Agenturalna podszewka demokracji

Ponieważ w ostatnią niedzielę („ta ostatnia niedziela…”) rząd dusz w naszym nieszczęśliwym kraju został oddany w wypróbowane ręce „Jurka Owsiaka” do tego stopnia, że rzecznik wrocławskiej kurii, przewielebny ksiądz Rafał Kowalski, nawet ogłosił nowy grzech – to wszystkie inne sprawy siłą rzeczy zeszły na plan dalszy. Grzechem mianowicie jest „oczernianie” Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Znaczy: o Orkiestrze jak o nieboszczykach – nihil nisi bene. Ciekawe, kiedy ten grzech zostanie uchylony, bo grzechy sezonowe miewają krótki żywot.

W roku 1995, między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich, JE bp Tadeusz Pieronek ogłosił w mediach nowy grzech – że mianowicie grzechem jest powstrzymanie się od udziału w głosowaniu. Kiedy jednak w drugiej turze wygrał Aleksander Kwaśniewski, Ekscelencja nie tylko wspomniany grzech odwołał, ale w dodatku pryncypialnie skrytykował „tych, którzy nadużywają religii do celów politycznych”, między innymi poprzez ogłaszanie nowych grzechów. Ponieważ w związku z przejściem rządu dusz w wypróbowane ręce „Jurka Owsiaka” wszystkie sprawy zeszły na plan dalszy, to bez echa przeszła informacja podana przez pana red. Gmyza, że Centrum Eksperckie Kontrwywiadu NATO przygotowywało interpelacje dla posłów Platformy Obywatelskiej, którzy – jak na przykład poseł Krzysztof Brejza – po prostu przepisywali je in extenso, podczas gdy inni, jak na przykład poseł Marek Biernacki, swoje interpelacje próbowali wzbogacać własnym twórczym wkładem, to znaczy pisać własnymi słowami, chociaż, ma się rozumieć, w granicach wyznaczonych przez oryginalną ściągawkę.

Jeśli tedy Centrum Eksperckie Kontrwywiadu NATO przygotowywało dla posłów Platformy Obywatelskiej interpelacje, to skąd możemy mieć pewność, że z tego samego źródła nie wychodziły inne inicjatywy polityczne nie tylko Platformy Obywatelskiej, ale również Polskiego Stronnictwa Ludowego, Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Twojego Ruchu, firmowanego przez biłgorajskiego filozofa i Barbarę Nowacką, oraz innych ugrupowań politycznych – zwłaszcza tych, które pojawiły się w „dniach ostatnich” w ramach pospiesznego aranżowania tubylczej sceny politycznej dla potrzeb nowego etapu? Takiej pewności mieć nie możemy, a to stawia przed nami konieczność odpowiedzi na pytanie o agenturalną podszewkę demokratycznego państwa prawnego – jak przedstawiana jest III Rzeczpospolita, za sprawą RAZWIEDUPR-a coraz bardziej przypominająca organizację przestępczą o charakterze zbrojnym.

Jest to pytanie o autentyczność naszej młodej demokracji – czy nie jest ona przypadkiem tylko kostiumem, rodzajem dekoracji, zakrywającej mechanizm okupacji kraju przez tak zwane „służby”, czyli – disons franchement – bandy zbrojne, które Bóg wie, komu tak naprawdę służą, bo pewne wydaje się tylko jedno: że nie Polsce. A wydaje się to pewne z prostego powodu. Oto w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, kiedy po spotkaniu Ronalda Reagana z Michałem Gorbaczowem w Reykjavíku w roku 1986 okazało się, że istotnym elementem nowego porządku politycznego w Europie, który miałby zastąpić rozsypujący się porządek jałtański, będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej, bezpieczniacy, niezależnie od systemowych nurtów przygotowań do transformacji ustrojowej – gdyż wiadomo było, że po ustąpieniu Sowieciarzy ustrój, jakiego świat nie widział, nie przetrwa nawet dnia dłużej, bo nikt już nie da na to pieniędzy – zaczęli na własną rękę szukać dla siebie jakiegoś zabezpieczenia na wszelki wypadek. Ponieważ zdawali sobie sprawę, że po ustąpieniu Sowietów nastąpi odwrócenie sojuszy, zaczęli przechodzić na służbę do przyszłych sojuszników, w słusznym przekonaniu, że ci nie dadzą im zrobić krzywdy.

I tak jest aż do dnia dzisiejszego, bo te zależności reprodukują się w kolejnych pokoleniach ubeckich dynastii, zasilających pączkujące bezpieczniackie watahy. Oto przed wyborami w 2007 roku Platforma Obywatelska miała przygotowany „gabinet cieni”, w którym kandydatem na ministra obrony narodowej był Bogdan Zdrojewski. Kiedy jednak przyszło do tworzenia rządu PO-PSL, pan Zdrojewski został odsunięty na ministra kultury, bo pojawił się lekarz psychiatra Bogdan Klich i to on został ministrem obrony. Poza psychiatrią miał on też i inne związki z wojskowością, był bowiem właścicielem Instytutu Studiów Strategicznych w Krakowie. Niech nas jednak ta patetyczna nazwa nie zwodzi, bo ów Instytut zajmował się takimi strategicznymi zagadnieniami jak wpływ kultury żydowskiej na kulturę polską itp. Zasilany był jednak pieniędzmi z Fundacji Adenauera, która – jak wynika z oficjalnych sprawozdań finansowych – 95 procent swoich środków czerpie z subwencji rządu Republiki Federalnej Niemiec. Trudno o lepszą poszlakę, że Platforma Obywatelska jest polityczną odkrywką Stronnictwa Pruskiego, którego trzon stanowią bezpieczniacy w swoim czasie przewerbowani do BND – a przecież trudno zapomnieć o wynurzeniach generała Gromosława Czempińskiego, który wspominał, ile to rozmów i bliskich spotkań trzeciego stopnia musiał odbyć, żeby w ogóle doszło do utworzenia Platformy Obywatelskiej. Ciekawe, jak to wyglądało w przypadku Nowoczesnej, gdzie na fasadę wysunięty został Ryszard Petru. Już „witał się z gąską”, wygłaszając do znękanego narodu orędzie w charakterze „lidera opozycji”, ale RAZWIEDUPR najwyraźniej jeszcze nie zdecydował, kogo wysunie na czoło w charakterze swojej umiłowanej duszeńki – czy Ryszarda Petru, czy może jednak Grzegorza Schetynę – bo to jednak Grzegorz Schetyna pomyślnie przeszedł egzamin w Departamencie Stanu, gdzie podobnież bezbłędnie i w dodatku zgodnie z kluczem odpowiedział na wszystkie pytania.

Wynik takiego egzaminu musi być wiążący również dla RAZWIEDUPR-a, zwłaszcza po 18 czerwca ub. roku, kiedy to wysunięta przez tubylczych bezpieczniaków i żyrowana przez ubeków izraelskich oferta utrzymywania w ryzach mniej wartościowego narodu tubylczego w zamian za zgodę na kontynuowanie okupacji Polski została przez Amerykanów przyjęta – i dlatego w ogóle mamy polityczną wojnę.

Oczywiście nie znaczy to, że jeden czy drugi ubowniczek nie próbuje kombinować sobie na własną rękę, zwłaszcza w Centrum Eksperckim Kontrwywiadu NATO, gdzie – jak to pod latarnią – jest najciemniej, na co wskazywałaby okoliczność, że dopiero w listopadzie ub. roku minister Macierewicz rozwiązał umowę o współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Wygląda na to, że w rezultacie tych wszystkich zaszłości cała nasz niezwyciężona armia upodobniła się do wojsk łączności ze słynnego przemówienia marszałka Józefa Piłsudskiego. A skoro nasza niezwyciężona przeszła taką metamorfozę, to cóż dopiero mówić o Umiłowanych Przywódcach, o których jeszcze przed wojną natchniony poeta pisał: „iluż wielkich działaczów wyjrzało z rozporka!”?

  • Lutogniew

    Żeby ocenić jakieś pojedyncze wydarzenie, całe ich powiązane pasmo albo wiele, ze sobą niezwiązanych, czy tylko nie kojarzonych w ich codziennym potoku, trzeba, – to chyba nie odkrycie? – odnosić się do zjawisk długofalowych. Nie jest to gwarancją natychmiastowego prześwietlenia ciemnej butelki, w jaką usiłuje się nabić targety ludzkie.
    Nie jest! Boć, tą brudną robotą para się PRAWDZIWA WŁADZA!
    A ta ma prawdziwe MOŻLIWOŚCI I CIĄGŁOŚĆ JEJ SPRAWOWANIA!
    Dowód? Na przykład Rosja Sowiecka po „Rewolucji Październikowej”. W wyniku I W.Św. w Rosji zapanował bałagan, bezhołowie, poczucie, a raczej uświadomienie sobie niepotrzebnej przegranej, z powodu uwiądu starczego monarchii. Owszem, był kryzys, po którym Rosja w nowym ubranku (medialnym, rzec by można) kontynuowała swoje istnienie, z większymi planami mocarstwowymi na przyszłość. Prawdziwa władza rosyjska umocniła się w swym żywiole i kierowała środki na swoje cele, drwiąc sobie z ideologii, którą oficjalnie roznosiła po świecie, używając jej w charakterze ściemy.
    Dzisiaj Rosja,to już nie to samo super mocarstwo ale możliwości ma; dzięki połączeniu sił w sojuszu z USA, te możliwości się zwielokrotniły. I dzięki talentom politycznym i dyplomatycznym Moskwy – bardziej! Władza Niemiec wzięła się po zakończeniu zimnej wojny, z ich położenia geopolitycznego, siły gospodarki i łaski Waszyngtonu i Moskwy, nadających im status „lidera europejskiego”. Ta łaska to nic irracjonalnego! – w przypadku Moskwy, to stały fragment europejskiej gry, używającej Niemiec jako maczugi kiereszującej euro-mocarstwa, które po dokonaniu „zabiegu”, garną się do sojuszu z Rosją przeciw Niemcom. Łaska amerykańska zaś – na pstrym koniu (i aroganckim) jeździ.
    To, z czym mamy do czynienia po wyborach w Polsce, to, moim zdaniem, KONSEKWENCJE GŁĘBOKICH SOJUSZNICZYCH PRZEMYŚLEŃ, dokonanych, przede wszystkim, pomiędzy Waszyngtonem i Moskwą, dotyczących, rzecz jasna, nie tylko Polski.
    ONI! sprawiają wrażenie jakby zaczęli jarzyć, że postępowanie wobec Polski w sposób UŻYTKOWY, przypomina odmrażanie sobie uszu na złość babci.
    Wiedzą, że po śmierci babci zostaną Chiny i, że te odmrożenia im (Chinom i światu niezachodniemu) wyjdą na dobre.