Co dalej ze zbankrutowaną Grecją?

Zwycięska w greckich wyborach radykalnie lewicowa partia SYRIZA demagogicznie obiecywała Grekom, że po jej zwycięstwie nastąpi „koniec ich wyrzeczeń”. Otóż nie nastąpi, bo ta socjalistyczna partia nie zdoła zmienić reguł gospodarki i międzynarodowych finansów – choćby bardzo chciała.

Zapisanym w programie tej partii „strategicznym celem” jest pełen socjalizm – i to w całej Europie. Obejmuje on „radykalną reformę Unii Europejskiej”, w tym między innymi „wprowadzenie polityki pełnego zatrudnienia”, „poddanie Europejskiego Banku Centralnego demokratycznej kontroli Parlamentu Europejskiego” i np. „anulowanie postanowień Paktu Stabilności i Wzrostu, a uchwalenie Paktu na rzecz Zrównoważonego Rozwoju, Ochrony Socjalnej i Zatrudnienia”. A także np. rezygnację z energii atomowej na rzecz źródeł ekologicznych, umorzenie przez UE długów krajów Trzeciego Świata itp. księżycowe pomysły. Te i liczne inne lewicowo-programowe brednie i niepobożne życzenia (w tym np. prawne uprzywilejowanie różnych zboczeńców, feministek itd.) powodują, że trudno będzie traktować poważnie pierwsze rządowe deklaracje kierowników tej partii.

Ta niemal komunistyczna, a ponadto mocno prorosyjska partia nie chce też – podobnie jak niektóre inne greckie partie – pogodzić się z już oczywistym faktem że od ponad czterech lat ich zbankrutowane eurosocjalistyczne państwo jest faktycznym finansowym i politycznym protektoratem władz UE i MFW. Aby Grecja przestała nim być i odzyskała dawną (względną) niezależność w UE, musiałaby dość szybko spłacić przynajmniej znaczną część swoich wielkich pożyczek – zaciąganych od ponad 30 lat. Zaciąganych głównie na rozwój państwowej biurokracji, na system wielkich socjalnych dotacji, zasiłków, wysokich emerytur i całego greckiego socjalizmu. A na te spłaty obecna Grecja nie ma ani większych pieniędzy, ani żadnej ochoty, bo jej kolejne władze i społeczeństwo nie chcą znacznej redukcji ani tym bardziej rozmontowania dotychczasowego systemu. Nie chcą koniecznej w tej sytuacji sprzedaży znacznej części majątku i przedsiębiorstw państwa, nie chcą zwolnienia choćby jednej czwartej spośród ponad miliona greckich urzędników, nie chcą powrotu do własnej waluty itd. Ciągle liczą na eurosocjalizm, na dalsze miliardowe subwencje i pożyczki UE i MFW, na kolejne darowanie im jakiejś wielkiej części ich długów itd. A niemal wszyscy greccy politycy i media podtrzymują te lewicowe iluzje, karmiąc przy tym Greków (aby gdzieś kanalizować ich złość) licznymi gestami i manifestacjami antyniemieckimi – jakby to Niemcy byli winni ich wieloletniej niegospodarności, marnotrawienia i rozkradania miliardów euro z UE przez ich polityków i urzędników, wielkiej korupcji itd.

Owszem – władze UE i Niemiec (te z lat rządów SPD i Zielonych) są faktycznie „winne” pochopnego przyjęcia Grecji – nie spełniającej licznych kryteriów finansowych i gospodarczych – do unii walutowej i finansowego systemu UE. Ale akurat za to niemal nikt z Greków ani władz Niemiec ani UE nie obwinia. Te iluzje i wielkie przedwyborcze obietnice rządzącej teraz lewicy mogą więc przynieść w efekcie – już za parę miesięcy – kolejną falę wielkiego niezadowolenia i protestów zwykłych Greków, gdy ci ostatni już zobaczą, że obiecanych lewicowo-ekonomicznych cudów nie ma.

SYRIZA zdobyła 36,4 proc. głosów i prawie połowę poselskich mandatów (149 na 300). Już kilkanaście godzin po wyborach jej szef, 40-letni Aleksis Tsipras – były młodzieżowy działacz Komunistycznej Partii Grecji – szybko zawarł porozumienie o utworzeniu rządu z liderem partii Niepodlegli Grecy, która zdobyła 17 mandatów. Tsipras jeszcze przed wyborami demagogicznie obiecywał, że jako szef rządu szybko skończy z polityką zaciskania pasa i „katastrofalnych oszczędności” (co też pasuje jego „prawicowym” koalicjantom). Obiecał również, że będzie dążył do renegocjacji warunków umowy z UE w sprawach udzielonych Grecji ratunkowych pożyczek z lat 2010-2014 (240 mld euro). Te i inne obietnice powtórzył po ogłoszeniu wyników wyborów nadzwyczaj rozradowanym tłumom swoich zwolenników – podkreślając przy tym, iż rzekomo „Grecja zostawia za sobą okres zaciskania pasa i poniżeń”. Dodał też buńczucznie, że wierzyciele (i nadzorcy) Grecji z UE, EBC i MFW „już są skończeni”. A jedną z jego pierwszych decyzji jako urzędującego premiera (od 27 stycznia) było zablokowanie kilku nieśmiałych prywatyzacji państwowych firm i nieruchomości – rozpoczętych przez poprzedni rząd…

Nie chcą drachmy i wolności

Należy zauważyć, iż dopiero w przyszłości zobaczymy, kto kogo prędzej „skończy”. Dni i godziny prawdy nadejdą dla Grecji i jej rządu zapewne już wkrótce. Z różnych badań i opinii już od ponad dwóch lat wynika bowiem, że mało kto w Grecji chce powrotu narodowej waluty (drachmy) i bardziej wolnej gospodarki, a tym samym faktycznego wyzwolenia kraju z finansowo-prawnych okowów UE i MFW. Ogromna większość Greków nie chce odejścia kraju od systemu waluty euro, od eurosocjalizmu, od dyktatury Europejskiego Banku Centralnego itd. Nie chcą i już – na swoją (perspektywiczną) zgubę. Bo wydaje się bardzo wątpliwe, by władze UE i Niemiec darowały Grekom większość ich pozostałych państwowych długów, które w sumie wynoszą już prawie 323 miliardy euro, czyli ok. 176 proc. greckiego PKB (!) – nie licząc zagranicznych długów greckich firm i obywateli. A gdyby nawet darowały im kolejnych kilkanaście procent tych długów, a większość pozostałych należności znacznie odroczyły w terminach płatności – to dla wprowadzenia ozdrowieńczych reform, a tym samym dla mocnego rozruszania greckiej gospodarki, mogłoby to nie wystarczyć.

Mogłoby, bo wszystko – w tym wyniki wyborów – wskazuje na to, że nowe władze i społeczeństwo Grecji nadal nie mają żadnej ochoty na jakiekolwiek głębsze i prawdziwe reformy, prywatyzacje i oszczędności – podobnie jak np. polscy górnicy z wielkich państwowo-pokomunistycznych spółek, a przede wszystkim ich pasożytniczy „reprezentanci” z licznych i bardzo kosztownych związków zawodowych. Greckie związki zawodowe – też liczne i bardzo kosztowne – oczywiście także nie wyrażają zgody na wspomniane reformy i oszczędności. Ciekawe wydaje się zagadnienie: gdy już zapewne jednak dojdzie do kolejnych „socjalnych wyrzeczeń”, to czy te greckie związki będą organizować przeciw lewicowemu rządowi podobnie silne i częste strajki i protesty jak w latach ubiegłych?

Rząd Tsiprasa został zaprzysiężony bardzo szybko – niecałe dwie doby po zakończeniu wyborczego głosowania. Ministrem finansów został akademicki wykładowca ekonomii i zdeklarowany przeciwnik polityki oszczędności – Janis Warufakis. Podobne poglądy prezentuje Janis Dragasakis – wicepremier, który przed wyborami domagał się m.in. przeprowadzenia śledztwa, które miałoby wyjaśnić, dlaczego poprzedni rząd musiał zgodzić się na program oszczędności podyktowany przez UE. Dragasakis ma teraz odpowiadać za negocjacje z głównymi wierzycielami Grecji. Po prezentacji składu tego rządu, na giełdzie w Atenach nastąpił szybki spadek wartości greckich akcji – o ponad 5 procent…

  • Radko

    A ciekawe ile procent PKB długu ma Polska, razem z długiem ZUS i samorządów? Chyba ze 200 lub więcej procent. Poza tym Grecy są minimum 4 razy bogatsi od nas. A w ogóle z Grecją to może być ciekawie, bo Turcja może wejść z wojen na kilka ich wysp, które uważa za swoje a Zachód wypnie się na Greków w zamian za jakieś tam układy z rosnącą w siłę Turcją.

    • po prostu ktoś

      A ty myślisz że do oficjalnego długu Grecji wliczają ichni ZUS i samorządy!?

  • Sergiusz Bulikowski

    Grecy odrzucając powrót do Drachmy, sami sobie powróz kręcą.
    Jeśli sądzą,że reszta UE będzie ich bez końca finansować to są w błędzie.
    Powinni być natychmiast wykopani z unii walutowej dla dobra całej europy.
    Ale dobrze – niech sobie luzują, tym większy będzie huk jak się cała eurostrefa zawali.

    • ChyzyRuj

      A ja mysle ze UE bedzie ich dalej finansowc.
      Najsmieszniejsze jest to ze i Polski podatnik sie do tego dolozy.

      • Sergiusz Bulikowski

        Chyba że – Grecy spełnią swoją groźbę i naprawdę „postawią się” UE ,EBC i MFW wychodząc z eurostrefy – jeżeli nie dostaną satysfakcjonujących warunków.
        Zabronić im tego nikt przecież nie może.
        Premier Grecji tez ma racę , mówiąc że te europejskie długi poszczególnych krajów UE są nie do spłacenia.