Expose Morawieckiego adresowane do PRL-owskiej mentalności Polaków

Morawiecki premier kryptowaluty
Premier Mateusz Morawiecki. / fot. PAP/Marcin Obara

W ostatnim czasie publicysta, Łukasz Warzecha, wrzucił Tweeta, w którym skarżył się na nie wykonywanie swoich obowiązków przez pracownika Poczty Polskiej. Wysyp krytykujących go komentarzy pokazuje, jak wiele osób ma ciągle PRL-owską mentalność, co tłumaczyłoby wysokie poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości.

Narodowy operator pocztowy Poczta Polska wprowadził chyba jakieś nowe zasady. Przed chwilą listonoszka zażądała, żebym po polecony zszedł do niej przed dom z 2. piętra. Odmówiłem, więc sobie poszła. Jaja jakieś – napisał Warzecha. Wtem na Twitterze rozpętała się cała dyskusja, w której publicysta nazywany był „wielkomiejskim Panem”, „leniwcem” i „intelektualistą bez empatii dla człowieków pracy”. Stawianie na piedestale klasy robotniczej i pogarda dla zarabiających, często lepiej, przez wykonywanie pracy lżejszej – w sensie fizycznym – to pierwszy z przejawów mentalności PRL-owskiej.

Nic dziwnego, że Prawo i Sprawiedliwość ciągle utrzymuje wysokie poparcie w sondażach i prawdopodobnie to się nie zmieni za sprawą nowego premiera. Expose Mateusza Morawieckiego, można streścić w maksymie „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciw państwu”. W swoim wystąpieniu były doradca Donalda Tuska, a dziś Prezes Rady Ministrów z namaszczenia Jarosława Kaczyńskiego, mówił o niepopadaniu w skrajności i niejako poszukiwaniu trzeciej drogi między socjalizmem a kapitalizmem.

Zobacz także: Michalkiewicz: Na czym polega faszyzm?

Jednak w expose zabrakło miejsca dla Ludwiga von Misesa, czy nawet mniej radykalnego w swoich poglądach liberała – Miltona Friedmana. Były za to nawiązania do Marksa XXI wieku, idola lewicy naszych czasów – Thomasa Pikketego. Były słowa o „przedsiębiorczym państwie”, o którym Morawiecki mówił już jako minister finansów i rozwoju, podczas spotkania z włoską lewicówką prof. Mazzucato. Ta w swojej najpopularniejszej książce udowadniała, że za wszelkimi wynalazkami i innowacjami nie stoi wolny rynek, ale urzędnicy i instytucje państwa.

Z mównicy sejmowej Morawiecki mówił też o kolejnych instytucjach państwa, które mają zostać powołane. Wydawało się, że to za rządów poprzedniej ekipy pod wodzą Donalda Tuska polska osiągnęła szczyt biurokratyzacji. W etatyzmie postanowił pójść jeszcze dalej Jarosław Kaczyński, za rządów Prawa i Sprawiedliwości, powołano już dziesięć nowych instytucji państwowych. W expose nowego premiera padły zapowiedzi powołania pięciu kolejnych biurokratycznych (po)tworów, a o ilu jeszcze Morawiecki marzy – tego możemy się jedynie obawiać.

Takie działanie może jednak PiS-owi zapewnić utrzymanie wysokiego poparcia. W przywoływanej już dyskusji o Poczcie Polski, poza sferą pojmowania znacznej części Internautów, znalazło się twierdzenie, że poczta wcale nie musi być państwowa, a prywatny właściciel mógłby świadczyć te same usługi taniej i lepiej. To uwielbienie dla wszechmocy państwa to kolejny relikt PRL-owskiego myślenia, które PiS z całą mocą odbudowuje. Nie kto inny, jak Prawo i Sprawiedliwość buduje państwowe mieszkania, nie kto inny zapowiedział powrót PGR-ów, nie kto inny chce produkować państwowe samochody.

Czytaj również: To PiS czy PRL-bis? Poseł Prawa i Sprawiedliwości wpadł na „nowatorski” pomysł. Wrócą kartki na żywność?

Opozycji wolnościowej jednak nie widać. Wybrany z list Kukiz’15, dziś poseł niezrzeszony, Robert Winnicki, tak skomentował sytuację Poczty Polskiej: Mocno anachroniczna, liberalna koncepcja. Poczta ma być polska i ma sprawnie działać. To jest jak najbardziej do zrobienia. Platforma Obywatelska też nic z tym problemem nie zrobiła i raczej za etatyzm PiS-u zbyt mocno nie krytykuje, podobnie jak jej młodsza siostra – Nowoczesna. Wolnościowcy, pod warunkiem, że odrzucą kontrowersyjne dla większości poglądy, mogą liczyć maksymalnie na dziesięć, może kilkanaście procent w wyborach. Większość ludzi ciągle wybiera socjalizm, tylko ten, który nie jest nim wprost nazywany.

Ostatnim przejawem PRL-owskiej mentalności, do której swoją wypowiedź ewidentnie adresował Morawiecki, jest zawiść. Podejście, w którym każdy, kto „ma”, kto się „dorobił” trochę więcej niż przeciętny Kowalski to złodziej. Bo skoro ma, to pewnie ukradł. Takie podejście uzasadnia własną nieudolność życiową – łatwiej uznać, że w naszym kraju dorobić się mogą tylko złodzieje, niż przyznać, że nam się coś nie udało. Nie pomaga w odrzuceniu tego myślenia fakt, że wiele osób faktycznie dorobiło się w ten sposób, aczkolwiek korupcja i przekręty są permanentną wadą istnienia państwa. Do tej cechy premier odwoływał się, mówiąc o walce z nierównościami, czyli zabieraniu jednym i oddawaniu innym.

Morawiecki w swoim expose postawił ewidentnie na państwo, co zapowiada nie lada problemy dla obywateli. Państwo ma wszystko załatwić, państwo ma za wszystko odpowiadać, państwo ma wreszcie pomóc – oczywiście w rozwiązaniu problemów, które wcześniej samo wykreowało. Niestety jednak im więcej państwa w życiu obywateli, tym mniej wolności. Zarówno gospodarczej – nowe instytucje i urzędników trzeba z czegoś utrzymać, jak i obywatelskiej – nowe instytucje i urzędnicy muszą się czymś zajmować, czyli o czymś decydować, zakazywać lub nakazywać.

Czytaj więcej: Najlepszy czas, by uderzyć w PiS. Właśnie wprowadzili socjalistyczne zmiany, których większość nie popiera

Każdy chce żyć na koszt państwa. Zapominają jednak, że państwo żyje na koszt każdego ~ Frederic Bastiat.

Źródło: dorzeczy.pl/wolnosc24.pl/nczas.com