W Europie budzi się nacjonalizm. Jest to nacjonalizm trzeciej fali.

Czy Marine Le Pen poniosła porażkę w drugiej turze wyborów we Francji? Zależy to od przyjętego miernika. Jeśli ktoś liczył, że kandydatka Front National wygra wybory prezydenckie z całym establishmentem, od skrajnej lewicy po pseudoprawicę w postaci gaullistów, to oczywiście poniosła porażkę. Jeśli ktoś powie, że dostała w drugiej turze tylko nieco więcej niż 1/3 głosów, to także była to porażka, wprost klęska.

Jeśli jednak przypomnimy sobie, że gdy ojciec Marine, Jean-Marie Le Pen, w 2002 roku raz jeden jedyny przeszedł do drugiej tury wyborów prezydenckich, to dostał niespełna 18% głosów – oznacza to podwojenie najlepszego dotąd wyniku wyborczego FN w wyborach prezydenckich.

15 lat temu tylko 18% Francuzów uznało, że kandydat narodowy jest lepszy od kandydata establishmentu. Dziś uważa tak 35%. Jeśli tak spojrzymy na problem, to wynik Marine Le Pen relatywnie jest sukcesem. To zresztą nie tylko francuski, lecz szerszy problem ogólnoeuropejski: spod ciasnego i nie przepuszczającego świeżego powietrza płaszcza Unii Europejskiej coraz głośniej wydobywają się odgłosy powszechnego niezadowolenia, spadku zaufania do skorumpowanej i nihilistycznej klasy rządzącej i wołanie o zmianę.

Narody europejskie budzą się do życia dzięki iskrze, jaką jest kryzys gospodarczy. Póki brzuszki były pełne, to narody dawały się wodzić za głowy kosmopolitycznym i liberalnym elitom władzy. Gdy socjalizm począł bankrutować, a koszty życia zaczęły powoli, acz nieustannie wrastać, obudził się duch sprzeciwu. Na razie demoliberalny establishment spłyca problem, pomstując na „nacjonalizm” i „populizm”, ale tryskające powietrze, gdy nie znajduje ujścia, nie znika, lecz magazynuje się, zwiększa swoje ciśnienie, aby w końcu rozerwać ściany, które je ograniczają. Nawet jeśli są to ściany z unijnego betonu.

W Europie budzi się nacjonalizm. Jest to nacjonalizm trzeciej fali. Pierwszą falę stanowiły nacjonalizmy towarzyszące rewolucji francuskiej i rewolucjom demokratycznym XIX wieku. Był to nacjonalizm ludowładczy, plebejski, skierowany przeciwko monarchii absolutnej, szlachcie – słowem: lewicowy. Druga fala nacjonalizmów to lata 1870-1945, gdy doszło do demokratyzacji Europy i ta okazała się nie spełniać postulatów nacjonalistycznych, prowadząc do walk klasowych. Pojawił się wtedy nacjonalizm autorytarny i prawicowy (Franco, Action Française, Narodowa Demokracja) lub też przybrał formę faszyzmu lub nazizmu. Upadek Berlina w maju 1945 roku oznaczał kres drugiej fali nacjonalizmu.

Demokraci unicestwili nacjonalizm w każdej formie jako rzekomego współwinowajcę zbrodni hitlerowskich; wymazali to słowo z kart nauk politycznych, robiąc z niego epitet i symbol wroga. Jednakże na naszych oczach rodzi się nowy nacjonalizm – nacjonalizm trzeciej fali, którego prekursorem był Front National we Francji, a który idzie do przodu we Francji, w Holandii, na Węgrzech. Wzmocnieniem dla niego jest polityka Władimira Putina i Donalda Trumpa, którzy stawiają na kontynencie na państwa narodowe, obawiając się dominacji Niemiec i rządów kontynentalnych Angeli Merkel, dążącej do podporządkowania gospodarki europejskiej niemieckim koncernom.

Nacjonalizm trzeciej fali dopiero powstaje. Klują się jego zarysy i program. Ma charakter demokratyczny, gdyż stanowi bunt narodów przeciwko władzy eurokratów, pozbawionych demokratycznej legitymizacji, i kosmopolitycznych elit („deficyt demokracji”). To nacjonalizm wrogi lewicowemu światopoglądowi elit połączonemu z interesami ekonomicznymi niemieckich koncernów, poszukujących taniej siły roboczej i rynków zbytu.

Nacjonalizm trzeciej fali musimy poznawać i badać, gdyż jeśli my go nie przebadamy, to zjawiskiem tym zajmą się naukowcy finansowani przez granty niemieckie i unijne. Musimy wiedzieć, co ten nacjonalizm proponuje i jakie są obiektywne interesy polskie. Musimy także podzielić się refleksją na ten temat z ludźmi na zachód od nas, a więc spisać ją w językach dostępnych zagranicznym czytelnikom. Właśnie dlatego zachęcam wszystkich moich Czytelników do zamówienia darmowej publikacji Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego „The Europe of Nations and its Future. Nationalism, Euroscepticism, Natiocratism”, autorstwa mojego i mojej Żony – Magdaleny Ziętek-Wielomskiej.

wesprzyj_wolne_media_artykul
  • Obywatel

    W Europie budzi się nacjonalizm, ponieważ sprowadzany do Europy jest najgorszy sort imigrantów, którzy nie dość, że nie chcą pracować, to często powiązani są z organizacjami terrorystycznymi.
    http://independenttrader.pl/jak-zdestabilizowac-kontynent.html
    Sprowadzaliśmy kiedyś Czeczenów i nie było problemu. Tylko teraz do Europy trafiła zwykła hołota, która jest sponsorowana przez organizacje związane z Georgem Sorosem.

  • Sergiusz Bulikowski

    Nacjonalizm w Europie się budzi – i bardzo dobrze. Czas sztandar UE wyprowadzić , tak jak kiedyś sztandar PZPR.
    Paradoksalnie spowodował to rząd Angeli Merkel, sprowadzając do Europy 2 miliony islamskich barbarzyńców. Narody Europy się bronią. Dobra prognoza na przyszłość.

  • Chris

    Jeżeli za sukces uważacie to że Le Pen przegrała mniejszą różnicą niż jej ojciec to gratulacje. To, że przez ostatnie kilknanacie lat front narodowy zyskiwał popularnośc nie oznacza, że w ciągu najbliższych pięciu miesięcy jej nie straci.

    • Sergiusz Bulikowski

      Jestem przekonany,że FN utrzyma poparcie do wyborów.
      Tu jednak nie chodzi o najbliższe 5 miesięcy , a o lata. Za 4 lata Le Pen zostanie wybrana na prezydenta. To jest kluczowe.

  • Jacek Zarazek

    Według definicji nacjonalizmu pana Wielomskiego to on rzeczywiście się budzi. Ja jednak nie jestem przekonany, czy to jest rzeczywiście nacjonalizm, czy może coś innego, np., patriotyzm. Albo po prostu instynkt samozachowawczy w obliczu zagrożenia naszego bytu.

  • BaSz

    W naszym kraju mieliśmy to szczęście (acz tylko wiodące do satysfakcji, bo konkretów to nie przyniosło), że jednym z głównych ideologów endecji był Roman Rybarski, o gospodarczych poglądach umiarkowanie liberalnych. Jednak niemal wszędzie na świecie (a nade wszystko we francuskim Front National) tego szacunku dla wolnego rynku szukać by ze świecą!

    Większość światowych środowisk nacjonalistycznych przychyla się do takich gospodarczych koncepcji, jakie w ten nurt wdrukowali jego najważniejsi ideologowie: Hitler, czy w łagodniejszej wersji Mussolini, Franco, ewentualnie Peron. Bez wyjątku sami etatyści! No i skąd mają czerpać wiedzę o austriackiej szkole ekonomi ci, którzy ekonomii w ogóle nie uważają za coś, co sprowadza dobrobyt na podbite narody?
    Wg dzisiejszych nacjonalistów ekonomiści to bez wyjątku sprzedawczyki, wysługujące się wszechświatowej finansjerze. I tylko Silne, Narodowe (a jakże) Państwo — może maluczkich poprowadzić do wielkości.

    Acz z drugiej strony przypomina mi się baaardzo dawny felieton w papierowym NCz!, autorstwa (bodajże) Mariana Miszalskego, gdzie autor w dobitny sposób dowodził, że nie ma mocnych, i „na socjalizm najpewniej skazani jesteśmy i tak!”. A jeśli jesteśmy, to jedyne co możemy zrobić, to dokonać wyboru: jaki?? Po czym czarno na białym wykazał, że ponieważ ten Jewro-pejs(ki) prowadzić musi do najgłębszego upadku, jako że jest spokrewniony ze zbankrutowanym socjalizmem międzynarodowym a la ZSRR, to powinniśmy starać się tak pokierować sprawami, aby zaprowadzony został socjalizm narodowy. Bo na zwycięstwo ko-liberalizmu widoki są opłakane… Pozostaje jedynie wybór mniejszego zła.

  • 47alex

    a wsadź Pan sobie w walonki te publikacje- mleko się rozlało- minarety stoją jak w całej zgniłej EU słupy.Radzę dokonać szybkiej konwersji- u kozich synów jest to bardzo proste-trza tylko wypowiedzieć formułkę- ” NIE BOGA NAD AŁŁAHA A MAHOMET JEST JEGO PROROKIEM.