Gdyby nie Donald Tusk, Lech Wałęsa mógłby tylko pomarzyć o zasiadaniu w “radzie mędrców”, która przygotowuje plany rozwoju Unii Europejskiej. Dopiero po interwencji polskiego premiera Lech Wałęsa dostał zaproszenie. Wcześniej słyszał, że nie wejdzie do rady, bo nie zna języków obcych.
O czym Lech Wałęsa będzie dyskutował z unijnymi politykami i ekspertami? “Rada mędrców”, zwana też “grupą refleksji”, będzie przygotowywać scenariusze rozwoju Unii Europejskiej po 2020 roku. Zajmie się między innymi sprawą negocjacji z Turcją, która chce być członkiem Wspólnoty.
Przeciw kandydaturze Wałęsy do rady było sporo głosów. Najbardziej protestował były hiszpański premier Felipe Gonzalez. Inni członkowie twierdzili, że były polski prezydent nie może zasiadać w “grupie refleksji”, bo nie zna języków obcych.
Dopiero po interwencji premiera Donald Tuska kandydatura Lecha Wałęsy została zaakceptowana. Skład 12-osobowej rady będzie zatwierdzony na środowo-czwartkowym szczycie w Brukseli. Oprócz Lecha Wałęsy, zasiądzie w niej również była prezydent Łotwy Vaira Vike-Freiberga oraz były prezes koncernu Nokia Fin Jorma Ollila. W sumie w grupie będą cztery kobiety.
Istnieje 116 wersji Biblii. Wersja dla homosiów wyjdzie w 2009. 32 komentarzy
Sąd skazał członków ONR-u na 6 miesięcy w zawieszeniu, 1000 zł. grzywny, dozór kuratorski oraz zakaz publicznego wykonywania gestu! 15 komentarzy
Pierwsze spotkanie grupy refleksji w sprawie przyszłości Unii Europejskiej. 11 komentarzy
Turecki rząd zastanawia się nad wprowadzeniem kilku nowych obniżek. 10 komentarzy
Nowej komórka policyjna w ramach Europolu. 44 komentarzy
Zalecenie znalazło się w najnowszym raporcie tej instytucji! 41 komentarzy
13 Października 2008 o 23:32
PAN WALESA PO” ZAMIESZANIU”WOKOL NIEGO STAL SIE NATURALNYM I OCZYWISTYM-DLA PO I MUCHOMOROW(LEWYCA,DEMOKRACIPL,ITP.,ITD.)-KANDYDATEM NA PREZYDENTA RP.PAN TUSK MUSIAL WIEC GO JAKOS ELEGANCKO I Z HONORAMI WYAUTOWAC.OBY DUCH SWIETY BYL PATRONEM MADRYCH MYSLI PANA WALESY.
14 Października 2008 o 00:17
Mając w pamięci własne szkolne udręki, wielu rodziców chciałoby, by ich dzieci uniknęły dobrodziejstwa publicznej edukacji. Gotowi są nawet zapłacić za to, by ich pociechy mogły korzystać z pomocy wynajętych nauczycieli, lub sami wyrażają chęć wprowadzenia swych dzieci w fascynujący świat wiedzy.
dalej »
Czy to nowość?
Domowa edukacja jeszcze przed stu laty była czymś powszechnym. Nie każdego stać było na wysłanie syna czy córki do miasta, by tam pobierali nauki - wymagało to opłacenia szkoły, stancji, na której uczeń mieszkał, a często i korepetytorów. O wiele łatwiej było wynająć nauczyciela do domu, szczególnie jeśli dom był dworem stanowiącym centrum folwarku. Można było wtedy dać biednemu nauczycielowi pokoik, zapewnić mu wyżywienie i ciepły kąt, byle tylko przykładał się do pracy. Owi domowi nauczyciele rekrutowali się często spośród biednych emigrantów z Francji, Anglii lub Niemiec. Można było sobie wybrać nawet narodowość nauczyciela i pod kątem charakteru poszczególnych nacji kształcić swoje dzieci. I tak Francuska guwernantka uczyła języka i śpiewu, posępny młodzieniec z Niemiec zapoznawał wychowanka z językami klasycznymi i matematyką, a zasuszona miss Gordon wprowadzała pod polski dach nowość, która dopiero w przyszłości miała okazać się przydatna - język angielski. Po takiej domowej edukacji młodzieńcy i panny mogli wyruszyć w świat i tam kształcić się za uciułane przez ojca pieniądze. Prawda, że mieli dobrze zorganizowany strat w życie?
Dziś jest inaczej, bo dziś mamy edukację powszechną, czyli uczy się wszystkich wszystkiego od samego początku. Efekty tych działań możemy obserwować na sobie i bliźnich z najbliższego otoczenia, a także słuchając uważnie tego, co mówią osoby występujące w telewizji. Nasze dzieci nie muszą jednak wkraczać pomiędzy młyńskie kamienie systemu edukacji, który niszczy inwencję, miażdży wyobraźnię i dekoncentruje nawet najbardziej skupionych. Można bowiem uczyć dzieci w domu. Prawo na to zezwala.
Nie trzeba być nauczycielem
Żeby uczyć własne dzieci, nie trzeba być z wykształcenia nauczycielem. Trzeba mieć tylko dobre chęci i zapał do pracy. Oczywiście musimy pracować z dziećmi na tyle efektywnie, żeby zdały one egzaminy klasyfikacyjne. Osobą, która wydaje pozwolenia na naukę w domu, jest dyrektor szkoły rejonowej i do niego należy wystosować podanie w tej sprawie. Wzór takiego podania znajduje się na stronie http://www.edukacjadomowa.piasta.pl. Podanie to jednak nie wszystko; powinniśmy także przekonać dyrektora szkoły, że potrafimy przekazać naszemu dziecku wiedzę, którą obejmuje program nauczania. Oczywiście dyrektor może odmówić, ale taką decyzję możemy zaskarżyć, ponieważ ustawa z 1991 roku, która zezwala na domową edukację, nie wymienia przyczyn takiej odmowy. System domowej nauki jest bardzo popularny w USA i nosi tam nazwę homeschooling. Co roku coraz większa liczba amerykańskich uczniów decyduje się na domową edukację. Rodzice i ich dzieci argumentują to tym, że szkoły są coraz bardziej niebezpieczne, coraz mniej w nich miejsca na naukę i przekazywanie wiedzy, a coraz więcej agresji, narkotyków i przemocy. Edukacja kontrolowana przez państwo to system właściwy dla XX stulecia i nie wiadomo, czy w obecnym czasie będzie on dominował. W USA w latach 70. homeschooling uprawiała niewielka grupa ludzi, którzy byli ścigani przez policję, sądy i władze oświatowe. Walka o uznanie domowego nauczania za pełnoprawną formę edukacji trwała przez całą dekadę. Zakończyła się zwycięstwem rodziców oburzonych na państwowy system edukacji; wydatnie pomógł w tym zwycięstwie Kościół katolicki i Kościoły protestanckie. Dziś coraz więcej uczniów decyduje się na tę formę edukacji.
W Polsce, być może ze względu na brak informacji o domowym nauczaniu, decyduje się na ten krok niewielka grupa osób. Obecnie według ministerstwa edukacji jest ich około 100.
Przewaga domowej edukacji
Każdy, kto uczęszczał do szkoły w Polsce, wie, że najważniejszą sprawą jest tam opinia nauczyciela o uczniu. Ta zaś kształtuje się na osi wartości, na której z jednej strony znajduje się określenie “grzeczny uczeń”, a z drugiej “niegrzeczny uczeń”. Grzeczny to taki, który słucha, notuje i milczy, a podczas klasówek mówi dokładnie to, co wcześniej powiedział mu nauczyciel, nie zmieniając w tym ani jednego słowa. Uczeń, który zadaje pytania, kłóci się z nauczycielem, ma swoje zdanie i go broni, jest uczniem niegrzecznym. Nie pasuje do systemu edukacyjnego, trzeba go przerobić na ucznia grzecznego. Kiedyś przerabiano za pomocą rózgi, a dziś - nieco łagodniej - dokonuje się tego za pomocą szyderstw i szykan psychicznych.
- Wiele bym dał, by uczyć się w domu - mówi Andrzej, doradca finansowy. - Kiedy przypomnę sobie swoją szkolną gehennę, chce mi się płakać. Do dziś budzę się w nocy z przerażeniem, bo myślę, że jutro przecież mam klasówkę z polaka. Jak większość uczniów byłem sklasyfikowany jako dziecko niegrzeczne, miałem jakieś tam kłopoty z koncentracją i nie potrafiłem zapamiętać wierszyka Tadeusza Różewicza “Warkoczyk”. Pani tak na mnie nawrzeszczała, że się rozpłakałem. A ja nie mogłem się tego czterolinijkowego wiersza nauczyć, bo to było o dziewczynce zamordowanej w Oświęcimiu, i za każdym razem, gdy do tego siadałem, od razu płakałem, nie mogłem tego przeczytać do końca. Polski to była dla mnie katorga.
Uczniowie, którzy wkraczają w świat wiedzy za pośrednictwem rodziców, nie mają takich kłopotów. Poznawanie świata z ojcem, który jest z wykształcenia chemikiem czy inżynierem budowy dróg to zupełnie coś innego niż podlizywanie się pani na lekcji i zabieganie o lepszy stopień. To przygoda. Rodzice, którzy zdecydowali się uczyć dzieci w domu, robią wszystko, by ich pociechy nie zanudziły się wiedzą. Najlepszą metodą na zdobywanie wiedzy są podróże - podróżują więc, dzięki czemu dzieci mogą na własne oczy zobaczyć kraje i miejsca, o których na lekcji geografii tylko by usłyszały. Nawet przerabianie lektur szkolnych, tak grubych i nielubianych jak książki Henryka Sienkiewicza, nie musi być nudne. Jeśli dziecko pozna historię tamtych czasów podczas wycieczki do Sztokholmu, Częstochowy lub na dawne kresowe ziemie Rzeczpospolitej, na pewno podziała to na jego wyobraźnię bardziej niż sama tylko lektura tekstu.
Oczywiście domowe nauczanie nie jest wcale tanie i kosztuje rodziców dużo czasu. Tylko czy szkoła państwowa, a nawet prywatna rzeczywiście ten czas oszczędza? Rodzice, którzy wolą tradycyjny system edukacji, szermują zwykle argumentem dotyczącym braku czasu - nie mogę podjąć tego wyzwania, bo nie mam czasu. Tyle że dzisiaj nikt nie ma czasu, a najmniej mają go sami uczniowie, którym najlepsze lata przeciekają przez palce w nie najlepszej, jak sami wiemy, szkole.
Robert Grąd
14 Października 2008 o 09:52
i fajnie w tym składzie brakuje jeszcze Sarumana i Gandalfa.
14 Października 2008 o 10:16
“i fajnie w tym składzie brakuje jeszcze Sarumana i Gandalfa.”
Chodzi o Janusza Mikke i Stanisława Michalkiewicza?
14 Października 2008 o 15:42
Wśród tylu mędrców , może będzie mędrcem nad mędrcami ?
14 Października 2008 o 17:22
@2
Stuknij się w łeb. W Polsce prywatne studia to największa ch..nia. Kto może, ten idzie na prestiżowe kierunki dziennych państwowych.
14 Października 2008 o 17:58
@6
Nie od razu kraków zbudowano.
Z tej jak się elegancko wyraziłeś ch… mają szansę wyrosnąć porządne szkoły gdzie uczy się pozytecznych spraw a uczniowie mają wpływ na to co im mentorzy będą przekazywać. Tylko trzeba nie przeszkadzać. Każdy ma prawo sie sparzyć i ma prawo czerpać zyski z sytuacji kiedy jednak postąpił słusznie.
14 Października 2008 o 18:20
Jaka Unia, tacy mędrcy… ;> :>
14 Października 2008 o 18:50
Błazenada…
14 Października 2008 o 19:19
Nie zna jezyków obcych? Dla niego i polski jest obcy.
14 Października 2008 o 20:24
jak Lewicki nie wie co pisac to wymysla “Chodzi o Janusza Mikke i Stanisława Michalkiewicza?” typowa zaloba faceta
14 Października 2008 o 21:29
”Panowie - policzmy glosy…” - ”Nocna zmiana” klania sie nam…
Walesa powinien sie znalezc jako (jedyny oczywiscie!) kandydat do wyslania w kosmos z misja pokojowa ku ”odleglym cywilizacjom”; oczywiscie one-way ticket, a co!
15 Października 2008 o 13:44
Jak można byłoby nie przyjąć do Rady Mędrców faceta, który w pojedynkę pokonał komunizm w Polsce?! Toż była to wikotoria dużo większa niż pokonanie przez Don Kichota wiatraków, albo Królowej Kier przez Alicję w Krainie Czarów !
15 Października 2008 o 13:48
Generalnie (jak powiedział znany satyryk) to jezyki są mi obce - mógłby powiedzieć o sobie Pan Wałęsa. Co do polskiego to znane jest jego zdanie: “że dla Polski, nic nie ma nie!”. Czy potrafi to ktoś przetłumaczyć?
15 Października 2008 o 15:56
Będzie nie mędrcem nad mędrcami tylko standardowym Mędrcem Syonu jako Lejb Kohne.
15 Października 2008 o 18:34
on już marszcząc czoło rozśmiesza, jak zacznie gadać to wytłucze ze śmiechu resztę mędrców, biedny będzie ten jego tłumacz he he
15 Października 2008 o 23:10
Będzie weselej ,podobno Polska zawsze była najweselszym barakiem w obozie Państw Demokracji Ludowej. Trzeba podtrzymywać tradycję. Bez trefnisia nie udałoby się
16 Października 2008 o 05:32
@4
Tee, Maleszka. Stul pysk.
16 Października 2008 o 07:48
I jak tu zachować powagę, w tych śmiesznych czasach? Niewątpliwie Wałęsa będzie znakomitą wizytówką rady mędrców, a jego rady zapewne bardzo przysłużą się ludzkości. Idę się pośmiać do łazienki…