„Populistyczna prawica”. Kim jest populista?

Jednym z najczęściej używanych i nadużywanych pojęć w demoliberalnych salonach polityczno-dziennikarskich jest „populizm”. Uważam, że nad słowem tym powinniśmy się chwilkę pochylić, ponieważ w medialnym dyskursie nabrało ono kuriozalnego znaczenia, a samo używanie go stało się nieuczciwym chwytem w dyskusji politycznej.

Kim jest populista? Na stronie internetowej jednej z lewicowych organizacji pozarządowych przeczytałem jakiś czas temu, że populistą jest ten, kto uważa, iż zwykli obywatele lepiej wiedzą, jak powinno wyglądać ich życie i jakie powinny im przyświecać wartości, niźli demokratyczne i liberalne elity polityczne. Z populizmem mamy do czynienia, gdy większość obywateli czuje się uprawniona do negowania władzy elit. Cóż, zawsze myślałem, że idea, iż ogół ma prawo skutecznie nie zgodzić się z elitami, zażądać rewizji polityki państwa, przyświecającej mu idei i wymienić grupę rządzącą, nazywa się „demokracją”.

Jednakże w demokracji typu zachodniego niezgoda z demokratycznymi elitami władzy została obdarzona nazwą „populizm”. Konsekwentnie, demokracją nazywamy władzę demokratycznych elit i ich prawo do narzucenia swoich wartości ogółowi, nawet gdy poparcie dla tego projektu wyraża mniejszość obywateli, czyli cała konstrukcja ma charakter niedemokratyczny. Jeszcze kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu taką „demokrację” nazywano „arystokracją” (gdy miała charakter dziedziczny), „oligarchią” (gdy była to grupa osób przypadkowych) lub „plutokracją” (gdy grupę tworzyli najbogatsi). Teraz konstrukcja ta została uznana za „demokrację”. Nowoczesną demokrację możemy więc zdefiniować jako prawo establishmentu do narzucania swojej woli większości, o ile wola ta wyraża „wartości demokratyczne”, definiowane przez tę elitę.

Możemy to przedstawić na przykładach. Dla demoliberalnych polityków i mediów (także w Polsce) królem światowego populizmu jest dziś Donald Trump. Nie jest traktowany jako przywódca demokratyczny, lecz jako „populistyczny”, bo jakkolwiek zebrał wymaganą liczbę głosów w kolegium elektorów, to występuje przeciwko rządzącemu w Stanach Zjednoczonych establishmentowi reprezentującemu „demokrację” i uzurpującego sobie prawo do definiowania, kto jest demokratą, a kto nim nie jest, na podstawie pewnych „wartości”, które tenże establishment uznał za demokratyczne. W Unii Europejskiej królową tak pojętego „populizmu” miałaby być Marine Le Pen, ponieważ kierowany przez nią Front National jest partią antysystemową, czyli występującą przeciwko establishmentowym elitom władzy.

Nawet jeśli – daj Boże! – Marine Le Pen wygrałaby wybory prezydenckie we Francji, to i tak zaraz dowiedzielibyśmy się, że reprezentuje „populizm”, podczas gdy pokonany przez nią kontrkandydat reprezentuje „demokrację”. Innymi słowy: demokracja nie jest już dziś definiowana jako wola 50 procent wyborców plus jeden, lecz jako opinia establishmentowych polityków i dziennikarzy, którzy nie mają wprawdzie za sobą głosów społeczeństwa, ale reprezentują „demokrację”. Co więcej, owa „demokratyczna” mniejszość ma prawo narzucić swoją wolę większości ulegającej „populizmowi” i dopiero wtedy nastanie „demokracja”. Włodzimierz Lenin myślał w sumie bardzo podobnie i głosił, że prawdziwa demokracja jest tożsama z dyktaturą partii rewolucyjnej. Gdyby znał współczesne pojęcie „populizmu”, to mógłby nim zastąpić takie terminy jak „burżuazja” i „reakcja”.

Nieuczciwość posługiwania się terminem „populizm” polega na tym, że przez ostatnie 2500 lat, w tradycji europejskiej słowo to oznaczało głoszenie poglądów i haseł mających na celu zdobycie władzy bez zamiaru realizacji tych postulatów, za pomocą haseł, które były niemożliwe do wykonania. Z tego też powodu, całkowicie zasadnie, populizm kojarzył się przez 25 stuleci pejoratywnie. Populista obiecuje przysłowiowe gruszki na wierzbie – na przykład „3 miliony mieszkań” lub program „3 x 15”, gdy dobrze wie, że ani mieszkań nie wybuduje, ani podatków wcale nie ma zamiaru obniżyć.

Tymczasem tego typu oszustwa wyborcze nie uchodzą dziś za populistyczne. Jeśli sięgniemy do podręczników do politologii, także tych wydawanych w Polsce, to dowiemy się, że współczesnego „prawicowego populistę” (jaka zbitka!) charakteryzuje obrona państwa narodowego przed globalizacją unijną, obrona rodziny złożonej z mężczyzny i kobiety lub najnormalniejsza w świecie obrona tradycji. W tym obrzydliwym zabiegu chodzi lewicy o jedną jedyną rzecz: o skojarzenie pseudonaukowego pojęcia użytego na określenie współczesnej prawicy i jej świata ideowego z ugruntowanym przez tradycję skojarzeniem, że populizm to coś złego i nieuczciwego.

W rzeczywistości w tej lewicowej nowomowie populizm, jeśli rozważymy rzecz logicznie i racjonalnie (czego oczywiście większość ludzi nie robi, dając się manipulować lewicy), zaczyna nabierać charakteru myślenia racjonalnego. Dajmy przykład takiego „populizmu”. Otóż dla lewicowych mediów populizmem jest dostrzeganie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy wpuszczeniem do kraju miliona uchodźców islamskich z Bliskiego Wschodu a faktem, że pół roku później w stolicy tegoż kraju wybuchają bomby podłożone przez islamskich terrorystów, którzy przybyli pół roku wcześniej pośród tegoż miliona imigrantów.

Dla lewicy jest populizmem dostrzeżenie faktu, że wypłata socjalu dla islamskich imigrantów odbywa się z kieszeni europejskiego podatnika.

Podobne przykłady można mnożyć. Te powyższe – jak i wiele innych – pokazują, że populizmem nazywana jest dziś demokracja (rządy woli większości nad wolą mniejszości) i racjonalna umiejętność łączenia faktów w związki przyczynowo-skutkowe. Skoro słowo to ma tak silny posmak pejoratywny, to znaczy, że jesteśmy świadkami gigantycznej medialnej manipulacji, mającej na celu obronę tyranii politycznej establishmentu, który czuje, że utracił demokratyczne poparcie. Gdy demokracie brakuje wyborów, nie cofnie się przed żadnym kłamstwem.

wesprzyj_wolne_media_artykul
  • Diler

    A gdy ludziom brakuje ryżu nie cofną się przed brutalnymi czynami. Całe to gadanie nie ma sensu, po prostu czym prędzej się ten układ rozpadnie, tym szybciej będzie szansa na jakąś normalność. Musi dojść do jakiegoś „twardego resetu”, inaczej będziemy tkwili w tym chorym systemie i będziemy marnowali siły i czas na obronę swojej niezależności. Twardym resetem może być wojna, jakaś rewolucja (byle nie ta czerwona….), lub po prostu człowiek który faktycznie będzie dbał o SWOICH. Od czasów tego Pana wszystko zmieniło się tylko na gorsze, niestety kapitalizm nie działa… Podobnie jak socjalizm https://www.youtube.com/watch?v=2xYffYfJD0I

  • Agnieszka Charzynska

    jeżeli to co jest wolą większości zawsze jest demokracją, a nigdy populizmem, to naziści nie byli populistami – wygrali demokratyczne wybory i rtealizowali wolę większości, więc postępowali ok

    • Wojciech Gocyk

      Nie znaczy to, że czynili dobro, ale znaczy, że większość Niemców na to się zgadzała i dala im delegację aby to czynić.

      • Diler

        … „czynili dobro” ale dla kogo?

        Celem nazistów było czynienie dobra dla SWOICH ludzi, nie dla nas, brytoli czy ruskich. Dlaczego mieliby dbać o dobro obcych? Generalnie najpierw dba się o swoich, a jak już się zadba i jeżeli są chęci i zasoby to można zadbać o dobro innych, jeżeli tylko tego sobie życzą. To co się stało z naszym krajem podczas wojny zawdzięczamy tylko i wyłącznie partactwu, naiwności i sprzedajności naszych owczesnych elit. Dmowski miał takie same pomysły jak Hitler, tylko nie miał tyle zdecydowania co on. Jeszcze jedno, większość Niemców nie wiedziała co się dzieje w obozach (cokolwiek się działo bo tutaj nadal nie ma jakiegoś ostatecznego konsensusu) i dała przyzwolenie na zwykłe rządzenie, po prostu. Hitlera ocena sytuacji była bardzo trafna, po prostu nie chciał u siebie tak zwanej demokracji i komunizmu, i bardzo chwała mu za to. Napadł na nasz kraj? Nasz kraj został pogrzebany już kilkanascie lat przed wojną, przez naszych demokratycznych „sprzymierzeńców” i było tylko kwestią czasu kiedy zostaniemy zaatakowani. Byliśmy i nadal jesteśmy tylko popychadłem, pionkiem w grze, tak widocznie nam odpowiada. Także spokojnie z oceną Niemców bo mieliśmy nawet moment kiedy mogliśmy wyjść z tego cało i miliony polaków mogły zostać ocalone. Tak jak powiedziałem, najpierw trzeba myśleć i gwarantować bezpieczeństwo swoim, a ewentualnie później można myśleć o innych. Chyba logiczne nie?

  • Sergiusz Bulikowski

    Ciekawy artykuł.
    Kiedyś populistą był ten, który głosił niemożliwe do zrealizowania obietnice wyborcze.
    Dzisiaj populista to jest ten – który występuje przeciwko establishmentowi.
    Łatkę przypinają ustawieni dziennikarze i „eksperci”.

  • Marek Zadrożniak

    „populizm” – nowy etap w żydowskiej wszechświatowej rewolucji.
    Zacytuje klasyka: „Co to tak gnojem leci? A to Sowieci, a to Sowieci.”

  • Jacek Zarazek

    Wydawałoby się, że, z definicji, prawica i populizm są to pojęcia nie mogące ze sobą koegzystować. A jednak populizm występuje zarówno wśród uważających się za prawicę, nawet skrajnie konserwatywną, jak i wśród uważających się za centrystów czy lewicę. Jaskrawym przykładem populizmu jest obietnica Trumpa zbudowania muru na granicy z Meksykiem. Makaron używa populistycznych haseł przeciwko Polsce, a pani Le Pen usiłuje go w tym prześcignąć. PiS, przez jednych i siebie uważany z prawicę, przez innych za lewicę, szermuje populistycznymi hasłami skierowanymi np przeciwko uchodźcom. Jak tu się połapać w tym galimatiasie? Odpowiedź, moim zdaniem jest prosta: populizm nie zawsze jest zły. Polityczni cwaniacy i tzw establishment wykorzystują jednak go do wzajemnego zwalczania się i do ogłupiania ludzi. Według zasady: nasz populizm jest dobry i dlatego nie jest populizmem a wasz zły i dlatego jest.

  • Zawisza Czarnecki

    Populistę można poznać po tym, że oskrża innych o populizm. Kolejne słowo-młot mające za zadanie skończyc dyskusję gdy brak argumentów.

  • Jacek Zarazek

    Populizm jest słowem wywodzącym się z łaciny i oznaczającym powoływanie się na jakąś mityczną „wolę ludu”. Demokracja natomiast pochodzi z greckiego i oznacza rządy ludu. Wydawałoby się więc, że są to dwie prawie bliźniacze siostry. I chyba tak jest, patrząc obiektywnie, ale dla wszelkiej maści cwaniaków politycznych na dodatek przeważnie niedouczonych, są to dwa narzędzia do ogłupiania obywateli.W zależności od potrzeb raz im się przywala populizmem a raz demokracją. Nie ważne, że czasami ten populizm i będąca jego pożywką „wola ludu” odnoszą się tylko do niewielkiej grupy osób. Kto pierwszy nazwie drugiego populistą, ten wygrywa.