Michalkiewicz: Przygotowania do kolejnego przesilenia politycznego w Polsce

0

Przygotowania do kolejnej kombinacji operacyjnej, która ma doprowadzić do przesilenia politycznego w Polsce i do ponownego zainstalowania na pozycji lidera ekspozytury Stronnictwa Pruskiego, tym razem prowadzone są gruntownie i staranniej. Konfidenci i pozostała zbieranina z Komitetu Obrony Demokracji zostali usunięci w cień, natomiast na plan pierwszy, to znaczy do pierwszego szeregu płomiennych obrońców demokracji i praworządności.

Stare kiejkuty wypychają po kolei coraz to nowe środowiska społeczne, żeby – jak już przyjdzie co do czego – kierownictwo Unii Europejskiej mogło przedstawić światu pełny i wyczerpujący rejestr nieprawości, dla których trzeba nasz nieszczęśliwy kraj zdyscyplinować. W dodatku nasz wirtuoz intrygi znowu potknął się o własne nogi, próbując potraktować partnerów z Grupy Wyszehradzkiej i Wielkiej Brytanii jak swoich wyznawców.

Ale oni jego wyznawcami nie są, więc „Magyar Nemzet” wyjaśnił, że „są granice przyjaźni” – bo żadne szanujące się państwo nie pozwoli wykorzystywać się instrumentalnie w jakichś podwórzowych bijatykach, a gdyby nawet pozwoliło, to po staranniejszym dyplomatycznym przygotowaniu, a nie kilkudniowej improwizacji w stylu polnische Wirtschaft. Wróćmy jednak do przygotowań do kombinacji operacyjnej, w którą wciągnięte zostały również organizacje obrony praw człowieka. Wystosowały one apel do Jana Klaudiusza Junckera, by zrobił z Polską porządek, bo łamanie praw człowieka przybrało tam postać wołającą o pomstę do nieba. I zaraz pani prof. Małgorzata Gersdorf, jako Pierwszy Prezes Sądu Ostatecznego, wezwała sędziów do buntu przeciwko rządowi, który podniósł zbrodniczą rękę na praworządność. Takie wezwanie wprawdzie do rewolucji w państwie nie doprowadzi, ale z propagandowego punktu widzenia jego ciężar gatunkowy jest trudny do przecenienia.

Ale to był dopiero początek sekwencji, bo za sędziami ruszyły „kobiety”. Kobiety – wiadomo; znakomicie nadają się na proletariat zastępczy, zwłaszcza gdy same nie bardzo potrafią znaleźć przyczyny swego złego samopoczucia. Można było to zauważyć przy okazji demonstracji, jakie odbyły się w naszym nieszczęśliwym kraju 8 marca. Na przykład panie demonstrujące pod Sejmem, przy okazji walki o demokrację i tak dalej, próbowały załatwić swoje sprawy prywatne. Oto urządziły deklamację strawestowanego wiersza Tuwima, gdzie niczym refren powtarzało się płynące spod serca gorejącego wołanie: „całujcie mnie wszyscy w dupę!”. Nie można było oprzeć się wrażeniu, że deklamatorki nie we wszystkim są spełnione, że – mówiąc wprost – czują się niedopieszczone.

Nietrudno zresztą było wskazać przyczynę. Już na pierwszy rzut oka widać było bowiem, że są trochę zaniedbane również od strony higienicznej, więc nic dziwnego, że te płomienne apele mogą jeszcze długo pozostać bez żadnej pozytywnej reakcji, potęgując rozdrażnienie, przenoszone następnie na teren polityczny, na co obrońcy praw kobiet tylko czekają. A przecież nie tylko kobiety jęczą pod okropnym, faszystowskim jarzmem. Jeszcze nie ucichły echa kobiecych skarg, a już rozpoczął się pilotażowy strajk dzieci i rodziców. Dzieci nie poszły w ubiegły piątek do szkoły, ale nie dlatego, żeby sobie powagarować, tylko gwoli zaprotestowania przeciwko reformie edukacji oraz wadliwej podstawie programowej – w czym wsparli je nie tylko „rodzice”, ale również przyjaciele dzieci, z grecka nazywani niekiedy „pedofilami”.

Zebrawszy dzieci wraz z rodzicami, poświęcili się edukowaniu jednych i drugich w arkanach demokracji i praworządności. Dzięki niezależnym mediom głównego nurtu mogliśmy wśród edukatorów zobaczyć prezydenta Gdańska, pana Adamowicza, a nawet samego pana redaktora Adama Michnika! A przecież to dopiero początek, bo do strajku szykują się nauczyciele. Skoro pan redaktor Michnik włączył się czy też został włączony w tak ostentacyjny sposób w realizację kombinacji operacyjnej, to tylko patrzeć jak w następstwie strajków wyłonią się kontury całkiem odmiennej reformy edukacyjnej, no i oczywiście całkiem innej podstawy programowej. Nie ma co wyważać otwartych drzwi, więc dla młodych generacji mniej wartościowego narodu tubylczego wystarczą chedery, dla których podstawą programową będzie tak zwana pedagogika wstydu.

Jestem pewien, że warszawskie Biuro Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego, którego otwarcie zostało zapowiedziane na 27 marca, a więc pięć dni po specjalnej sesji Parlamentu Europejskiego, poświęconej ostatecznemu rozwiązaniu kwestii polskiej, ma już przygotowane odpowiednie instrukcje, które zostaną wręczone strajkującym nauczycielom w celu niezwłocznego zastosowania w procesie edukacyjnym. Dzieci to jest przecież skarb narodowy, więc nie mogą czekać, aż – dajmy na to – stare kiejkuty, oczywiście pod nadzorem starszych i mądrzejszych, ustalą z pozostałymi bezpieczniackimi watahami kolejność dziobania na poszczególnych żerowiskach – bo demokracja demokracją, ale porządek musi być!

Dlatego właśnie – w ramach zielonego światła dla wolnego rynku i przedsiębiorczości, jakimi w ramach nawiązywania do pozytywnych świeckich tradycji z przeszłości świeci nam w oczy pan wicepremier Morawiecki, któremu Naczelnik Państwa powierzył troskę o sprawy gospodarcze – przygotowywana jest ustawa regulująca wolnorynkowe ceny książek. Ustalonej ceny nie będzie wolno zmienić przez 12 miesięcy od jej wydania, a potem już pełna swoboda. Oczywiście będzie to wymagało powołania zespołu kontrolerów, którzy będą sprawdzali nie tylko ceny, ale i inne rzeczy – na przykład nakłady. Bo tylko patrzeć, jak taki jeden z drugim wydawca wyda książkę za złotówkę, ale w nakładzie, dajmy na to, trzech egzemplarzy, a po roku rzuci na rynek resztę nakładu, ale już po innej, znacznie wyższej cenie – i co wtedy?

Wreszcie – cena i nakład to sprawy oczywiście bardzo ważne, ale czyż nie ważniejsza od nich jest treść takiej książki? Czy na przykład nie zawiera ona aby „mowy nienawiści” albo nie prezentuje rozmaitych faktów i wydarzeń w sposób odbiegający od zatwierdzonego przez starszych i mądrzejszych? Nie bez kozery przecież pan prezydent Duda na spotkaniu w Nowym Jorku obiecał był Abrahamowi Foxmanowi wzmożenie walki z „antysemityzmem”, zapowiadając nawet jakąś „legislację”. Bardzo zatem możliwe, że o to właśnie chodzi – bo nawet i bez pana Foxmana wiemy, że socjalizm długo bez podkręcania świadomej dyscypliny wytrzymać nie może, zwłaszcza w sytuacji, gdy na terenie naszego nieszczęśliwego kraju obserwujemy zderzenie polskiej drogi do socjalizmu z drogą niemiecką. Bo o tym, by nie podążać do socjalizmu, nie ma już mowy.

wesprzyj_wolne_media_artykul