Głęboka ekologia – duchowość ekologiczna

Tak zwana „głęboka ekologia” tchnie pustką. Duchowość ekologiczna nie jest żadną duchowością, a jedynie kolejnym wcieleniem ideologii lewicowych.
ideologia ekologiczna staje się źródłem wielu współczesnych herezji. Największą z nich jest zastępowanie Boga – naturą, w miejsce dostrzegania w naturze Bożego Dzieła. Ruchy ekologiczne, posługując się szczytnymi hasłami ochrony środowiska naturalnego, zrywając z tradycją, zwróciły się przeciwko człowiekowi oraz cywilizacji.

Ekoideologie wpajają opinii publicznej przekonanie, że mityczny stan natury, stan, który prawdopodobnie nigdy nie istniał i zniknął z chwilą pojawienia się pierwszych rodziców w biosferze, jest cenniejszy niż życie ludzkie. Jako polityczne oręże lewicy, walka o przywrócenie stanu natury kosztem upadku cywilizacji przemysłowej coraz częściej służy także jako pretekst do hamowania naturalnej przedsiębiorczości człowieka.

Pod koniec lat 80. minionego wieku tracący na znaczeniu socjaliści, będąc w cieniu reformatorskich sukcesów Małgorzaty Thatcher i Ronalda Regana, zaczęli szukać nowego punktu odniesienia, który zjednoczyłby istniejące ruchy wokół wspólnego aspektu. Uzgodniono, że problemem, który zjednoczy lewicę, będzie kwestia globalnej zmiany klimatu. Zaczęto straszyć opinię publiczną apokaliptyczną wizją kataklizmu klimatycznego, który niechybnie czeka Ziemię, jeśli człowiek nie zaniecha eksploatacji środowiska naturalnego. Tym samym głównym wrogiem ekologów stał się sam człowiek oraz to, co z pomocą Bożą zbudował, określane mianem cywilizacji przemysłowej.

Owa bulwersująca strategia deprecjonowania osoby ludzkiej dała wyraz w publicznych wypowiedziach liderów. Jeden z guru współczesnych ruchów ekologicznych, wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Albercik Gore za kadencji Wilusia Clintona, w książce „Ziemia na szali” porównał człowieka do nowotworu, który niszczy naturę. Podczas Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro przewodniczący zgromadzeniu kanadyjski milioner Maurycy Strong jako jedyną nadzieję dla ludzkości uznał zniszczenie „zindustrializowanej cywilizacji”. Do podobnego wniosku doszły inne kręgi, np. establishment skupiony w Klubie Rzymskim.

Z kolei Tadek Turner, były właściciel CNN, określił idealną liczbę mieszkańców naszej planety na 300 mln, co oznaczałoby 95-procentową redukcję populacji w porównaniu z jej ówczesnym stanem. Nad podobnym rozwiązaniem problemu przeludnienia obradowali także uczestnicy obrad Grupy Bilderberg skupiającej współczesne elity – od Królowej Niderlandów przez Henryka Kissingera po polityków z Komisji Europejskiej.

Ideologia ekologiczna jest pełna niebezpiecznych, fałszywych treści, które zadziwiająco łatwo przebijają się w mediach, znajdując rzesze sympatyków, szczególnie wśród kontestującej młodzieży. Tymczasem wiele organizacji ekologicznych trudno odróżnić od zorganizowanych grup przestępczych, które za swój cel obrałyprywatne mienie oraz zarządzających nim ludzi. Takie organizacje jak Greenpeace, Earth First!

czy Animal Liberation Front znane są z bezpośrednich akcji zagrażających ludzkiemu życiu i przynoszących milionowe straty. Najczęstszymi ofiarami ataków zielonych fanatyków są osoby związane z przemysłem naftowym, kosmetycznym, spożywczym czy rolniczym. Ekoterroryści atakowali nie tylko łowców wielorybów czy lekarzy testujących kosmetyki na zwierzętach, ale także rolników, restauracje, uniwersytety i supermarkety.

Wśród radykalnych ekologów częsta jest także przemoc wobec siebie. Jeden z najbardziej znanych przywódców działających na rzecz „praw zwierząt” – Barry Horne, zmarł z niedożywienia podczas jednego ze swoich protestów głodowych. Co charakterystyczne, pismo „Zielone Brygady”, relacjonując ten fakt, niejako dla usprawiedliwienia „ofiary” Barry’ego Horne’a przytacza liczby dorocznie zabijanych lisów i norek. Radykalni obrońcy praw zwierząt nie kryli, że chętnie zabijaliby swoich przeciwników. – W zamian za 5, 10 czy 15 istnień ludzkich można by uratować milion, 2 miliony, 10 milionów zwierząt – mówił tygodnikowi „The Observer” Jerry Vlasak, brytyjski aktywista. Inna grupa w 1999 r. sprofanowała cmentarz i wykradła zwłoki członka rodziny farmerów, aby szantażować swoje ofiary. Ciała nigdy nie odnaleziono.

FBI podaje, że tylko Front Wyzwolenia Zwierząt spowodował w ciągu kilku lat działalności straty ponad 40 mln dolarów. Obiektem ataku można stać się z byle powodu: np. jeżdżąc terenowym samochodem (zużywa dużo paliwa, więc przyczynia się do wzrostu globalnego ocieplenia), nosząc skórzane buty (doprowadzając do śmierci niewinne istoty) bądź kupując modyfikowaną genetycznie kukurydzę w sklepie (organizmy modyfikowane genetycznie to według Zielonych trucizna powodująca nieodwracalne spustoszenie). Niestety, ekologiczna propaganda stała się współcześnie jedynym obowiązującym światopoglądem, niezależnie czy jesteśmy mieszkańcami zlaicyzowanej Brukseli, czy obywatelami bardziej konserwatywnych Warszawy lub Waszyngtonu. Wydawany przez grupę „The Economist” tygodnik „The European Voice” potrafi poświęcić cały specjalny dodatek swojej gazety problemowi praw zwierząt, nad którym pochylają się unioparlamentarzyści z różnych krajów Wspólnoty Europejskiej oraz eksperci z organizacji finansowanych przez Komisję Europejską.

Postępowe ideologie ekologiczne szturmują uniwersyteckie katedry Jakie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że na Uniwersytecie Łódzkim, za pieniądze podatnika funkcjonuje katedra Filozofii Ekologicznej, od której dziwniejszymi fakultetami są tylko feministyczne „gender studies”. To nie koniec, Katedra Filozofii Przyrody Ożywionej i Filozofii Ochrony Środowiska istnieje także na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim!

Tymczasem jesteśmy świadkami kolejnych absurdów w imię powrotu do jaskiń. We Francji uchwalono zakaz używania plastikowych toreb w przyszłości, z obawy o ich wpływ na organizm człowieka, mimo że nie wykryto dotychczas żadnego związku między ciężkimi chorobami a tego typu produktami masowego użytku.

Z kolei brytyjska organizacja Christian Aid zaalarmowała ostatnio, że wiele milionów biednych ludzi zginie w konsekwencji globalnego ocieplenia. Aktywiści zignorowali całkowicie badania naukowców, którzy wskazują na zmienność temperatur na Ziemi (w Średniowieczu ludzkość była świadkiem nawet częściowego zlodowacenia Europy – tzw. małej epoki lodowcowej) i dowodzą, że klimat zależy bardziej od aktywności Słońca niż od przemysłowej działalności człowieka.
Tak zwana „duchowość ekologiczna” przynosi światu więcej szkód niż pożytku. Przede wszystkim prowadzi do sekularyzacji społeczeństw Zachodu, które w miejsce religii przyjmują zlepek sloganów o ochronie czystości natury, poprzeplatanych elementami filozofii Wschodu i ateistycznej mistyki.

„Postrzeganie natury jako Bożego dzieła to nie to samo, co znajdowanie samego Boga wyłącznie w niej czy zastępowanie Boga naturą” – uważa rzymskokatolicki ksiądz Robert Sirico z Instytutu im. Lorda Actona z USA. „Co więcej: szacunek dla stworzonego przez Boga porządku nie oznacza, że wolno go eksploatować z korzyścią dla rodzaju ludzkiego; to raczej wiara w świętość życia wymaga od nas zaakceptowania obowiązku zarządzania naturą” – dodaje ks. Sirico.

Nie oznacza to naturalnie, że katolik nie ma obowiązku moralnego korzystania z poszanowaniem z darów natury, danych nam od Boga. Niemniej Bóg stworzył hierarchię stworzeń, stawiając człowieka na szczycie dzieła stworzenia. Ekolodzy kwestionują tę hierarchię, stawiając często dobro środowiska naturalnego bądź zwierząt ponad dobro człowieka.

Głęboka ekologia doprowadziła do wielu współczesnych tragedii. Na przykład delegalizacja niezwykle skutecznego środka owadobójczego DDT na fali histerii związanej z produkcją zdrowiej, czystej i ekologicznej żywności, mimo że naukowo nie udowodniono rakotwórczego działania substancji, spowodowała ponowną epidemię malarii w Afryce i niepotrzebną śmierć milionów ludzi.

Tą samą metodą ekolodzy próbują wyeliminować z użycia całą rzeszę innych będących w obiegu i występujących w naturze substancji, mimo braku ich bezpośredniego działania na organizm człowieka. Zieloni w bezwzględny sposób wykorzystują dobre intencje każdego z nas, bo przecież każdy chciałby oddychać czystym powietrzem, pić czystą wodę i rozkoszować się zdrowym jedzeniem. Nie przez przypadek elektrownie atomowe przedstawia się w mediach jako tykające bomby z opóźnionym zapłonem, a spalanie śmieci porównuje się do… Holokaustu.
Nie inaczej ma się z globalnym ociepleniem, którego skutki oceniono już na „dużo gorsze od II wojny światowej”, a gazy cieplarniane opisywane są jako „bomba jądrowa, ale 100 razy gorsza”. Wszystko wskazuje więc na to, że mamy do czynienia z kolejną płytką, ekologiczną blagą. Źeby wspomnieć tylko dziurę ozonową, wąglik, ebolę, problem roku 2000, chorobę wściekłych krów, ptasią grypę, a jeszcze 20 lat temu… globalne ochłodzenie.

Comments are closed.