Perspektywa współpracy ruchów wolnościowych. O obawach i warunkach koalicji Kukiz’15-Wolność

Kukiz Korwin-Mikke Kukiz'15 Wolność koalicja
Paweł Kukiz, Janusz Korwin-Mikke. Foto: PAP/Jacek Turczyk, Jakub Kamiński

Co jakiś czas, niczym bumerang, powraca do debaty w gronie wolnościowców temat „zjednoczenia” i współpracy rozbitych niewyobrażalnie organizacji. Z jednej strony coraz śmielsze zapędy socjalistów i etatystów z PiS-u pokazują niemal wszystkim, że jest to ostatni dzwonek na podjęcie konkretnych działań, z drugiej jednak istnieje silna obawa motywowana dwoma czynnikami.

Jest to obawa przed tym, że może się to jednak nie udać, że elektoraty się nie zsumują, a silniejsi na tej współpracy stracą. Jedno jest pewne, jeżeli nie zostaną podjęte konkretne działania, to nie uda się wprowadzić wolnościowych, proobywatelskich zmian w kraju. Zjednoczenie prawie na pewno nie da efektu zsumowania się elektoratów, 7 procent poparcia Kukiz’15 i 5 procent Wolności (wg ostatnich wyborów i sond ulicznych), nie przełoży się na 12 procent poparcia od razu.

Dać może to jednak pewne przekroczenie progu w postaci 9-10 procent tuż po ogłoszeniu koalicji i znacznie większy potencjał do wykorzystania w czasie kampanii wyborczych. Tych zaś przecież szykuje się kilka z rzędu, a jesienne wybory samorządowe będą jedynie preludium. Potencjał, jaki drzemie w szeroko rozumianych „antysystemowcach” pokazały wybory prezydenckie, gdzie pięciu kandydatów zdobyło w sumie 27 procent. Później to nieco wyhamowało, ale to o ile ponad te 10 procent będzie, zależy tylko i wyłącznie od przyszłych pomysłów, akcji etc.

Zobacz także: Antysystemowcy o nowym premierze. „Byle nie Morawiecki. Władzę dostanie ekonomista-psychopata”

Z drugiej strony jest obawa zadeklarowanych, radykalnych wolnościowców, patrzących na głosowania posłów Kukiz’15 – często nie takie, jakby chcieli. Ta obawa wynika natomiast po części z silnie zakorzenionego w Polsce partiokratycznego myślenia. Spójrzmy tylko na ostatni lament, po tym, jak kilku posłów „opozycji totalnej” nie poparło projektu zaostrzającego prawo aborcyjne, czyli zezwalającego na zabijanie większej ilości dzieci nienarodzonych. Tak, oburzenie wybuchło, dlatego że w sprawie stricte światopoglądowej posłowie zagłosowali w zgodzie z własnym sumieniem.

Musimy zdać sobie sprawę, że rozważania na spotkaniach wolnościowców, czy lepsza jest koncepcja Rothbarda, czy Hayeka, nie mają żadnego znaczenia. W naszym kraju realizowane są raczej wizje Orwella – przez część polityków opacznie rozumiane jako instrukcje rządzenia. W przyszłej kadencji Sejmu kluczowy więc będzie każdy poseł, który poprze rozwiązania zwiększające wolność jednostki (niezależnie czy zrobi to w takim stopniu jak poseł Jakubiak, Tyszka czy Wilk), a jednocześnie odrzuci te zwiększające restrykcje państwowe.

Fakt, że na ostatnim Forum Wolnościowym było kilkadziesiąt różnych organizacji, stowarzyszeń i partii, może napawać optymizmem – rzesza zwolenników wolności w Polsce poszerzyła się w ostatnich latach niewyobrażalnie. Z drugiej strony przeraża to, że potencjał ten jest niewykorzystany. Podsumowując ostatnie wybory, należy uwzględnić otarcie się o próg wyborczy partii Wolność i kilku, może kilkunastu, mniej lub bardziej wolnościowych posłów z Kukiz’15 – jest to wynik zatrważająco słaby, choć najlepszy w historii.

Czytaj więcej: Poseł Tarczyński chciał ośmieszyć młodego wolnościowca, a wyszło jak zwykle. „To zabawne” [VIDEO]

Współpraca, aby miała sens, powinna być oparta na jasnych zasadach. Podstawą dla koalicji może być sformułowany „dekalog wolnościowca” lub podobny spis najważniejszych postulatów, które poprą wszyscy członkowie. A co w pozostałych sprawach? Tam, gdzie nie uda się dojść do konsensusu lepiej nie podejmować żadnych działań – w końcu nie należy pytać, czy politycy mogą coś zrobić, ale czy mogliby tego nie robić. Takie postawienie sprawy powinno pozwolić na „zjednoczenie” Kukiz’15, KNP, UPR-u, Wolności, Endecji i działaczy szeregu organizacji wolnościowych/wolnorynkowych, którzy nie chcą być członkami partii politycznej.

Jak na taką formację zareagowaliby wyborcy? Podstawowym problemem jest wspomniane już partiokratyczne myślenie widoczne również u głosujących. Szlak formacji, która będzie niejednolita, przetarł Kukiz’15. Ugrupowanie Pawła Kukiza, mimo licznych problemów, zasadniczo przez dwa lata kadencji nie straciło i jego poparcie utrzymuje się na poziomie podobnym do tego z wyborów. Wszystkie zaś rozłamy wynikały z utopijnej wizji stworzenia klubu obywatelskiego jednoczącego ludzi od prawa do lewa.

Najbliższa okazja do zawiązania koalicji, przy wyborach samorządowych, wydaje się również najłatwiejszą do podjęcia. Już dziś w wielu okręgach ma ona miejsce, ścisła lub okazyjna, przy akcjach, które obie strony popierają, w niektórych zaś strukturami Kukiz’15 zarządzają byli członkowie partii Janusza Korwin-Mikkego. Oddolna chęć współpracy jest widoczna, potrzebę zjednoczenia wyrażają też komentujący sprawę w Internecie sympatycy, pytanie tylko, czy uda się pokonać obawy.

Warto przeczytać: Pieczyński szaleje w Polsat News! „Kościół Katolicki powinien stanąć przed trybunałem w Norymberdze”

Ludzie postępują rozsądnie dopiero wówczas, gdy wszystkie inne możliwości zawiodą ~ Robert Gwiazdowski

3 KOMENTARZE

  1. Podejrzewam, że prostego sumowania elektoratów nie będzie. Ale z drugiej strony: wydaje się, że elektoraty Kukiza i wolnościowców to elektoraty bardziej świadome niż pozostałych partii i zrozumieją, że jednak ten ruch musi mieć w parlamencie swoją reprezentacją choćby po to, by czasem coś pozostałym uświadamiać. A w chwili obecnej scenariusz jest taki, że sam Korwin do parlamentu w życiu nie wejdzie, zaś Kukiz może z niego wylecieć. Tu jest naprawdę do wykonania kawał roboty. I to wykonania mądrego, sensownego i spokojnego. I ważna rzecz: Korwina trzeba pilnować jeżeli już musi iść do mediów, żeby znowu jakąś mało sensowną z taktycznego i pijarowskiego punktu widzenia wypowiedzią nie zarżnął tej roboty. Bo w tym jest niestety mistrzem. I nie pisze tego jego antagonista, tylko osoba, która niezmiennie głosuje na tą sama opcję niezależnie, jak by się ona nie nazywała (a to na UPR, a to na Wolność a to na co innego, czego było już na pęczki)

  2. Wprowadzony w błąd przez Fakt, już przed kilkoma dniami, a w ogóle, to po wielokroć pisałem :
    Jak przystało na monarchę i suwerena, JKM zapowiadając swą polityczną emeryturę wskazał sukcesora : jest nim Paweł Kukiz.
    Z adresowanymi ad personam rekomendacjami mam pewien problem, bo wiem że formacje odwołujące się do osoby swego przywódcy (ruch Palikota, nowoczesna Petru, KORWIN, Kukiz 15) nie tworzą trwałego ideowo, programowo i doktrynalne – politycznego bytu.
    Są raczej zjawiskiem sezonowym, często chimerycznym, z inklinacją do anihilacji.
    Za to od 4 lat niezmiennie i uporczywie promuję ideę jedności wolnościowej, konserwatywnej, pozaparlamentarnej prawicy.
    Osobiście bym przeto wolał, by JKM wskazując (i słusznie) na Kukiza, zarazem wskazał szersze spectrum beneficjentów swej abdykacji, zaapelował o jedność konserwatywnych wolnościowców i apel ten skierował do członków KNP, Narodowców i wszystkich środowisk poprzedniej przedwyborczej niedoszłej koalicji pozaparlamentarnej, która – przypomnę – miała hipotetyczne poparcie na poziomie 27,5%, z szansą PREMII ZA ZJEDNOCZENIE.
    I myślę, że krótki, przełomowy program i chwytliwe hasło w stylu BOGAĆCIE SIĘ, wobec rozczarowania kursem „dobrej zmiany” w obszarze ekonomiki i racjonalizacji państwa, bez wikłania się w kwestie światopoglądowe – może być źródłem spektakularnego sukcesu, w nadchodzącej sekwencji wyborów.
    Gdy 37 lat temu, w czasie apostolskiej podróży Jana Pawła II do Polski, padły słynne później słowa :
    I wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja: Jan Paweł II papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia, wołam w przeddzień święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi:
    Niech zstąpi Duch Twój!
    Niech zstąpi Duch Twój!
    I odnowi oblicze ziemi.
    Tej Ziemi…………..LAWINA RUSZYŁA !
    Pielgrzymka ta odbywała się pod hasłem Gaude Mater Polonia (Raduj się Matko Polsko). I stała się zwiastunem przemian, które wnet po niej nastąpiły.
    Zburzono mury, zerwano kajdany, powstały warunki hipotetycznej wolnosci i suwerennosci
    Przeobrażenia te, niosły z sobą nadzieję, ale z czasem roznieciły głęboką troskę Papieża, która z czasem wzbudzała w nim trwogę o Polskę, z którą odchodził do Domu Ojca.
    W roku 2015, który dedykowaliśmy pamięci tego największego w dwudziestym stuleciu Polaka, pojawiła się rewolucyjna teza ksiądza Jacka „Wiosna” Stryczka, duszpasterza ludzi biznesu, w której powołując się na biblijną przypowieść o talentach (Mt 25, 14-30), stawiał tezę, że chrześcijanie nie powinni się pieniędzy bać, tylko efektywnie je wykorzystywać. Bo takie jest nauczanie Ewangelii.
    To rewolucyjna dość teza w doktrynie kościoła powszechnego.
    Przez stulecia dystansował się on od pieniadza, ucieleśniajacego zło pożadania rzeczy doczesnych. To sprawiło, ze Żydzi – w cywilizacji łacińskiej Europy – zdominowali obrót pieniężny, transfer, kredyt i odsetki, a skutki tej ze wszech miar zgubnej tezy płacimy wszyscy po dzień dzisiejszy.
    Tymczasem PIENIĄDZ, TO ZASTYGŁA ENERGIA.
    Z natury swej, nie jest ani zły, ani dobry, lecz taki, jakim go człowiek czyni. Jest miarą materialnych wartości doczesnych i środkiem wymiany dóbr oraz tazauryzacji.
    Być może nastał czas, by z wysokości ambon kościelnych głosić skądinad oczywistą prawdę, ze Jezus nie był socjalistą. Że chrześcijanin powinien być bogaty, by móc ubogacać swe życie i otaczajacy go świat.
    Nie mnie przesądzać, jak potoczą się losy formacji, które są pośrednią, lub bezpośrednią spuścizną i dorobkiem JKM.
    Lecz dla mnie nie ma watpliwości, że o odmianie oblicza tej ziemi zadecyduje także energia zastygła w ucielesnionej pracy – w pieniądzu.
    I że będzie on wreszcie wyniesiony, na własciwe i należne mu miejsce…
    WIĘC JEDNOCZCIE SIĘ I BOGAĆCIE !!!

Comments are closed.