Adam Wielomski: Reprywatyzacja a kwestia żydowska

Wizyta Donalda Tuska w Izraelu wywołała poruszenie, bowiem Premier Rządu RP obiecał przyśpieszenie prac na reprywatyzacją, która objąć by miała także spadkobierców pochodzenia żydowskiego. Wywołało to protesty, głównie pośród polityków PiS, którzy słusznie zauważyli, że oznaczać by to miało, że część majątku państwowego i samorządowego miałaby przejść w ręce cudzoziemców.

Pojawiły się dwa pytania: 1/ czy należy w ogóle cokolwiek oddawać?; 2/ czy należy oddawać majątki Niemcom i Żydom? Aby na kwestię tę odpowiedzieć, należy się zastanowić jakie jest źródło i uprawomocnienie własności prywatnej? W historii odpowiadano na to rozmaicie i w zależności którą z odpowiedzi przyjmiemy, będziemy wiedzieli co i komu należy oddać.

Jako pierwsza jest teoria liberalno-marksistowska (tak, dobrze Państwo czytacie – Marks przyjął bowiem liberalne źródło pochodzenia własności!), która zakłada, że własność powstała z tzw. pierwotnego przywłaszczenia oraz z pracy. W prapradziejach ziemia i lasy były niczyje i każdy mógł sobie uznać za własny kawałek ziemi, który uznał za dogodny. Większość ludzi była na tyle beztroska, że nic sobie nie wygrodziła i w pewnym momencie – aby się wyżywić – musiała zacząć pracować na ziemi, którą uprzednio zagrodzili sprytniejsi i bardziej dalekowzroczni. Tak powstał pierwotny podział własności. Następnie pojawiły się formy własności ruchomej, charakterystyczne dla gospodarki handlowej i przemysłowej. Te formy pochodzą z pracy. Powołując się na tę koncepcję, liberalizm uznał własność za uprawnienie naturalne człowieka, gdy tymczasem – wychodząc z tych samych przesłanek – marksizm uznał ją za nadużycie, które dynamiczna mniejszość popełniła kosztem leniwej większości.

Jako druga występuje teoria umowy społecznej, uznająca, że ustanowienie własności nastąpiło w wyniku decyzji ogółu. Większość uznała, że jeśli ktoś zagrodził sobie kawałek pola, to ma do tego prawo. Wkrótce pojawili się jednak tacy, co z prawa tego nie skorzystali. Uprzytomniwszy sobie swój błąd, zażądali rewizji pierwotnego podziału. I mieli do tego prawo, ponieważ wszystkie instytucje wynikają tu z umowy. A więc większość ma pełne prawa dokonania „korekt” podziału własności, poprzez ustawowe przekazanie „nadmiaru” jaki rzekomo posiadają najzamożniejsi, w ręce spauperyzowanych mas. Taką teorię pochodzenia własności wykoncypował pierwszy Jean Jacques Rousseau, przyjęli po nim jakobini, a po nich demokraci i socjaliści. Tu tkwi uprawomocnienie tzw. państwa dobrobytu: większość ma prawo naruszyć prawo własności mniejszości, gdyż własność nie zalicza się do praw naturalnych, skoro powstała w wyniku umowy, wyrażonej w formie ustawy.

Doktryny chrześcijańsko-klasyczne (a więc i konserwatyzm) uznały, że własność pochodzi z natury człowieka, gdyż jest niezbędna do egzystencji. W tradycji chrześcijańskiej została ona ponadto usprawiedliwiona przez przykazanie „Nie kradnij”, czyli zakazem pożądania cudzej własności. Co charakterystyczne, nauczanie społeczne Kościoła wskazywało zawsze na zasadę nienaruszalności własności nie tyle ze względu na nią samą, co z negatywnego zakazu kradzieży. Moje prawo własności wynika z tego, że innym nie wolno jej ukraść.

Kto więc będzie przeciwko reprywatyzacji? Przeciwko jakiejkolwiek jej formie musi być marksista, gdyż uznaje, że pochodzi ona z niesprawiedliwego (nieegalitarnego) pierwotnego podziału lub z wyzysku (praca). Zwolennik umowy społecznej (socjaldemokrata) powie, że musi zadecydować o niej suwerenny lud, np. w drodze referendum (vide słynna wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego). Liberał powie, że jest ona prawem natury, a więc komu co zrabowano, trzeba mu oddać. Katolik powie, że Bóg nakazał „Nie kradnij”, a nacjonalizacja była zwykłą kradzieżą, a więc musi nastąpić restytucja mienia.

Wszelka bolszewia – od „Krytyki Politycznej” po lewe skrzydło PiS – będzie reprywatyzacji wroga. Lewactwo czyste będzie przeciwko jakiejkolwiek; PiS będzie uważało, że jej zakres powinien wytyczyć „suwerenny lud”. Liberał, konserwatysta i katolik nie mają wątpliwości: reprywatyzacja powinna być PEŁNA. Nie 15, nie 20, ale 100%. Państwa na to nie stać? Część nieruchomości fizycznie nadal jest państwowa lub samorządowa – w tym wypadku wystarczy zwrócić działkę lub budynek. Nie jest to możliwe? A ile jest bezpańskiej ziemi po PGRach? Państwo ma dużo nieruchomości, firm – jest w czym wybierać.

Co z Niemcami i Żydami? Z punktu widzenia prawa natury i przykazania „Nie kradnij” narodowość właściciela nie ma żadnego znaczenia! Czy ktoś z Czytelników powie, że Polska ma prawo odebrać (bez odszkodowania) francuskiemu właścicielowi hipermarket Auchan lub japońskiemu zakład Toyoty, gdyż właściciel nie jest Polakiem i trzeba te firmy „unarodowić”? Jeśli państwo nie ma takiego prawa w 2008 roku, to nie miało go i w 1945! Prawo własności jest prawem absolutnym: albo wszelka własność jest święta, albo podważamy to prawo i otwieramy drogę tym, co krzyczą „kradnij ukradzione”!

Czy grozi nam, że Niemcy i Żydzi przejmą połowę kraju? Nie. W przypadku Niemców, wysiedlenie nastąpiło w wyniku umowy między ZSRR, USA i Wielką Brytanią. Polska nie miała w tym żadnego udziału, tak jak i nie decydowała o przesiedleniu Polaków spod Wilna i Lwowa. Roszczenia proszę kierować do Moskwy, Waszyngtonu i Londynu, gdyż utrata własności i przesiedlenia są wynikiem umów międzynarodowych zawartych w Poczdamie. Co do Żydów, to większość z nich zginęła z całymi rodzinami. Ich dalecy krewni w USA czy Izraelu rzadko kiedy są w stanie przedstawić dokumenty własności, dowody pokrewieństwa i dowieść praw spadkowych przed jakimkolwiek sądem. Wiedzą o tym organizacje żydowskie (np. Międzynarodowy Kongres Żydów) i dlatego żądają, aby to one były spadkobiercami. Ale Żydzi polscy nie tylko nie byli ich członkami, ale także nie zostawili testamentów, że zapisują im swoje mienie! Pomordowani w holocauście byli obywatelami polskimi i – w razie braku krewnych – spadkobiercą jest Skarb Państwa.

(źródło: konserwatyzm.pl)

Comments are closed.