Korwin-Mikke: Marks czyli fascynacja prymitywem

P. Krzysztof Karoń to człowiek genialny. Tak jak jedni geniusze odkrywają prawa fizyki, a inni paleontologii – tak p.Karoń odkrywa pochodzenie idei kształtujących dziś europejską (i nie tylko, niestety) politykę. Jego wnioski są na pewno prawdziwe, bo niemal identyczne z moimi. Z tym, że ja dedukowałem to ze strzępków informacyj biegających tu i ówdzie, a p.Karoń rozpoczął od źródła – od piekłoszczyka Karola Marxa.

Kiedyś mój Ojciec biadolił: „Podczas okupacji było tyle okazji, by świetnie nauczyć się po niemiecku…” – ale jakoś ludzie niechętnie się do tego zabierali. Podobnie z językiem rosyjskim w czasach wczesnego PRL-u – na swoje usprawiedliwienie podaję, że miałem niezbyt dobrą nauczycielkę, ale też jakoś nie było w klasie klimatu, by brylować w rosyjskim. I to samo z marxizmem: wszyscy naokoło o tym marxizmie, nawet sam śp. Leszek Kołakowski chciał mnie marxizmu nauczyć – a moja dusza z uporem wierzgała i wszystko to starannie odbijało się od mojego umysłu.

Jak mawiał śp. Ronald Reagan: „Komunista to jest człowiek, który przeczytał »Kapitał« Karola Marxa; a antykomunista to człowiek, który przeczytał »Kapitał« i go zrozumiał”. P. Karoń więc czyta – i rozumie. Jest rzeczą wręcz przerażającą obserwowanie, jak wnioski z tego czytania pokrywają się z wnioskami wyciąganymi na podstawie obiektywnego spojrzenia na dzisiejszy świat!

Ja jeżdżę po Polsce i grzmię, że oto rządzący intelektualnym życiem Europy od prawie 100 lat lewicowi intelektualiści cofnęli nas o 4 tys. lat, do czasów Hammurabiego, poprzez zniesienie kary śmierci. Tłumaczę, jak cofnęli nas o 4 tys. lat, wprowadzając koedukację, znaną do tej pory tylko w prymitywnych plemionach. Tłumaczę też, jak lewicowi spiskowcy postanowili zahamować rozwój zarówno biologiczny, jak i ekonomiczny ludzkości poprzez wprowadzenie zasady Zero Growth. Tłumaczę, że nie ma sensu jeździć do Brukseli i wyjaśniać Właścicielom Europy, że wysokie podatki, płace minimalne, walka z Globciem itp. hamują wzrost gospodarczy. ONI to świetnie wiedzą, to absolwenci kilku uczelni – i ONI właśnie dlatego nakładają te podatki, by wzrost gospodarczy zahamować!
Byłem parę dni temu na kolacji wydanej pod protektoratem p.prof. Jerzego Buzka (CEP, Śląsk), a sponsorowanej przez francuską firmę od produkowania biogazu z biomasy. Pod czas kolacji wyszło, że ten gaz jest trzy razy droższy od naturalnego, ale – tłumaczyła firma – za to wieśniacy będą mogli go sami produkować, chałupniczo, mieć go pod ręką, być niezależni…

To wszystko jest oczywiście całkowicie sprzeczne z ideą postępu – to powrót do prymitywu. Unia chce nas tam cofnąć – i tyle. I tu p.Karoń pokazuje, że to wszystko jest już w manuskryptach Karola Marxa:
„Jeśli ludzkość przeszła drogę od prekomunizmu wspólnoty pierwotnej do kapitalizmu, to budowa komunizmu wymaga powrotu od kapitalizmu do wspólnoty pierwotnej”.

Bingo!

Myśmy się za „komuny” naśmiewali z tego Marxa, że mówił, iż socjalizm zostanie najpierw wybudowany w najwyżej rozwiniętych państwach kapitalistycznych – a tu: Rosja, Chiny, Wietnam… A jednocześnie rozmaici narwani lewacy odkrywali jakieś pisma „młodego Marxa”, przeciwstawiali je „staremu Marxowi”, trwały tam u nich jakieś kłótnie – ale kto by się tą bandą narwańców przejmował? Zlekceważyliśmy to – i oto skutki.

Buduje się na naszych oczach nowy komunizm – oparty już nie na „starym Marxie”, tylko na „młodym”. P. Karoń wyjaśnia, że te rękopisy Marxa odkrył pewien neomarxista i przeżył olśnienie… No, no…

Ale przecież ta fascynacja prymitywem jest o wiele, wiele starsza od Marxa! Potrafię do dziś z pamięci recytować Owidiusza: Aurea prima sata est ætas, quæ vindice nullo… Dobrze – dam to w tłumaczeniu śp. Brunona hr. Kicińskiego:

„Złoty pierwszy wiek nastał. Nie z bojaźni kary,
Z własnej chęci strzeżono i cnoty, i wiary,
Kary, trwogi nie było. Groźnych nie czytano
Ustaw na miedzi rytych; ani się lękano
Sędziów ostrych; bez sędziów byli bezpiecznemi.
Jeszcze sosny dla obcej odwiedzenia ziemi
Niestąpiły do morza, ścięte z gór rodzinnych,
I człowiek prócz ojczystych nie znał brzegów innych.
Grodów nie otaczano spadzistemi wały,
Proste trąby i surmy zagięte niebrzmiały,
Hełmu, miecza niebyło, a bez wojsk narody
Używały w pokoju bezpiecznej swobody.
Radłem, broną nietknięta, i jeszcze spokojna,
Wszystko z siebie dawała ziemia w dary hojna.
Przestając na pokarmie zrodzonym bez pracy,
Z drzew owoc, z gór poziomki zbierali wieśniacy,
Tarnki i głóg rosnący na krzakach ciernistych,
I żołędzie upadłe z dębów rozłożystych”.

Wspólnota pierwotna… Wyidealizowana oczywiście, bo we wspólnocie zawsze jakiś kacyk rządzi – i to na ogół twardą ręką. Wygląda na to, że Marx miał jednak rację. Mamy za dużo pieniędzy, za dużo wszystkiego – więc możemy sobie żyć sielsko-anielsko (pod warunkiem ograniczenia przyrostu naturalnego), płacąc za gaz trzy razy drożej.

A co nam tam!

I po co ten wyścig do gwiazd, kiedy będzie można żyć bez pracy, zbierając jagódki (produkowane po cichu przez roboty)? Czyż nie jest to marzenie (pardon le mot) Większości? Tylko dlaczego ten dyktator, czyli (pardon…) Większość, każe tak żyć również tym, którzy chcą podbijać kosmos?

wesprzyj_wolne_media_artykul