Kaczyński. PRAWIE jak Orbán

12

– Jestem głęboko przekonany, że przyjdzie taki dzień, kiedy będziemy mieli w Warszawie Budapeszt – mówił Jarosław Kaczyński w 2011 roku, po ogłoszeniu, że PiS przegrało kolejne wybory parlamentarne.

Dziś, gdy pełnia władzy należy do PiS, partia ta w swoich działaniach lubi przywoływać przykład węgierski. Na razie PiS sięgnęło jednak tylko po jedno rozwiązanie wzorowane na polityce Orbána – podatek bankowy. A kolejne zmiany, których plany przedostają się do opinii publicznej – jak powszechny podatek od handlu, obejmujący nawet sklepy internetowe – mają już niewiele wspólnego z polityką Orbána. Zresztą porównywanie sytuacji obu krajów – Węgier i Polski, dysponującej ponad trzy razy większym rynkiem wewnętrznym – jest ryzykowne. Nie wszystkie posunięcia Orbána odniosły sukces. A osiągany za jego rządów roczny wzrost gospodarczy między -1,7 proc. a 3,5 proc. PKB jest daleko niezadowalający jak na potrzeby i możliwości Polski. Na dodatek gdyby wyniki gospodarcze Orbána przeniesiono do Polski, nie zmieniłoby się nic.

Od ruiny do wzrostu

Gdy w 2010 roku Orbán wygrał pierwsze wybory i przejął władzę na Węgrzech, dostał do zarządzania naprawdę zrujnowany kraj. W 2009 roku PKB spadł aż o 6,8 proc., a zadłużenie państwa przekraczało 80 proc. PKB i rosło. W tej sytuacji Orbán zrobił wszystko, aby ograniczyć wzrost zadłużenia, co mu się udało. Ale nie zrównoważył wydatków i Węgry wciąż mają deficyt budżetowy. W drugim roku jego rządów gospodarka zaliczyła regres w wysokości 1,7 proc. PKB. Pełzający wzrost gospodarczy w porównaniu do powolnego wzrostu to jednak ogromna różnica. Orbán zapewnił Węgrom stabilność, a także przekonanie, że rząd wie, dokąd zmierza.
Węgierski model zarządzania państwem oparty jest dziś na dużych transferach socjalnych (ulgi podatkowe na każde dziecko), wysokim VAT (stawka podstawowa to aż 27 proc.) i niskich podatkach dla ludzi (PIT 15 proc.) oraz małych i średnich firm (10 proc.). Selektywnie VAT jest obniżany na popularne produkty (np. wieprzowinę – 5 proc.). W ten sposób węgierski rząd chce zachęcać do oszczędzania, a nie do konsumpcji.

W 2016 roku właśnie w wielkiej obniżce podatków (PIT z 16 proc. do 15 proc., VAT na wybrane produkty) Orbán upatruje szansy na przejście do szybkiego wzrostu gospodarczego. Obniżono nawet podatek bankowy od aktywów z 0,53 proc. do 0,31 procent. W 2017 roku ma on spaść do 0,21 procent.

Węgrom nie udał się specjalnie plan skutecznego opodatkowania banków. Zagraniczne instytucje zaczęły wycofywać się z Węgier. Banki odkupywał rząd, który nie bardzo wiedział, co z nimi zrobić – i dziś z powrotem chce je prywatyzować. Posiadanie konta na Węgrzech, zwykłego rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego, zaczęło kosztować około 600 zł. Aby zapewnić darmowe wypłaty z bankomatów, trzeba było wprowadzić je ustawowo.

Także drugi sztandarowy pomysł PiS, wzorowany na węgierskim podatek od hipermarketów, nad Dunajem zakończył się fiaskiem. W listopadzie ubiegłego roku parlament zlikwidował ustawę wprowadzającą 6-procentowy podatek dla dużych sieci handlowych. Powodem były szybkie decyzje Unii Europejskiej, która uznała ów podatek za niezgodny z unijnym prawem i godzący w uczciwą konkurencję. Zresztą w warunkach węgierskich podatek ten miały zapłacić zaledwie dwie sieci: brytyjskie Tesco (około 350 mln zł rocznie) i holenderski Spar (połowę tej kwoty). W skali państwa, nawet węgierskiego, są to kwoty nie zmieniające sytuacji gospodarczej. Skończyło się na powszechnym podatku handlowym wynoszącym 0,01 proc. sprzedaży netto.

Polska – problem małej stabilizacji

Zupełnie inną sytuację gospodarczą dostał do zarządzania PiS. W 2015 roku polska gospodarka wzrosła o około 3,4 procent. Oficjalny poziom zadłużenia względem PKB to około 51 procent. Problemem naszej gospodarki jest to, że wzrost jest niewielki i w dużej części oparty na rosnącym zadłużeniu. W 2013 roku rząd Donalda Tuska znacjonalizował część zadłużenia (około 150 mld zł) względem OFE i na papierze poprawił wyniki. Polski rząd stoi jednak w obliczu zbankrutowanego systemu ubezpieczeń społecznych. Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest po prostu niewypłacalny. „Reforma” Platformy Obywatelskiej i PSL polegała na złamaniu umowy ubezpieczenia i podniesieniu wieku, od którego można pobierać emerytury. Było to rozwiązanie nie tylko niezgodne z prawem i przyzwoitością, ale również nie rozwiązujące problemu. Jak bowiem przyznał sam twórca reformy emerytalnej z 1999 roku, prof. Marek Góra, system zacznie się „spinać” tylko wtedy, gdy podniesiemy wiek pobierania emerytur do… 75 lat.

PiS wzięło na siebie obowiązek przywrócenia poprzedniego wieku emerytalnego, a to oznacza, że kłopot, który rząd PO-PSL wypchnął w przyszłość, wróci bardzo szybko. Na dłuższą metę nie da się go rozwiązać inaczej niż zmieniając system ubezpieczeń społecznych i otwarcie deklarując bankructwo bismarckowskiego systemu emerytur.

Kolejnym polskim problemem jest prymitywna gospodarka. Naszym głównym towarem eksportowym są owoce (jabłka, truskawki) i meble. Pozostałe przetworzone produkty to dzieło zagranicznych firm mających w Polsce tylko siedziby i montownie, a płacących prawdziwe podatki w macierzystym kraju. Polski wzrost gospodarczy to zasługa dużego rynku wewnętrznego, którego nie wykorzystujemy we właściwy sposób. Na skutek idiotycznej polityki dopłacania do zagranicznych inwestycji wyhodowaliśmy rodzimym przedsiębiorcom taką konkurencję, że nie mogą oni nawet zacząć działalności. Nie dość, że rynek okupuje duży, rozwinięty gracz, to jeszcze ma za sobą dotacje i pomoc państwa.

Władza ponad wszystko

Jeżeli PiS nie przystąpi do radykalnej zmiany systemowej w gospodarce, to będziemy mieli wzrost gospodarczy zbliżony do tego, który był w czasie rządów PO. Plan rozdania 500 zł na każde drugie i następne dziecko na pewno przyniesie wzrost poparcia dla PiS. Ale jego głównym celem nie jest bynajmniej gospodarczy wzrost, lecz stworzenie stabilnej bazy wyborczej dla partii Jarosława Kaczyńskiego. Rodziny, które nagle otrzymają dopływ gotówki, zasilą w dużej części elektorat PiS. Redystrybucja i zmniejszenie różnic da rządowi chwilę wytchnienia, ale nie rozwiąże systemowych problemów gospodarki. To może pozwolić Prawu i Sprawiedliwości rządzić osiem lat, ale wskaźniki ekonomiczne w końcu dadzą o sobie znać.

– Kaczyński jest bliski wizji Polski jako folwarku, a sam jest dziedzicem, który to nadzoruje – komentował w wywiadzie dla „Polska The Times” publicysta Rafał Ziemkiewicz. – To na pewno największa słabość PiS – jest Komendant, który jako jedyny wszystko wie i ogarnia, a hierarchia zależy od wierności Komendantowi – mówił Ziemkiewicz. Dosyć dobrze zobrazował obecną sytuację, w której PiS stara się rozwiązać problemy strukturalne doborem odpowiednich osób. Faktycznie jednak należałoby się skoncentrować nad takimi rozwiązaniami, wg których pomyślność gospodarcza i bezpieczeństwo państwa nie opierałoby się na jednostce, ale na procedurze.

Dziś największe kontrowersje wzbudza podatek od handlu forsowany przez PiS. To, co w programie wyborczym miało być wymierzone w zagraniczne sieci handlowe i wielkopowierzchniowe sklepy, w praktyce uderzy w m.in. polskie spółdzielnie i prywatnych przedsiębiorców działających we franczyzie na minimalnej rentowności. – To jest projekt ustawy o zniszczeniu polskiego handlu – tak ostro komentował dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu, Maciej Ptaszyński, rządowy projekt ustawy o podatku od handlu detalicznego. I podawał przykład: – Jeśli mały sklep należący do systemu franczyzowego, działający na minimalnej rentowności, rzędu 0,5 proc., zostaje objęty opodatkowaniem za to, że należy do grupy, i wchodzi wtedy w opodatkowanie według stawki 1,3 proc., to znaczy że jest o 0,8 proc. na minusie. Nikt więc nie będzie prowadził biznesu, który przynosi straty – tłumaczył Ptaszyński.

Innym projektem, który ostatnio „wypluło” z siebie Ministerstwo Finansów, jest obowiązkowe opodatkowanie napraw dokonywanych za pieniądze wypłacane z OC. Dziś można pobrać pieniądze od ubezpieczyciela na podstawie ryczałtu i samodzielnie naprawić auto lub zlecić to we własnym zakresie. Rząd chce, aby wypłata następowała tylko na podstawie faktury, i spodziewa się dodatkowych 1,5 mld zł do budżetu z tego tytułu.

PiS szuka pieniędzy w systemie, zamiast poszukać pieniędzy w tym, co ludzie mogą wypracować. Polski sukces transformacji ustrojowej zawdzięczamy wolności gospodarczej wprowadzonej ustawą Mieczysława Wilczka z 1988 roku. Dziś w Polsce mamy relatywnie wysokie podatki, szczególnie obciążające pracę (nawet 80 proc. wynagrodzenia), i stado koncesji, pozwoleń, sprawozdań, które skutecznie zniechęcają przedsiębiorczych Polaków. Jeżeli już ktoś ma w sobie tyle determinacji, aby przez to przechodzić, to często jest również wystarczająco odważny, aby rozpocząć życie np. w Wielkiej Brytanii. Tam Polki mają średnio o jedno dziecko więcej niż w kraju, co pokazuje, jaka jest najlepsza forma zachęcania do posiadania dzieci.

Brak przełomu i rozruszania gospodarki do 5-7 proc. wzrostu rocznie oznacza dla Polski powolną agonię – zarówno gospodarczą, jak i demograficzną. A wzrostu gospodarczego nie zbuduje się na podwyżkach podatków, redystrybucji i walce z szarą strefą. W starej reklamie piwa Żywiec podkreślano, że „prawie robi wielką różnicę”. Jeśli chodzi o odwoływanie się do rozwiązań węgierskich, nie dość, że kopiujemy te węgierskie pomysły, które nie pomogły tamtejszej gospodarce, to jeszcze twórczo PiS ma kilka własnych chybionych pomysłów. W tym wypadku „prawie jak Orbán” może oznaczać nie tylko dużą, ale również bolesną różnicę.

wesprzyj_wolne_media_artykul
  • Michał Szczepankiewicz

    Trzymam kciuki za Węgrów, niech obniżają podatki, szkoda że tak ostrożnie i powoli ale dobre i co. Przecież nikt nie trzyma pieniędzy w domu żeby je oglądać, więc prędzej czy później, tak czy inaczej i tak wszystkie trafią do budżetu a przemnożone o produkcję i obrót (bezrobocie spadnie – wzrost gospodarczy w górę). Szkoda że tych wzorców PIS nie kopiuje.

  • Oczywistą zależnością jest, że im więcej tworzy się uprawnień i monopoli dla administracji (w tym nowe ministerstwa i urzędy) tym bardziej się ludzi uzależnia od urzędników, i tym mniej swobód oraz wolności pozostaje dla tych, których kompetencje zostaną przez ową administrację przejęte. Jeśli ktoś nie rozumie tej oczywistej zależności, albo myśli że to dla naszego dobra to współczuję – w pierwszym wypadku braku logicznego myślenia a w drugim naiwności. Z samej litery nowo uchwalonego w ostatnich tygodniach prawa można wszak wyczytać, że nowej władzy wcale nie chodzi o to żeby budować państwo obywatelskie, albo żeby je oczyszczać czy robić transparentnym. Państwa obywatelskiego nie buduje się bowiem w oparciu o zwiększanie uprawnień inwigilacyjnych dla organów bezpieczeństwa, ani na tym że zagarnia ono dla siebie coraz więcej naszych pieniędzy i coraz więcej kosztuje.

    PIS buduje zatem coś w rodzaju międzywojennej „sanacji”, tj. państwo stanowiące realną własność kliki partyjnej, na wskroś etatystyczne z kłopotami gospodarczymi na WŁASNE życzenie, i z coraz bardziej zubożałym (a przez to niezadowolonym) społeczeństwem. Za wyjątkiem rzecz jasna szeregu swojaków/cwaniaków, odcinających teraz kupony od tego że wcześniej stali wiernie po „właściwej stronie mocy”, klepiąc „biedę” bycia poza tzw. mainstreamem. Inni natomiast niczym „stary grandziarz” Leon Kunicki (vel Kunik) bohater książki Dołęgi-Mostowicza podczepią się jak zwykle pod kurki budżetowe, by wreszcie móc prowadzić swoje biznesy bez strachu o konkurencję ze strony tych, którzy nie mają znajomych wśród nowo wybranych „umiłowanych przywódców”

  • raf

    „Niewielki wzrost” „prymitywnej gospodarki” opartej na eksporcie „owców i mebli” versus kraje Unii Europejskiej, Rosja i zachwalana przez niektórych Turcja.

    PKB per capita realny wyrażony w umownych jednostkach siły nabywczej (ceny stałe):

    . 2007 …………………….. 2015
    20 010 … +28,5 % … 25 717 … Polska
    16 206 … +16,0 % … 18 799 … T U R C J A (Co za wzrost niebywały)
    24 693 … +15,3 % … 28 472 … Słowacja
    16 492 … +14,4 % … 18 875 … Bułgaria
    16 423 … +13,3 % … 18 609 … Rumunia
    21 405 ….. +9,7 % … 23 471 … Litwa
    42 974 ….. +8,5 % … 46 617 … Niemcy
    22 461 ….. +7,0 % … 24 044 … Rosja
    44 604 ….. +4,8 % … 46 749 … Belgia
    27 841 ….. +4,7 % … 29 155 … Estonia
    46 342 ….. +4,6 % … 48 457 … Austria
    24 485 ….. +4,3 % … 25 538 … W Ę G R Y
    29 626 ….. +2,6 % … 30 400 … Czechy
    46 257 ….. +2,5 % … 47 426 … Szwecja
    22 499 ….. +2,4 % … 23 037 … Łotwa
    40 080 ….. +1,7 % … 40 774 … Wlk Brytania
    31 703 …… -0,1 % … 31 386 … Słowenia
    99 543 …… -0,9 % … 98 628 … Luksemburg
    39 600 …… -1,1 % … 39 152 … Francja
    48 905 …… -1,8 % … 48 013 … Holandia
    47 185 …… -3,5 % … 45 512 … Dania
    44 495 …… -4,4 % … 42 522 … Finlandia
    28 428 …… -5,9 % … 26 738 … Portugalia
    52 466 …… -8,7 % … 47 882 … Irlandia
    36 459 …… -8,8 % … 33 249 … Hiszpania
    22 025 …… -9,8 % … 19 865 … Chorwacja
    39 162 …. -11,6 % … 34 622 … Włochy
    30 218 …. -15,1 % … 34 781 … Malta
    30 673 …. -17,0 % … 25 461 … Cypr
    35 776 …. -24,3 % … 27 065 … Grecja

    Źródło: The Conference Board => https://www.conference-board.org/data/economydatabase/index.cfm?id=27762 => „Output, Labor, and Labor Productivity, 1950-2015” (GDP-capita EKS)

    • az

      Statystyką GUS-u ludzie nie najedzą i nie odzieją i GUS im dachu nad głową nie zapewni. W znacznie prymitywniejszych technicznie i technologicznie czasach PRL mój ojciec sam utrzymywał 6- osobową rodzinę i przynajmniej raz na rok jeżdziłem na wczasy. Teraz jak gdzieś wyjeżdzam to za pracą za granicą. A ostatnio to jest więcej wyjzdów niż pracy i pieniędzy. Na taką turystykę mnie nie stać. Kogo obchodzą jednostki siły nabywaczej jak ludzi pracujący się skarżą (proszę poczytać żebry Polaków o pracę za granicą) że pracująca para bezdzietna nie jest w stanie zamknąć miesiąca bez pożyczania pieniędzy. To są fakty nie rojenia GUS-u. Żeby zamknąć sprawę propagandy i statystyk to wystarczy może podać że 2500 lat temu na obecnych terenach Polski , za czasów Kultury Łużyckiej (Biskupin – przykład) , analfabetę posługującego się daremnymi narzędziami z brązu stać było na dom jednorodzinny typu szergówka lub nawet wolnostojący (bez kredytu) i na 6 – 10 – oro dzieci. Więc o czym mowa przyrównując obecny stan techniki i rzekomego postępu. Jakaś 2-3 garstka burzujów i wyzyskiwaczy pewnie ma dobrze i nie wie już co robić z pieniędzmi. A ludzie się wsciekają że ciężko zasuwają na cały zegarek a żyje im się coraz biedniej. Proszę może przykład z zeszłego tygodnia co spotkałem przy skrzynkach pocztowych starą kobietę i mi mówi że mąż jej córki pracuje całymi dniami i nic praktycznie nie zarabia bo z 1500 wypłaty wiekszość pożera mu utrzymanie samochodu i paliwo na dojazdy do pracy. I ta stara kobieta ze swojej marniutkiej emerytury rolniczej faktycznie utrzymuje córkę i wnuczkę.

      • raf

        „Statystyką GUS-u ludzie nie najedzą i nie odzieją i GUS im dachu nad głową nie zapewni.”

        Statystyki nie służą do jedzenia tylko (między innymi) do poszerzania wiedzy przyszłych pokoleń o przeszłości. Taka wiedza może (choć nie musi) pomóc w zwiększaniu konsumpcji. Polecam do czytania stare dane GUS żeby się zorientować co w danym okresie uchodziło za „propagandę sukcesu” partii aktualnie rządzącej. Wbrew pozorom nawet Twoje komentarze pełne konfabulacji miałyby bardzo dużą wartość weryfikacyjną gdyby je zachować na zawsze. Gdy w 2025 r. ktoś Twojego pokroju będzie konfabulował, że średnia płaca w 2016, nie wynosiła 2 700 zł netto tylko 4 000 zł netto w celu sprowadzenia go na ziemię będzie można mu pokazać Twoje komentarze o zarobkach w Biedronce wynoszących „1000 zł” i rzewne historyjki o panu, który zarabiając 1500 zł połowę wydawał na benzynę. Bez wątpienia w przyszłości rżnięcie głupa i zakłamywanie historycznych danych przez tzw. ludzi będzie coraz trudniejsze. To już się dzieje, bo już dziś można prześledzić historyczne dyskusje internautów o zarobkach kasjerek w 2007 r., a nawet 2006 r., mimo że w tych latach znacznie mniej osób miało internet niż dziś.

        „W znacznie prymitywniejszych technicznie i technologicznie czasach PRL mój ojciec sam utrzymywał 6- osobową rodzinę i przynajmniej raz na rok jeżdziłem na wczasy.”

        W czasach PRL za średnią emeryturę i rentę można było kupić 130 kg polskich jabłek albo 150 kg cukru. Za średnią tj. duża część lub większość miała mniej. Tak podaje „propaganda sukcesu” spreparowana przez GUS za rok 1975. Wielka szkoda, że nie było wtedy internetu, bo moglibyśmy dziś poczytać komentarze z tamtego okresu ludzi Twojego pokroju.

        „Teraz jak gdzieś wyjeżdzam to za pracą za granice.”

        Domyślam się że za pracą wyjeżdżasz na Białoruś, na Kubę albo do Wenezueli, a nie do kapitalistów?

        „Kogo obchodzą jednostki siły nabywczej jak ludzi pracujący się skarżą (proszę poczytać żebry Polaków o pracę za granicą) że pracująca para bezdzietna nie jest w stanie zamknąć miesiąca bez pożyczania pieniędzy.”

        Zarabiając 20 tys. można mieć problem z „zamknięciem miesiąca bez pożyczania pieniędzy”. Wszystko zależy od tego ile i na co ktoś wydaje.

        „To są fakty nie rojenia GUS-u.”

        Rojenia pochodzą z Twoich roszczeniowych komentarzy.

        „Żeby zamknąć sprawę propagandy i statystyk to wystarczy może podać że 2500 lat temu na obecnych terenach Polski , za czasów Kultury Łużyckiej (Biskupin – przykład) , analfabetę posługującego się daremnymi narzędziami z brązu stać było na dom jednorodzinny typu szeregówka lub nawet wolnostojący (bez kredytu) i na 6 – 10 – oro dzieci.”

        Nowe hasło apologetów komuny na dziś: „W Biskupinie było lepiej”. Rozwijając tę odkrywczą myśl zauważ, że mysz polną stać na jeszcze więcej dzieci bez kredytów niż mieszkańców Biskupina. A zatem w mysiej norze standard życia może być nawet wyższy niż w Biskupinie, a może nawet wyższy niż za Gierka.

        „Jakaś 2-3 % garstka burżujów i wyzyskiwaczy pewnie ma dobrze i nie wie już co robić z pieniędzmi.”

        Nie zapominaj o myszach polnych. Stać je na utrzymanie dużej liczby potomstwa.

        „A ludzie się wściekają że ciężko zasuwają na cały zegarek a żyje im się coraz biedniej.”

        Ja się jakoś nie „wściekam”, a przecież zaliczam się do ludzi. Wściekają się roszczeniowi, załgani po dziurki w nosie socjaliści nie pamiętający niczego na 2 lata wstecz.

        „I ta stara kobieta ze swojej marniutkiej emerytury rolniczej faktycznie utrzymuje córkę i wnuczkę.”

        Czyli za 800 renty rolniczej zł żyją sobie 3 osoby, ale „pracująca para bezdzietna nie jest w stanie zamknąć miesiąca bez pożyczania pieniędzy.” ? To ile zarabia ta bezdzietna para ogółem? Wychodzi, że dużo mniej niż 800 zł?

        • Tomasz Obiasz

          raf jakiś Ty mądry a jednocześnie … . Powiedz lepiej w jakim urzędzie pracujesz bo prawdopodobnie w gus-ie . I choć to nie hańba ale jako urzędnik powiedz lepiej co Ty wiesz o za…rabianiu ? Więc może otwórz działalność zacznij zarabiać na urzędy a potem może coś wymyślisz ? sensownego ………

          • raf

            Stale słyszę od tzw. liberałów gospodarczych, że Polska ciągle biednieje. Powstaje pytanie: w jakim okresie Polska się tak wzbogaciła, że teraz całymi latami ma z czego biednieć? Za marksizmu-leninizmu w latach 1945-89? A zatem niech PiS nacjonalizuje żebyśmy już nie biednieli od tej prywatyzacji.

            • az

              To teraz może ja wyjadę twoimi ulubionymi wskaznikami : udział Polski w światowym PKB to w 1945 1.9%, w 1979 2.4 %, a obecnie 0.6% , czyli jak by nie patrzeć to Polska relatywnie biednieje względem uciekającego świata.

              • raf

                Udział realnego PKB Polski i Niemiec w światowym PKB wg danych Angusa Maddisona:

                ………….. Polska ….. Niemcy
                1913 ….. 1,70 % ….. 8,68 %
                1938 ….. 1,50 % ….. 7,60 %
                1950 ….. 1,12 % ….. 4,97 %
                1975 ….. 1,19 % ….. 5,69 %
                1980 ….. 1,02 % ….. 5,51 %
                1985 ….. 0,92 % ….. 5,11 %
                1989 ….. 0,81 % ….. 4,90 %
                2003 ….. 0,72 % ….. 3,86 %

                Czy świat ucieka technologicznie i gospodarczo Niemcom od 1913? Wręcz przeciwnie. Świat jedynie się szybciej rozmnaża co tłumaczy stały spadek PKB Niemiec w relacji do świata. W 1938 r. Polska i Niemcy były bardzo dużymi krajami pod względem liczby ludności. Polska była bardziej zaludniona niż Meksyk, Korea Południowa, Turcja, Hiszpania i zbliżona pod tym względem do Brazylii co pozwoliło jej być 11. gospodarką świata w 1938 r. Ale jednocześnie PKB na głowę w Polsce w stosunku do Stanów był nieco niższy niż dziś.

                Źródło: http://www.ggdc.net/maddison/oriindex.htm => „Statistics on World Population, GDP and Per Capita GDP, 1-2008”

        • az

          Raf , ja nie podaję bzdur tylko fakty. Dwie osoby pracujące w mieście za najniższe pensje i wynajmujące mieszkanie mają po opłatach na życie około 1000 zł (wynajęcie mieszkania na syfiastym blokowisku w Toruniu 37m2 to conajmniej 1600 zł z opłatami), a jeszcze bilety miesięczne , i do jedzenia wszystko trzeba kupić. Natomiast nie chce mi się wierzyć żebyś był tak głupi i nie jarzył że na wsi większość ludzi zwłaszcza biednych kupuje tylko chleb, a za wynajem domu nie płaci bo ma swoje , lepsze lub gorsz ale swoje. 1000 zł w Biedronce to nie bzdury tylko najprawdziwsze fakty tylko trzeba się spytać ludzi a nie czytać bzdurne dane GUS. Zarobki nawet w Warszawie na budowie 8-10 zł/h to też fakty, a jeszcze wielu ludzi po upomnieniu się o wypłatę to jest poszczutych psami i musi iść na zupkę do Caritasu. A był i przypadek że upominającego się o wypłatę i to cieniutką chciano zabić skończyło się na obcięciu palców. A pojedz obecnie za granicę do bogatych krajów kapitalistycznych za pracą to zobaczysz osobiście jak się zrobią w ch***a i na koniec tak podliczą że się okaże że masz jeszcze dług. Kiedyś się zarabiało fakt , nie wiedziałem gdzie mam upychać pieniądze przy sobie , ale to było przed 2008 rokiem.

          • raf

            „Raf , ja nie podaję bzdur tylko fakty.”

            Jesteś konfabulantem i to jest nawet zrozumiałe. Obiektywnie i uczciwie nie da się obronić tzw. zdobyczy socjalizmu, ale można to robić nie opierając się na łatwych do weryfikacji wymysłach tylko w sposób bardziej wyrafinowany poprzez tendencyjne porównywania grup danych z III RP i PRL, których przypadkowy czytelnik nie zna np. porównujać liczbę budowanych mieszkań, a nie ich powierzchnię. W pierwszym przypadku wyjdzie, że w szczytowym pod tym względem okresie PRL budowało się aż o 50% więcej mieszkań niż za Tuska, w drugim okaże się, że realnie budowało się tylko o kilka % więcej, a w latach 80. mniej niż za Tuska. Tak należałoby manipulować żeby bronić zdobyczy socjalizmu i żeby to miało ręce i nogi. Trzeba żonglować obiektywnymi danymi, starannie omijając lub deprecjonując syntetyczne mierniki całej gospodarki np. PKB jako „nieadekwatny”, „błędny”, a nie wymyślać bzdury o 100%-owym wzroście płac w 2 lata po wejściu do UE. Pierwszy raz w życiu słyszę taką opinię.

            „Dwie osoby pracujące w mieście za najniższe pensje i wynajmujące mieszkanie mają po opłatach na życie około 1000 zł”

            Wg danych z lat 70. zasoby mieszkaniowe w Polsce w 1970 r. wyniosły 12 m2 na osobę tj. około 2 razy mniej niż obecnie i prawie 4 razy mniej niż obecnie w Niemczech. Na tej podstawie można szacować, że na mieszkanie o powierzchni 50 m2 w 1970 przypadały 4 osoby, a dziś przypadają niecałe 2. A zatem z historycznego punktu widzenia fakt, że dwóch pracowników na najniższym szczeblu hierarchii pracowniczej jest w stanie wynająć prywatne mieszkanie i jeszcze przeżyć, to spory luksus.
            Twoje opinie prowadzą do absurdalnego wniosku, że zasobów mieszkaniowych w Polsce „ubywa”, bo skoro ludzi stać na wynajem w coraz mniejszym stopniu, to znaczy, że coraz więcej mieszkań stoi pustych, a właściciele tych pustych mieszkań łożą po kilka tysięcy zł rocznie na czynsz nic z tego nie mając. Pytanie po co właściciel miałby dopłacać do pustego mieszkania po kilka tysięcy rocznie nic z tego nie mając?

            „(wynajęcie mieszkania na syfiastym blokowisku w Toruniu 37m2 to co najmniej 1600 zł z opłatami”

            Jak kogoś nie stać na mieszkanie, to wynajmuje pokój co kiedyś praktykowano częściej. W latach 70. wg oficjalnej „propagandy sukcesu” budowano średnio około 200 tys. mieszkań (średnio o 40% mniejszych niż obecnie). Jeśli chętnych na mieszkanie w 1970 r. było powiedzmy 4 mln osób (Polska miała wtedy 32,7 mln mieszkańców), to przy budowie w tempie 200 tys. mieszkań na rok dla ostatnich 200 tys. oczekujących wybudowano by mieszkanie po 20 latach. Tak wygląda utopia mówiąca, że w socjalizmie „każdy dostawał mieszkanie za darmo” w zderzeniu z nieskomplikowaną matematyką. Pytanie gdzie ci ludzie oczekujący 5, 10 i 20 lat mieszkali do czasu otrzymania mieszkania, na jakiej powierzchni i za ile wiedząc, że całkowite zasoby mieszkaniowe na głowę były w tym czasie o 40-50% mniejsze niż obecnie?

            „1000 zł w Biedronce to nie bzdury tylko najprawdziwsze fakty tylko trzeba się spytać ludzi a nie czytać bzdurne dane GUS. ”

            Zbierając do kupy, to co wypisujesz wychodzi, że w 2003 r. gdy rządził SLD – GUS zawyżał średnią krajową 2-krotnie, w 2005 gdy rządził ten sam SLD – GUS podawał średnią krajową w miarę prawidłowo, a teraz gdy rządzi PiS – GUS znów zawyża średnią krajową 2-krotnie. Co ciekawe pryzmując takie założenie i porównując średnią z 2003 r. do średniej z 2015 r. okaże się, że średnia w 2015 jest wyższa aż o 100% niż w 2003 czyli znakomity wynik, bo GUS podaje, że średnia w 2015 jest tylko o 85% wyższa niż w 2003. Przydałoby się więc w tym „az”-owym bełkocie minimum sensu, który mógłby prowadzić do jakichś wniosków po co GUS raz kolosalnie zawyża zarobki, a innym razem je kolosalnie zaniża bez względu na partię, która aktualnie rządzi.

            Punktem wyjścia w poniższej tabeli jest dla mnie rok 2005, w którym przyjąłem, że średnia krajowa wynosiła 1500 zł co jak sądzę mniej więcej zgadzałoby się z tym co „pamięta” „az”.

            1.Średnia płaca netto wg GUS
            2.Średnia płaca netto w świecie równoległym „az”

            ……………. 1 ……….. 2
            1990 ….. 103 …… ???
            1995 ….. 561 …… ???
            2000 … 1319 …… ???
            2001 … 1416 …… ???
            2002 … 1466 …… ???
            2003 … 1508 …… 750

            Po 2003 r. następuje wejście do UE i wzrost płac w latach 2004-2005 wynosi „100%”, którego nie zauważył ani GUS, ani nikt poza „az”. Żeby wzrost płac w ciągu 2 lat wniósł 100%, to płace musiały rosnąć rocznie o 41,4%. Po wzroście o 100% średnia „az”-owa na moment zrównuje się ze średnią GUS. Dlaczego zrównuje się akurat w 2005? Co to za rok magiczny? Pozostanie bez odpowiedzi.

            2004 … 1562 …. 1061 (Wzrost o 41,4% w stosunku do 2003)
            2005 … 1616 …. 1500 (Wzrost o 41,4% w stosunku do 2004)
            2006 … 1675 …. 1500
            2007 … 1845 …. 1500
            2008 … 2096 …. 1500
            2009 … 2229 …. 1500
            2010 … 2313 …. 1500
            2011 … 2435 …. 1500
            2012 … 2520 …. 1500
            2013 … 2610 …. 1500
            2014 … 2703 …. 1500
            2015 … 2783 …. 1500

            • az

              Ja nie twierdzę że za komuny było różowo. Było marnie, ale jak na tamtą jednak prymitywną w stosunku do dziś technologię u technikę to było zadziwiająco dobrze. Ludzi było stać na zakładanie rodzin, posiadanie licznego potomstwa, sam mam troje rodzeństwa a w klasie było 1/3 osób z liczniejszym potomstwem. Mieliśmy mieszkanie służbowe 73 m2. Teraz mam powierzchnię mieszkalną łączną 500 m2 i większość stoi puste i co wcale mi nie jest lepiej bo tylko muszę patrzeć jak dać dyla z tego dobrobytu. Samo myślenie że duża powierzchnia mieszkalna to przejaw dobrobytu jest błędne. Już pisałem że widziałem 800 m2 puste domy w norweskich górach. Ponadto żeby pan wiedział jak mieszka wielu ludzi w tym obecnym dobrobycie to by się pan załamał. Dosłownie jakieś slamsy a la nawet nie wiem co bo nie Brazylia , może Indie, jakieś sklecone z byle czego szajerki z płaskim dachem obłożone nieotynkowanym styropianem. Masa niekonserwowanych przez lata i rozpadających się dziś poniemieckich domów. A co się dzieje w mieście : są w Toruniu ogromne budynki byłych Ulanenkaserne i to jest dziś po prostu rozpacz i ludzie się tam biją o przydział mieszkania socjalnego bo nie stać ich na zakup ani wynajęcie czegoś . A dosłownie po do drugiej stronie ulicy jest nowiuteńki blok w któtym nic nie jest sprzedane bo komu. A 100 m dalej jest całe nowietki osiedle Sztuk Pięknych z masą pustych mieszkań i rozgrzebanym nie kontynuowanymi budynkami. Te nowe mieszkanie obecnie budowane to wcale wielkością powierzchni nie zachwycają bo rzadko kiedy przekraczają 50 m2. Co do rządów SLD to nie jestem fanem , była wtedy może nawet większa propaganda sukcesu jak dziś. Masa ludzi za „cudownego wzrostu” za Kołodki zasuwała za doszczętnie śmieszne grosze. Za granicą poznałem ludzi którzy normalnie potrafili na czasy Kołodki i SLD wyciągać półgodzinne wiązanki bluzgów. A obecne czasy : dobrze pan wie że Polska jedzie na jednak sprym zadłużeniu . Dynamika wzrost