numer biezacy, 7 Października 2008

Co biorą dziennikarze?

Dariusz Kos

Ręce precz od banków!”, „rządy i parlamenty całego cywilizowanego świata nie wtrącają się w prywatny sektor bankowy”, „w Europie to nie do pomyślenia, by parlament zajmował się kontrolą prywatnych banków i tego, jak działają”.

Takiej mniej więcej wymowy artykuły i publikacje można było przeczytać w największych polskich gazetach jeszcze dwa lata temu za sprawą powołania sejmowej komisji śledczej ds. banków. Chciała ona sprawdzić m.in. prawidłowość prywatyzacji banków i czy aby cała branża nie jest w jednej wielkiej zmowie, by zawyżać opłaty pobierane od klientów.

Słowem: chciała przy okazji sprawdzić, czy mamy wolny rynek w bankowości. Histeryczne wręcz ataki największych mediów na tych, co tę komisję powołali, oraz teksty broniące niezależności tego sektora od władzy wręcz zalewały Polaków. Bałem się otworzyć lodówkę, by nie ujrzeć red. Gadomskiego ujadającego na rodzący się faszyzm. Dziś ci sami polscy publicyści, ci sami dziennikarze, te same gazety i inne media domagają się interwencji państwa w celu ratowania zagrożonych banków, chwaląc te rządy, które z kieszeni podatnika wyciągają pieniądze, by „uspokoić rynki finansowe”.

Ci sami ludzie, którzy kiedyś chcieli sektor bankowy ochronić przed komisją śledczą polskiego parlamentu, w ostatnich dniach domagali się od parlamentu USA zgody na rabunek tamtejszych obywateli, idący w setki miliardów dolarów, by ratować nieudaczników i złodziei zarabiających miliony. Wcześniej byli przeciwni kontrolowaniu banków przez państwo – dziś piszą o potrzebie zwiększonych regulacji, kontroli, a w ogóle to powinien według nich powstać światowy kontroler banków i rynków finansowych. Gdy rząd PiS renacjonalizował Bank Ochrony Środowiska, wykupując akcje od szwedzkiego banku SEB, dziennikarze ekonomiczni wyśmiewali się z tego, przekonując, iż świat zachodni (czyli ten lepszy, ten kapitalistyczny) tak nie robi.

Dziś dokładnie ci sami dziennikarze ekonomiczni biją brawa i podskakują z zachwytu, gdy rządy Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Belgii, Holandii i na nieszczęście USA nacjonalizują bankrutujące banki i instytucje finansowe. Nigdy nie miałem o moich kolegach z działów ekonomicznych największych mediów najlepszego mniemania, lecz dziś uważam ich za kogoś gorszego od kobiet lekkich obyczajów.

Tak pisać może tylko ten, kto coś bierze. I to wcale nie halucynogeny, tylko coś bardziej sycącego, szczególnie kieszenie. No bo przecież o głupotę polskich dziennikarzy ekonomicznych z największych mediów nie śmiem posądzać. Za to o brak wiedzy, co to kapitalizm – już jak najbardziej tak.

Nowe książki w księgarnii NCZ!:

● “Fakty i Mity W Ekonomii” (Thomas Sowell): Autor udowadnia, ze ani bieda, ani bogactwo nie sa skutkiem wyzysku; pracodawcy rzadko kiedy dyskryminuja kobiety, a powodem wysokiego czesnego jest na wiekszosci uniwerkow zwykle marnotrawstwo. Czyta sie z wypiekami na twarzy!

● “Wykonczyc bogatych!” (Patrick Jake): Autor uczy ekonomii przez… zabawe! Ci, ktorzy na codzien nie zajmuja sie funkcjonowaniem bankow, akcjami, gielda, wskaznikami wzrostu i innymi “nudnymi” rzeczami nie beda sie mogli oderwac od tego barwnego wykladu….

● “Ortodoksja” (Gilbert Keith Chesterton): Ksiaza jest uznawana za kamien milowy w rozwoju mysli chrzescijanskiej, arcydzielo retoryki i jedna z najwazniejszych ksiazek XX w.!

● “Heretycy” (Gilbert Keith Chesterton): Ksiazka od dziesiatków lat jest wznawiana na Zachodzie i cieszy sie niezmienna popularnoscia. Autor poddaje krytycznej analizie rozmaite opinie, postawy i swiatopoglady, szeroko rozpowszechnione w literaturze literaturze prasie. Lektura dla ludzi inteligentnych, lekka, ale dajaca wiele do myslenia.

● “Wiekuisty czlowiek” (Gilbert Keith Chesterton): Ksiazka napisana przez Chestertona trzy lata po nawroceniu na katolicyzm. Pelna rozmachu, erudycji i slownej wirtuozerii proba ukazania chrzescijanskiej wizji dziejow od czasow prehistorycznych az po wspolczesnosc.

Zachęcamy do złożenia zamówienia!

UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części), jest możliwy jedynie: a) za podaniem klikalnego źródła b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + informacje poniżej artykułu np. o ewydaniu, nowych publikacjach w sklepie, itp.

11 komentarzy do artykułu “Co biorą dziennikarze?”

  1. lutek:

    Banki muszą być znacjonalizowane, wtedy każda transakcja będzie widoczna jak kotlet na patelni - skończą się oszustwa. Niewolnicy znaczy się obywatele nawet nie będą musiały zajmować się i pamiętać o przelewach, tylko urzędnik sam pobierze tyle a tyle plus kilka złotych na kiełbasę dla siebie - jakie to ułatwienie!

  2. Matt:

    Hipokryzja i podwójne standardy to fundament michnikowej moralności. Czym tu się dziwić? Gdyby dało się np. za pomocą tych samych komisji dowalić np. politycznym przeciwnikom, to też frazesy w sekundzie poszłyby w las.
    A co do normalniejszych ekonomistów nie będących na usługach establishmentu, to prezentują oni często normalniejszy punkt widzenia od tych polit-poprawnych.

  3. trocki syberyjski:

    co tu dużo gadać rydzyk namieszał swoim radiem w wyborach i wygrał kaczor czyli nie ten co trzeba. sytuacja wymknęła się z pod kontroli i trzeba było ją ratować jak najszybciej. donek co chwila mówił że potrzebne są nowe wybory.
    to teraz wygrał i jest tak jak sobie życzy oś NY-Berlin-Jerusalem. Dziwie sie że jeszcze istnieją tacy co królowi zarzucają w twarz władzę którą zdobył podstępem. Ci mądrzy dziennikarze kadzą bo każda władza jest dana od boga. A to że kłamią i na nich położy kreske. Jeśli zasady jednych i drugich są oparte na sataniźmie co się dziwić. Dziś rządzi religia JUDAISTYCZNA

  4. jb:

    Skurwysyństwo zawsze wyłazi!

  5. Loco:

    Bankowcy to mafia.W przypadku amerykanskich bankow,to mafia zydowska.
    Raz zarobili doprowadzajac banki do ruiny,nastepnym razem zarobia po otrzymaniu tych 700 mld.dolarow od podatnikow.
    Czy ktokolwiek z nich odpowie materialnie za te nieuczciwe geszefty.Nie przypuszczam.Zwykli, obywatele-podatnicy, musza placic rachunek.
    Scisle kierownictwo ogromnego koncernu ubezpieczeniowego po uratowaniu od bankructwa dzieki pieniadzom podatnikow,wybralo sie do luksusowego spa-hotelu.
    Rachunek brzmial na ponad 400 000 dolarow.
    A ja myslalem ze takie cudenka dzieja sie tylko w Polsce…

  6. at:

    Nic nowego, tylko dlaczego jesteśmy tym zaskoczeni?
    Jakoś ta machina musi działać, no nie? Pieniądze są coraz bardziej wirtualne, ale dla tych co je dają. Ci co zawiadują nimi biorą realne pieniądze, wydają na realne cele.
    Ktoś za to musi zapłacić. No to trzeba zrobić kryzys. Kto dałby kilkaset milionów dolarów lekką rączką? Chyba nikt. A tak dostało się i to z chęcią. Bo przecież może być gorzej, a my tylko chcemy temu zaradzić. Po takim wysiłku niewielki bankiecik wręcz się należy!

  7. monty:

    2 kroki do tyłu , 3 do przodu. Taka jest recepta postępu w nakładaniu kagańca na
    gębę motłochu.
    każdy musi być skatalogowany ,oceniony ,wyceniony i zlokalizowany.
    Nie da się tego zrobić na raz. Dlatego stosowane są różne chwyty.
    Ale nasi nie mogą stracić.
    Gdy motłoch zaczyna się orientować o co chodzi - trzeba go porządnie postraszyć
    Ot i cała technika manipulacji

  8. fin:

    pachciarza nie ma… a, dzis sukot.. nie przeniesli mu kompa do namiotu…

  9. Observator:

    Winę za obecne załamanie gospodarcze w Stanach
    Zjednoczonych ponoszą tylko i wyłącznie politycy.
    Jeśli sami tego nie zrozumieją, Ameryce grozi
    krach na niespotykaną dotąd skalę. Niestety,
    dostanie się i Polsce.

    Oficjalnie, czyli na potrzeby mediów, powodem
    krachu instytucji finansowych jest kryzys
    kredytów hipotecznych. A co w takim razie
    było przyczyną kryzysu tych kredytów? To też
    wydaje się jasne: niewypłacalność dłużników.
    Miliony Amerykanów nie spłaca swoich długów. Banki
    nie dostają swoich pieniędzy. Są zagrożone. Co
    prawda, problemy z dłużnikami nie pojawiły się od
    dzisiaj, jak to się jednak stało, że nagle tak
    dużo ich nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań.
    Tym bardziej że skutkiem zaległości w spłacie jest
    foreclosure, czyli procedura przymusowego
    przejęcia zadłużonej nieruchomości przez bank;
    dłużnik traci swój dom, mieszkanie, pieniądze.
    Trudno więc podejrzewać, żeby powodem wstrzymania
    spłaty kredytu był jakiś bunt dłużników czy też
    chęć dokuczenia bankom. A zatem co? I na to
    pytanie media mają dość prostą odpowiedź: NINJA.
    Akronim ten pochodzi od amerykańskiego terminu
    określającego złego kredytobiorcę: no
    income, no job, no assetts (brak dochodu,
    brak pracy, brak majątku). Jak to się stało, że
    banki udzieliły kredytu tak wielu dłużnikom
    nieposiadającym pracy, dochodu i majątku?

    Tajemnicze kredyty

    I tutaj problem się komplikuje. Do niedawna na to
    pytanie nie podawano żadnej odpowiedzi albo
    tłumaczono wymijająco: panował boom na rynku
    nieruchomości i każdy chciał z niego skorzystać,
    głównie jednak spekulanci. Problem w tym, że
    rzadko sama potrzeba pożyczkobiorcy wystarczy do
    otrzymania kredytu. Banki nie są instytucjami
    samoobsługowymi. Do otrzymania kredytu konieczna
    jest ich zgoda, oparta na wnikliwej analizie
    możliwości finansowych dłużnika. Skoro tak wielu z
    nich nie spełniało kryteriów dobrego kredytu, na
    jakiej podstawie banki im go udzieliły? W tej
    kwestii do niedawna panowało milczenie. Dopiero w
    ostatnich dniach września pojawiła się na You Tube
    wypowiedź wyjaśniająca sprawę. Udzielił jej
    senator z Connecticut, Christoher J. Dodd,
    nazywając sprawę po imieniu, a brzmi ono: CRA,
    czyli Community Reinvestment Act. Jest to ustawa,
    przyjęta przez Kongres w 1997 r. za prezydentury
    Billa Clintona, której celem była ochrona
    kredytobiorców mniejszościowych,
    czyli ludności kolorowej, ubogiej, znajdującej się
    w złych warunkach materialnych, przed złym
    traktowaniem jej przez banki.

    Wypowiedź senatora Dodda wywołała konsternację.
    Padła bowiem z ust przedstawiciela Partii
    Demokratycznej, szczególnie wrażliwej na losy
    mniejszości. Mimo to coś w niej było na rzeczy.
    Ameryka, w tym i amerykańskie banki od dawna
    sparaliżowane są ustawodawstwem
    antydyskryminacyjnym, zakazującym wynajmowania
    lokali przedstawicielom mniejszości, zwalniania
    ich z pracy czy odmowy udzielenia kredytu
    bez względu na to, jak racjonalne byłyby przyczyny
    tej odmowy. Jednakże powoływanie się na CRA to
    tylko półprawda. Wprawdzie wśród ofiar foreclosure
    jest wielu przedstawicieli dyskryminowanych
    mniejszości nie oni stanowią większość
    kredytobiorców z grupy NINJA i grupy zalegających
    dłużników. Jeśli zatem nie oni są winni, to kto?

    Cała prawda

    Prawdziwe korzenie kryzysu są głębsze i mają
    głównie charakter polityczny. Należą do nich:
    kosztowna wojna na Środkowym Wschodzie (300 mln
    dolarów dziennie), rozrzutna polityka w zakresie
    finansów publicznych podnosząca deficyt budżetowy
    do niewyobrażalnych rozmiarów (30 bilionów
    dolarów), interwencjonizm, czyli ręczne sterowanie
    gospodarką przez polityków i będąca jego
    konsekwencją luźna polityka monetarna FED. Z
    jednej strony, George W. Bush, po swoim wątpliwym
    zwycięstwie wyborczym w 2000 r. chciał Amerykanów
    kupić, już to darmowymi lekami dla emerytów, już
    koncesjami dla rolnictwa i przemysłu oraz
    świadczeniami socjalnymi na niespotykaną dotąd
    skalę, z drugiej zaś po zamachu z 11 września 2001
    potrzebne były ogromne pieniądze na wojnę z
    terroryzmem. O ile Stany Zjednoczone stać by było
    na każdy z tych wydatków z osobna, o tyle
    prowadzenie ich równocześnie jest dla gospodarki
    tego kraju ponad siły. Skutkiem nałożenia się
    welfare na warfare było pojawienie się inflacji.

    I to jest główne nieszczęście!

    Jeśli bank centralny, powołany do kontrolowania
    płynności na rynku pieniężnym, pompuje do banków
    komercyjnych miliardy dolarów, licząc im za te
    pieniądze niewiele powyżej 1 proc. w skali
    rocznej, a czasem nawet mniej, to trzeba naprawdę
    dużej wyobraźni, odpowiedzialności albo pesymizmu,
    by z takiej okazji zrezygnować. Ekspansja
    kredytowa zapoczątkowana przez prezesa banku
    centralnego USA, czyli Rezerwy Federalnej (FED),
    Alana Greenspana, a później z powodzeniem
    kontynuowana przez jego następcę, Bena Bernanke
    miała posłużyć całej gospodarce. Tymczasem
    przysłużyła się wyłącznie politykom, którzy z
    powodzi monetarnej korzystali, finansując wojnę i
    socjal, właśnie welfare i warfare.

    Banki zalane tanim pieniądzem oferowały kredyty za
    pół darmo, i to każdemu, nawet NINJA, patrząc
    przez palce na perspektywy ewentualnej
    niewypłacalności. A przecież już ponad pół wieku
    temu Ludwik von Mises, a później Murray N.
    Rothbard ostrzegali, że drukowanie pieniędzy bez
    oparcia ich na oszczędnościach i realnych dobrach
    jest wysoce ryzykowne. Nie dość, że daje to
    przedsiębiorcom zły sygnał co do kondycji
    gospodarki, to na dodatek wywołuje inflację. Bo to
    nie wysokie ceny ropy naftowej, jak to się gładko
    mówi w radiu, tv i na większości uniwersytetów,
    wywołują inflację, lecz inflacja wywołuje wysokie
    ceny ropy i wszystkiego innego. To wzrost inflacji
    zmusił w końcu FED (w połowie 2007 r.) do
    powstrzymania podaży pieniądza, i tym samym do
    podniesienia oprocentowania kredytów, a ponieważ w
    okresie boomu gros kredytów udzielanych na kupno
    nieruchomości miało oprocentowanie zmienne, z
    chwilą korekty ceny pieniądza, koszty obsługi
    wzrosły powyżej zdolności finansowych wielu
    kredytobiorców. Ci ostatni tracili domy, banki zaś
    płynność. Zamiast pozostawić wtedy rynek samemu
    sobie, aby dokonał oczyszczenia gospodarki z
    podmiotów, które dobrowolnie i świadomie podjęły
    błędne decyzje, nie dają sobie rady, więc muszą
    upaść, rząd wraz z FED zaczął to wszystko ratować;
    najpierw poprzez wzrost płynności, czyli ponowną
    obniżkę stóp bazowych, następnie poprzez
    bezpośrednią pomoc finansową dla zagrożonych
    instytucji, aż wreszcie nacjonalizując upadające
    firmy.

    Jeśli Biały Dom ma tak wielkie serce, to zamiast
    rabować biednych i dawać bogaczom, mógł pomóc
    niewypłacalnym posiadaczom nieruchomości i
    podarować im pieniądze na spłatę hipoteki
    tak jak daruje firmom finansowym. W ten sposób ci
    ostatni uratowaliby swe domy, a banki otrzymały
    swoje pieniądze. Rozwiązanie równie szkodliwe, ale
    znacznie bardziej

    Socjalizm w natarciu

    Inflacja wzrosła do poziomu nie notowanego od 12
    lat. Co gorsza, biznes, który zwykle nie zna
    kulisów programów ratunkowych i skomplikowanych
    interwencji monetarnych uznał, że skoro pieniądz
    jest taki tani i jest go tak dużo, znaczy
    gospodarka jest rozgrzana i będzie się rozwijać.
    Nastąpiła seria błędnych decyzji inwestycyjnych, w
    wyniku których straty poniosła także motoryzacja,
    potem transport, budownictwo i parę innych
    sektorów. Jednocześnie wprowadzeni w błąd
    inwestorzy giełdowi kupowali papiery nadal,
    doprowadzając do ich sztucznej aprecjacji.
    Popularnym wehikułem inwestycyjnym stały się
    zsekurytyzowane długi hipoteczne. Kiedy dłużnicy
    przestali je spłacać, obligacje, których długi
    hipoteczne były zastawem, stały się kawałkiem
    papieru. Gdy rynek poznał prawdę; kiedy dowiedział
    się, że te papierowe papiery
    stanowią główny majątek takich potentatów
    finansowych, jak Lehman Brothers, Merrill Lynch,
    AIG i wielu innych, parkiety zaczęły się walić. I
    wtedy politycy, którzy nie tak dawno uspokajali
    Amerykę, że finanse kraju są pod
    kontrolą postanowili wpompować w
    gospodarkę jeszcze więcej papieru, za które chcą
    ratować banki, powiększając deficyt budżetowy,
    osłabiając pieniądz i rabując zwykłych ludzi z
    dorobku ich życia. Dobitnym przykładem takiej
    polityki jest chociażby nacjonalizacja banków
    Fannie Mae, Freddie Mac, upaństwowienie giganta
    ubezpieczeniowego AIG, oraz quasi-nacjonalizacja
    (w następstwie bankructwa) banku Washington
    Mutual. W konsekwencji wielu biznesmenów jest dziś
    przekonanych, że bez względu na to, jak dobrze
    (czy źle) pokierują swoimi firmami, rząd i tak
    weźmie za to odpowiedzialność. Za tę ich beztroskę
    musi zapłacić podatnik, któremu wmawia się, że
    jest to kryzys kapitalizmu. Tymczasem zrzucanie
    winy za kryzys na kapitalizm to absurd. Istotą
    kapitalizmu jest wolność, konkurencja,
    poszanowanie własności prywatnej, równość szans, a
    nie redystrybucja, czyli zabieranie jednym i
    dawanie drugim. To czystej wody socjalizm!

  10. Loco:

    Kapitalizm to jedna strona medalu,druga strona sa lepkie lapy nieuczciwych geszefciarzy ktorzy robia wszystko aby skasowac ogromne bonusy i krolewskie gaze.
    Zwalanie winy na nie placacych wierzycieli jest poprostu zwyklym szukaniem dziury w calym.
    Halastra prezesow,prezydentow,doradcow zarabia krocie na OBROTACH pieniedzy.
    Nic tez dziwnego ze rozdawali pieniadze pomnazajac obroty i co za tym idzie-bonusy.Ktos powiedzial ze w zadnym cywilizowanym kraju,panstwo trzyma sie z daleka od bankow.
    Dziwne.To znaczy ze Wielka Brytania,Francja i Niemcy sa malo cywilizowane…
    Naiwniakow patrzacych na RYNEK i KAPITALIZM,przez rozowe okulary, nie brakuje.
    To nie oznacza ze jestem socjalista,ale wiem rowniez ze natura ludzka jest ulomna.
    Pozatym,nigy nie slyszalem o ucziwym lichwiarzu…

  11. gruby.jasiu.com.au:

    Na moj gust bank centralny powinien byc pod scisla kontrola rzadu. W Australii Partia Liberalna zalozyla sobie 2-3 procent inflacji i w ciagu 12 lat prowadzili gospodarke w sposob nienaganny. Wychodza z zalozenia ze bank centralny powinien spelniac 3 cele:
    1. Zachowanie wartosci pieniadza
    2. Pelne zatrudnienie
    3. zamoznosc spolecznestwa (czytaj system kredytowy i zachowanie wartosci nieruchomosci)
    Podejrzewam ze 4 celem bedzie reprezentowanie celow narodowych, co jest sluszne jak sie manewruje miedzy Japonia, Chinami, USA, UK i Indiami.

    Lider partii wygrywajacej wybory obiera swojego Skarbnika, ten powoluje 6 gosci do RPP, 3 stalych czlonkow. I razem decyduja o stopach procentowych. Organem kontrolnym jest opozycja. I to dobrze dziala w kazdym razie kryzysu kredytowego i bezrobocia nie ma. Nie widac tez zalamania na rynku nieruchomosci i w gospodarce. . Wszystkie banki krajowe i zagraniczne musza sie podporzadkowac rzadowi. Costello pogonil w czsie swojej kadencji cwaniaczkow od sub-prime w mysl slusznej zasady ze globalizacje to moga robic ale gdzie indziej.
    niektorzy taki system nazywaja socjalizmem a ja mowie ze partia konserwatywno-liberalna robi dobra robote.

Skomentuj (nie musisz być zalogowany aby komentować artykuły)

Dozwolone tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

TWÓJ KOSZYK

Twój koszyk jest pusty.
Zajrzyj do sklepu

REKLAMA

nowa ksiazka na nczas.com - Mitologia globalnego ocieplenia!
europa, oblicza postępu, 20 Listopada 2008

Zamknęli ojca za klapsa w pupę syna

Zabrali ojca do aresztu pod zarzutem “fizycznego znęcania się nad dzieckiem” 4 komentarzy

europa, oblicza socjalizmu, 20 Listopada 2008

KE: plan gospodarczy za 130 mld euro

Pakiet działań “wspierających koniunkturę gospodarczą” za 130 mld. 3 komentarzy

europa, oblicza postępu, 19 Listopada 2008

PE: niech Irlandia wiosną ratyfikuje traktat

“Demokracja” aż do skutku: wiosną 2009 Irlandczycy zagłosują ponownie!? 26 komentarzy

europa, oblicza socjalizmu, 18 Listopada 2008

PE: 500 mln euro na owoce

Urzędnicy uznali, że nadszedł wiekopomny czas aby za pieniądze podatników promować pozytywne nawyki jedzenia! 12 komentarzy

oblicza postępu, 18 Listopada 2008

Pierwsza morska misja wojskowa UE

UE zaangażuje “europejską flotę powietrzno-morską” do walki u wybrzeży Somalii. 14 komentarzy

europa, oblicza postępu, polska, 18 Listopada 2008

Homo-pingiwny nadchodzą

Homo bajkę dla dzieci pilotażowo wprowadził do szkół rząd Wielkiej Brytanii. Oby nasz nie był następny. 22 komentarzy



KOMENTARZ SATYRYKA

Wasiukiewicz Komentarz Satyryka nr 47


  • WolnośćVolenti non fit iniuria
  • WłasnośćMy home is my castle
  • SprawiedliwośćLex retro non agit