Wolny handel bez zbędnej biurokracji? NAFTA!

Północnoamerykańska Strefa Wolnego Handlu jest największym rynkiem na świecie, który przyczynia się do sukcesu gospodarczego jej uczestników. Od Unii Europejskiej różni ją fakt, że z powodzeniem radzi sobie bez horrendalnie drogiej, biurokratycznej, nadbudowy.

Mija 16 lat od podpisania umowy trójstronnej między Stanami Zjednoczonymi, Kanadą a Meksykiem o powołaniu NAFTA czyli Północnoamerykańskiej Strefy Wolnego Handlu. Organizacja jest dobrowolnym stowarzyszeniem mającym likwidować bariery w obrocie gospodarczym między jej członkami. W odróżnieniu od UE, NAFTA nie jest ciałem politycznym, nie posiada więc celów politycznych ani rozbudowanej biurokracji. Nie ma więc, ani dwóch siedzib parlamentu, ani rady, ani dyrektoriatów generalnych, ani prezydenta.

Właśnie temu związek państw Północnej Ameryki zawdzięcza swój sukces.

W kwietniu tego roku, we wspólnym oświadczenia prezydenta USA Geroge’a Busha, prezydenta Meksyku Felipe Calderona oraz premiera rządu Kanady Stephena Harpera, opublikowanym podczas Szczytu Liderów Północnej Ameryki w Nowym Orleanie, szefowie wymienionych państw podkreślili ogromny sukces wspólnego przedsięwzięcia. W bieżącym roku obroty strefy mają sięgnąć zawrotnej sumy tryliona dolarów, co stanowi trzykrotnie więcej niż w 1993 r.

Kolejnymi celami, jakie postawili przed sobą przywódcy są: dalsze zwiększenie konkurencyjności północnoamerykańskich firm, ale także uszczelnienie granic, zapewne dla lepszej ochrony amerykańskiej własności intelektualnej, do czego Waszyngton przywiązuje szczególnie wielką wagę. Amerykanie, Kanadyjczycy i Meksykanie zapowiedzieli także współpracę w zakresie zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego oraz rozwiązanie problemu zmian klimatu poprzez innowacyjność technologiczną.

NAFTA jest największą strefą wolnego handlu na świecie, skupiającą ponad 440 mln konsumentów i wytwarzającą bogactwo rzędu 15,5 tryliona dolarów rocznie w produkcji i usługach. Dzięki układowi, Kanada i Meksyk stały się głównym partnerem handlowym USA, gdzie Amerykanie eksportują 35 proc. swoich towarów, przebijając tym samym handel z Unią Europejską czy Japonią. Zgodnie z danymi rządu USA, podczas funkcjonowania strefy produkt narodowy jej członków zwiększył się o połowę. O blisko 160 proc. zwiększył się eksport USA do strefy. Dzienne obroty wolnego obszaru szacuje się na 2,4 mld dolarów.

Nie spełniły się obawy wielu Amerykanów, że tamtejsze firmy będą przenosić się masowo do Meksyku, gdzie płace są znacznie niższe, czego efektem będzie wzrost bezrobocia. Przeciwnie, od 1993 r. w USA powstawało 2 mln nowych miejsc pracy rocznie.

Krytyka z lewa i z prawa

Nie brakuje jednak głosów krytycznych. Daniel T. Griswold z CATO Institute uważa, że NAFTA nigdy nie miała znacznego wpływu na gospodarkę USA, a pakt jest elementem polityki zagranicznej Białego Domu. Natomiast najwięcej na układzie zyskali Meksykanie, zmniejszając interwencjonizm w swoim kraju, zwiększając demokrację i wzmacniając gospodarkę kapitalistyczną.

W podobnym tonie do libertarian z CATO, wypowiadają się konserwatyści. Ich flagowy periodyk The Nation, zwraca uwagę, że mimo wszystko NAFTA jest jeszcze wciąż zbyt małym rynkiem, aby mieć wpływ na ekonomię tego kraju. Z kolei gazety biznesowe, takie jak the Wall Street Journal, zwracają uwagę, że pakt nigdy nie cieszył się entuzjazmem korporacji. Inne tytuły np. The Washington Post podkreślają, że co prawda zniknęło wiele ceł, a wraz z nimi niektóre problemy trapiące przedsiębiorców, nielegalna emigracja wciąż spędza sen z powiek urzędnikom.

Mniej przychylni przedsięwzięciu są demokraci i centryści. Zwracają oni uwagę na problem meksykańskich rolników, szczególnie małorolnych. Szacuje się, że kilkaset tysięcy ludzi z najmniejszych gospodarstw straciło pracę w rolnictwie, nie wytrzymując konkurencji ze strony farmerów z USA i Kanady. Wielu lewicowo nastawionych intelektualistów, za kreowanie bezrobocia obwinia błędnie wolny handel.

Wolny handel nie jest rzeczywistą przyczyną porażki meksykańskich chłopów. Przyczyną jest protekcjonizm, a przede wszystkim gigantyczne dotacje dla rolnictwa w największych krajach Ameryki Północnej. Interwencjonizm i subwencje zagrażają nie tylko rolnikom w Meksyku, ale także z innych, uboższych krajów świata. Gdy świetnie zorganizowani farmerzy są w stanie rzucić na rynek znacznie tańsze produkty od konkurencji, to dzieje się tak dlatego, że rząd w Waszyngtonie dopłaca im do produkcji, a wówczas nikt nie jest w stanie z nimi konkurować.

Nie brakuje także spiskowych teorii wokół NAFTA. Antyglobaliści i cała lewicowa międzynarodówka, nie ustaje przeciw protestom w sprawie wolnego handlu. Uważają oni, że jest to tylko pierwszy krok do stworzenia Unii Półnoamerykańskiej i rządu globalnego, który podporządkuje sobie cały świat. Narzędziami mają być nowoczesna komunikacja i kontrola obywateli za pomocą stosowanej w handlu technologii identyfikacji częstotliwości fal radiowych (RFID), pozwalającą zarządzać przepływem ludzi, tak jak towarami.

Historia sukcesu

Warto przypomnieć, że NAFTA narodziła się właśnie w wyniku ciężkiej sytuacji ekonomicznej Meksyku. Gdy w latach 80. cena ropy zaczęła spadać, interwencjonistyczna gospodarka tego kraju wpadła w poważne tarapaty. Rządzący zaczęli poszukiwać ratunku dla trawionych przez blisko 100 proc. inflację portfeli meksykańskich konsumentów. Postawiono na liberalizację i otwarcie się na świat. W połowie lat 80. Meksyk wszedł do negocjacji na forum GATT.

Naprzeciw Meksykanom wyszli Amerykanie, który spodziewali się, że inwestycja w demokrację meksykańską przyniesie USA wymierne korzyści. Jednak to przede wszystkim Meksykanie obawiali się nowy ceł i taryf w przyszłości, na co stać ich potężnego sąsiada. Wejście do strefy nie obyło się bez protestów. Przeciwni byli nie tylko drobni rolnicy, ale także prywatni przedsiębiorcy, którzy zmuszeni zostali do uczciwej, rynkowej konkurencji, bez dotychczasowych powiązań i układów.

Kalkulacja Białego Domu była prosta. Jeśli gospodarka meksykańska stanie na nogi, będzie coraz bardziej atrakcyjnym rynkiem zbytu. Jeśli Meksykanie zaczną się bogacić, nie będą masowo emigrować do USA. Podczas, gdy realizacja pierwszego scenariusza się powiodła, problem emigracji pozostał, bowiem różnice w stopie życiowej między sąsiadami wciąż pozostają bardzo duże.

Jeśli chodzi o Kanadę, Kanadyjczycy, mający fiksację na punkcie ochrony środowiska, obawiali się ze strony Meksyku zaniżenia poziomu norm ekologicznych i niskiej jakości towarów konsumpcyjnych. Wszystko wskazuje na to, że owe obawy okazały się bezpodstawne.

NAFTA zlikwidowała większość ceł i barier handlowych w stosunku do produktów regionalnych. Na jej forum toczą się także spory i dysputy. Układ współpracuje także z wieloma podobnymi organizacjami z całego świata oraz z poszczególnymi krajami, gwarantując członkom dużą autonomię.

Lekcja dla Europy

Sukces NAFTA powinien być lekcją dla Polski i dla Europy. Przykład Meksyku, pokazuje, że współpraca gospodarcza z silniejszymi pod względem ekonomicznym partnerami, może przynieść duże korzyści, teoretycznie słabszym krajom. Dlatego lęki przed integracją z jednolitym rynkiem europejskim należało uznać za bezpodstawne.

Co ciekawe, eurosceptycy z gorliwością podkreślali, że NAFTA mogłaby stać się alternatywą dla integracji Polski z Unią Europejską.

Tego typu rozumowanie świadczy jednak o nieznajomości współczesnych procesów globalizacyjnych. Czy tego chcemy, czy nie, podstawowym czynnikiem wspomagającym współpracę gospodarczą, niezmiennie od setek lat, mimo gigantycznego postępu w komunikacji, pozostaje bliskość geograficzna! Obecnie mamy raczej do czynienia z regionalizacją światowego handlu, niż z globalizacją w jej potocznym rozumieniu. O współpracy gospodarczej wciąż decyduje fizyczne sąsiedztwo, a przykłady unii państw północnoamerykańskich, europejskich, afrykańskich czy azjatyckich, potwierdzają powyższą tezę.

Istnieje jednak istotna różnica między wspólnym rynkiem unijnym, a NAFTA. Rynek unijny jest niestety podporządkowany celom politycznym. Posiada także ogromną biurokratyczną nadbudowę, która w wielu przypadkach utrudnia, a nie ułatwia prowadzenie działalności gospodarczej. Podporządkowanie gospodarki polityce jest najgorszym z możliwych scenariuszy i wypacza rynkową równowagę.

Polityka staje się bowiem narzędziem regulowania rynku, zwalczania konkurencji i politycznej walki o interesy.

Dobry przykładem regulacji rynku polskiego przez silniejsze gospodarki Niemiec czy Francji jest narzucenie naszemu krajowi limitów emisji dwutlenku węgla, pod pozorem walki z tzw. „globalnym ociepleniem”. Praktycznie oznacza to zwalczanie konkurencji ze strony przedsiębiorstw polskich, produkujących niezgorzej, a taniej.

Dlatego najważniejszą lekcją płynącą z analizy sukcesu Północnoamerykańskiej Strefy Wolnego Handlu jest brak celów politycznych, dobrowolność wielostronnych relacji gospodarczych i postawienie na wolny przepływ towarów i usług, jako na bazowy czynnik wzrostu gospodarczego. Wydaje się, że Unia Europejska ma w tym względzie wiele do nadrobienia, zwłaszcza w sferze usług, których uwolnienie dodałoby nowego impulsu stetryczałej ekonomii krajów piętnastki.

Według badań opinii publicznej, jednolitego rynku, bez omnipotencji polityków, życzyliby sobie unijni obywatele. Niemniej decydenci pozostają głusi na opinie mieszkańców Starego Kontynentu i forsują biurokrację swoich marzeń, coraz większą, coraz bardziej kosztowną i coraz mniej efektywną.

(www.teluk.net)

Prenumerata NCZ! z prezentem

Comments are closed.