Poglądy mordercy z Norwegii. Brevik to nie oszołom „skrajnej prawicy”

„Gazeta Wyborcza”, TVN i inne lewicowe media ciężko pracują nad tym, aby cały świat zapamiętał, że norweski morderca kilkudziesięciu osób – w większości z młodzieżówki socjalistycznej – Anders B. Breivik to przedstawiciel „skrajnej prawicy” i „chrześcijański fundamentalista”. Z drugiej strony na jaw wychodzą coraz to nowe fakty z życia norweskiego terrorysty, które przeczą temu wizerunkowi. Warto więc przyjrzeć się poglądom i motywacjom Breivika.

Zacznijmy właśnie od jego poglądów. Jest tutaj przynajmniej kilka elementów radykalnie sprzecznych ze stereotypem budowanym przez lewicowe media:

1. Od roku 2006 lub 2008 Norweg był członkiem loży masońskiej Św. Olafa pod Trzema Kolumnami. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że loża ta ma swoją siedzibę naprzeciw gmachu norweskiego parlamentu. Fakt tej przynależności jest dobrze udokumentowany. Na stronie facebookowej samego Breivika znajdujemy jego – słynne już – zdjęcie w stroju wolnomularskim, które zamieszczam i w tym tekście (co ciekawe, TVN, pokazując tę fotografię, konsekwentnie ucina dół zdjęcia z charakterystycznym masońskim fartuszkiem). Fakt przynależności Breivika do loży został potwierdzony przez samych masonów, którzy wydali oświadczenie, w którym czytamy: „Media już podały, że oskarżony był członkiem Norweskiego Porządku Wolnomularstwa. Został już wykluczony. Wykluczenie ma charakter natychmiastowy” (It has appeared in the media that the accused has been a member of the Norwegian Order of Freemasons. He has now been excluded – the exclusion immediately effective)

2. Lektura manifestu Breivika wykazuje, że jego niechrześcijański charakter nie ogranicza się do przynależności do wolnomularstwa. Norweg uważa się nie za chrześcijanina, lecz za „chrześcijanina kulturowego”, czyli agnostyka, który czuje swoją kulturową przynależność do Europy ukształtowanej przez chrześcijaństwo. Breivik pisze: „nasza definicja bycia chrześcijaninem nie zakłada koniecznie, iż wymagane są osobiste relacje z Bogiem czy Jezusem”. Jego bardzo luźny stosunek do chrześcijaństwa potwierdzają także znajomości z prostytutkami, a być może także – jak donoszą niektóre media – powiązania z ruchem sodomickim. Jest on zwolennikiem zachowania „zdobyczy” rewolucji seksualnej. Manifest Breivika zawiera także inne elementy niechrześcijańskie. Wymieńmy tu jego akceptację zabijania dzieci poczętych. Trudno kogoś o takich poglądach uważać za „chrześcijańskiego
fundamentalistę”!

3. W manifeście Breivika znajdujemy sporą dozę sympatii dla ruchu sodomickiego, a także dla Żydów i Izraela. Norweski terrorysta nie ukrywa swojej sympatii dla polityki syjonistycznej, charakteryzującej się wrogością i agresywnością wobec islamu, a Arabów w szczególności.

4. Nie ma u Breivika śladów tradycyjnego nacjonalizmu. Nie jest on absolutnie norweskim nacjonalistą. Przeciwnie – to Europejczyk, zwolennik Unii Europejskiej, poszerzania i pogłębiania na wszelkie sposoby integracji europejskiej.

5. Zdaniem Breivika, azjatycko-afrykańscy imigranci zamieszkujący tak Europę, jak i jego rodzinną Norwegię stanowią – używając języka rodem z PRL – „element reakcyjny”. Innymi słowy: są to ludzie dogłębnie i fanatycznie religijni, którzy nie szanują demokracji, tolerancji, praw człowieka, zasad demokracji, wielokulturowości. Dla Breivika muzułmanie to niebezpieczni ekstremiści, którzy chcą zniszczyć demokratyczną i laicką Europ i próbują (czy też próbować będą w przyszłości) narzucić jej islam i prawo koraniczne. Sam Norweg uważa się nie tylko za „chrześcijanina kulturowego”, lecz także za człowieka Oświecenia – racjonalistę i zwolennika zsekularyzowanej wizji świata.

Kim więc jest Anders B. Breivik?

Z pewnością nie mamy tu do czynienia ani z nacjonalistą, ani z szowinistą, ani z rasistą. Tym bardziej trudno uznać tego terrorystę za religijnego fanatyka, tradycjonalistę chrześcijańskiego czy kogokolwiek w tym stylu. Breivik jest człowiekiem ze świata liberalnej demokracji. To pełnoprawny i radykalny dziedzic tradycji racjonalistycznej Oświecenia, tradycji laickiej i areligijnej. Jego światopogląd jest charakterystyczny dla klasycznego „Europejczyka”, codziennie opisywanego jako wzorzec modelowy w lewicowych mediach papierowych i elektronicznych. To taki norweski czytelnik miejscowych odpowiedników „Gazety Wyborczej”.

Ktoś powie: przecież wolnomularze i czytelnicy „Gazety Wyborczej” nie rzucają bomb i nie strzelają do dziatwy socjaldemokratycznej. Tak, to prawda. Nie chcę wcale powiedzieć, że „Gazeta Wyborcza” czy jej norweskie odpowiedniki nawołują do strzelania do ludzi. Ale to człowiek z tego świata ideowego, tyle że zradykalizowany i wściekły, nie mogący patrzeć na szerzenie się „religijnego fanatyzmu” i chcący zetrzeć w proch zwolenników „społeczeństwa otwartego”.

Samuel L. Lipset napisał kiedyś o NSDAP, że jest to partia „skrajnego centrum”, czyli politycznie zradykalizowany elektorat, który normalnie głosuje na partie centrowe, ale w wyniku kryzysu stał się agresywny i zażądał siłowo wprowadzenia swoich centrowych postulatów. To jest właśnie przypadek Breivika: czytelnik miejscowych odpowiedników „Gazety Wyborczej”, który – podniecony przez lewactwo – z bronią w ręku chciał powiedzieć STOP religijnemu fanatyzmowi!