REKLAMA

Spotykam opinie o jakoby okropnej dyskryminacji studentów żydowskich w przedwojennej Polsce, jaką stanowiło wprowadzenie numerus clausus na wyższych uczelniach. Może warto przypomnieć, co to było i po co. Otóż społeczność żydowska stanowiła w przedwojennej Polsce ok. 10% ludności – wyznanie mojżeszowe deklarowało 9,8% mieszkańców kraju. Na większości wyższych uczelni, bo na 14 spośród 22, liczba studentów żydowskich kilkakrotnie przekraczała ten procent, w jakimś sensie blokując polskiej młodzieży dostęp do studiów. Przynajmniej tak to młodzież odczuwała. Stąd u progu roku akademickiego zdarzały się bijatyki i blokowanie studentom żydowskim wejść do obiektów uczelni. Zajścia prowokowane bywały podobno czasem nawet przez samych Żydów – jak o tym pisała „Dekada Akademicka” nr 6 z 1 grudnia 1932 roku. Szczególnie preferowanymi przez Żydów, wręcz obleganymi przez nich kierunkami były prawo i medycyna. W latach 1931-1932 z rąk żydowskich bojówek studenckich zginęło dwóch studentów-narodowców – Wacławski w Wilnie i Grotkowski we Lwowie – co bardzo zaogniło sytuację. Warto w tym miejscu przypomnieć dla pełniejszego obrazu sytuacji, że u progu lat 30. w wolnych zawodach było ponad 50% Żydów, a w województwach południowo-wschodnich odsetek ten był jeszcze wyższy.

W lutym 1933 roku Ogólnopolski Związek Bratnich Pomocy Akademickich podjął uchwałę postulującą wprowadzenie ograniczenia przyjęć młodzieży żydowskiej na wyższe uczelnie w stopniu proporcjonalnym do liczebności osób wyznania mojżeszowego w Polsce. To właśnie jest postulat wprowadzenia osławionego numerus clausus dla młodzieży żydowskiej. Dopiero na tle opisanej sytuacji Czytelnik może sobie sam odpowiedzieć na tytułowe pytanie.

REKLAMA
REKLAMA