W tym tygodniu do księgarń trafi, opublikowane przez nasze wydawnictwo, opus magnum Marka J. Chodakiewicza – „Międzymorze”. Koncepcja Międzymorza znana jest oczywiście nie od dziś, nikt jednak jak dotąd nie spróbował przedstawić jej w syntetyczny sposób, zwłaszcza w okolicznościach, jakie nastały w świecie na początku XXI wieku.

Marek Chodakiewicz, jako historyk, dokonując takiej próby, rozpoczął od zarysu historycznego, który też zresztą jest pionierski – bo po raz pierwszy powstała książka dotycząca historii Międzymorza jako całości, a nie poszczególnych państw z ich sprzecznymi pozornie interesami.

Jednak zdecydowanie najcenniejszą częścią dzieła jest pokazanie, co Międzymorze, właśnie jako całość, może zrobić ze swoją teraźniejszością i przyszłością, która przecież wcale nie jest oczywista.

Nie będę zdradzał wszystkich konkluzji, jednak najważniejszą konstatacją Autora jest to, że przede wszystkim Międzymorze musi ostatecznie wyjść z postkomunizmu, co ciągle nie nastąpiło, choć może nam się wydawać, że już się z tym problemem uporaliśmy, i jednocześnie nie dać się uwieść mirażom lewackiego europeizmu czy nawet globalizmu, który tak naprawdę jest maską na twarzy przetransformowanego postkomunizmu. Bo celem Międzymorza nie ma być jakiś modny w danym momencie czy narzucany przemocą „-izm”, lecz wolność, która wyrazi się nie tylko na poziomie prawa czy gospodarki, lecz również na poziomie akceptacji własnej tożsamości, własnej historii, które kiedyś były atakowane i niszczone przez imperializmy i totalitaryzmy, a teraz są gnębione przez lewacki, nihilistyczny postmodernizm. Nie będę zdradzał, jaką przyszłość Międzymorza prognozuje prof. Chodakiewicz – napiszę tylko, iż uważa on, że warunkiem tego, by przyszłość ta mogła być wspólna i by w miejsce kilkunastu peryferyjnych krajów pojawił się organizm nawiązujący skalą do I Rzeczypospolitej, jest przede wszystkim przepracowanie w uczciwy sposób własnej historii.

Jeśli to zrobimy, to zarówno zneutralizują się animozje, jak i pojawią się warunki zaistnienia prawdziwej wolności, bo kłamstwa – czy to totalitaryzmu, czy socjalizmu, czy etatyzmu – zostaną zdemaskowane. Jeśli natomiast damy się zwieść rozmaitym szarlatanom i propagandystom w stylu Jana Grossa czy Zygmunta Baumana oraz ich akolitom, to nigdy do wolności nie dojdziemy.
Książka „Międzymorze” ma szansę stać się manifestem politycznym całego pokolenia, które od lat formułuje myśl o potrzeby „polityki jagiellońskiej”, ale przed Chodakiewiczem nigdy jej werbalizacja w jasny i konkretny sposób nie wybrzmiała. Prof. Chodakiewicz pojawi się w Warszawie na początku listopada. Publiczne spotkanie z nim oraz dyskusję historyków o problemach Międzymorza planuję na 4 listopada w godzinach wieczornych. O szczegółach poinformuję wkrótce.

  • Ultima Thule

    Nie znam konkretnych pomysłów Autora, ale dobrze, że ktoś próbuje wyrwać tą część Europy ze schematu Niemcy-Rosja-Turcja. Turcja już się nie liczy, Rosja jest jedynie dyndającym u boku Niemiec/UE frędzlem, a Niemcy zostały opanowane przez biurokratyczną klasę polityczną oraz korporacje. Groźne jest to, że Niemcy mają ogromny wpływ na UE, a Rosja ma nieobliczalną siłę militarną. Efektem tej mieszanki może być oczywiście wojna (hybrydowa, hybrydowa …).

    Kraje omawianej strefy M (a konkretnie ich elity polityczno-gospodarcze) są niestety silnie powiązane z Niemcami lub z Rosją. Jest też wiele konfliktów etnicznych pomiędzy krajami strefy M. Na przykład Węgrzy ze wszystkimi dookoła, Ruś Zakarpacka, Mołdawia, Polska-Litwa, Polska-Ukraina, kraje bałtyckie – Rosja, kraje byłej Jugosławii itp. Konflikt Pawlaka z Kargulem to przy tych konfliktach zwykły pikuś …

    Rozegranie tych konfliktów przy pomocy lokalnych „WSI, które nie istnieją” nie jest żadnym problemem. Każdy z tych krajów można łatwo zdestabilizować lokalnymi grupkami zdrajców i idiotów (mam podać przykłady z Polski?). Z tego powodu proces rozbrajania tej „bomby środkowo-europejskiej” powinien być rozłożony na wiele lat i na wiele aspektów. W szczególności należy zacząć od edukacji w szkołach, żeby młodzież tych krajów była w stanie budować między sobą mosty, i nie musiała w przyszłości strzelać do siebie. To z kolei wymaga rozwiązania wielu problemów społecznych i gospodarczych, rozwoju infrastruktury itp.

    Oczywiście najgorsze, co się może wydarzyć w trakcie takiego procesu, to rzucanie haseł typu „odzyskajmy Wilno i Lwów”. Trzeba mieć świadomość, że zmiana obecnych granic nie jest możliwa bez wojny, a ewentualną wojnę, bez względu na to, na gruzach której stolicy zostanie zakończona, znowu przegramy. Pamiętajmy, że w zamian, że broniliśmy Wyspy Brytyjskie własnymi okrętami, musieliśmy potem jeszcze Brytyjczykom zapłacić złotem, a w 1946 roku i tam nie wpuścili nas na defiladę zwycięstwa w Londynie. Patrząc się z ówczesnej perspektywy był to straszny cios w nasz honor, ale patrząc się z perspektywy dzisiejszej była to „felix culpa”, gdyż dzięki temu nikt nam dzisiaj nie wmówi, że „razem wygraliśmy IIWŚ”.

    Ostatecznie wszystko zależy od siły naszego państwa. A od czego zależy siłą państwa?
    Otóż zasadniczo od DWÓCH czynników:
    – rozwoju gospodarczego – w celu uzyskania podstaw dla wzrostu dobrobytu Polaków oraz budżetu na zbrojenia

    – edukacji – w celu kształtowania postaw patriotycznych oraz rozwoju indywidualnego każdego obywatela

    I na tych dwóch filarach powinniśmy się teraz skupić.

    • Mr Z.Glapinski

      Dzieje Polski wykazaly,ze nawet najbogatsze panstwo mozna calkowicie ogolocic w ciagu kilku miesiecy.
      Dlatego priorytetem powinno byc wychowanie patriotyczne I propaganda polityczna ,w tym wykonczenie polityczne komunistow wszelkich odmian.
      Powinna sie tez zmienic polityka zagraniczna,stac sie asertywna,i placowki zagraniczne I MSZ powinno sie w 100% oczyscic z Komuny.
      Gospodarka jest bardzo wazna,ale bez poteznej atomowej armii to tylko konstrukcja przynety dla agresorow.