Po zamachu w Nicei, gdzie zamachowiec na przestrzeni dwóch kilometrów bez przeszkód taranował ciężarówką przechodniów, podniosły się głosy krytyki pod adresem słodkiej Francji – że to też „ch**, d*** i kamieni kupa” – jak w podsłuchanej rozmowie scharakteryzował nasz nieszczęśliwy kraj ówczesny minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. Rzeczywiście – pod rządami „socjałów nudnych i ponurych” w rodzaju prezydenta Hollande’a czy arywistów w rodzaju Mikołaja Sarkozy’ego słodka Francja coraz bardziej się obsuwa, co było widać choćby po świątecznych dekoracjach na Polach Elizejskich w Paryżu z okazji Bożego Narodzenia.

Słynący kiedyś w świecie z dobrego smaku Paryż oświetlił jedną z najpiękniejszych ulic na świecie infernalną czerwienią, a na całej długości wzniesione zostały stragany, których powstydziłby się nawet odpust w Psiej Wólce. Najwyraźniej do paryskiego magistratu musieli przeborować sobie dojście jacyś absolwenci Akademii Pierwszomajowej czy innej Wyższej Szkoły Gotowania na Gazie, no i umaili francuską stolicę, jak tam potrafili, czyli na podobieństwo Anatewki czy innego sztatełe.

Wśród krytyków znalazł się również pan minister Błaszczak, który nieubłaganym palcem wytknął Francji, że na wcześniejsze zamachy zareagowała eunuchoidalnymi marszami „przeciw przemocy” i malowaniem kolorową kredą kwiatków na chodnikach. Oczywiście miał rację, ale właśnie dlatego pryncypialnie skrytykowała go żydowska gazeta dla Polaków, która najwyraźniej uważa, że taka właśnie powinna być reakcja.

Ciekawe, co powiedziano by na takie dictum w Izraelu, gdzie wojsko nie cacka się z demonstrantami, tylko bez ceregieli otwiera ogień, niczym zaporowe oddziały NKWD za Stalina. Nauka nie idzie w las; taki Lew Mechlis – mówiąc nawiasem, absolwent Akademii Pierwszomajowej, czyli Instytutu Czerwonej Profesury – jako główny politruk Armii Czerwonej nakazywał mordować wszystko, co się rusza, zwłaszcza jeśli przynależało do jakiegoś narodu mniej wartościowego, ponieważ on sam tak zwane korzenie miał pierwszorzędne, niczym pan redaktor Michnik. Ale bo też co jest dobre dla Herrenvolku, to nie musi być dobre dla narodów mniej wartościowych, dla których przeznaczono multi-kulti.

No i multi-kulti zaczyna przynosić rezultaty. Oto młody Afgańczyk – pewnie z tych, co to już nie mogli wytrzymać pod rządami syryjskiego brutala Asada, a w każdym razie tak wyjaśniali policji powody swego przybycia do Europy – zaatakował pasażerów pociągu w okolicach Würzburga w Niemczech toporem i zanim policjanci go zastrzelili, zdążył kilku poturbować.

Dlaczegoś upodobał sobie szczególnie Chińczyków. Oprócz topora miał również nóż, co pokazuje, że całkiem z narodową tradycją nie zerwał, ale ten topór najwyraźniej wskazuje na wpływ kultury germańskiej. Gdyby tak po uderzeniu toporem poprawiał ofierze uderzeniem młotem Thora, to bez wątpienia trzeba by takie postępowanie uznać za triumf kulturowej asymilacji imigrantów, z którą tyle nadziei wiązała Nasza Złota Pani – no ale asymilacja musi trochę potrwać, a poza tym w mieszkaniu zastrzelonego policja znalazła flagę Państwa Islamskiego. Jak wiadomo, Państwo Islamskie powstało w następstwie utraty wiary wielu bezbronnych cywilów w prezydenta Obamę.

Kiedy nie spełnił on swojej obietnicy przeprowadzenia interwencji w Syrii, część bezbronnych cywilów, uprzednio wyszkolonych i wyekwipowanych przez CIA głównie za pośrednictwem Arabii Saudyjskiej, nawróciła się do Allaha i utworzyła Kalifat, który teraz inspiruje albo nawet wyznacza zadania rozmaitym ochotnikom, porwanym ideą ekspansji islamu na obszary zamieszkane przez „niewiernych”.

Tymczasem „niewierni” mają zgoła inne zmartwienia. Lekceważąc sugestie twórcy chrześcijańskiej doktryny, czyli świętego Pawła, by „szukać tego, co w górze”, coraz częściej koncentrują się raczej na dolnych partiach ciała, a konkretnie – na swoich genitaliach: co wkładać, komu i w jakie otwory ciała.

Jak pisze poeta, „powstała wnet straszliwa wiedza”, dzięki której możliwe stało się rozróżnienie „gejów”, czyli gojów wkładających penisy w otwory odbytowe swoich partnerów albo pozwalających im na tak zwane obciąganie laski, to znaczy pobudzanie penisa ustami, oraz „lesbijki”, to znaczy damy wylizujące sobie nawzajem klitorisy i w ten sposób osiągające ekstazy. Oprócz tych zasadniczych odłamów są jeszcze pomniejsze – na przykład biseksualiści, którzy wkładają, co tam akurat mają pod ręką, komu i gdzie popadnie, oraz osoby „transpłciowe”, czyli takie, które jeszcze się nie zdecydowały, co, komu i gdzie będą wkładały, więc z pozoru zachowują się jak biseksualiści, ale biseksualistami nie są, bo biseksualiści są zdecydowani, podczas gdy oni – jeszcze nie.

Ponieważ w naszym i tak już przecież nieszczęśliwym kraju odbywają się Światowe Dni Młodzieży z udziałem Jego Świątobliwości papieża Franciszka, „geje”, „lesbijki” i odłamy drobniejszego płazu, zrzeszone – jak się okazało – w pozarządowej organizacji „Wiara i Tęcza”, która stawia sobie za cel udzielenie odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób pogodzić opisane wyżej skłonności z przynależnością do Kościoła i wiarą, postanowiły się włączyć.

Myślę, że Światowe Dni Młodzieży przyniosą odpowiedź na te nurtujące „niewiernych” pytania, bo „Wiara i Tęcza” zapowiedziała zorganizowanie w Krakowie „Przystani Pielgrzymów LGBT”, gdzie chętni będą mogli się dowiedzieć, jak rżnąć się po Bożemu i w ogóle. Bo o tym, żeby się nie rżnąć, mowy być nie może, ponieważ wszelkie ograniczenia podkopałyby podstawy osobniczej tożsamości, a czyż jest coś cenniejszego od tożsamości?

Nie ma – zatem, skoro tożsamość jest miarą wszechrzeczy, jasne jest, że wszystko inne musi zostać jej podporządkowane. W tej sytuacji niedawna deklaracja papieża Franciszka, że „Kościół” powinien „przeprosić” nie tylko „homoseksualistów”, ale również „wykorzystane kobiety” oraz „biednych”, nabrała zupełnie nowego ciężaru gatunkowego. W sprawie kobiet jeszcze nie wykorzystanych Jego Świątobliwość na razie nie zajął stanowiska, wobec czego możemy zachować wobec nich postawę neutralną, natomiast wobec „homoseksualistów” oraz „kobiet wykorzystanych” nie ma rady – musimy przybrać postawę pokory, którą nieboszczyk Tadeusz Mazowiecki nazywał „postawą służebną”. Przyjęcie takiej postawy niewątpliwie ułatwia penetrację osoby pokornej, co z pewnością może dostarczyć satysfakcji zwłaszcza „gejom”, którym w tej sytuacji nikt nie powinien się sprzeciwiać.

Wypada tylko mieć nadzieję, że i „geje” nie pójdą na całość i nie wykorzystają Światowych Dni Młodzieży, by zażądać tak zwanego „dowodu miłości” od Jego Świątobliwości papieża Franciszka – chociaż oczywiście pewności żadnej mieć nie można, bo – jak powiadają wymowni Francuzi – l’appétit vient en mangeant, co się wykłada, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tak czy owak, tegoroczne Światowe Dni Młodzieży zapowiadają się wyjątkowo atrakcyjnie i kto wie – może nawet przyćmią „Przystanek Woodstock” słynnego „Jurka Owsiaka”, który nikogo nie musi przepraszać, bo podziwia i kocha każdego, jak leci.

Fot. Michel Abada (commons.wikimedia.org)

  • Norm Rogers

    te cudzysłowy to mistrzostwo świata.

  • Lutogniew

    Dawno temu, za czasów PRL-u, oglądałem czechosłowacki film, z którego zapamiętałem słowa czeskiego aktora, przytaczającego arabskie przysłowie: „Człowiek śmieje się, aby nie płakać”.
    Zapamiętałem, bo używałem go do obronny, gdy ktoś zwracał mnie lub komuś uwagę, że „nie można stroić sobie żartów ze wszystkiego”, lub (najczęściej jednocześnie) jako bodźca sprawdzającego sprawność umysłową zaatakowanych w ten sposób osób, ich postawę wobec czegoś czy wogóle „do życia”.

    Dzisiaj, gdy „poprawność polityczna” na dobre rozlazła się po „naszych” kołtunach, bodźcowanie umysłowe jest utrudnione, bo wszystko trafia najpierw do kołtuna; kiedyś do głowy, a ta decydowała czy warto odpowiadać na zaczepkę, a jeśli tak, to można było spodziewać się szczerości we własnym imieniu.
    Osoby „publiczne” (czy to polityczne czy ogólnomedialne) rzadko wypowiadają cokolwiek w stosunku do takich reakcjonistów jak St. Michalkiewicz, bo jest to „niepotrzebne, niepozyteczne i … niebezpieczne”. Przede wszystkim spowodować to może wzbudzenie zaciekawienia i niemal natychmiastowe samodzielne zaspokojenie kim jest, co mówi i co pisze w sieci. A tu można tylko skupiać uwagę na pożądanych „produktach” i ich uatrakcyjnianiu.

    Pomimo tego, spokoju niema! Coś złego się czai….
    Zanim reakcyjne siły wstecznictwa przejmą rządy, trzeba przygotowywać grunt, wzmagając zatruwanie umysłów przypominaniem starych prawd, rzucając je na pożarcie autorytetom prowadzącym intelektualne „stragany, których powstydziłby się nawet odpust w Psiej Wólce”.
    Przykłady w formie pytań:
    – Kiedy zostanie zdelegalizowane porzekadło – KOBIETA JEST NARZĘDZIEM W RĘKU DIABŁA?, i ile lat psychuszki będzie za to zagwarantowane!?
    – Czy porzekadło (też niezdelegalizowane) GDZIE DIABEŁ NIE MOŻE, TAM BABĘ POŚLE, mówi o tym samym, co powyżej?
    – Jak należy reagować, gdy głupi faszystowski reakcjonista powie – DOBRA KOBIETA JEST LEPSZA OD DOBREGO MĘŻCZYZNY, ZŁA KOBIETA JEST GORSZA OD ZŁEGO MĘŻCZYZNY. I na domiar złego dopowie, że jest to mądrość francuska?
    Przykłady powyżej dotyczą akurat kobiet, bo one mnie fascynują; a przy okazji rozdzielania włosa na czworo, niekoniecznie one mają być bardziej skompromitowane od mężczyzn.

    Z mojego doświadczenie wiem, że zdobyciu zaufania ludzi wierzących w swoje zdolności podporządkowywania i wykorzystywania do swoich celów innych, bardzo sprzyja gdy widzą, że ci „inni” są od nich głupsi i chcą czegoś się nauczyć od tych mądrzejszych.
    Z tą zasadą, kamerą i mikrofonem, a także wytrwałością osiągnięcia przerosnać mogą oczekiwania i będą uwiecznione.