11.11.11 czyli powrót do niepodległości

REKLAMA

Polacy pokazali, że są za niepodległością. Pomimo nagonki medialnej, morza nienawiści płynącego z przeróżnych gazet wyborczych, wbrew propagandzie oficjalnej – wreszcie zebrali się w dużej grupie i pokazali, co dla nich jest naprawdę ważne.

Teraz trzeba robić wszystko, by ta mobilizacja nie została zmarnowana. Nie będzie to łatwe, bo dominująca dotąd w dyskursie publicznym opcja lewacko-rozbiorowa poczuła, że tym razem to nie są przelewki i jeszcze przed Marszem Niepodległości przystąpiła do brutalnego kontrataku, którego efektem były zamieszki, do jakich doszło 11 listopada.

REKLAMA

Marsz Niepodległości wskazał przy okazji, że prawdziwa opozycja jest w Polsce poza parlamentem, że narasta deficyt demokracji, który może się skończyć siłowym przewrotem, jeśli zasady demokracji – polegające przecież głównie na tym, że wszystkie siły polityczne mają reprezentację w gremiach decyzyjnych – nie będą respektowane.

Powiedzmy sobie bowiem wreszcie wprost: demokracja w Polsce zanika. A rządzący establishment, mimo pozornego poparcia otrzymywanego w wyborach, w gruncie rzeczy nie posiada już upoważniającej go do sprawowania władzy legitymizacji. No, może poza pochodzącymi z podatków łapówkami dla swojej klienteli.

Podczas gdy w Polsce lewactwo próbowało zablokować i wyszydzić Marsz Niepodległości, niemiecki sąd konstytucyjny zdecydował, że 5-procentowy próg w wyborach do Parlamentu Europejskiego jest sprzeczny z tamtejszą konstytucją, bo przecież z zasady konstytucyjnej wynika proporcjonalność głosowania, a jej ograniczenie na terenie krajowym wprowadzono tylko z przyczyn pragmatycznych – teoretycznie ugrupowania mają dzięki niemu liczniejsze reprezentacje, co ułatwia tworzyć rząd. Tymczasem PE rządu nie tworzy, więc dodatkowe ograniczenia są sprzeczne z prawem. Oznacza to, że w kolejnym europarlamencie zasiądą ugrupowania o poparciu na poziomie minimum 1 proc. – gdyż Niemcy mają ok. 100 miejsc w PE.

Gdyby tę samą zasadę wprowadzić w Polsce, to realny próg wyniósłby 2 procent. Może warto by obecną mobilizację antyestablishmentową skierować w kierunku takich reform? By za 2,5 roku powoli ropocząć proces wysyłania obecnej elity politycznej tam, gdzie jej miejsce – czyli na śmietnik historii…

REKLAMA