O reformie wymiaru sprawiedliwości. Suweren z tęgim kijem

Wszczęta przez Komisję Europejską procedura badania stanu praworządności i demokracji w naszym nieszczęśliwym kraju, której naprzeciw wychodzą konfidenci zgrupowani przez starych kiejkutów w Komitecie Obrony Demokracji, a wreszcie sami sędziowie, których do buntu przeciwko rządowi wezwała sama pani Małgorzata Gersdorf – wszystko to stwarza sposobność do pochylenia się nad wymiarem sprawiedliwości.

Jak wiadomo, zajmują się tym „niezawisłe sądy”, które – zgodnie z art. 173 konstytucji – są „władzą odrębną i niezależną od innych władz”. Oczywiście art. 173 konstytucji odzwierciedla jedynie sferę powinności, to znaczy mówi, jak być powinno, ale już niekoniecznie, jak jest naprawdę.

Chodzi oczywiście o zadeklarowaną tam „niezależność od innych władz”, to znaczy od konstytucyjnych organów władzy ustawodawczej i wykonawczej. Jak wiadomo, w sferze powinności również i te władze są niezależne, zwłaszcza władza ustawodawcza, będąca emanacją suwerena, za jakiego – zgodnie z art. 4 konstytucji – uchodzi „naród”.

Ale – jak mogliśmy przekonać się choćby na podstawie realizacji uchwały lustracyjnej Sejmu z 28 maja 1992 roku – około 60 parlamentarzystów było konfidentami Służby Bezpieczeństwa, a warto dodać, że ujawnieni przez ministra Antoniego Macierewicza zostali tylko ci konfidenci, których nie przejął pod swoje skrzydła Urząd Ochrony Państwa.

Ci, których ów Urząd przejął, nie zostali ujawnieni, podobnie jak nie zostali ujawnieni konfidenci Wojskowych Służb Informacyjnych, które swoją agenturę pracowicie rozbudowywały przez cały czas oficjalnego istnienia w tzw. wolnej Polsce.

Agenturalne zabezpieczenie

Już choćby ze statystycznej prawidłowości wynika, że część tych konfidentów została ulokowana właśnie w wymiarze sprawiedliwości na stanowiskach sędziowskich, a biorąc pod uwagę ciężar gatunkowy sądów, zwłaszcza na etapie transformacji ustrojowej, kiedy to dokonywało się uwłaszczenie nomenklatury na rozkradanym majątku państwowym oraz umacnianie bezpieczniackiej kontroli nad kluczowymi segmentami gospodarki z sektorem finansowym, paliwowym, energetycznym i tym podobnymi, „strategicznymi” sektorami – jest prawie pewne, że agenturalne „zabezpieczenie” wymiaru sprawiedliwości musiało być znacznie większe niż w innych segmentach państwa.

W tej sytuacji bez wyjaśnienia stopnia nasycenia środowiska sędziowskiego przede wszystkim agenturą Wojskowych Służb Informacyjnych, jako że to one – jako wywiad wojskowy – zaprojektowały, przeprowadziły i nadzorowały pożądany przez siebie przebieg transformacji ustrojowej w naszym nieszczęśliwym kraju – mówienie o „odrębności”, a zwłaszcza „niezależności” władzy sądowniczej od innych władz, jest wielką naiwnością.

Ta naiwność jest tym większa, że trójpodział władz został w naszym nieszczęśliwym kraju przeprowadzony niekonsekwentnie i na przykład ministrowie mogą być jednocześnie posłami i senatorami. A skoro tak, to dlaczego „niezawiśli” sędziowie nie mogą być konfidentami RAZWIEDUPR-a?

CZYTAJ DALEJ