Trzeba iść w bój przeciw islamowi?

PROFESOR BOGUSŁAW WOLNIEWICZ: „LEWAK TAK NIENAWIDZI CHRZEŚCIJAŃSTWA, ŻE SIĘ PRZECIW NIEMU Z DIABŁEM SPRZYMIERZY. DRAMATYZM NASZEJ SYTUACJI POLEGA NA TYM, ŻE WALCZYMY Z DWOMA PRZECIWNIKAMI JEDNOCZEŚNIE: Z ISLAMEM I Z LEWACTWEM”. Z profesorem BOGUSŁAWEM WOLNIEWICZEM rozmawiają Tomasz Sommer i Rafał Pazio.

Pańskie podejście w sprawie budowy meczetu z minaretem w Warszawie jest bardzo ostre.

A jakie ma być? Na ostry atak – ostra odpowiedź.

Z czego to wynika? Na razie w Polsce to jest problem marginalny.

Czy zatem należy czekać, aż przestanie być marginalny i będziemy u nas mieli trzy miliony muzułmanów? Rzymianie mówili: principiis obsta – odpór dawaj zawczasu. A nie wtedy, gdy już jest za późno – jak dziś we Francji.

Jakie rozwiązanie zaproponować? Szwajcarzy przyjęli prawo, które ma ograniczyć aktywność islamistów do sfery prywatnej i nie dopuścić do publicznej. Nie można tam budować nowych minaretów, które są widoczne z zewnątrz.

To na początek najlepsze. Co kto robi w domu, w to nie wnikamy. Ale nie chcemy w Polsce minaretów – ani w Warszawie, ani w Krakowie, ani w Poznaniu. Jesteśmy krajem od tysiąca lat chrześcijańskim.

Janusz Korwin-Mikke jest zdania, że lepsza jest cywilizacja wiary niż niewiary…

To niech jedzie do Jemenu. Tam będzie miał swoją lepszą cywilizację. Mógłby nawet zostać piratem.

Gorsza jest cywilizacja lewaków czy islamu?

Ależ oni idą ręka w rękę. Lewak tak nienawidzi chrześcijaństwa, że się przeciw niemu z diabłem sprzymierzy. Dramatyzm naszej sytuacji polega na tym, że walczymy z dwoma przeciwnikami jednocześnie: z islamem i z lewactwem.

Co Pan uważa za najbardziej niebezpieczne w cywilizacji islamu, która na Zachodzie zakorzeniła się już bardzo mocno, a do nas zaczyna powoli sięgać?

Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że jest to cywilizacja z gruntu nam obca. Parę lat temu w USA zapytano muzułmańską nauczycielkę ze stanu Michigan, czym jest islam. Odpowiedziała tak, jak ją nauczono w meczecie. Niech Pan posłucha i zapamięta te słowa na całe życie: „Islam nie jest tylko religią; to cały sposób życia. Prowadzi muzułmanina od narodzin do grobu. Ani Koranu, ani słów Proroka, ani ich zastosowań zmienić nie można. Islam jest przewodnikiem ludzkości po wsze czasy, aż do dnia sądu. Islam zabrania przejścia na inną wiarę. Karą za to jest śmierć. Co do tego nie ma wątpliwości. Islam przyjmują też ludzie innej wiary. Winni wiedzieć, że islam można przyjąć, ale nie można go porzucić. Tego muzułmanie nie wymyślili, takie jest najwyższe prawo Boże. Nie żądajcie, byśmy jednych zasad się trzymali, a drugich nie. Muzułmanin przyjmuje islam jako całość.”

Ale być może Europa staje przed taką perspektywą?

Nie mówię o Europie, mówię o Polsce. Parę miesięcy temu czytałem, że jacyś europosłowie francuscy już mówili, że kraje Europy Wschodniej winny się teraz z nimi „podzielić solidarnie imigrantami”. Sami ich sobie na kark ściągnęli, a teraz chcą podrzucić ich nam. Myślą, że frajerów znaleźli.

Czy uda się w Polsce uświadomić taki fakt, że wbrew propagandzie głoszącej, iż Koran to taka sama księga wiary jak Biblia, prawie na każdej stronie pojawia się w nim agresywny zwrot dotyczący sposobu zachowania się wobec niewiernych.

Koran nie może równać się z Biblią, już nawet tylko jako dzieło literatury. Zaglądałem do niego – nie ma w nim tej potęgi słowa, jaka bije z niej. Myli się u nas tolerancję religijną z uznawaniem innych religii za równie dobre jak nasza. Od czasów chyba już króla Władysława Jagiełły tolerowaliśmy wśród nas muzułmanów i gotowiśmy czynić tak dalej. Ale to nie znaczy, że uważamy ich religię za równą naszej. Ze wszystkich wiar nasza jest najprawdziwsza. To jest fakt podstawowy. Czy Europa zdoła się przeciwstawić inwazji islamu? To będzie zależało od tego, czy zdoła się zmobilizować jedyna siła duchowa do tego zdolna – święty Kościół powszechny. Jeżeli przeciwko budowie w Warszawie meczetu musi występować jakiś Wolniewicz, a nie arcybiskup stolicy, niedobrze to wróży.

Istnieje problem imigracji islamistów do Europy Zachodniej z Afryki, a szczególnie z jej części północnej. Jak można się temu przeciwstawić?

W Europie Zachodniej jest już za późno. Holendrzy to zrozumieli i masowo emigrują do Kanady i Nowej Zelandii. W Polsce jest jeszcze czas, ale też się kończy.

Ale jak to zrobić? Do Szwajcarii każdy może wjechać, ale nikt nie może zostać obywatelem, o ile nie zostanie zaakceptowany w referendum na poziomie gminnym.

Ten szwajcarski sposób zdaje mi się niezły.

Ale my nie mamy możliwości tak skonstruować prawa. Jesteśmy w Unii.

A co to szkodzi? Idzie inwazja islamu na Europę. Jeżeli ci urzędnicy w Brukseli są za głupi, by to zrozumieć, albo jeżeli co gorsza temu sprzyjają, to musimy pójść własną drogą i postawić swoje bariery.

Obecnie między Szwajcarią a Libią toczy się spór. Jeden z synów Kadafi ego został aresztowany na moment w Szwajcarii. W odwecie Kadafi rozkazał aresztowanie kilku Szwajcarów. A teraz ogłosił świętą wojnę przeciwko Szwajcarii. Czy to nie z tego powodu Europa zachowuje się spolegliwie, aby nie doszło do tego typu sytuacji?

Cała europejska „tolerancyjność” i „multikulturalizm” bierze się ze zwykłego strachu. Czy oni myślą, że Arabowie tego smrodu z ich portek nie czują?

Ale jeżeli postawi się ostrą granicę, mur taki jak między Izraelem a Palestyną, to nastąpi skrajna polaryzacja.

Polaryzacja już nastąpiła. Walka toczy się teraz o to, że oni chcą tę bipolaryzację zmienić w unipolaryzację – zielona flaga Proroka ma powiewać wszędzie. I wtedy nie będzie żadnej polaryzacji, to zrozumiała dobrze ta nauczycielka z Michigan.

Jeżeli zbudujemy mur, pojawi się tendencja, żeby go przekroczyć.

Mur nie jest rozwiązaniem, tak jak nie była nim linia Maginota. Trzeba iść w bój.

Idąc tym tokiem myślenia, trzeba będzie wyjść naprzeciw niebezpieczeństwu i atakować.

Ależ oczywiście! George W. Bush chciał to zrobić, ale jego właśni rodacy go podcięli – jedni z głupoty, drudzy z tchórzostwa. Jak się ktoś boi walki, to musi zostać niewolnikiem tych, co się nie boją. Takie jest niezmienne prawo tego świata.

To jest wołanie o początek rekonkwisty?

Jakiej „rekonkwisty”? Stawiając opór inwazji islamu, jeden nasz król poległ pod Warną, drugi powstrzymał ją pod Wiedniem. Oni się pchają nad Wisłę, a my ich nie wpuszczamy – to Pan nazywa „rekonkwistą”?

A co Pan sądzi o takich krajach islamskich jak Turcja, które przynajmniej w sensie administracyjnym są świeckie?

Nie wiadomo, jak długo w Turcji utrzyma się przy władzy armia, rzekomo umiarkowanie islamska. Ale tak czy owak, przyjmowanie ich do Unii Europejskiej jest ideą pomyloną. Jedynym spoiwem duchowym, które Unię trzyma razem, jest jej dziedzictwo chrześcijańskie. Turcy go nie mają, więc nie tutaj ich miejsce. „Kochajmy się, ale tak z daleka” – jak to wyjaśnił Telimenie pan Tadeusz. Zastanawiam się na przykład, czy te multikulturalne oszalałe feministki – jedna oświadczyła niedawno, że marzy się jej Warszawa pełna minaretów, synagog i aśramów – nie widzą, że grozi im nie ksiądz, tylko mufti?

W jaki sposób państwo ma powstrzymać budowę meczetu? Władze Warszawy po prostu określiły warunki zabudowy i wydały pozwolenie na budowę na podstawie przedstawionych dokumentów. Co Pan by poradził władzom Warszawy?

Gdy idzie najazd, nie czas zastanawiać się nad kruczkami prawnymi. To nie jest sprawa rangi samorządowej, ta Gronkiewicz nie ma tu nic do gadania. Zgodę na budowę w Warszawie wielkiego wahabickiego meczetu musiał wyrazić premier, to się nie mogło odbyć bez jego wiedzy i przyzwolenia. Winien tego kroku ku islamizacji Polski jest Donald Tusk. Tam były już wcześniej jakieś potajemne konszachty z Arabami – ta sprawa stoczni w Szczecinie na przykład. Czy zgoda na ten meczet nie była tu częścią jakiejś umowy wiązanej? Ciemne to wszystko – i groźne.

Jak głęboki jest w Polakach sprzeciw wobec budowy meczetów?

25 lutego, w trakcie programu TVP Info na ten temat, w nadesłanych do rozgłośni SMS-ach 92% widzów wypowiedziało się przeciwko meczetowi. Polacy mają więcej rozumu niż premier, którego sobie wybrali; albo więcej poczucia narodowego.

Czemu Polacy nie wyrażają tego w wyborach?

Bo Polska jest już na wpół kolonią. Większość głosuje tak, jak jej mówią media, a media mówią to, co im każą ich zagraniczni dysponenci, ci nowi kolonizatorzy. Gdy opinia publiczna dojdzie do głosu żywiołowo, jak w tych SMS-ach, okazuje się całkiem rozsądna. Dlatego tak rzadko się ją do głosu dopuszcza.

Czy są jakieś siły w Brukseli, które mogłyby zrozumieć zagrożenie, przed którym Pan przestrzega?

W Brukseli nie ma. Byłem i jestem zwolennikiem naszej obecności w Unii, ale teraz Unię opanowały lewackie kliki – z tym eks-maoistą Barroso na czele – i demokracja idzie w niej za burtę. Doprowadzi to do tego – jak przypuszczam – że najdalej w ciągu kilkunastu lat Unia się rozleci.

Tymczasem pozostajemy jednak w unieruchamiającym nas uścisku…

U zapaśników nazywa się to podwójny nelson.

Czy Europa w konfrontacji z islamem skazana jest na porażkę?

Bez oparcia w chrześcijaństwie nie ma szans.

Na co liczą lewacy? Na jakieś specjalne względy islamistów?

Niewykluczone. To byłoby z ich punktu widzenia nawet racjonalne. Lewactwo widzi, że Europa w konfrontacji z islamem przegrywa, więc chce się swym nowym panom awansem przypodobać. Czy się nie przeliczy, to inna sprawa, ale mogą tak kombinować, bo dzisiejsi lewacy to tchórze.

Podobną sytuację opisał Zygmunt Krasiński w „Nie-Boskiej Komedii”. Część arystokracji z Okopów Świętej Trójcy układała się z rewolucjonistami, licząc na ulgowe warunki, ale skończyli na szubienicy.

Lewaków pewnie też to czeka, a ich feministki będą rodziły po piętnaścioro dzieci. Dziś tego nie rozumieją, bo pośród wielu ujemnych cech lewactwa najbardziej wydatną jest głupota.

Co Pan profesor proponuje?

Cóż ja mogę proponować? Trzeba wspierać Kościół. Problem jednak w tym, że tendencje lewoskrętne są obecne także w samym Kościele. Czy Kościół zdoła je w sobie odwrócić? Nie wiem. Znak do działania dawali obaj ostatni papieże, ale skłonność wśród duchowieństwa, by ujmować Kościół jako stowarzyszenie miłośników świętego spokoju, jest bardzo silna. A to nie jest ujęcie dobre na konfrontację z wojującym islamem.

Dziękujemy za rozmowę.