyjnego punktu widzenia to miejsce postoju było wybrane idealnie. Leżało 8 kilometrów od zasieków Przebraża i 4 kilometry od związanego z nim ośrodka samoobrony w Rafałówce, na czele której stał Apolinary Oliwa. Oddział mógł w każdej chwili przyjść na pomoc zarówno jednemu, jak i drugiemu ośrodkowi. Oddział „Łuna”, dzięki zabiegom Rerutki, jak i pomocy inspektoratu, był dobrze uzbrojony. Posiadał dwa ciężkie karabiny maszynowe, 22 ręczne karabiny maszynowe, 12 automatycznych karabinów dziesięciostrzałowych, kilkanaście pistoletów maszynowych, około 100 karabinów bojowych oraz dużą ilość amunicji, a także granaty i materiały wybuchowe.

Oddział miał działać zgodnie z wytycznymi Komendy Okręgu, czyli ppłk. „Lubonia”, to znaczy współdziałać z ośrodkiem samoobrony, stanowiąc jego zewnętrzną awangardę. Miał krążyć w jego okolicach. Likwidować patrole UPA wysyłane na przeszpiegi, by rozpoznać sytuację przebraskiej twierdzy, dokonywać demonstracji zbrojnych, przechodząc przez ukraińskie wsie. Miał stwarzać wrażenie, że siły polskie są wielokrotnie większe. W razie ataku UPA na Przebraże miał reagować zależnie od sytuacji. Przyłączyć się do obrońców, wzmacniając ich linię lub wyjść na tyły przeciwnika.

Zgubne kontakty z Sowietami

Bazując w rejonie Przebraża, Rerutko utrzymywał kontakty z partyzantką radziecką, która działała także w tej okolicy. Współpracował z nią w akcjach przeciwko Niemcom, którzy dla niej stanowili głównego przeciwnika. Oddział Rerutki podjął m.in. wspólną akcję z minerami radzieckimi na tory kolejowe pomiędzy Ołyką a Klewaniem na trasie Kowel-Równe-Szepietówka, a także na stację i most kolejowy pod Armatniowem na trasie Kiwerce-Równe. Oddział radziecki, z którym „Drzazga” współpracował ze swoimi żołnierzami, był dowodzony przez kapitana Kowalenkę. Należał on do zgrupowania pułkownika Prokopiuka. Ze zgrupowaniem tym brał udział w odparciu generalnego szturmu UPA na Przebraże. Stosunki między „Drzazgą” a dowódcami radzieckim, jak również całym kierownictwem samoobrony w Przebrażu były dobre. Można by nawet zaryzykować opinię, że serdeczne, co miało wyraz w spotkaniach towarzyskich w obozie u partyzantów sowieckich, na które zapraszani byli przedstawiciele polskiego podziemia.

„Drzazga” był żołnierzem i nie interesowały go kwestie polityczne. Wykonywał rozkazy przełożonych, a w tym przypadku kpt. Leopolda Świkli. Wraz z partyzantami radzieckimi bił Niemców i banderowców, którzy byli jego i ich wspólnymi wrogami. Wiedział on, że setki Polaków wstąpiło w szeregi radzieckich oddziałów partyzanckich, by robić to samo co on. Sprzyjało to budowaniu sojuszniczego zaufania pomiędzy Polakami a partyzantami sowieckimi. „Drzazga” nie zdawał sobie sprawy, że oddziały partyzantów radzieckich wypełniały różne funkcje. Były wśród nich wielkie zgrupowania, zajmujące się walką z Niemcami i banderowcami, i były też takie, które podlegały NKGB, NKWD i GRU. Pełniły przede wszystkim funkcje rozpoznawcze, dywersyjne i kontrwywiadowcze. Miały też zapewnić płynne przejście przez kontrolowany przez siebie obszar radzieckiego frontu i umożliwić szybką likwidację całego podziemia na jego zapleczu.

Podziemne rezydentury NKWD

Działały przy nich podziemne rezydentury 4 Zarządu NKWD-NKGB, na czele którego stał generał Paweł Sudopłatow. Komórki te wykonywały wszystkie zadania tych służb. Na ich celowniku byli nie tylko banderowcy, ale także wszystkie organizacje podległe polskiemu rządowi na emigracji. Wołyń i całe Kresy Wschodnie za aprobatą aliantów miały ponownie stać się częścią Związku Radzieckiego. Było to już przesądzone. Mocarstwa zachodnie zaakceptowały wolę Stalina w tej kwestii, o czym dowództwo AK nie wiedziało. Egzekutorami woli Stalina były m.in. wspomniane radzieckie oddziały partyzanckie.

Na terenie inspektoratu łuckiego AK egzekutorem woli Stalina wyznaczony został wspomniany wcześniej płk Nikołaj Prokopiuk. Jak przyznawał to sam Leopold Świkla, „do jesieni 1943 r. wzorowo układała się współpraca AK z radzieckimi oddziałami specjalnymi, np. z Prokopiukiem”. Ten zaś działał zapewne według instrukcji otrzymanej drogą radiową nie ze Sztabu Ukraińskiego Ruchu Partyzanckiego, ale bezpośrednio od generała Sudopłatowa. Zakładała ona, że najpierw należy spróbować przeciągnąć oddział AK, zaczynając od dowódcy, na swoją stronę i doprowadzić do przejścia pod sztandary partyzantki radzieckiej. Taki wariant zastosowano wobec Rerutki.

Fot. IPN

Prokopiuk liczył, że plan ten wypali i uda mu się oderwać oddział Rerutki „Drzazgi” od struktur AK. Przypuszczać można, że chciał on do tego doprowadzić autentycznie. Oddział „Drzazgi” prezentował dużą wartość bojową i Prokopiuk nie chciał mieć go w gronie przeciwników. Wiedział, że będzie tworzona polska brygada partyzancka pod sowieckimi sztandarami, w której tacy zagończycy jak Rerutko mogliby odegrać dużą rolę.

Jak pisze Adam Peretiatkowicz, jakiś czas po rozbiciu banderowskiej bazy w Omelnie, w którym oprócz jego podwładnych brali udział żołnierze „Drzazgi”, ppłk Prokopiuk zorganizował w Hermanówce, w końcu października 1943 roku, naradę dowódców oddziałów partyzanckich. W jej trakcie jeden z dowódców zaproponował por. „Drzazdze” – jak pisze Peretiatkowicz – „podporządkowanie jego oddziału dowództwu radzieckiemu, obiecując rychłe awanse. Porucznik »Drzazga« tej propozycji nie przyjął, oświadczając z godnością, że nie może złamać raz złożonej przysięgi, że podlega polskiemu Naczelnemu Wodzowi w Londynie, a na Wołyniu walczy nie tylko z Niemcami, lecz także w obronie ludności polskiej ludności zagrożonej przez ukraińskich nacjonalistów, co jednak nie wyklucza wspólnej walki z radzieckimi partyzantami przeciw Niemcom. Oświadczenie to przez oficerów sowieckich zostało przyjęte głuchym milczeniem”.

Nie zdążył się wycofać z oddziałem

„Drzazga” natychmiast wysłał meldunek o otrzymanej propozycji do kpt. Świkli. Ten sam natychmiast przyjechał do Przebraża i by rozładować sytuację, polecił „Drzazdze” zmienić miejsce operowania i udać się z oddziałem do Zasmyk. „Drzazga” nie zdążył tego rozkazu jednak wykonać. Został bowiem zaproszony przez Prokopiuka na uroczystości z okazji „26 rocznicy Wielkiej Rewolucji Październikowej”. Takie samo zaproszenie otrzymali także dowódca wojskowy samoobrony w Przebrażu Henryk Cybulski i jego zastępca Franciszek Żytkiewicz oraz Albert Wasilewski „Orzech”, a także komendant samoobrony w Rafałówce Apolinary Oliwa „Lis”. Wszyscy przybyli oczywiście na spotkanie odbywające się w Hermanówce. Od obozu oddziału Rerutki leśniczówka ta była odległa o 3 km. Na przestrzeni tej znajdowały się zgliszcza polskiej wsi Dobra, wymordowanej i zniszczonej przez Ukraińców.

Świadek tamtych wydarzeń, dowodzący I plutonem Wacław Korzeniowski „Nałęcz” tak wspomina dramat, który rozegrał się w sąsiedztwie oddziału:

Dzień 6 listopada (sobota) był bardzo mglisty. Po południu tego dnia por. Jan Rerutko „Drzazga” wraz z lekarzem oddziału Sławomirem Steciukiem ps. „Piąty” jako tłumaczem, ponieważ znał on dobrze język rosyjski, oraz z żołnierzem Janem Linkiem ps. „Słoń” jako woźnicą pojechali wozem do Hermanówki na te uroczystości. Zabrali również na wóz kilka karabinów typu radzieckiego, aby je wymienić z partyzantką radziecką na karabiny typu „mauzer”. Takie wymiany prowadziliśmy dla ujednolicenia broni w oddziałach, z uwagi na zaopatrzenie w amunicję. Radziecka partyzantka otrzymywała swoje karabiny, do których miała dowolną ilość amunicji ze zrzutów, a my łatwiej zdobywaliśmy amunicję „mauzerową”.

Następnego dnia, 7 listopada, niedziela, była piękna, słoneczna pogoda od rana. Był już późny ranek, a Komendant (jak na ogół nazywaliśmy por. „Drzazgę”) nie powrócił ze współtowarzyszami jeszcze od oddziału. Byliśmy zdziwieni tym, ponieważ miał wrócić zaraz po uroczystości. Doszliśmy jednak do wniosku, że por. „Drzazga” wybrał się do Przebraża lub Rafałówki, aby omówić może niektóre sprawy, jakie wynikły w czasie tego spotkania. Jednakże czas płynął, a por. „Drzazga” nie wracał. Zaczęło nas to niepokoić. Dowódcą drugiego plutonu w tym czasie był kpr. Pchr. Rez. Karol Biernat pseudonim „Gabriel”. Po naradzie z „Gabrielem” zdecydowaliśmy wysłać gońców konnych do komendantów placówek samoobrony w Przebrażu i Rafałówce z zapytaniem o por. „Drzazgę”. Byliśmy pewni, że oni też byli na uroczystościach u płk. Prokopiuka. Nasi konni zwiadowcy powrócili z tych placówek z wiadomością, że por. „Drzazga” wraz ze współtowarzyszami wyjechali około północy do oddziału, a nie do Przebraża czy Rafałówki. Był to sygnał, że spotkało ich jakieś nieszczęście. (…)

Przed wejściem do lasu, oddzielającego pola zniszczonej wsi Dobra od wsi Hermanówka, rozwinąłem pluton w tyralierę, ubezpieczając się od ewentualnej niespodzianki. W tymże szyku posuwałem się przez las drogą wiodącą do Hermanówki. Po przejściu lasem około 600-700 metrów otrzymałem z lewej strony drogi meldunek, że znaleziono trupy por. „Drzazgi”, lekarza „Piątego” i szer. „Słonia”. W odległości około 100 m od drogi leżeli wszyscy trzej zabici i ułożeni obok siebie. Było to również w odległości 300-400 m od skraju lasu i domu we wsi Hermanówka, w którym była organizowana uroczystość przez płk. Prokopiuka. Por. „Drzazga” i „Piąty” mieli ściągnięte buty, a wiadomo, że pojechali w butach z cholewami, tzw. „oficerkach”. Również byli ograbieni z pistoletów i innych osobistych rzeczy. Wszyscy byli postrzelani w tył głowy. „Słoń” być może był dobijany, bo miał serię pocisków oddaną w plecy. „Słoń” był ubrany w grubą kurtkę watowaną, tzw. wówczas „kufajkę”, więc nie wszystkie pociski przeszły przez kurtkę i ciało na drugą stronę. Znaleźliśmy jeszcze pojedyncze pociski w kurtce z przodu. O wyrafinowaniu i perfidii tego mordu świadczy taki fakt, jak ułożenie ciał zabitych obok siebie, nie mówiąc o ograbieniu ich z osobistych rzeczy.

Zabraliśmy pomordowanych na wóz, a część plutonu dotarła do siedziby sztabu płk. Prokopiuka. Niestety nikogo z dowództwa radzieckiej partyzantki tam nie było. Jedynie pozostało kilku szeregowych partyzantów radzieckich jako posterunek. Na nasze pytania o „Drzazgę” i ich dowództwo nie „umieli” nic odpowiedzieć. Zostawiliśmy ich z ich przerażeniem widocznym na twarzach. Moje domniemania okoliczności śmierci „Drzazgi”, „Piątego” i „Słonia” są następujące: powracających z uroczystości zatrzymano w lesie i prawdopodobnie kazano im zejść z wozu oraz zbliżyć się do rozpoznania i wtedy podstępnie ich zastrzelono. Stąd wytłumaczenie, dlaczego por. „Drzazga” i jego współtowarzysze, którzy byli uzbrojeni, nie bronili się”.

Pogrzeb por. Jana Rerutki wraz z jego zamordowanymi towarzyszami odbył się 10 listopada 1943 roku na nowym cmentarzu w Przebrażu, założonym głównie dla chowania ofiar bestialskich mordów ukraińskich. Rerutko nie był pierwszym ani ostatnim polskim oficerem zamordowanym przez Sowietów.

Marek Koprowski