Koniec mediów papierowych może zostać przyspieszony, nie za sprawą rosnącej popularności gadżetów elektronicznych (to byłoby zupełnie naturalne!), lecz wskutek prostego mechanizmu cen.

Bieżące tysiąclecie rozpoczęło się dla inwestorów tzw. bańką internetową i wieszczeniem końca komunikacji za pomocą papierowych nośników informacji. Internet i telewizja satelitarna miały zrewolucjonizować rynek mediów, doprowadzając do tego, że konsumenci będą przeglądać i oglądać, zamiast czytać. Prognozy okazały się zbyt optymistyczne dla producentów urządzeń elektronicznych. Czytelnictwo prasy drukowanej i książek, chociaż spada, trzyma się nadal mocno. Trudno zmienić tradycyjne przyzwyczajenia modą czy udoskonaloną funkcjonalnością. Tym, co jednak może znacznie szybciej przyczynić się do upadku wielu tytułów prasowych i koncernów wydawniczych, może być zwykła ekonomia. Coraz droższy staje się papier, rosną więc ceny prasy i książek, które z artykułów pierwszej potrzeby, stają się dobrami luksusowymi.

Ceny ścieru drzewnego na rynkach międzynarodowych, używanego do produkcji papieru wzrosły od 2009 r. o blisko 300 procent. Rosną także ceny celulozy. Ceny papierów makulaturowych od lipca 2009 r. wzrosły o 80 proc., zaś makulatura kartonowa podrożała od grudnia 2008 r. niemal ośmiokrotnie.

Michalkiewicz. The Movie

Wzrost kosztów

Wzrost kosztów stałych zmusza producentów papieru do ograniczenia mocy produkcyjnych. Wiele firm zamyka swoje zakłady. Jednakże to, co w rzeczywistości dotyka najbardziej rynek papieru, to wzrost protekcjonizmu. W końcu maja cła na papier powlekany importowany z Chin nałożyła Unia Europejska, a wcześniej uczyniły tak Stany Zjednoczone. Import papieru powlekanego do UE co prawda wzrósł w latach 2002-2010 dwustukrotnie, ale zaspokajał jedynie cztery proc. popytu.

Nowe cła najmocniej uderzą w rodzimą branżę poligraficzną. Na rynku funkcjonuje blisko 8,5 tys. firm związanych z branżą, a cały sektor wraz z przedsiębiorstwami kooperującymi zatrudnia ok. 100 tys. pracowników. Polskie przedsiębiorstwa specjalizują się przede wszystkim w druku offsetowym. Z ich usług korzysta wielu zachodnich klientów, drukując w naszym kraju zagraniczne czasopisma. Branżę nie tylko dotknął kryzys finansowy, lecz musi zmierzyć się z kolejnymi utrudnieniami zafundowanymi jej przez biurokratów z UE.

Według ekspertów z firmy doradczej KPMG branża mogłaby rozwijać się nadal bardzo dynamicznie, gdyż ma bardzo duży zasób mocy produkcyjnych. Przedsiębiorcy deklarują, że mogliby zwiększyć produkcję nawet o połowę. Podobnie połowa firm sprzedaje swoje produkty na rynkach zagranicznych. Wśród barier rozwojowych najczęściej wymienia się koszty materiałów i koszty pracy. Według raportu „Rynek poligraficzny w Polsce” na takie bariery wskazało odpowiednio: 38 proc. i 34 proc. ankietowanych przedsiębiorców.

Luksusowa książka

Na rynku w Polsce dominują małe i mikroprzedsiębiorstwa. Mniej niż 50 osób zatrudnia aż 80 proc. firm. Według badań jesteśmy siódmym rynkiem poligraficznym w Europie. Liderami Starego Kontynentu są Włosi, Hiszpanie i Brytyjczycy, którym coraz trudniej konkurować z Nową Europą ze względu na wydajność i koszty pracy. Pod względem przychodów – 2,1 mld euro rocznie – nasz kraj plasuje się na dziewiątym miejscu w UE. KPMG wycenia rodzimą branże na 10,3 mld zł, prognozując wzrost do 11,8 mld zł w roku 2013. Rynek rośnie w tempie przekraczającym 10 proc. rocznie i gdyby nie wzrost cen surowca mógłby rozwijać się jeszcze szybciej. Nic więc dziwnego, że zdania na temat przyszłości polskiej poligrafii są podzielone. 28 proc. przedsiębiorców uważa, że sytuacja na rynku jest dobra, a 21 proc., że zła, przy ponad połowie zdezorientowanych.

Wzrost kosztów importu papieru powlekanego może przyczynić się do dalszego pogorszenia sytuacji w branży, a dla zleceniodawców z zagranicy oferta polskich firm może okazać się mniej konkurencyjna niż dotychczas.

Wszystko wskazuje też na to, że na rynku będziemy mieli do czynienia z dalszym wzrostem cen gazet i książek. Już teraz wiele redakcji funkcjonuje na granicy rentowności, a spadek sprzedaży prasy drukowanej widać z miesiąca na miesiąc. Podobnie na rynku książek. Za mizerną sprzedaż w naszym kraju nie odpowiada wzrost popularności internetu, ale wzrost cen. Podobnie w przyszłości gazety i książki nie przestaną się sprzedawać z powodu rosnącej popularności tabletów (co głośno deklarował ostatnio nowy właściciel dziennika „Rzeczpospolita”), ale z tego powodu, że czytelników po prostu nie będzie stać na kupowanie swoich ulubionych tytułów.