numer biezacy, 24 Czerwca 2008

Chodakiewicz: Made in Wałęsa

Marek Jan Chodakiewicz

Ostatnio Norman Davies i Radek Sikorski zgodnie przekonywali, aby nie atakować Lecha
Wałęsy. Profesor Davies podkreślał, iż rzeczywistość PRL-owska wymuszała rozmaite kompromisy i że nie należy sugerować się jedynie zawartością ubeckich archiwów. A minister Sikorski pragmatycznie doradzał, aby machnąć ręką na dawne urazy.

Przypomniał też, że przecież sam był na celowniku służb specjalnych, które operowały w czasie
prezydentury Wałęsy. Historyk i polityk zgodnie twierdzą, że Wałęsa jest jedynym rozpoznawalnym symbolem Polski za granicą. I tu mają rację.

Wszędzie na świecie niemal każda osoba, z którą miałem styczność, słyszała o Lechu Wałęsie. Przy tym każda kultura tłumaczy sobie zjawiska zewnętrzne na swój sposób. Naturalnie były elektryk
jest najbardziej popularny w USA. Tutaj działa legenda „od szmat do bogactwa” (from rugs to riches). Jeden z naszych chłopaków z nizin przebił się i został prezydentem. Poza tym miłośnicy takiego mitu potrafią też dostrzec w przedmiocie swej adoracji nieistniejące przymioty. Pewien blue collar, czyli
pracownik fizyczny irlandzkiego pochodzenia z Brooklynu (a poznałem go, gdy pisałem podręcznik do usuwania azbestu), powiedział mi jakieś 18 lat temu, że Wałęsa jest wspaniały. Dlaczego? Bo
jest skromny. Otóż prezydent RP na spotkaniu z amerykańskimi związkowcami stwierdził, że nie będzie nosić czerwonego krawatu.

Irlandczyk zrozumiał to jako oznakę skromności, bo amerykańscy politycy często takie noszą, aby
wyróżniać się w telewizji. Tłumaczyłem mu, że Wałęsa w taki sposób chciał wyrazić swój antykomunizm, ale nie na wiele się to zdało. Irlandczyk obstawał przy swoim.

Ludzie lubią personifikować skomplikowane procesy historyczne. Przedstawiciel angolańskiej „antykomunistycznej” UNITA przekonywał mnie, że Wałęsa jest właściwie tak wspaniały jak dr. Jonas
Savimbi, gdyż symbolizuje „cały naród” w swojej nieustającej walce o wolność. Wcale nie ironizował. W Japonii mówiono mi zgodnie, że „Wałęsa is good. Porando is good”. Znów mit swego chłopa,
który w nierównej walce pobił smoka. W Indonezji usłyszałem, że Wałęsa jest lepszy niż Gandhi, bowiem ten Hindus zszedł do ludu i nim kierował, a Wałęsa, będąc z ludu, sam go zmobilizował i jako
przywódca wyrażał najlepiej jego aspiracje, gdyż z niego się wywodził. Nawet w Singapurze, gdzie kultura nie toleruje spontaniczności, Wałęsa miał pozytywny image. Podobne poglądy o Wałęsie
jako swojskim chłopaku z ludu, który jest „taki jak my”, słyszałem od obsługi żaglówki na Fidżi czy od obnośnego kramarza owoców na Jamajce. Zawsze wiązało się to z pozytywnymi opiniami o
Polsce, zresztą wbrew stale powtarzanej propagandzie o „polskich obozach koncentracyjnych” i „polskim antysemityzmie”. Właściwie po śmierci Jana Pawła II jedynym pozytywnym i powszechnie
rozpoznawanym symbolem Polski jest Lech Wałęsa. Nie twierdzę, że prezydenta-elektryka
kochają wszyscy na świecie. Wałęsa nie daje sobie zbyt dobrze rady podczas kameralnych przyjęć czy bardziej cywilizowanych uroczystości, jak chociaż bale. Po prostu jest sobą, co nie zawsze
jest czarujące. W przeciwieństwie do wywodzącego się z podobnie skromnych środowisk Arnolda Schwarzeneggera, Wałęsa nie brał lekcji dykcji ani dobrego zachowania. Nie zawsze się uczy, często
nie obchodzi go, co chciano by od niego usłyszeć, szczególnie gdy sytuacja wymaga, aby być kurtuazyjnym. Kiedyś, chyba ze cztery lata temu, obserwowałem, jak w Waszyngtonie Wałęsa bardzo zawiódł małą, elitarną grupkę tzw. Reaganoutów – zwolenników śp. Prezydenta USA.

Byli wśród nich politycy, dyplomaci, eksperci od bezpieczeństwa narodowego oraz darczyńcy – ci, którzy fi nansowo wspomagali działania Ronalda Reagana. Tymczasem prezydent-elektryk wygłosił
przemówienie, w którym podkreślił swoją własną wielkość oraz opowiedział o tym, jak to „Lech Wałęsa i Papież Jan Paweł II obalili komunizm”. A przecież i on, i jego ludzie wiedzieli doskonale, do kogo miało być skierowane to wystąpienie. Nic by nie zaszkodziło dorzucić mimochodem, że pewne zasługi
ma też Ronald Reagan. Wrażenie zostawił po sobie kiepskie. Podobnie zawiódł na pewnym balu na Florydzie, bo zachowywał się nie lepiej niż jego wytatuowana córka, którą przywiódł ze sobą.
Zresztą Wałęsa nie jest dla zagranicznych elit. Jest dla ludu, dla pop-kultury.

Im większy jest tłum słuchających go ludzi, tym lepsze wrażenie, a zasługa należy się głównie tłumaczom, którzy starają się wałęsizmy przekładać jak najmniej wiernie na tubylcze języki. Charyzma
Wałęsy działa więc poza Polską wbrew temu, co mówi. Polega na obrazkach telewizyjnych sprzed ćwierć wieku, na tłumach, które prawie zawsze filmowano w jego kontekście. W tym sensie Wałęsa
spija śmietankę z masowego polskiego zrywu patriotycznego, jakim była „Solidarność.” Zagraniczna legendy Lecha Wałęsy jest w zasadzie nie do ruszenia. Obrosła mitem i wykatapultowała elektryka
ze stoczni na poziom światowej supergwiazdy. To prawda, że tak jak o Polsce, o Wałęsie właściwie nikt nic nie wie, ale to „nic” tłumaczy się przynajmniej na pozytywny odruch i sentyment do naszego
kraju. Naturalnie z tego nie wynika, że trzeba zaprzestać badań historycznych i zatrzymać
publikacje na temat TW „Bolka”.

Oznacza to jednak, że na temat takich rewelacji należy wyrażać się w kraju umiejętnie. Jest to dość trudna operacja. TW „Bolek” sam w dużym stopniu zniszczył swoją legendę. Bał się otwarcie powiedzieć o niegodnych uczynkach swojej młodości. Po 1989 roku wplątał się w układy ze swoimi dawnymi prześladowcami. Pomagała mu w ukrywaniu tego większość post-PRL-owskiej „elity”. Ale
prawda zawsze prędzej czy później wychodzi na wierzch. Ujawniając ją, trzeba robić to w taki
sposób, aby zniszczyć kłamstwo i podłość w Polsce. Trudno liczyć, aby wpłynęło to znacząco na zagraniczną opinię o Wałęsie. Dlatego dziwi fakt, że prezydent RP Lech Kaczyński zdecydował się
publicznie zabrać głos na ten temat. TW „Bolkowi” nie sposób więcej zaszkodzić, bo on sam sobie krzywdę zrobił. A mogło być inaczej.

Należało otworzyć archiwa w 1989 roku i w tej chwili Polacy już na takie rzeczy nie marnowaliby czasu. A tak to cała sprawa się ślimaczy i pozostaje bombą medialną. A gdyby w Polsce przed 19 laty zapanowała wolność a nie kontynuacja PRL, to historycy takimi sprawami dawno by się zajęli.

Odkłamanie historii odbyłoby się dużo spokojniej i Polacy mieliby je już z głowy. Gdyby przeprowadzono dekomunizację i lustrację od razu, nikt nie dostawałby szału na wieść o publikacjach naukowych takich jak praca Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza. Z pewnością politycy by szaleli, ale naukowcy robiliby swoje w spokoju. Proszę zobaczyć: w marcu w „Biuletynie IPN” Piotr Gontarczyk i Radosław Peterman opisali dokładnie dzieje TW „Leopolda”, oczyszczając Stefana Niesiołowskiego z zarzutów agenturalności. Nikt tego nie zauważył. Dopiero gdy „Rzeczpospolita” przedrukowała
badania dwójki historyków, zaczęła się bitwa. Stefan Niesiołowski uznał to za instrumentalizację jego sprawy, za niepotrzebne nagłaśnianie niechlubnej przeszłości TW „Leopolda”, który – jak twierdzi – raczej mało komu szkodził i z polityki się wycofał. Według jak zwykle pragmatycznego posła Niesiołowskiego, trzeba zająć się agenturą rosyjską, a nie jakimiś popłuczynami po ubekach.
Nota bene gdy w 1992 roku pojawiły się oskarżenia wobec Stefana Niesiołowskiego, zapytałem o to jego przyjaciela, Andrzeja Czumę, który zaprzeczył, ponieważ wierzył mu.

Poza tym z „ochłapów” podawanych publicznie wynikało, że kiedy Stefan rzekomo miał się stać kapusiem zarejestrowanym przez SB w Łodzi, siedział w więzieniu (chyba w Barczewie) – czyli poza jurysdykcją łódzkiej bezpieki. Coś się nie zgadzało. Gdyby mieli do czynienia z Polską, a nie z eks-PRL, takie sprawy wyjaśniłoby się spokojnie i dość prędko – w formie naukowej, bez histerii. Ale w eks-PRL archiwa trzymano zamknięte, więc badać nie było wolno. I to samo dotyczy sprawy TW „Bolka”,
za badanie której Stefan Niesiołowski nie powinien strzelać do chłopaków z IPN. Przecież gdyby nie to samo komando historyczne, nigdy by się nie dowiedział, że Adam Humer zamordował jego wuja, Tadeusza Łabędzkiego. I Humer, i Łabędzki, i Wałęsa są przecież częścią historii Polski, którą trzeba poznać. Bo inaczej w zbiorowej pamięci zwyciężą wersje Hitlera i Stalina.

Artykuł pochodzi z bieżącego ewydania “Najwyższego Czasu!”. Zachęcamy do wykupienia e-prenumeraty.

W sklepie nczas.com pojawiło się 15-ście książek zaliczanych do absolutnej klasyki. Polecamy również pakiety publikacji Janusz Korwin Mikkego, Stanisława Michalkiewicza, zbiór książek o Żydach itd.:

UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części) z działu “numer bieżący” oraz “ważne”, jest możliwy jedynie: a) za podaniem klikalnego źródła b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + informacje poniżej artykułu np. o ewydaniu, nowych publikacjach w sklepie itp.

14 komentarzy do artykułu “Chodakiewicz: Made in Wałęsa”

  1. macias:

    ed2k://|file|[Niezalezna.pl] SB, a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii; Sławomir Cenckiewicz, Piotr Gontarczyk (fragmenty).pdf|64213444|F6F406B63C565A635341476811C85147|/

  2. macias:

    Duplikat na rapidshare:
    http://rapidshare.com/files/124740058/SB.a.Lech.Walesa.pdf.html
    Tak przy okazji, w tym pdfie sa 2 rozdzialy wymienione z plikow dostepnych wczesniej na sieci, maja lepsza jakosc.

  3. Aretai:

    Czyli w skrocie “razwiedka” wypromowala Walese w kraju i potem uczynila z niego nasz towar eksportowy, ktory jezdzil i “zapominal wspomniec o zaslugach Regana”. O Abp. Wielgusie i jego rzekomej wspolpracy (nadal nie za bardzo w nia wierze) bylo bardzo glosno, a o tym jak mogl wspolpracowac Walesa ma juz byc raczej ciszej.
    We wspolczesnym swiecie legendy przemijaja bardzo szybko czy jesli upadnie jedna podziurawiona legenda z Polski bedzie naprawde wielki huk? Nie sadze, podejrzewam, ze wiekszosc bardziej sie przejmie wyczynami Paris Hilton czy nowa dama do towarzystwa Hugh Grant’a;)
    “Zawsze wiązało się to z pozytywnymi opiniami o
    Polsce, zresztą wbrew stale powtarzanej propagandzie o „polskich obozach koncentracyjnych” i „polskim antysemityzmie””
    A no to teraz rozumiem Walesa jako ikona broniaca nas przed propaganda o “polskich obozach koncentracyjnych” i “polskim antysemityzmie” - konik MJC.
    Nie wiem czy lekarstwo nie jest gorsze od choroby… Zreszta watpie, zeby jacys Chinczycy czy tez obsluga zaglowki z Fidzi tak bardzo sie przejmowala martyrologia zydowska (z calym szacunkiem dla niej) w czasie II wojny swiatowej, oraz polskim rzekomym udzialem w tejze.

    Aretai

  4. macias:

    Jest juz pelna wersja ksiazki na emule, wersja redaktorska (czyli innymi slowy: nie skan, a zrodlowka). Polecam!

  5. tytus flawiusz:

    Najbardziej rozpoznawalnym na świecie Niemcem jest Hitler czy w związku z tym Niemcy proponują nie wywlekać jego prawdziwej historii na wierzch ? Jakoś nie zauważyłem.
    Co innego w przypadku Szechterów, Morelów, Okrętów i innych Światłów, choć nie są aż rozpoznawalni w świecie jak Biegun czy Stern

  6. uciekinier:

    @tytus flawiusz

    dokladnie tak jest niestety :-)

    bo nawet w niemczech za zbyt wierne prawdzie biografie Hitlera idzie sie do pierdla.

  7. Oficer RazwiedUPRu:

    “bo nawet w niemczech za zbyt wierne prawdzie biografie Hitlera idzie sie do pierdla.”

    Nie mylisz czasem Niemiec z Porypią Janusza Mikkego?

  8. Najwyższy CZAS! - tygodnik konserwatywno - liberalny » Artykuł » Numer 26 (945) z 28 czerwca 2008:

    [...] Tomasz Sommer: Wskrzeszenie zombi ● Marek Jan Chodakiewicz: Made in Wałęsa ● Tomasz Mysłek: Powtórne referendum. Jak zlekceważyć wolę [...]

  9. 222:

    Historia to MITOLOGIA. Ludziom nie potrzeba prawdy, tylko bajek. Jeżeli w tak świeżej sprawie nawet historycy nie mogą dojść do porozumienia, to co mówić o historii świata czy ludzkości. Oficjalna wersja historyczna jest tyle razy obrabiana przez czas i ludzi, że zawsze pozostaje tylko mit, jak w greckiej mitologii. Gdzie prawda, gdzie fantazja opowiadaczy- a kto to rozdzieli? Historia jest tym, co staje się przydatne z przeszłości dla żyjących pokoleń…

  10. jozwa:

    krawatu czy krawata?

  11. wuuj:

    No dobra, to gdzies ty Chujdakiewicz NIE byl?

  12. mateo:

    “Historia to mitologia.”

    Jeśli to ma być ogólna wykładnia to chyba się Pan z koniem za łeb zamienił. Za to historia Lecha Wałęsy w wersji ehehehe…”kanonicznej” to czysta mitologia jak najbardziej.

  13. xyzyx:

    DEF. = Mikkoluby to ci, co lubią Myszkę Mickey, a tutejsze forum odwiedzają dla przyjemności, a nie z obowiązku, dla paru srebrników żołdu.

  14. Bolesław Paszkowski:

    Półprawdy i konfabulacje prawdy nie zastąpią
    We współczesnych opracowaniach naukowych i publikacjach notorycznie mylone są podmioty z przedmiotami a tym bardziej z instrumentami. Jeżeli pisze się o Żydach to tylko w kategoriach nieokreśloności i nigdy niewiadomo czy uważa się Żydów za kreatorów polityki globalnej, czy też jako terrorystów, wymuszających na rządach określone postawy. W konsekwencji niewiadomo kto jest podmiotem a kto instrumentem, jak np. w relacji Stany Zjednoczone i Izrael i co jest przedmiotem działania. Jeżeli pada np. domniemanie, że Żydzi wysadzili wieże WTC, to niewiadomo czy jakieś Żydy, popiwszy zdrowo z Bin Ladenem się zabawili, czy też uczyniła to określona organizacja: Mosad, ŚKŻ, Legion Syjonu, BUNT, Centrala Ruchu Syjonistycznego.. itp.?
    Chociaż krąży też opowiastka, że niejaki Żyd kresowy (pradziadek jednego ze współczesnych polityków?), spostponowany przez magnatów kresowych, wyjechał do Anglii i, jako doradca lorda Curzona, wykreślił wschodnie granice etniczne Polski w ten sposób, aby latyfundia tych magnatów znalazły się poza granicami Polski.
    W publikacji „Made in Wałęsa” Chodakiewicz, broniąc mitu podmiotowości Wałęsy w procesie obalania systemu komunistycznego w imię jego popularności wśród niebieskich kołnierzyków także nieokreśloności hołduje. Niemniej jednak popularność ta świadczy także o skuteczności metodologii rozwalania komunizmu przez frakcję nacjonalistyczną PZPR i polskie służby bezpieczeństwa, jako doskonałe rozegranie pod względem socjotechnicznym. Podstawowym bowiem pryncypium ideologii komunistycznej było oparcie „władzy ludowej” na hegemonie dziejów – wielkoprzemysłowej klasie robotniczej. Stąd właśnie kreowano wydarzenia poznańskie w 1956 roku (Zakłady H. Cegielski), jako forpocztę polskiego października. – Jest to bomba podłożona przez jedną frakcję PZPR drugiej frakcji – stwierdził Putrament na plenum KC. Następnie wydarzenia gdańskie w 1970 (Stocznia im. Lenina), radomskie w 1976 (Zakłady Waltera) i ostatnie gdańskie w 1980 roku. Były to zakłady szczególnie mocno otoczone opieką służb specjalnych, zarówno polskich jak też międzynarodowych (Kominternu). Na dodatek ze strzelaniem do robotników. - Partia komunistyczna na oczach całego świata tą salwą rozstrzelała całą swą komunistyczną ideologię – skonstatował jeden z towarzyszy na widok salwy fizylierów pod bramą Stoczni im. Lenina w grudniowy poranek 1970 roku. Dlatego też na przywódcę strajkującej wielkoprzemysłowej klasy robotniczej musiał być wykreowany przez służby specjalne niekwestionowany robotnik z licznej katolickiej rodziny. Wybór padł na Wałęsę. Wałęsa w roli Dyzmy w swe posłannictwo i silę sprawczą uwierzył. Wiele głupstw narobił a na dodatek jeździ po świecie i swoje konfabulacje prymitywne opowiada. Niszczy w ten sposób swoją legendę i Etos Solidarności polskiego narodu.
    Ponadto we współczesnych badaniach i rozważaniach historycznych pomijany jest problem dualizmu politycznego w obozie socjalistycznym ze Związkiem Radzieckim na czele. W rzeczywistości istniały władze formalno państwowe i nadrzędne Kominternu. Decyzje Kominternu były bezwzględnie obowiązujące wszystkie partie komunistyczne i robotnicze. A więc zarówno KPZR, jak też NSDAP były zmuszone do realizowania decyzji Kominternu. Stąd Układ z Rapallo z 1922 roku i ścisła współpraca NKWD i SS w eksterminacji polskiego narodu. Stalin nie był członkiem Kominternu. Generalnym sekretarzem w latach 1935-43 był Togliatti. Istniały dwie armie – Sowiecka Armia (MON) i ponadmilionowa kosmopolityczna Specnaz NKWD, podległa Głównemu Zarządowi Bezpieczeństwa Państwa w Kujbyszewie. Były nawet dwie partyzantki sowieckie w czasie wojny – armijna, walcząca z Niemcami i enkawudowska oczyszczająca Zachodnią Białoruś i Zachodnią Ukrainę z „polskiego żywiołu”. Starcie zbrojne tych dwóch armii nastąpiło w Afganistanie z kontynuacją w Czeczenii.
    W dniu 5 marca 1983 roku, z okazji trzydziestej rocznicy zgonu Stalina, rozgłośnia BBC w języku polskim, zastrzegając, że prezentuje materiały, opracowane przez naukowców angielskich i rosyjskich na emigracji, nadała audycję poświęconą osobie Stalina. W audycji tej między innymi stwierdzono: „(…) Stalin w styczniu 1953 roku pod hasłami walki z kosmopolityzmem, rozpoczął na niebywałą w dziejach skalę, kampanię antysemicką. Jak dalece nie dowierzał swemu otoczeniu może świadczyć fakt, że komunikaty dla TASS-a pisał własnoręcznie i wysyłał przez specjalnego posłańca. Doprowadził do postawienia przed sądem dwunastu lekarzy żydowskich oskarżonych o zatrucie największego antysemity wszechczasów Żdanowa. Inna grupa lekarzy dopomogła Stalinowi w opuszczeniu doczesnego padołu. Jeżeli sprawdzają się wierzenia niektórych wyznań, że dusza ludzka może z tamtego świata obserwować padół doczesny, to duch Stalina ma minę szczególnie zadowoloną, gdyż znalazł godnych następców i kontynuatorów, rozpoczętego przez siebie w styczniu 1953 roku dzieła, w osobach Andropowa, Karmala i Jaruzelskiego.”
    Jeżeli zaś chodzi o Polskę powojenną to należy wyróżniać cztery charakterystycznie specyficzne okresy lat: - 1944-48, 1949-55, 1956-80, 1981-89.
    Na szczególne wyróżnienie zasługuje okres 1949-55. Został rozpoczęty już w 1947 roku w Szklarskiej Porębie powołaniem Kominformu. Praktycznie było to reaktywowanie Kominternu, rozwiązanego w 1943 roku przez Stalina. Był to okres totalnej dyktatury UB (przemianowanego na MBP). Główne uderzenie zostało skierowane na niszczenie polskiej tożsamości narodowej wraz z mordowaniem patriotycznych elit przywódczych (nawet potencjalnych), komunistycznych nie wyłączając (odchylenia nacjonalistyczne). Wielce haniebną kreacyjną rolę w tym procederze odegrała CIA pod osobistym nadzorem A. Dullesa. Zamordowano bądź osadzono w więzieniach dziesiątki tysięcy osób min. na podstawie fabrykowanych przez CIA dowodów, współpracy z Niemcami nie wyłączając.
    Po roku 1956 w Polsce nastąpiło stopniowe poszerzanie swobód obywatelskich i zakresu suwerenności państwa polskiego. W Związku Radzieckim także.
    Mając na uwadze powyższe, sygnalnie przedstawione uwarunkowania, jednoznaczne określenie kto z kim w Polsce i dlaczego współpracował na podstawie strzępów esbeckiego śmietnika nie jest możliwe. Tak jak niemożliwe jest otwarcie wszystkich archiwów, zastrzeżonych nie wyłączając. Otwieranie zaś wybiórcze może przynieść niepowetowane szkody. Od odkłamania historii bieg do przodu należy zacząć. Historykom pod rozwagę.

Skomentuj (nie musisz być zalogowany aby komentować artykuły)

Dozwolone tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

TWÓJ KOSZYK

Twój koszyk jest pusty.
Zajrzyj do sklepu

REKLAMA

nowa ksiazka na nczas.com - Mitologia globalnego ocieplenia!
oblicza postępu, oblicza socjalizmu, 20 Listopada 2008

Renesans “Kapitału” Marksa (komiks, film, książka)

N. Sarkozy został sfotografowany z “Kapitałem”. Niemiecki minister finansów P. Steinbrück stwierdził, że “niektóre poglądy myśliciela nie są nawet takie złe”. 2 komentarzy

oblicza postępu, polska, 20 Listopada 2008

Teatr o królewiczach gejach będzie pokazany w szkołach?

Chcą wystawiać w szkołach spektakl o królewiczu, który zamiast wybranki znalazł wybranka 5 komentarzy

kosciol, polska, 20 Listopada 2008

Polski ksiądz powinien być ekologiem?

Kryzys finansowy i ekologiczny jako główne tematy obrad Rady ds. Społecznych Episkopatu Polski. 1 komentarz

europa, oblicza postępu, 20 Listopada 2008

Zamknęli ojca za klapsa w pupę syna

Zabrali ojca do aresztu pod zarzutem “fizycznego znęcania się nad dzieckiem” 10 komentarzy

europa, oblicza socjalizmu, 20 Listopada 2008

KE: plan gospodarczy za 130 mld euro

Pakiet działań “wspierających koniunkturę gospodarczą” za 130 mld. 5 komentarzy

europa, oblicza postępu, 19 Listopada 2008

PE: niech Irlandia wiosną ratyfikuje traktat

“Demokracja” aż do skutku: wiosną 2009 Irlandczycy zagłosują ponownie!? 26 komentarzy



KOMENTARZ SATYRYKA

Wasiukiewicz Komentarz Satyryka nr 47


  • WolnośćVolenti non fit iniuria
  • WłasnośćMy home is my castle
  • SprawiedliwośćLex retro non agit