Korwin-Mikke: Skutki uprawiania twitterowej polityki przez Trumpa

JE Donald Trump jest naprawdę dziwnym człowiekiem… Przede wszystkim komunikuje się z ludźmi za pośrednictwem tweetów. Dzięki temu zwykli, prości ludzie mogą śledzić reakcje swojego przywódcy. Niestety te tweety czytane są przez wszystkie krajowe organizacje i obce państwa – a sztaby psychologów rozszyfrowują z nich osobowość prezydenta USA.

I – obawiam się – nie bez rezultatów.

Na pewno robią to Rosjanie. I to by tłumaczyło dziwny fakt, że gdy cały świat mówił o prorosyjskości p.Trumpa, gdy jeszcze kilka tygodni wcześniej w rosyjskich miastach, gdzie już robiono zapasy do wojny (niechybnej, moim zdaniem, gdyby wygrała p.Hilaria Clintonowa), strzelały korki od szampana – JE Włodzimierz W. Putin z rezygnacją mówił, że nie oczekuje niczego dobrego od nowej administracji amerykańskiej.

Widocznie wiedział lepiej. A skąd?

Chińczycy nie rozumieją psychologii Długonosych, z reguły źle odczytują nasze intencje – więc chińskich speców od psychologii p.Trump nie musi się obawiać. Gorzej z Europejczykami.
Ale najgorszy wróg czai się w samej Ameryce. Potężna i wpływowa grupa neokonserwatystów ma swoje macki wszędzie. W tych wyborach poparli p.Hilarię Clintonową – bo właśnie dążyli do wojny, w której należało zniszczyć Chiny i Rosję, zanim staną się potężniejsze od USA. Co jest swoiście racjonalne. I przy okazji Iran, zagrażający Izraelowi – co już nie jest racjonalne, ale są to prawie bez wyjątku Żydzi i myślenie plemienne wypiera w nich racjonalizm, gdy myślą o kolebce swojego narodu.

Po porażce swojej „murowanej” (zresztą istotnie zdobyła więcej głosów niż p.Trump) faworytki „neokonie” nie załamali się – tylko z wolna zaczęli oplatać pajęczyną obóz p.Trumpa. Są to ludzie wysoce inteligentni – i bardzo wykształceni. Choć obóz paleokonserwatystów darzy „neokoni” instynktowną, głęboko osadzoną nieufnością – od stu prawie lat utarło się na nich określenie „jajogłowi” – najwyraźniej dało to pożądane rezultaty. P. Trump, trochę jak p.Lech Wałęsa, zaczął słuchać wykształconych ekspertów. A każdy z nich po przeanalizowaniu prezydenckich tweetów zachwalał „właściwych ludzi” jako wybitnych ekspertów.

Na to wszystko nałożył się jazgot mediów, w 85% popierających Lewicę. Oraz CIA, obsadzonej w większości przez ludzi p.Clintonowej, a po części przez ludzi p.Obamy. Ludzie CIA jawnie grozili, że p.Trump skończy w więzieniu – między innymi za ataki na CIA. A po części dotyczy to i aparatu FBI, którą to służbę p.Trump nieopatrznie też zaatakował – zamiast potraktować jako sojusznika w rozgrywce z CIA.

Być może p.Trump powinien był (może jeszcze jest w stanie?) wypowiedzieć CIA totalną wojnę. Wypunktować kłamstwa podczas obydwu wojen w Iraku, ujawnić skandal z „zabiciem” śp. Osamy ibn Ladena, od dziewięciu lat nieboszczyka. I oczywiście pobieranie przez dziewięć lat pieniędzy na „walkę z ibn Ladenem”, uznawanie za „autentyczne” preparowanych przez Al-Qaidę taśm audio (zawsze tylko audio!) z rzekomo nowymi nagraniami ibn Ladena – i, jak sadzę, dziesięć razy tyle innych krętactw. Nie jest jednak wykluczone, że w takim przypadku jakiś Oswald przypadkowo (lub nie) zastrzeliłby p.Trumpa, potem owego Oswalda zastrzeliłby jakiś Jack Ruby, a wszystko zwaliłoby się na agentów chińskich lub rosyjskich.

I ludzie, którzy by to zrobili, mieliby niewątpliwie poczucie, że zrobili to dla ochrony ważnych tajemnic państwowych, których ujawnienie mogłoby zagrozić bezpieczeństwu USA.
Mogli zresztą o tym p.Trumpa ostrzec.

Jednym ze skutków uprawiania twitterowej polityki są nieprawdopodobne wręcz wpadki – bo niektórzy ludzie te tweety kolekcjonują i zestawiają ze sobą. Ostatnio po Sieci krąży tweet z 13 stycznia 2013 roku, w którym p.Trump upomina prezydenta, p.Baracka Husseina Obamę, że prezydent USA nie ma prawa ostrzelać terytorium Syrii bez zgody Kongresu – a jeśli p.Obama to zrobił, to jest to „wielki błąd”.

Tymczasem doszło do kolejnego wypadku użycia broni chemicznej w Syrii (choć – pod nadzorem międzynarodowym – jej zapasy zostały parę lat temu zniszczone!). Jedno jest praktycznie pewne: to nie JE Baszszar al-Asad użył broni chemicznej. Nie dlatego, że nie byłby do tego zdolny. Byłby. Natomiast nie jest idiotą i wiedziałby, że ściągnie to na niego odwet Zachodu, z USA na czele. Więc albo, jak utrzymują Rosjanie, trafiono po prostu w skład broni chemicznej (dostarczonej zresztą przez USA!!) – albo, co jeszcze prostsze, zaaranżowała to CIA, by mieć pretekst do ataku. Robili to już przecież w Iraku. Podobno również w 2013 roku.

Natomiast pewne jest, że poprzednie oskarżenie było kłamstwem: szef wywiadu Arabii Saudyjskiej przyznał wtedy, że przekazał „Demokratycznej Armii Syrii” otrzymaną od USA broń chemiczną – a DAS po prostu nie umiała się z nią obchodzić!

Tak czy owak – JE Donald Trump kazał wystrzelić salwę 60 (wystrzeliło ostatecznie 59) rakiet morze-ziemia GM-109 „Tomahawk” na bazę lotniczą Shayrat w zachodniej Syrii.
I tu zaczyna się najdziwniejsza część historii. Cały ten atak był filmowany przez rosyjskie drony i pokazywany w rosyjskiej telewizji. W okolice bazy trafiły 23 „Tomahawki”. Nikt nie wie, co się stało z resztą. Amerykanie przed atakiem uprzedzili o nim Rosjan. W efekcie najprawdopodobniej nikt nie zginął (choć niektóre nastawione propagandowo rosyjskie media już wrzeszczą o czwórce dzieci jako ofiarach imperializmu amerykańskiego!). Nie został trafiony żaden samolot ani żaden budynek. Nie został trafiony pas startowy. Odłamek jednego „Tomahawka” trafił w jeden (pusty) hangar. To wszystko.

I teraz to już nic nie wiadomo.

Czy JE Donald Trump postanowił nie walczyć z mediami uparcie powtarzającymi bzdury o ataku chemicznym i tylko ostrzelał, co tam popadło – i to tak, by nie narobić nikomu żadnego kłopotu?
Czy to antyrosyjsko nastawieni doradcy wywodzący się z „neokoni” postanowili odwrócić politykę p.Trumpa – ale tak, by na początku nie spowodować gniewnej reakcji Rosjan? Czy też po prostu te „Tomahawki” są cholernie niecelne? Cóż – miejmy nadzieję, że na śmigus-dyngus nie polecą na nas rakiety atomowe…