Wolelibyśmy zupełnie co innego znaleźć w tych dokumentach – z historykiem Piotrem Gontarczykiem, współautorem książki „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”, rozmawia Waldemar Żyszkiewicz (Tygodnik Solidarność).
Praca nad archiwaliami dotyczącymi tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek” od początku wzbudzała opory i niechęć pewnych środowisk, w tym niektórych historyków. Czy ta książka musiała powstać?
Już od kilku lat Sławomir Cenckiewicz, historyk gdańskiego oddziału IPN, znajdował różne dokumenty dotyczące TW „Bolek”. Gdy usystematyzował kwerendę, tych znalezisk zaczęło przybywać, a zebrany materiał po opracowaniu urósł do rozmiarów książki. I chyba trudno się dziwić, że taka praca powstała. Czy jest w naszych dziejach najnowszych i w historii ruchu Solidarność postać ważniejsza niż Lech Wałęsa?
Skąd się wziął pomysł, żeby pracować w tandemie?
Cenckiewicz, jako pracownik Biura Edukacji Publicznej oddziału gdańskiego IPN, zna świetnie tamtejsze zasoby archiwalne, czyli akta dotyczące miejscowej opozycji. Trudno znaleźć kogoś o porównywalnej wiedzy w tym zakresie. Jednak do sprawnego wyszukiwania kolejnych dokumentów w jakiejś określonej sprawie niezbędna jest umiejętność korzystania z tzw. pomocy ewidencyjnych, czyli kartotek i dzienników, z których znaczna część do niedawna znajdowała się w zbiorze zastrzeżonym, dla historyków niedostępnym.
Pan też jest historykiem IPN…
…ale z praktyką w biurze Rzecznika Interesu Publicznego, któremu nie ograniczano prawnie dostępu do zbioru zastrzeżonego. Dlatego znacznie wcześniej niż inni mogłem nabrać doświadczenia w robieniu użytku z tych niezwykle skutecznych narzędzi.
I Cenckiewicz to docenił?
Zaprosił mnie do udziału w całym projekcie badawczym po tym, jak pomogłem mu dotrzeć do kilku konkretnych dokumentów. Okazało się, że nasze kompetencje terytorialne i warsztatowe mogą się uzupełniać z korzyścią dla prowadzonej pracy. Poza tym, należało trochę popracować w Warszawie. I to już było moje zadanie.
Jakie cele postawili sobie autorzy książki, która właśnie się ukazała?
Chcieliśmy przede wszystkim przedstawić historię tajnego współpracownika gdańskiej SB pseudonim „Bolek”, w latach 1970-76. Kolejne elementy tej układanki to kwestie związane z wpływem, jaki ta sprawa wywarła na publiczną działalność Lecha Wałęsy w czasach Solidarności, a także na latach późniejszych, już po roku 1989.
A miała jakiś istotny wpływ?
Nie ulega wątpliwości, że SB widziała w pierwszym, historycznym liderze NSZZ Solidarność swego przeciwnika. Nikogo obeznanego ze specyfiką działania służb specjalnych nie może dziwić, że na wszelkie sposoby próbowano wykorzystać niechlubne karty z przeszłości Wałęsy do działań przeciwko niemu i związkowi w czasach Solidarności. Historia lustracji w III RP, losy akt TW „Bolek”, a także różne decyzje Lecha Wałęsy z czasów jego prezydentury w przemożny sposób kształtowały najnowsze dzieje Polaków. Przynajmniej części z nich nie można zrozumieć bez znajomości sprawy „Bolka”.
Czy chęć dotarcia do trudnej, ale intrygującej prawdy nie spowodowała obniżenia wymogów warsztatowych, jakie powinny obowiązywać historyka?
Zanim jeszcze książka się ukazała, skrytykowano nas, że opieramy się wyłącznie na dokumentach SB. Nic bardziej mylnego. Każdy, kto choćby przejrzy tę książkę zobaczy, że baza źródłowa obejmuje ponadto dokumentację z lokalnych archiwów, również dotyczących zakładów pracy, gdzie Lech Wałęsa był zatrudniony, oraz ogromną liczbę wspomnień i relacji. Nawet dokument ze spółdzielni mieszkaniowej, w której Wałęsa uzyskał mieszkanie. Uwzględniliśmy wszystko, co tylko dało się znaleźć, łącznie z dziesiątkami wypowiedzi samego Wałęsy, a także wypowiedziami agentury ujawnionej w środowisku dziennikarskim, politycznym czy sędziowskim.
Czy mówimy o sędziach Trybunału Konstytucyjnego?
Tak, mówimy także o tych, którzy wywarli znaczący wpływ na przebieg wydarzeń politycznych w naszym kraju, podejmując decyzje co do kształtu ustawy lustracyjnej, w sytuacji oczywistego konfliktu interesów. A przecież osoby o przeszłości agenturalnej nie powinny nawet zabierać głosu w sprawie lustracji, nie mówiąc już o podejmowaniu istotnych decyzji w tej materii.
Oponenci chętnie zarzucają wam nadmierną ufność wobec esbeckich źródeł.
Odważny argument, zwłaszcza przed lekturą. Odmienną opinię sformułował za to jeden z recenzentów książki, który po zapoznaniu się z naszą pracą zarzucił nam wręcz przesadną ostrożność w formułowaniu wniosków. Pewnie ma trochę racji, ale zważywszy na niezmierną delikatność poruszanych problemów, świadomie zrezygnowaliśmy ze wszelkich hipotez, ograniczając się do suchego opisu faktów. Natomiast ich ewentualną interpretację pozostawiamy już czytelnikowi.
A będzie co interpretować?
Do źródeł, które mogą wzbudzić zrozumiałe zainteresowanie, należą przede wszystkim dokumenty instytucji III RP, z lat 90., które obrazują proces wyprowadzania z archiwów państwowych, a potem niszczenia akt dotyczących sprawy TW „Bolek” przez Lecha Wałęsę i jego otoczenie.
Poproszę o uszczegółowienie.
Idzie o sprawę kradzieży i niszczenia akt z delegatury UOP w Gdańsku, a zwłaszcza o działania pana prezydenta Lecha Wałęsy oraz jego najbliższych współpracowników, które skutkowały zniknięciem nie tylko części zawartości teczki „Bolka”, ale także dokumentów dotyczących innych działaczy tamtejszej opozycji, w tym osób, które dziś zajmują najwyższe urzędy państwowe.
Czy zachowały się własnoręczne donosy „Bolka”?
Donosy te zachowały się w postaci maszynowych odpisów, sporządzonych przez jego oficerów prowadzących. Nie wiadomo, co się stało z teczką personalną i teczką pracy TW „Bolek”, ale z pewnych informacji, jakimi w początkach lat 90. dysponował UOP, można wnosić, że te materiały znalazły się w rękach służb sowieckich. Jest kilka rękopiśmiennych dokumentów TW „Bolek” (donos i dwa pokwitowania przyjęcia pieniędzy) kolportowanych przez SB w latach 80., w ramach tzw. operacji specjalnych przeciwko Wałęsie. Wiele wskazuje na to, że są one kopiami autentycznych dokumentów. Ale ze względu na swe pochodzenie zostały one potraktowane oddzielnie.
Jeśli to tylko maszynowe odpisy, to skąd pewność, kto był ich autorem?
Przeprowadziliśmy analizę sieci agenturalnej gdańskiej SB. Było tam zarejestrowanych czterech TW o pseudonimie „Bolek”. Zachowane donosy dotyczą Stoczni Gdańskiej, a w szczególności Wydziału W-4 i kolegów Lecha Wałęsy. Wałęsa był rejestrowany jako TW „Bolek”. Pozostałe 3 osoby nie miały nic wspólnego ze Stocznią i nawet nie mieszkały w Gdańsku. Nie ma więc poważniejszych wątpliwości, kto jest ich autorem. W jakiejś mierze przyznał się do tego sam Wałęsa, gdy jako prezydent próbował wszelkimi metodami zatrzeć ślady tej działalności.
A co na to wszystko mówi sam Lech Wałęsa?
Zarzuca się nam publicznie, że nie skontaktowaliśmy z byłym prezydentem Wałęsą. Było inaczej. My wystąpiliśmy o to spotkanie, ale z drugiej strony zabrakło chęci. Trudno jednak mówić tu o wielkim uszczerbku, zważywszy na fakt, że były prezydent dziesiątki razy wypowiadał się w mediach w tej sprawie. Dokładnie cytujemy i opisujemy jego stanowisko.
(całość: http://fakty.interia.pl/prasa/tygodnik-solidarnosc/news/dokumenty-w-zyciu-bohatera,1132184,3406)
[nice_info]Polecamy również film – wywiad ze Sławomirem Cenckiewiczem (program „Idź pod prąd” TV Puls)…[/nice_info]