Amerykańska klęska Waszczykowskiego. Zadziwiające ruchy ministra

fot. Karolina Siemion-Bielska (CC BY-SA 3.0 PL)

Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski nie sprostał zadaniu, które los postawił na jego drodze życiowej, czyli nie odnowił polskiej dyplomacji. O ile wysyłanie znajomych na synekury w nieistotnych rejonach świata można traktować z przymrużeniem oka, o tyle zadziwiające roszady, których dokonał w Stanach Zjednoczonych, kraju kluczowym dla światowej polityki, świadczą o tym, że minister nie posiada szczególnych kompetencji, jeśli chodzi o dobór ludzi i zrozumienie ich roli w dyplomacji.

Środowisko amerykańskich Polaków, które od pewnego czasu rośnie w siłę i znaczenie polityczne, od lat czekało na usunięcie ambasadora Ryszarda Schnepfa, który jako ambasador zasłużył się głównie jako prezenter antypolskich treści typu książki Jana Tomasza Grossa za pieniądze polskich podatników oraz dyrektor wyjątkowo kosztownego remontu swej własnej siedziby – oczywiście również przeprowadzonego za pieniądze Polaków. Jakież było więc zdziwienie Polonii, gdy okazało się, że Waszczykowski pozwolił Schnepfowi pełnić misję prawie cały dodatkowy rok pod pretekstem, że jego dzieci muszą skończyć rok szkolny. Co ciekawe – w żydowskiej szkole. Potem pojawiło się niezbyt zaskakujące wyjaśnienie tej sytuacji. Otóż okazało się, że Schnepf i Waszczykowski byli wcześniej dobrymi kolegami i z takiego oto powodu polskie przedstawicielstwo w Waszyngtonie musiało o rok dłużej cierpieć tego szkodnika!

Nowy ambasador

Na miejsce Schnepfa latem przyjechał do Waszyngtonu nowy ambasador – Piotr Wilczek, historyk literatury i tłumacz z języka angielskiego. Jest to człowiek sympatyczny, jednak bez dużego doświadczenia politycznego. Od 2014 roku był przedstawicielem w Polsce polonijnej Fundacji Kościuszkowskiej, można więc się domyślać, że o jego nominacji zaważyły jakieś znajomości środowiskowe oraz oczywiście znajomość angielskiego. Natomiast nie ma żadnych informacji o jego znajomościach wśród amerykańskich polityków czy intelektualistów, co z góry skazuje go na funkcjonowanie w izolacji.

Po objęciu placówki ambasador wyrażał nieoficjalnie zdziwienie, że jest jedynym nowym przedstawicielem jej personelu. Cała ekipa dowodzona wcześniej przez Schnepfa pozostała na posterunku, uniemożliwiając nowemu ambasadorowi jakiekolwiek sensowne działanie, które jak na razie sprowadza się do pisania sprostowań do amerykańskiej prasy przy pomocy osób wynajętych z zewnątrz.

Roszady w konsulatach

Zadziwiające są ruchy Waszczykowskiego, jeśli chodzi o najważniejsze konsulaty. Można je w skrócie podsumować następującym powiedzeniem: „Tadek za Dziadka, Dziadek za Tadka”.
Ambasadorowi Wilczkowi bezpośrednio pomaga nowy waszyngtoński konsul Zygmunt Matynia, który wcześniej, w latach 2007-2012, był konsulem w Chicago. Został nim krótko po powstaniu rządu PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Powołał go Radosław Sikorski i dzięki temu zapewne ostał się tak długo na stanowisku. Nowy stary konsul aspirował także na stanowisko ambasadora, które jednak przeszło mu koło nosa. Matynia, gdy poprzednio był konsulem, pokazywał się na wielu polonijnych imprezach, blisko trzymał się tak zwanego staropolonijnego establishmentu z kilku organizacji polonijnych, które jednak już dawno straciły na znaczeniu i obecnie, z powodów biologicznych, są to raczej osoby często spotykające się ze znajomymi głównie w domach pogrzebowych.

Z kolei konsulem generalnym w Chicago został Piotr Janicki, który wcześniej był wicekonsulem w Nowym Jorku. Janicki rozpoczął działalność publiczną w warszawskim samorządzie, na Pradze Północ, w czasie kiedy PiS rządziło stolicą. W 2007 roku miał krótki epizod jako burmistrz wielkopolskiej Mosiny – premier Jarosław Kaczyński powołał go na to stanowisko w związku z niezłożeniem w terminie oświadczenia majątkowego przez dotychczasową burmistrz Zofię Springer. Jeszcze tego samego roku oddające władzę PiS rzutem na taśmę wysłało Janickiego na placówkę do Nowego Jorku, gdzie do 2013 roku był wicekonsulem ds. prawnych. Po wygaśnięciu czteroletniego kontraktu pozostał w Stanach Zjednoczonych i pracował w bankowości.

Z kolei w Nowym Jorku konsulem generalnym mianowano Macieja Golubiewskiego. Od lat jest związany z USA, gdzie ukończył studia ekonomiczne na Washington and Lee University w Lexington oraz politologiczne na Johns Hopkins University w Baltimore. Ostatnio pracował w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych przy wysokim przedstawicielu Unii Europejskiej do spraw zagranicznych, gdzie m.in. był odpowiedzialny za sprawy związane Bliskim Wschodem, co sugeruje, że musiał mieć akceptację układu PO-PSL.

Ze stanowiskiem nowojorskiego konsula, które obejmie Golubiewski, pożegnał się Mateusz Stąsiek, pełniący tę funkcję od 2012 roku. Stąsiek to harcmistrz ZHR i wieloletni Komisarz Zagraniczny tej organizacji skautowskiej. Po powrocie z Nowego Jorku został mianowany dyrektorem Departamentu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Brak autorytetu

Polska pozostaje więc bez sensownego i liczącego się w świecie dyplomacji przedstawicielstwa w Stanach Zjednoczonych. Opisane wyżej osoby to albo typowi urzędowi karierowicze, zaliczający beznamiętnie kolejne posady opłacane przez podatnika, jednocześnie starające się nikomu nie podpaść, albo ludzie z przypadku ze znajomością angielskiego. Nie posiadają ani autorytetu, ani znajomości umożliwiających im zajęcie takiej pozycji wśród amerykańskiego establishmentu, która przyniosłaby jakąkolwiek korzyść dla Polski. Z racji braku osobistego wyrazu i osobowości prawdopodobnie nie będą też w stanie wykorzystać rosnącego wpływu amerykańskich Polaków, którzy są od lat pozbawieni możliwości sensownej współpracy z polskimi władzami.

Nie chciał Trumpa

To jednak nie koniec amerykańskich wpadek Waszczykowskiego. Polski minister spraw zagranicznych najwyraźniej podczas amerykańskich wyborów postawił na złego konia. Był tak przekonany o zwycięstwie Hillary Clinton, że w zawstydzających okolicznościach zerwał współpracę z Mattem Tyrmandem, który współpracował właśnie z najbardziej pro-Trumpowym medium, czyli portalem breitbart.news, będącym wylęgarnią kadr nowego amerykańskiego rządu.

CZYTAJ DALEJ: ZASKOCZENIE NA UKRAINIE

  • Waldemar Biniecki

    „Do dziś nie wiemy kto rozgrywa Polonię: była KGB, SB, czy lokalne amerykańskie służby a może wszyscy razem. Nie inwestuje się w ludzki kapitał. Nie wspiera ludzi o dużym potencjale dla Polonii. Aktualni liderzy nie umieją kreować młodszych ani nie wiedzą jak z nimi współpracować. Trwa marnotrawienie kapitału Polonii poprzednich pokoleń. Obecne organizacje polonijne, zgodnie ze wdrażaną przez polski MSZ niepisaną doktryną, unikają polityki jak ognia, a nie mając żadnego wsparcia politycznego w realizacji swoich misji ich działalność jest coraz bardziej minimalizowana. Brakuje liderów, wizjonerskich pomysłów, strategii działania i profesjonalizacji działań. Dzisiaj, aby utrzymać w USA polską tożsamość Polonii i budować propolski lobbing, weekendowy woluntaryzm już nie wystarcza. Trzeba sprofesjonalizować Polonię i przyciągnąć jej zaplecze intelektualne. Potrzebny jest także profesjonalny i strategiczny sygnał z kraju nad Wisłą w postaci grantów, stypendiów oraz systemu szkoleń dla liderów. Poklepywanie po ramieniu czy wspólne selfie nie wystarczą. Zupełnie na koniec chciałbym przytoczyć wyniki badań z Uniwersytetu Kansas.” 1 dolar zainwestowany w lobbing przynosi $220 zysku. (źródło: Raquel Alexander, Susan Scholz and Stephen Mazza “Measuring Rates of Return for Lobbying Expenditures: An Empirical Analysis under the American Jobs Creation Act”).” fragment mojego artykułu wspierający artykuł pana Sommera.

  • Antoni Wrega

    Szanowni Autorzy powyższego artykułu piszą w tym artykule w końcu bardzo szczerze i bardzo trafnie: „Oczywiście Waszczykowski pozbył się grupy szkodników z polskiej
    dyplomacji.” Brawo Panie Ministrze Waszczykowski! Tak myśli ogromna większość obywateli RP i dlatego Minister Waszczykowski jest tak atakowany.