Karta Praw Podstawowych, euro i inne

REKLAMA

Dnia 29 listopada parlament Unii Europejskiej poczynił dalszy krok ideologiczno-polityczny w stronę narzucenia narodom Europy powszechnego, a może i totalnego obowiązywania „zaleceń” Karty Praw Podstawowych – swego rodzaju współczesnego manifestu komunistycznego.

Parlament UE przyjął tego dnia rezolucję o zatwierdzeniu Karty Praw Podstawowych (KPP – nie
mylić z Komunistyczną Partią Polski!) i zwrócił się z apelem do Wielkiej Brytanii i Polski, aby zrezygnowały z protokołu ograniczającego stosowanie (niektórych) zasad i zaleceń Karty w
tych krajach. Parlament UE zaapelował o „podjęcie wszelkich starań, aby osiągnąć porozumienie w kwestii nieograniczonego obowiązywania Karty”. Za rezolucją głosowało 534 europosłów (w tym niemal wszyscy chadecy, socjaliści, komuniści, zieloni, posłowie PO i LiD), 85 było przeciw (w tym posłowie PiS, LPR, brytyjskiej Partii Konserwatywnej, czeskiej ODS, francuskiego Frontu Narodowego i innej prawicy), a 21 wstrzymało się od głosu. Tym samym parlament UE upoważnił
swego przewodniczącego do proklamowania Karty w dniu 12 grudnia – na dzień przed podpisaniem w Lizbonie tzw. Traktatu Reformującego UE.

REKLAMA

W przeddzień tej rezolucji, podczas debaty, liczni deputowani ostro krytykowali brytyjski protokół ograniczający stosowanie KPP w Wielkiej Brytanii i Polsce. Niemiecki socjalista Jo Leinen stwierdził, że „Karta Praw Podstawowych jest milowym krokiem od Europy państw do Europy
obywateli, UE otrzymuje najbardziej nowoczesny katalog praw podstawowych, możemy być z tego dumni”. I zaapelował o jak najszybszą rezygnację z klauzul optout, aby „wszystkie 27 państw, bez wyjątków, tak samo chroniły prawa obywateli”. Z kolei „liberał” z Anglii, Andrew Duff, powiedział, że głównym celem Karty jest „ochrona obywateli przed nadużyciami ze
strony instytucji państwowych”, a polskobrytyjski protokół to dowód na to, że oba
te kraje „starają się wymknąć spod kontroli Trybunału Sprawiedliwości UE”.

Natomiast Elmar Brok z CDU stwierdził między innymi, że w Polsce, w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, „parlamentarna większość jest za Kartą, a to prezydent nadużywa swej władzy”(!). A występująca w imieniu władzy wykonawczej UE „komisarz ds. stosunków z instytucjami”, Margot
Wallström, oznajmiła radośnie: „Komisja Europejska jest bardzo zadowolona, że Karta, wraz z wejściem w życie nowego traktatu, będzie mieć charakter prawnie wiążący; chcielibyśmy (…), aby Karta była stosowana bez wyjątków w każdym państwie UE” (PAP, dpa). Należy dodać, że KPP ma stać się, wraz z wejściem w życie nowego traktatu (1 stycznia 2009 roku), dokumentem o takiej samej randze prawnej jak traktaty. Od tej pory obywatele i różne organizacje państw UE będą mogły powoływać się bezpośrednio na Kartę i dochodzić „swoich praw” przed sądami UE. A przyjęcie Karty jako podstawy do orzekania przez Trybunał Sprawiedliwości UE zapewne
wywoła rewolucyjny chaos pojęciowo-prawny i sądowy, a w konsekwencji rozliczne manipulacje polityczne ze strony eurolewicy. Bo KPP będzie stanowić (obok ogólnych zasad prawa międzynarodowego, Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i prawa krajowego) swoisty
czwarty porządek prawny w Europie. I właśnie o wywołanie tego chaosu, a potem o tym łatwiejsze narzucanie swoich „wartości” i „standardów europejskich” chodzi chyba współczesnej eurokomunie.

Warto przypomnieć, że brytyjsko-pol-ski protokół do traktatu UE stwierdza między innymi, że „Karta Praw Podstawowych nie rozszerza możliwości Trybunału Sprawiedliwości UE ani żadnego
sądu i trybunału Zjednoczonego Królestwa i Polski do uznania, że akty prawne, rozporządzenia
lub przepisy administracyjne, praktyki lub działania Polski i Zjednoczonego Królestwa są
niezgodne z podstawowymi prawami, wolnościami i zasadami, które są w niej potwierdzone”. A
w drugiej części protokół precyzuje, że dotyczy to szczególnie czwartego rozdziału KPP (pod
tytułem „Solidarność”), który gwarantuje tzw. prawa pracownicze, prawa do „zabezpieczeń
społecznych” i ochrony zdrowia. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu i przypuszczeniu, że za kilka
czy kilkanaście lat te zastrzeżenia mogą być już w praktyce niewiele warte. Przede wszystkim
w mocno biurokratycznej i etatystycznej, pełnej zagranicznych agentów Polsce, bo Brytyjczycy
zapewne i z Kartą, i z całym nowym traktatem UE jakoś sobie poradzą. Praga chce ograniczenia Karty Wielka radość większości eurodeputowanych i notabli UE została jednak zmącona już niecałe dwie godziny po przyjęciu ww. rezolucji i zatwierdzeniu KPP. Wtedy to agencje podały
niespodziewaną wcześniej wiadomość, że władze Czech zapowiedziały przyjęcie deklaracji o ograniczeniu KPP. Eurodeputowany Jan Zahradil (ODS), były negocjator traktatu ze strony Pragi, oznajmił wkrótce potem dziennikarzom, że Czechy przyjmą jednostronną deklarację w sprawie
Karty Praw Podstawowych o podobnej wymowie jak protokół ograniczający stosowanie Karty w Polsce i Wielkiej Brytanii. Stwierdził, że ta deklaracja będzie „ideologicznie podobna” do protokołu brytyjsko-polskiego. – Ma ona podkreślać, że zgodnie z zasadą subsydiarności
i zapisami przyjętymi w traktacie lizbońskim, Karta Praw Podstawowych będzie stosowana w Czechach wyłącznie w takim zakresie, jaki przewiduje czeski porządek prawny i konstytucja Republiki Czeskiej – oświadczył Zahradil. Przyznał jednak, że z prawnego punktu widzenia owa deklaracja nie będzie mieć takiego znaczenia jak brytyjsko-polski protokół do nowego traktatu UE. Wyjaśnił, że „jest już jednak za późno na przyłączenie się do protokołu do traktatu, stąd pomysł deklaracji”.

Ma ona być przyjęta przez rząd Czech jeszcze przed zaplanowaną na 13 grudnia ceremonią podpisania traktatu. Zahradil poinformował, iż jego rząd zdecydował też, że Traktat Reformujący UE zostanie przesłany do czeskiego trybunału konstytucyjnego (po podpisaniu traktatu), aby trybunał „ocenił i zdecydował, kiedy i w jakim zakresie będzie można stosować Kartę Praw Podstawowych w Czechach”. Czesi opóźniają euro Premier czeskiego rządu Mirek Topolánek
stwierdził 19 listopada, że Czechy nie będą w stanie przyjąć euro w roku 2012. W telewizyjnym wywiadzie powiedział, że wprowadzenie euro w tym terminie jest nierealne bez wypełnienia wszystkich kryteriów tzw. konwergencji w roku 2008, a to nie będzie możliwe bez zasadniczej
reformy czeskiego systemu emerytalnego i systemu opieki medycznej. Rząd ODS w Pradze zrezygnował w ub. roku z wcześniejszego planu (rządu socjaldemokratów) przyjęcia euro już w
roku 2010. Od tego czasu mnożą się wypowiedzi czeskich polityków i ekspertów nawołujące do bezterminowego odłożenia przyjęcia wspólnego pieniądza. Np. w połowie listopada Mojmir Hampl z czeskiego banku centralnego ocenił, że czeska gospodarka nie jest gotowa na wejście do strefy euro w najbliższych latach, a szybkie wprowadzenie tej waluty może wywołać znaczący wzrost inflacji. I dodał, że gdyby Czechy spełniały kryteria UE z Maastricht (konieczne do wprowadzenia euro) nawet już teraz, to i tak nie zalecałby on przyjęcia eurowaluty. A prezes
banku centralnego Czech Zdenek Tuma stwierdził, że Czechy mogą sobie pozwolić na utrzymanie czeskiej korony nawet wtedy, gdy sąsiednie kraje już przyjmą euro.

Sprzeciw Berlina wobec Brukseli Rząd Niemiec sprzeciwia się planom Komisji UE dotyczącym liberalizacji rynku energetycznego w krajach Unii – poinformował 26 listopada tygodnik „Der Spiegel”. W liście do komisarz UE ds. konkurencji Neelie Kroes i komisarza ds. energetyki Andrisa Piebalgsa wiceminister gospodarki Joachim Würmeling z CSU skrytykował postulat Brukseli – sprzedania przez wszystkie energetyczne koncerny krajów UE swoich sieci przesyłowych.
– Twierdzenie, że taka sprzedaż sieci spowodowałaby spadek cen prądu, Komisja UE najwyraźniej poparła niewystarczającymi i błędnymi danymi liczbowymi – oświadczył
niemiecki sekretarz stanu. Minister Würmeling napisał też podobno, że nie da się stwierdzić, iż kraje, w których dokonano rozdzielenia produkcji energii od jej przesyłania (pod względem prawnowłasnościowym) wykazują niższe koszty prądu netto niż Niemcy. Stwierdził, że w
niektórych z tych państw doszło nawet do znacznego wzrostu cen. Niemiecki minister podkreślił, że przedstawiona przez Komisję UE ocena nie jest w żadnym razie odpowiednią podstawą do tego, aby proponować wszystkim państwom UE obowiązkowe prawne rozdzielenie wytwarzania i przesyłania energii. Należy zauważyć, że w ostatnich latach Niemcy dość wyraźnie bronią swoich koncernów i wielkich firm, szczególnie z branży energetycznej właśnie, przed zbyt silnymi wpływami rynku i przepisów UE. Być może jednym z głównych powodów tej polityki Berlina jest chęć zachowania całkowicie wolnej ręki w bilateralnych porozumieniach z Moskwą i jej koncernami w tej dziedzinie.

————

ZACHĘCAMY DO ZAMÓWIENIA E-PRENUMERATY „NAJWYŻSZEGO CZASU!”:

● Kupując e-wydanie wspierasz rozwój portalu nczas.com
● 10 dowolnie wybranych numerów kosztuje jedynie 30 zł
● To tylko 3 zł za numer – czyli niecałe 10 gr za artykuł!
● W e-prenumeracie numer pojedynczy kosztuje tyle samo co podwójny (zawsze płacisz 3 zł zamiast 5 / 7 zł, które musiałbyś wydać w kiosku!)

Kliknij tutaj aby zamówić e-prenumeratę

REKLAMA