2,5 miliona euro na walkę z homofobią

Rząd holenderski zadeklarował się w „walce z homofobią”, przeznaczając 2 i pół miliona Euro na programy zwalczające ruchy nie akceptujące „tolerancyjnego stosunku do homoseksualizmu”.

Rządząca koalicja nie ujawniła dotychczas jakie ugrupowania otrzymają te fundusze, które planuje się wykorzystać w latach 2008-2011. Bert Koensders powiedział, że „Holandia będzie promowała równe prawa dla gejów, tak bardzo jak będzie to tylko możliwe. Nie będziemy unikali niewygodnych dyskusji na ten temat”.

Rząd holenderski przekazał swoim ambasadorom odpowiednie instrukcje, aby prowadzili politykę naciskając inne kraje na wspieranie polityki w tym kierunku.

Holandia była pierwszym na świecie krajem, w którym ustanowiono „małżeństwa” jednopłciowe oraz zezwolono na adopcję dzieci przez pary homoseksualne i lesbijskie.

Pomimo trwającej latami propagandy i demoralizacji społeczeństwa holenderskiego, tlą się w nim jeszcze promyki normalności. Z ubolewaniem stwierdza to aktywista ruchu homoseksualnego – Frank van Dalen, prezydent organizacji lobbystycznej Federation of Dutch Associations for Integration of Homosexuality – COC, który powiedział, że w niedawnym sondażu opinii publicznej, 48 procent populacji „jest zszokowana” widząc w miejscach publicznych całujących się mężczyzn, a w przypadku niedawno przybyłych emigrantów, liczba ta jest jeszcze większa – aż 78 procent z nich wyraża tego typu reakcję.

(źródło)

Jak zauważył jeden z Czytelników „Najwyższego Czasu!” (p. Piotr Szulc) drastycznej zmianie uległa znacznie słowa „homofobia”:


„Na okładce „Najwyższego Czasu” nr 47/2007 znalazły się słowa: „homomitologia”
i „Homintern”. W zamyśle autora, podobnie jak w powszechnym odczuciu, przedrostek „hom(o)” odnosi się do homoseksualistów. Nic podobnego! Przedrostek ten, pochodzący od greckiego słowa „homos” oznacza „taki sam” lub „podobny”. W takim znaczeniu występuje on
w słowach: homofoniczny, homogeniczny, homologiczny, homonimy, homogramy, homofony. Seksualne odniesienie ma tylko słowo „homoseksualny”, oczywiście z powodu drugiego członu. Widocznie jednak jest to słowo najbardziej ekspansywne, skoro zawłaszczyło sobie przedrostek
„hom(o)”, nadając mu własne znaczenie. Z perspektywy językowej politowanie powinno
wzbudzać słowo „homofobia”, zdefiniowane przez Parlament Europejski jako niechęć do homo-, bi– i transseksualistów (!), czyli ogólnie do odmienności seksualnych, podczas gdy prawidłowym
tłumaczeniem tego słowa byłby „strach przed tym, co jednakowe, podobne”, względnie – gdyby przyjąć łacińskie znaczenie słowa „homo” – byłby to „strach przed ludźmi”. Czyli jak by nie patrzeć – bez sensu. Przypomina mi to znaną scenę z filmu „Miś”, w której węglarze nadają
własne znaczenie słowu „tradycja”

Comments are closed.