Świąteczne i noworoczne prezenty rządu

Prenumerata Najwyższego Czasu!

W ostatnim numerze NCZ! (nr 51-52) skrytykowaliśmy JACKA ROSTOWSKIEGO, który jeszcze przed Świętami puścił wodzę fantazji i w wywiadzie dla France 24 wychwalał pod niebiosa polską gospodarkę, która swoje prosperity podobno zawdzięcza rządom PO. Zdaniem ministra finansów, to właśnie „liberalna polityka, daleka od protekcjonizmu”, uchroniła nadwiślański kraj od recesji. Tym samym minister udowodnił, że szczerze wierzy w sprawczą siłę słowa. Widzom zorientowanym w polskiej polityce wewnętrznej trudno było uwierzyć, że hasło „polityki liberalnej i wolnorynkowej” szef newralgicznego resortu wpisał do politycznego CV Platformy Obywatelskiej.

Gdy p. Rostowski – alias „urzędnicze imperium” (jego resort jest najkosztowniejszym ministerstwem!) – zaklinał rzeczywistość na antenie francuskiej publicznej telewizji, inny filar „Polski wolnorynkowej” obiecywał łatwiejszy dostęp do zasiłków. Pani JOLANTA FEDAK – odpowiedzialna za Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej” – postawiła sobie za punkt honoru „zdecydowane podniesienie kryterium dochodowego uprawniającego do otrzymania świadczeń rodzinnych”. Taki zabieg miałby sprawić, że na zapomogach skorzystałoby więcej osób. Jak podał „Dziennik Gazeta Prawna” podstawowe kryterium dochodowe powinno wzrosnąć z 504 zł na osobę w rodzinie do 1100 zł lub „w ogóle zostać zlikwidowane”. Zdaniem pani Minister, na nowych regulacjach „skorzystałoby przede wszystkim 7,5 mln dzieci”. „Liberałom” z PO przypominamy, że wizja zabierania rodzinom pieniędzy w podatkach po to, aby po ich uszczupleniu przez aparat administracji wróciły one do (jak zakłada reforma) prawie wszystkich rodziców, z wolnym rynkiem wiele wspólnego nie ma…

Chociaż w połowie grudnia polityka zastygła w przedświątecznym bezruchu, urzędnicy z Wiejskiej zdążyli nas utwierdzić w przekonaniu, że byliśmy zbyt spolegliwi w ocenie słów ministra finansów…

W ramach wigilijnego prezentu rząd ogłosił, że planuje zabezpieczyć „każdą rodzinę przed kataklizmami” i dlatego „poważnie rozważa wprowadzenie dopłat do ubezpieczeń od klęsk żywiołowych”. Jak dowiedziała się „Gazeta Wyborcza”, nad stosownym projektem pracują specjaliści resortu spraw wewnętrznych i administracji. Kierujący ministerstwem JERZY MILLER nie był w stanie określić, czy na rządową pomoc będą mogli liczyć wszyscy obywatele.

Równocześnie JACEK SOŃTA z MSWiA stwierdził enigmatycznie, że resort analizuje „możliwość zapewnienia powszechności ubezpieczeń bez wprowadzenia ich obowiązku” (?). Tradycyjnie jedno jest pewne: za „ochronę” ze strony rządu tak czy inaczej zapłacimy wszyscy. Pocieszające jest to, że „z uwagi na wysoki stopień złożoności problematyki ubezpieczeń” pomysł wejdzie w życie nie wcześniej niż za pół roku…

Obok mikołajów z PO przed Świętami przypomniały o sobie dobre wróżki „polskiej liberalnej polityki gospodarczej”. Trochę zapomniany prof. Jerzy Epaminondas Osiatyński (m.in. minister finansów w rządzie Hanny Suchockiej) zasugerował, aby Władza zwiększyła składkę rentową, wprowadziła 40-procentowy PIT i wywindowała wiek emerytalny na pułap 70 wiosen.

Na łamach „Pulsu Biznesu” były członek Unii Wolności zaproponował również zawieszenie na okres dwóch lat ustawowych sankcji za dług publiczny większy niż 55% PKB, bo hasło „im mniej państwa w gospodarce, tym lepiej” to „czysta demagogia”… Mając na uwadze powyższe rady Profesora, wypada nam wystosować noworoczny apel w stylu byłego lidera lewicy: „Donaldzie Tusku, Janie Rostowski: Nie idźcie tą drogą!”.