REKLAMA

Technologia wciska się wszędzie. Do kuchni, łazienki i sypialni. Wszędzie możemy natknąć się na gadżety które mają nam umilić życie. Od lodówki z internetem po portfele z cyfrową ramką na zdjęcia. Czy jest miejsce gdzie moglibyśmy odetchnąć od natłoku otaczającej nas elektroniki? Może… cmentarz?

[nice_alert]Jednak i tu spotkamy „cyfrowe” znicze, wyposażone w baterię i diodę LED smutne namiastki prawdziwych świec. A niedługo, za sprawą pewnego przedsiębiorczego Niemca, ciszę cmentarza zaczną przerywać ulubione hity muzyczne i filmowe zmarłych.[/nice_alert]

Pan Michael Koenigsfeld stworzył… cyfrowy kamień nagrobny. I nie jest to twór wirtualny ale kawał solidnej konstrukcji. Ma ona funkcję cyfrowej ramki na zdjęcia, na której możemy oglądać sceny z życia zmarłego lub jego ulubione miejsca, osoby.

REKLAMA

„Digital Gravestone” zasilany jest za akumulatorów które ładowane są z baterii słonecznych. Gdy urządzenie pracuje w trybie „slideshow” zdjęcia zmieniają się automatycznie. Wybrani członkowie rodziny zmarłego mogą otrzymać pilota, dzięki któremu możliwe jest przywołanie i zatrzymanie na wyświetlaczu ulubionych zdjęć.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

[nice_info]Aby uchronić wyświetlacz i całe urządzenie przed zakusami cmentarnych wandali, w czasie gdy cyfrowy nagrobek nie jest używany, jego wyświetlacz chroniony jest solidną pokrywą, która, gdy nie jest używany wyświetlacz, służy jako płyta nagrobkowa. Cena „Digital Gravestone” startuje od 4 500 euro i dąży do, chciałoby się rzecz – nieśmiertelności.[/nice_info]

REKLAMA