REKLAMA

Mecenas Piotr Siłakiewicz – na którego wniosek w cywilnej sprawie wytoczonej przez podpułkownika Jacka Mąkę, wiceszefa ABW, prokuratura udostępniła m.in. podsłuchy z rozmów dziennikarzy Cezarego Gmyza i Bogdana Rymanowskiego – do niedawna pracował dla Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

[nice_info]– Pan mecenas Siłakiewicz był radcą prawnym – potwierdził szef Kancelarii Prezydenta, Władysław Stasiak. – Pracował do niedawna. Podziękowano mu za pracę, gdyż tak uznano za stosowne – odpowiadał na pytania „Najwyższego CZASU!”. Szef Kancelarii Prezydenta zapewnia, że nie było kontrowersji związanych z pracą mecenasa. – Pracował niekrótko, ale ram czasowych nie jestem w stanie określić – tłumaczył.[/nice_info]

REKLAMA

Waldemar Stasiak stwierdza, że kiedy w lipcu 2008 roku objął funkcję szefa kancelarii z całą pewnością mecenas Siłakiewicz tam pracował. – Nie widzę w sprawie nic szczególnie kontrowersyjnego. Jeżeli ktoś potrzebuje usług prawnika, szuka oferty dostępnej na rynku – skomentował poseł-mecenas Ryszard Kalisz z SLD. Od prawie roku podpułkownik Jacek Mąka, wiceszef ABW, procesuje się z dziennikarzem „Rzeczpospolitej” Cezarym Gmyzem.

[nice_info]Poszło o artykuł relacjonujący kulisy próby samobójczej dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Wobec redaktora Sumlińskiego prokuratura sformułowała zarzuty o domniemane korupcyjne pośrednictwo przy weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Wojciech Sumliński zostawił list otwarty, w którym m.in. obciążył wiceszefa ABW, twierdząc, że padł ofi arą jego zemsty. Zbierał bowiem materiały o uzyskaniu przez podpułkownika Mąkę możliwości kupna służbowego mieszkania i twierdził, że nie było ono zgodne z prawem. Jacek Mąka zaskarżył „Rzeczpospolitą” za to, że relacjonując sprawę Sumlińskiego, nie zachowała rzetelności.[/nice_info]

Na wniosek mecenasa Piotra Siłakiewicza, pełnomocnika podpułkownika Mąki, prokuratura udostępniła sądowi akta niezakończonego śledztwa przeciwko Sumlińskiemu. Znalazły się tam stenogramy z podsłuchów telefonu dziennikarza. Wśród nich rozmowy z Cezarym Gmyzem oraz Bogdanem Rymanowskim. Na potrzeby prywatnego procesu wiceszefa ABW z dziennikarzem prokuratura udostępniła nagrania rozmów tego dziennikarza. W lipcu 2008 roku redaktor Wojciech Sumliński w warszawskim kościele św. Stanisława Kostki przygotowywał się do próby samobójczej. Prowadził rozmowy telefoniczne, z których wynika, że czekał na informację o decyzji sądu od swojego pełnomocnika, Romana Giertycha. Usłyszał, że ma zostać aresztowany. Zaczął telefonować do Bogdana Rymanowskiego (TVN) i Cezarego Gmyza („Rzeczpospolita”) oraz kilku innych dziennikarzy.

Koledzy przekonywali go, żeby nie podejmował dramatycznych kroków, bo tylko żywy może dowodzić swojej niewinności. Zapisy tych rozmów znalazły się w aktach sądu cywilnego, w którym toczy się proces przeciwko Cezaremu Gmyzowi. Pojawiły się przypuszczenia, że Jacek Mąka, wiceszef ABW, znał nieoficjalnie treść podsłuchów i nadużył stanowiska, informując o niej swojego pełnomocnika. Wskazywał na to bardzo szczegółowy wniosek mec. Siłakiewicza, który napisał do prokuratury, że chce sprawdzić, „czy Gmyz czynnie uczestniczył w tworzeniu i redakcji listu otwartego Sumlińskiego”. Mecenas tłumaczył w mediach, że po prostu kierował nim „adwokacki nos”.

[nice_info]Czy podpułkownik Mąka nadużył swojej pozycji, wykorzystując w celach prywatnych wiedzę operacyjną? Czy można usprawiedliwiać wyciąganie nagrań w celu obrony dobrego imienia przed sądem? Prokurator spełnił życzenie pełnomocnika podpułkownika Mąki, choć w stenogramach z podsłuchów wcale nie ma tego, o co wnioskował. Powinien wniosek odrzucić. Tymczasem, widząc, że to, co daje pełnomocnikowi Jacka Mąki, do niczego mu się nie przyda – bez wahania wydał stenogramy przypadkowo nagranych prywatnych rozmów osób trzecich.[/nice_info]

źródło: Najwyższy Czas! nr 44/2009

REKLAMA