Wielka Warszawa? Metropolia była planowana już w końcu lat dziewięćdziesiątych

2

O pomyśle powołania metropolii warszawskiej z Konradem Rytlem, prezesem stowarzyszenia Mazowiecka Wspólnota Samorządowa, rozmawia Rafał Pazio.

Jaki cel przyświeca powołaniu metropolii warszawskiej?

Taka idea rozważana była od bardzo dawna. Ciągle mówiono o powstaniu metropolii warszawskiej, gdzie miało się rozwiązywać wspólne problemy terenów podwarszawskich. Czuliśmy, że Warszawa stoi do tych gmin, mimo że większość tych, którzy Warszawę utrzymywali, dojeżdżała właśnie spod Warszawy. Okolica stała się terenem budowlanym dla warszawiaków, którzy gremialnie zaczęli wznosić domy i kupować mieszkania pod Warszawą. Z tego chociażby powodu wielokrotnie dyskutowano o idei metropolii. Nikt jednak nie mógł się zdecydować na jakiś ruch. Teraz przyszła ekipa, która podjęła daleko idące, aż za bardzo radykalne decyzje, chociażby likwidując podwarszawskie powiaty jako instytucje. Prezydent Warszawy stanie się starostą dla całej okolicy, także dotychczasowych kilku zlikwidowanych powiatów. Wierzę jednak w to, że ustawodawca uszanuje autonomię dotychczasowych podwarszawskich gmin. Mam nadzieję, że szczebel podstawowy, razem ze swoją radą gminy i wybieranym burmistrzem, będzie dalej zachowany. Ograniczono natomiast powiaty w dotychczasowym kształcie.

Dlaczego?

Wiem, że za tym stoi polityka i obecna ekipa rządząca chce opanować Warszawę i tereny wokół stolicy. Chcą wygrać wybory na prezydenta najważniejszego miasta w Polsce. Niemniej jednak rozwiązanie bazuje na założeniach metropolii warszawskiej stworzonej odgórnie. Z założenia miała być tworzona oddolnie. Zakładano zbudowanie oddolnych struktur powoływanych przez samorządowców, ale nikt nigdy do tego się poważnie nie zabrał.

Padają informacje, że politycy Prawa i Sprawiedliwości wyliczyli, iż mają jakąś liczbę wyborców w konkretnych gminach wokół Warszawy i dzięki nim wygrają wybory. Czy samorządowcy zostaną wypchnięci?

Nie sądzę. Rada Warszawy jako rada dla tego wielkiego powiatu będzie składała się z ponad 50 radnych. Każda podwarszawska gmina wybierze jednego przedstawiciela. Jeżeli policzymy, że tych gmin będzie ponad 30 i samorządowe jednostki będą potrafiły stworzyć samorządowy komitet pod nazwą np. Wspólnota Samorządowa, zdobędziemy zdecydowaną przewagę albo istotną pozycję. Kiedy popatrzymy na wyniki wyborcze z samorządów, to wokół Warszawy, w tych wszystkich ponad 30 gminach, może dwóch burmistrzów reprezentuje PiS i dwóch PO. Pozostali pochodzą z komitetów samorządowych.

Będzie jeszcze premia za wspólnie działanie.

Dziś tylko Wspólnota Samorządowa jest stowarzyszeniem już z dużym znaczeniem i tradycją, poza tym ze skutecznymi wynikami wyborczymi.

Od momentu, kiedy został ogłoszony projekt metropolii, pojawiło się bardzo dużo protestów. Czy zaprezentowane rozwiązanie ośmiesza ideę metropolii?

Jak już wspomniałem wcześniej, metropolia była planowana w końcu lat dziewięćdziesiątych. Powołano nawet stowarzyszenie Metropolia Warszawska. Przygotowywano projekt ustawy, wielu samorządowców było w to zaangażowanych, widząc potrzebę ponadlokalnych rozwiązań dotyczących transportu, komunikacji czy infrastruktury. Miało to być jednak działanie oddolne, podjęcie uchwał poszczególnych samorządów, wejście w dobrowolny związek z zarządem i zasadami współfinansowania. Nie zakładano, że to będzie takie rozwiązanie, jakie zaproponowało PiS. Likwidacja wszystkiego i utworzenie nowego podmiotu. Prezydent miasta stołecznego Warszawy, tej jednocześnie metropolii, będzie formalnie starostą. Powstanie wielki powiat warszawski o liczbie ludności 3,5 miliona. To nie to samo co metropolia warszawska. Metropolia warszawska nie miała rejestrować pojazdów, wydawać praw jazdy czy pozwoleń na budowę. Starosta wielkowarszawski będzie organem wykonującym wszystko, co robił organ drugiego stopnia administracji samorządowej. To pewne naśladownictwo, ale nie to samo. Sporą krzywdę zrobiono także gminom, tworząc warszawski obszar funkcjonalny, który pokrywa się dziś prawie idealnie z obrysem metropolii. Można powiedzieć, że władze Platformy Obywatelskiej, warszawskiej i nie tylko zrobiły pierwszy krok.

Czy na metropolii stracą obecni Warszawiacy, a zyskają ci, którzy mieszkają na obrzeżach? Zjednoczone gminy mogą w Radzie Warszawy ograniczać aspiracje centrum.

Niewykluczone. Wszystko zależy od polityki. Nikt nie wie, jakie są akty wykonawcze. Nie wiemy, jaki będzie statut tak dużego powiatu, jakimi zadaniami będzie się szczegółowo zajmował. Nie wiemy, czy ludzie będą chodzili do swoich dawnych starostw załatwiać pewne sprawy. Tam będzie pewnie jakiś upełnomocniony przedstawiciel. Przecież samorządy nie są dla władzy naczelnej, tylko dla każdego obywatela, który mieszka u siebie. Pojawią się pewnie w terenie szefowie urzędów, którzy w imieniu prezydenta będą rozpatrywali różne sprawy. Mówienie dzisiaj, że Warszawa straci, bo te wszystkie gminy jak barbarzyńcy rzucą się na stolicę, to lekka przesada. Mogę powiedzieć szczerze, że Mazowiecka Wspólnota Samorządowa jest żywo zainteresowana skonsolidowaniem wszystkich samorządowców wokół Warszawy i wystawieniem swoich kandydatów w celu zawalczenia o Radę Warszawy.

Wielu Polaków obserwujących politykę widzi tylko to, czym administrują media centralnie sterowane. Widać PiS, PO, Nowoczesną, Kukiza, PSL. Tymczasem w samorządach wygrywają lokalni kandydaci i zdobywają w skali Polski około 70 proc. głosów w wyborach.

Dzisiaj wokół Warszawy jest dwóch starostów z PiS, dwóch z PSL i dwóch z Platformy. Pozostali pochodzą z komitetów samorządowych. Jest także tylko dwóch burmistrzów z PiS.

Czy samorządowcy mogą stać się czarnym koniem wyborów w metropolii?

Jestem bliski pewności, że tak będzie. Powstanie konsolidacja, która już się szykuje. We czwartek 9 lutego o godzinie 16.00 w Domu Polonii w Warszawie odbędzie się wielkie zgromadzenie tych, których dotyczy ustawa metropolitalna. Spotkanie zwołał także starosta w Legionowie. To reakcja na pomysł, którego szczegółów nie znamy. Nie wiemy, co się stanie z projektami realizowanymi przez obecne, likwidowane powiaty.

Pomija się także, że wiele gmin odciętych od swoich powiatów straci i oddali się od centrum.

Niektóre gminy uważały, że powiat nie jest im potrzebny. Oglądały się za innym. Martwię się bardziej, co będzie w związku ze statystycznym podziałem województwa. Czy gminy, które wypadną z obecnego powiatu, będą w tzw. części biedniejszej i skorzystają na funduszach, czy też będąc na obrzeżu, wypadną poza metropolię, ale statystycznie zostaną w pierwszym, bogatszym obszarze? Nad tym trzeba się pochylić. Także nad tym, że mają powstać zupełnie nowe powiaty pod Warszawą.

wesprzyj_wolne_media_artykul
  • Lutogniew

    „POLSKA LEŻY W WARSZAWIE” – Kiedy usłyszałem to zdanie wypowiedziane (dziennik TV w końcu lat 70-ch) przez jedno z dzieci z wiejskiej szkoły, w której była dziura w dachu i miała ona być dowodem na brak możliwości pobierania w niej nauki, już wiedziałem, że nie należało tego traktować geograficznie. Dzieci za darmo rozdają takie futurystyczno – prorocze słowa, nie wiedząc jak są cenne.

    Doszukując się rozpaczliwie czegoś dobrego w przyłączeniu okolicznych gmin do Warszawy, można powiedzieć, że po dokonaniu tegoż Warszawa będzie miała nadzieję na nazywanie się bardziej miastem aniżeli – PROSTAKOWEM. Ale to ułuda, bo ogólnopolskie męty, które najechały Warszawę – szczególnie po 1989 roku – nie wyprowadzą się nigdzie i nie rozpuszczą w podwarszawskich miejscowościach; a mieszkańców tychże bardziej można nazywać Warszawiakami. Z obszaru przedwojennej Warszawy bohatersko broni się Praga, gdzie prostaczki – nowe „Warsiawiaki” jeszcze kontrastują swym chamskim konsumpcyjnym obyciem…. i niczym innym.
    Doskonale sobie zdaję sprawę, że to, co dzieje się w Warszawie jest częścią procesu ogólnoświatowego, że życie w wielkich aglomeracjach jest łatwiejsze i … powabniejsze, ale nie musi być to wszystko takie bezczelno – prostaczkowate. Pozatym „aglomeryzowanie” miast, – na moje spojrzenie, – przestało mieć racjonalne uzasadnienie z gospodarczego punktu widzenia, nie mówiąc już o stronie kulturowej, komforcie i spokoju życia.
    Koncentracja inwestycji, i co za tym idzie, miejsc pracy w Warszawie jest skutkiem SOCJALISTYCZNYCH PORZĄDKÓW w „wolnej Polsce”. Zachowaniem „TRYNDU” zainteresowane jest największe debilowate szkodnictwo czujące się tu jak ryba w wodzie.
    W Polsce jest wiele małych miejscowości, miasteczek i miast, mogących natychmiast stać się ostoją dynamicznego rozwoju za sprawą PRYWATNYCH PRZEDSIĘBIORCÓW, zakładających tam małe i niemałe przedsiębiorstwa, wyłącznie z powodu taniej infrastruktury i dobrego usytuowania. Rządzą w nich najczęściej zatęchłe gangi, słusznie – z ich punktu widzenia – obawiające się wszelkich zmian, które oznaczać będą dla nich kres istnienia.

    I na tych zatęchłościach powinna się skupić uwaga „NACZELNIKA”, uważającego się za bystrego umysłowo.

  • Świagr

    To za komuny w latach 70-łączone miasta na molochy nieraz z kilkunastu miast do kupy. Np Katowice z 60 tysięcy na pół milionowy gigant na ćwierć województwa i z tego powodu tysiące ludzi ma do dziś problemy z dojechałem we właściwe miejsce kiedy wysiada w Katowicach a po drodze miał swoją Ligota czy Murcki. JEDNA KOŻYŚĆ Z TEGO BĘDZIE. MIANOWICIE POLA NEGRI NAPRAWDĘ BĘDZIE MOGŁA BYŁA SIĘ URODZIĆ W LIPNIE POD WARSZAWĄ.