Przyjazne państwo swojaków

REKLAMA

Pamiętacie Państwo Komisję Nadzwyczajną „Przyjazne Państwo”? Kierowana przez Janusza Palikota grupa posłów miała upraszczać prawo tak, aby obywatelom Rzeczypospolitej „żyło się lepiej”. Dzięki działalności byłego lidera PO zwłaszcza przedsiębiorcza część wyborców Donalda Tuska miała zyskać przekonanie, że nowy rząd to nie tylko gwarancja beztroskiej sielanki w „Nowej Irlandii”, bez PiS-owców zakłócających niedzielne grillowanie. „Przyjazne Państwo” było symbolem wolnościowych zapędów Platformy Obywatelskiej, którą w 2007 roku naiwnie poparł statystyczny, ciężko pracujący przedsiębiorca. Dosyć szybko okazało się, że Komisja to tylko pijarowska atrapa, a premier odchudzaniem prawa i poprawą jego jakości nie zamierza sobie zawracać głowy, bo przecież kolejnych wyborów i tak „nie ma z kim przegrać”, zwłaszcza że Polska to „Zielona Wyspa” na wzburzonym morzu kryzysu.

Prawdziwe symbole działalności komisji Palikota są dwa.

REKLAMA

Pierwszym jest propozycja legalizacji pędzenia bimbru i jego sprzedaży w obrębie własnego gospodarstwa bez konieczności spełniania surowych wymogów sanitarnych (oczywiście warunkiem miało być opłacenie akcyzy). Nota bene podobny pomysł, prawie równolegle z Palikotem, miała część litewskich posłów, którzy pod koniec 2010 roku postulowali legalizację rocznej produkcji do 1000 litrów alkoholu o mocy nie większej niż 65% w ramach danego przedsiębiorstwa agroturystycznego. Ideę warto docenić! Cierpiącą na polityczne rozdwojenie jaźni (vide: walka z dopalaczami oraz… alkoholizmem!), podwyższającą podatki PO trudno popierać na trzeźwo…

Drugim symbolicznym pomysłem Komisji jest przyjęta przez Sejm w zeszłym tygodniu „nowelizacja ustawy o uposażeniu byłego Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej”. Podwyżkę pensji wypłacanej dożywotnio byłym prezydentom „wybranym od 1989 r. w wyborach
powszechnych lub przez Zgromadzenie Narodowe” postulował sam Janusz Palikot w styczniu 2010 roku. Jednak dopiero teraz Sejm zaakceptował pomysł zwiększenia wynagrodzenia z 50% do 75% zasadniczej pensji urzędującej głowy państwa (trochę ponad 6 tys. zł. netto).

Prawdą jest, że skutki nowelizacji obciążą budżet symbolicznie (225 tys. zł w skali roku). Prawdą jest, że wynagrodzenie byłych prezydentów, do tej pory nie przekraczające kwoty 4 tys. zł netto, „całkowicie rozmija się z wynagrodzeniem otrzymywanym przez eks-głowy państw UE i USA” (w Niemczech kwota ta wynosi równowartość ponad 20 tys. zł, a w USA ponad 40 tys. zł netto). Niestety prawdą jest również, że powyższa regulacja ze statutowym „ograniczeniem biurokracji” i wspieraniem wolnego rynku ma tyle wspólnego, ile Donald Tusk z mężem stanu.

Niestety, „Przyjazne Państwo” to symbol całej Platformy, która jest przyjazna, ale tylko swoim. Swojaków ostatnio wziął w obronę prof. Tomasz Nałęcz (etatowy doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego). „Normalnymi premiami urzędniczymi” nazwał gratyfikacje po 50 tys. zł dla marszałka i wicemarszałków Sejmu na zakończenie
2010 roku (sprawa ujrzała światło dzienne dopiero teraz).

Takie nagrody wicemarszałkom przyznał… marszałek. Wicemarszałkowie nie pozostali dłużni i odwdzięczyli się marszałkowi.

Jak we „Wprost” wyjaśnił Stefan Niesiołowski, „chodzi właśnie o to, żeby sobie sam nikt nie przyznawał nagród”. Dodał również, iż „nie podziela poglądu, że mają się skończyć nagrody, premie, podwyżki, kiedy tylko ktoś ogłosi, że państwo jest w trudnej sytuacji”.

Przecież wiadomo, że w trudnej sytuacji nie jest, bo swojakom żyje się lepiej…

REKLAMA