Wyrzucić Korwina? Trzy drogi dla UPR.

Najbliższe wybory – do Parlamentu Europejskiego – już za półtora roku. Trzeba zrobić wszystko, żeby tym razem antysystemowa prawica w końcu wygrała. Rozmawiając na dzień przed wyborami z Bartłomiejem Kachniarzem, kiedyś naszym Inkwizytorem z „NCz!”, a obecnie redaktorem naczelnym polskiej edycji magazynu „First Things”, żartowaliśmy sobie, że dzięki przygodzie z UPR jesteśmy przynajmniej uodpornieni na porażki. I nie zaskoczy nas żadne trzęsienie ziemi czy inna powódź albo lepiej: przyjmiemy je ze zrozumieniem i obojętnością, bo należymy do grona osób, które zaliczyły chyba największą możliwą liczbę klęsk wyborczych. W końcu od 1993 roku, czyli już czternasty rok, co wybory – to wpadka.

Od 14 już lat ludzie związani z UPR zastanawiają się, co zrobić, żeby ten nadzwyczaj stały trend, którego wszyscy mamy przecież szczerze dość – zmienić. Można nawet śmiało napisać, że staliśmy się prawdziwymi mistrzami w tego typu rozważaniach. Jak dotąd przeważały dwa główne rozwiązania.

Podczepić się

Pierwsze z nich, to wejście do Sejmu z kimś na podczepkę. Rozwiązanie to było testowane kilkakrotnie i w różnych konfiguracjach – nigdy jednak z sukcesem. Próbowano i z PO, i z PiS, i z LPR. Bez skutku. Co więcej: gdy jednej osobie – Leszkowi Samborskiemu – udało się na pół kadencji wejść w ten sposób do Sejmu, to zaczął się on od UPR w wyraźny sposób dystansować i jego obecność w parlamencie nie została w żaden pozytywny sposób wykorzystana.

Tylko raz można mówić o sukcesie tej taktyki. Chodzi o wybory samorządowe w 2002 roku, w których z list PiS-u udało się wejść do samorządów całkiem sporej grupie młodych działaczy UPR. Ten sukces ówczesnego prezesa UPR, Stanisława Wojtery, nie został niestety z różnych przyczyn wykorzystany. Część działaczy bardzo szybko przestawiła się na inną organizację. A w końcu doszło do słynnego sporu w łonie partii, w wyniku którego Wojtera odszedł z niej, a UPR w kolejnej kampanii właściwie nie wystartowała. Jak się skończyła koalicja w tym roku – już Państwo wiedzą.

W sumie taktyka ta jest wątpliwa z dwóch głównych powodów. Po pierwsze – nikt niczego nie daje za darmo i nikomu nic za darmo się przecież nie należy, o czym sami staramy się przecież przekonywać ludzi, więc mandatów też nikt UPR za darmo nie da. Wiara w to, że się z kimś ułożymy i na jego plecach wejdziemy do parlamentu, ma w sobie coś z wiary w cuda… w które oczywiście wierzymy.

A jeśli ktoś daje zbyt dużo – to też nie ma się co cieszyć. Bo świadczy to najprawdopodobniej o tym, że tak naprawdę nie ma nic do zaoferowania.

Po drugie – wchodzenie na czyichś plecach zawsze rodzi konflikt lojalności. I nagle okazuje się, że zamiast wprowadzać swoich ludzi na podczepkę u silniejszego, dajemy mu nowego wiernego wasala.

Wyrzucić Korwina

Taktyka numer dwa to słynne wyrzucanie Korwina. Trwa ono już dobrych 10 lat i nie przyniosło żadnego pozytywnego efektu. I przynieść nie mogło, bo prawda jest taka, że mocne nazwisko ma znaczenie, choć nie decydujące. W sumie jego obecność jest jednak zawsze większą korzyścią niż stratą. Zwróćmy uwagę, że udało się wyjść na prostą braciom Kaczyńskim, choć byli uznani za polityków powszechnie znienawidzonych i bez żadnych szans. Pamiętajmy, że uchodzący kiedyś za wariata Stefan Niesiołowski odnalazł się jako twarz PO. W czym więc może przeszkodzić JKM?

Inna droga

Dwie powyższe drogi rozwiązywania problemów UPR prowadzą więc donikąd. Pozostaje trzecia droga – najmniej przyjemna, najtrudniejsza, ale jednocześnie chyba jedyna, która może prowadzić do sukcesu. Droga ta polega na zjednoczeniu ludzi wokół silnego hasła, odbudowie struktur, zebraniu środków finansowych oraz oczywiście opanowaniu malkontentów, którzy – być może wskutek wieloletnich porażek – stali się dużym problemem naszego środowiska (w chwili, gdy to piszę, Jurek Wasiukiewicz, nasz karykaturzysta, właśnie przysłał mi SMS-a treści: „A nie mówiłem, że LPR przegra?”). Odpowiedź na pytanie, wokół jakiego hasła można teraz próbować postawić na nogi środowisko konserwatywno-liberalne, jest prosta. Ponieważ najbliższymi wyborami będą te do Parlamentu Europejskiego, trzeba postawić na niepodległość. Sytuacja w UE komplikuje się coraz bardziej, wszystkie inne ugrupowania są prounijne – więc, rzecz jasna, trzeba to wykorzystać.

Jest jeszcze 20 miesięcy do kolejnych wyborów. Zwykle w takich tekstach w „NCz!”, których przecież było już zdecydowanie zbyt dużo, padały słowa nadziei i pewności sukcesu w przyszłości. Ja jednak jestem pewien, że bez świadomej pracy mocnej grupy osób, a przede wszystkim rezygnacji z taktyki partyzanckiej i myślenia życzeniowego, szansy na sukces nie ma żadnej.

wcześniejsze teksty w kategorii „WAŻNE!”:
Korwin Mikke dla nczas.com: Wspomnienia wyborcza…
Piotr Żak: Wnioski z rozmowy z Arturem Zawiszą oraz Szymonem Pawłowskim
Janusz Korwin Mikke: To są dziwne wybory!
Dariusz Kos: Czy prezydent sprzeda Polaka?

Comments are closed.