Rząd dołoży 30 mln do Świątyni Opatrzności

A jednak sfinansujemy prymasowi Glempowi marzenie życia. Po długich zabiegach posłom udało się obejść prawo i Kościół dostanie swoje 30 mln złotych. Czego nie zmógł PiS, dokonała… Platforma Obywatelska.

W przedświątecznym zamieszaniu umknęło to wszystkim poza „Trybuną”, która 21 grudnia pisała tak:

„Kościołowi po trzech latach starań uda się dobrać do państwowej kasy i dofinansować publicznymi pieniędzmi budowę Świątyni Opatrzności Bożej. Sejm przegłosował wczoraj udzielenie biskupom 30 mln zł dotacji. (…) Tym razem dotacji nie uda się zablokować – kościelni i rządowi prawnicy zadbali o to, by tego fragmentu ustawy budżetowej nie można było zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego”

Jak tej sztuki dokonano? Oddajmy głos Zbigniewowi Chlebowskiemu, który 18 grudnia powiedział w Sejmie:

„Ostatnia kwestia to zarzuty formułowane przez panią poseł Błochowiak (…). Chodzi o to, jakoby posłowie Platformy Obywatelskiej byli za finansowaniem Świątyni Opatrzności Bożej. Chciałbym powiedzieć bardzo wyraźnie, że to jest nieprawda. Wyraziliśmy zgodę na dofinansowanie przedsięwzięć w sektorze kultury i dziedzictwa narodowego, w tym na budowę muzeum prezentującego wkład Kościoła katolickiego w dzieje Polski. (…) Chciałbym również kolegom z Lewicy i Demokratów przypomnieć, że nic wielkiego się nie dzieje, bo (…) wspieraliśmy inne przedsięwzięcie w dziale: Kultura i zabytki, mianowicie prace remontowe w zespole monasteru w Supraślu. To też jest kościół, to też jest tego typu przedsięwzięcie”

No cóż, przyznać trzeba, że takiej obłudy i odwracania kota ogonem nie było nawet za PiS. Jednak strategii tej nie wymyśliła Platforma, tylko metropolita warszawski, abp Kazimierz Nycz.

To on ogłosił, że na polach wilanowskich powstanie wcale nie Świątynia Opatrzności Bożej, tylko… Centrum Opatrzności Bożej, instytucja bynajmniej nie religijna, ale… kulturalno-naukowa.

(źródło)

———————-
Przypominamy wywiad z prymasem Józefem Glempem dla Katolickiej Agencji Informacyjnej przeprowadzony przez Bogumiła Łozińskiego (27 lutego 2006 r.)

– Dlaczego Ksiądz Prymas podjął ideę budowy świątyni Opatrzności Bożej?

– W czasach, gdy jako ksiądz pracowałem w Sekretariacie Prymasa Stefana Wyszyńskiego, bardzo często pojawiały się głosy, aby wypełnić zobowiązanie wzniesienia świątyni Opatrzności Bożej jako wotum wdzięczności narodu za odzyskaną wolność. Zobowiązanie takie podjął Sejm Czteroletni w 1791 roku, jako wyraz wdzięczności Bogu za Konstytucję 3 Maja. Rozbiory przerwały realizację idei, jednak została ona podjęta zaraz po odzyskaniu niepodległości. Sejm Ustawodawczy odrodzonej Rzeczypospolitej 17 marca 1921 roku podjął ponownie uchwałę o budowie świątyni. W krótkim okresie dwudziestolecia międzywojennego nie udało się jednak jej zrealizować. Z kolei w czasach PRL nie było szans na realizację tej idei w godnym wymiarze. Niemniej, Prymas Wyszyński zdecydował o wzniesieniu w Warszawie, na Ochocie, kościoła pod wezwaniem Opatrzności Bożej. Świątynia, mimo szykanowania parafian i uwięzienia proboszcza, księdza Romualda Kołakowskiego, została wybudowana. Kardynał Wyszyński wiedział jednak, że nie stanowi to realizacji obiecanego Bogu wotum. Dlatego też po upadku komunizmu uznałem, że mam moralny obowiązek podjąć budowę świątyni Opatrzności Bożej, którą Polacy przyrzekli Bogu jako podziękowanie za dar wolności. Dodatkową okazją do dziękczynienia było właśnie odzyskanie wolności w 1989 roku oraz pontyfikat Jana Pawła II. Gdybym nie podjął budowy tej świątyni, byłby to z mojej strony grzech zaniedbania.

– Jaka jest koncepcja świątyni i towarzyszących jej inicjatyw?

– Realizowany projekt Wojciecha i Lecha Szymborskich z zespołem nawiązuje do pierwszego projektu świątyni opracowanego w XVIII wieku przez Jakuba Kubickiego, architekta Belwederu. Uproszczoną i pomniejszoną wersję projektu Kubickiego można oglądać dziś w Mokobodach pod Siedlcami, gdzie wzniesiono według niej kościół. Dominującą ideą tej koncepcji architektonicznej jest wolność narodu zorganizowanego w państwie. Kościół będzie miał kształt rotundy, wzniesionej na planie krzyża greckiego, zwieńczonej kopułą. Zostanie on ustawiony na przecięciu czterech dróg symbolizujących drogi Polski do niepodległości. Naród do wolnego państwa szedł bowiem czterema drogami, które symbolizować będą dziedzińce otaczające świątynię. Drogę oręża – dziedziniec Ojczyzny, drogę kultury – dziedziniec pieśni i chwały w formie amfiteatru, drogę pracy organicznej – dziedziniec ludu Bożego, wreszcie drogę cierpienia – dziedziniec życia. Osobnym dziełem będzie Instytut Papieża Jana Pawła II, którego głównym zadaniem ma być dokumentowanie świadectw recepcji nauczania Ojca Świętego we wszystkich ośrodkach polonijnych w świecie. Muzeum zostanie umieszczone nad nawą boczną świątyni.

– Niektórzy uważają, że lokalizacja świątyni na Polach Wilanowskich jest zbyt oddalona od centrum Warszawy.

– Miejsce budowy nawiązuje do osoby Jana III Sobieskiego, w czasach którego powstał Wilanów. Z królem tym związana jest wielka wiktoria polskiego oręża – Odsiecz Wiedeńska w 1683 roku. Mamy tu więc bezpośrednie nawiązanie do drogi odzyskania wolności poprzez oręż. Urbaniści Stolicy uważają, że to dobra lokalizacja, bo miasto rozwija się właśnie w tym kierunku. Wokół świątyni powstają osiedla mieszkaniowe.

– Jak Ksiądz Prymas ocenia stan zaawansowania prac nad budową i perspektywy jej zakończenia?

– Budowa rozpoczęła się w roku 2001. Obecnie trwają prace nad doprowadzeniem do stanu surowego. Dotychczas wydaliśmy około 40 milionów złotych. Aby zamknąć stan surowy, trzeba jeszcze około 35 milionów. Całość kosztów szacowana jest na ponad 100 milionów złotych. Trudno określić, jak szybko będą się posuwać prace. Trzeba przyznać, że rytm budowy nie zawsze przebiega zgodnie z harmonogramem i są opóźnienia. Różne są tego powody, np. gwałtowny wzrost cen stali. Nigdy nie ukrywaliśmy, że ta inwestycja wymaga dużych nakładów, i w tym, że są trudności finansowe, nie widzę żadnej sensacji. Mimo to budowa nigdy nie została przerwana, choć obecnie ciężar prac przesunął się na dom administracji świątyni, gdzie są montowane łącza energetyczne i cieplne, niezbędne dla całego obiektu. Gotowy jest kościół podziemny, powstała tam nekropolia. Czy zakończymy budowę rok wcześniej, czy później, nie odgrywa większej roli. Prace są już tak zaawansowane, że nie da się cofnąć budowy – świątynia Opatrzności Bożej na pewno powstanie.

– Budowa tej świątyni napotyka jednak na liczne trudności, np. ogólnopolska zbiórka na jej rzecz nie przyniosła środków potrzebnych do jej całkowitego sfinansowania. Dlaczego ta idea nie znalazła takiego oddźwięku u wiernych jak np. budowa sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach czy maryjnego w Licheniu?

– Niewątpliwie, trudności finansowe są. Jednak nie uważam, żeby ogólnopolska zbiórka była nieudana. Każda diecezja zbierała na ten cel środki, i to kilkakrotnie. Przecież wydaliśmy już na świątynię 40 milionów złotych, i są to pieniądze ofiarowane przez Polaków. Na pewno nie można powiedzieć, że to mała kwota. Uważam, że wśród Polaków jest duża ofiarność na tę świątynię. Rzeczywiście, zbiórki na sanktuarium w Łagiewnikach czy w Licheniu były lepiej zorganizowane. Przyznaję, że nie zdołaliśmy opracować skutecznej promocji budowy świątyni.

– A może w Polsce nie ma dostatecznego kultu Opatrzności Bożej? Czy świątynia przyciągnie pielgrzymów?

– Opatrzność jest w Bogu osobowym, ma szczególne odniesienie do Boga Ojca i Ducha Świętego. Przez swe czuwanie, kierowanie i naprawianie czynów ludzkich jest obecna w życiu codziennym. Rzeczywiście, w polskiej pobożności kult Opatrzności Bożej nie jest tak praktykowany jak np. wobec osób. Bardziej jest on związany z kultem aniołów. Ufam jednak, że w świątyni nie zabraknie wielkiej, głębokiej modlitwy i pielgrzymi przybędą.

– Czy to prawda, że wśród warszawskiego duchowieństwa istnieje niechęć wobec idei wznoszenia świątyni? Niektórzy księża publicznie krytykowali jej projekt, czy też wysłali do Watykanu pismo z protestem przeciwko sprzedaży gmachu „Romy” i przeznaczeniu tych środków na budowę.

– Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że wśród warszawskiego duchowieństwa istnieje niechęć do budowy świątyni. Przeciwnie, stwierdzam zainteresowanie i szczerą ofiarność. Sprzedaż gmachu „Romy” była moją inicjatywą. Gdy zaproponowałem to na specjalnej sesji księży dziekanów, radzili z troską, aby się od tego kroku wstrzymać. Sam przedstawiłem problem w Stolicy Apostolskiej i na razie sprawa jest zawieszona.

– Kościół szuka pomocy w finansowaniu projektu w mazowieckim samorządzie, który zadeklarował przeznaczenie 15 milionów złotych na Instytut Papieża Jana Pawła II. Z kolei Sejm wyasygnował na ten cel 20 milionów złotych z budżetu państwa. Takie metody finansowania budowy świątyni z państwowych środków wzbudzają kontrowersje. Czy rzeczywiście Kościół powinien być wspierany w tej budowie przez samorząd czy państwo?

– To, że szukamy pomocy finansowej nie powinno nikogo zaskakiwać. Uzyskane środki nie będą przeznaczone na kult, bo polskie prawo na to nie pozwala. Planujemy utworzenie – oprócz Instytutu Papieża Jana Pawła II – przychodni krwiodawstwa, izby dziennego pobytu dla osób starszych i amfiteatru dla rozwoju kultury młodzieżowej. Świątynia będzie własnością historyczną narodu.

Przepis, który nie pozwala państwu wspomóc budowy świątyni Opatrzności Bożej, jest dziwny. Budżet państwa składa się m.in. ze środków wypracowanych przez obywateli, którzy w ponad 90 procentach są katolikami. Na przykład we Francji, gdzie jest ścisły rozdział Kościoła od państwa, świątynie wybudowane przed 1920 rokiem, w tym słynna katedra Notre-Dame, są utrzymywane przez państwo. W katedrze tej są celebrowane uroczystości nie tylko kościelne, ale i państwowe, raz nawet brał w nich udział prezydent Aleksander Kwaśniewski. Warto przypomnieć, że polski Sejm podjął w 1921 roku uchwałę, iż to właśnie państwo sfinansuje budowę świątyni Opatrzności Bożej – oszacowano nawet koszt inwestycji na 15 mionów ówczesnych złotych.

– Podejmując ideę budowy świątyni Opatrzności Bożej, naraził się Ksiądz Prymas na olbrzymią krytykę, nie tylko merytoryczną, np. co do sposobu finansowania, ale także na zarzut o osobiste ambicje – pozostawienia po sobie wielkiego dzieła materialnego. Jak Ksiądz Prymas by je skomentował?

– Wielkie dzieła zwykle są poddawane krytyce. W tym przypadku podejmują ją szczególnie agresywnie oponenci wiary i w ogóle Pana Boga, którzy znajdują popleczników wśród dziennikarzy. Nie znam poważnej, merytorycznej krytyki, która podważałaby spójność idei świątyni Opatrzności Bożej. Co do osobistych ambicji, to nigdy nie myślałem o tym w tych kategoriach – żadnych osobistych interesów tu nie mam. Przecież, jak przypuszczam, nie doczekam końca budowy i poświęcenia świątyni. Nawet w swoim testamencie wydałem polecenie, by pochowano mnie w archikatedrze świętego Jana. Jeśli dopuściłem się tu jakiś uchybień, to mam nadzieję, że Opatrzność odpuści mi moje grzechy, a wrogów obecności czuwającego Boga nawróci.