W mediach głównego nurtu zawrzało. Prezes Prawa i Sprawiedliwości ogłosił chęć przywrócenia karty śmierci za szczególnie drastyczne zabójstwa. Jarosław Kaczyński potwierdził, że stosowny projekt zmian w Kodeksie karnym jest już przygotowywany i wkrótce trafi do Sejmu. Lider opozycji podkreślił, że celem jego ugrupowania jest nie tylko przywrócenie kary głównej, ale „w ogóle zaostrzenie kar za zabójstwa”. – Dość tego. Państwo jest po to, żeby chronić uczciwych obywateli, po to, żeby zdecydowanie, jeśli potrzeba, bardzo twardymi metodami zwalczać przestępczość, żeby przeciętny Polak mógł się czuć bezpiecznie – powiedział Kaczyński podczas konferencji prasowej.

Oczywiście środowisko konserwatywno – liberalne popiera przywrócenie najwyższego wymiaru kary. Co więcej: zawsze popierało, niezależnie od kierunku i siły z którą wiał wiatr postępu!

Musi jednak zastanawiać moment, w którym Jarosław Kaczyński zdecydował się zaprotestować przeciwko „wyrozumiałemu stosunkowi do przestępców”. Czy gotowość do walki o przywrócenie polskiej legislacji „fundamentu sprawiedliwości” nie jest tylko rozpaczliwą próbą odwrócenia uwagi od problemów, z którymi PiS użera się po kolejnych przegranych wyborach? Jak zauważył Arkadiusz Mularczyk, szef Klubu Parlamentarnego Solidarnej Polski „mówienie wyborcom, że chcemy wprowadzenia kary śmierci w sytuacji gdy wcześniej nakłaniało się do podpisania Traktatu Lizbońskiego jest sprzeczne i nieuczciwie”. Zdaniem Mularczyka rzeczony Traktat wraz z Protokołem 6 do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka wyklucza możliwość prostego przywrócenia najwyższego wymiaru kary. W tym kontekście trudno nie uznać za uzasadnione sugestii polityków PO i Ruchu Palikota jakoby szafowanie karą śmierci było podbijaniem stawki, licytowaniem się z Solidarną Polską o twardy elektorat…

Michalkiewicz. The Movie

Zastanawiać musi zwłaszcza opinia Adama Hofmana, rzecznika partii, który ideowe przywiązanie do kary ostatecznej nazwał „pomysłem – fundamentem PiS”. Kontrowersyjne zdanie padło w programie „Tomasz Lis na żywo”. Na antenie TVP2 Hofman podkreślił również, że „pomysł zaostrzenia kar za najbardziej brutalne przestępstwa, w tym i przywrócenia w Polsce kary śmierci to jest pomysł, przy którym powstawało PiS” a „niemówienie o karze śmierci w czasie kampanii parlamentarnej było błędem”. W programie „Fakty po Faktach” (TVN 24) Hofman posunął się jeszcze dalej twierdząc, że „to właśnie Lech i Jarosław Kaczyńscy wprowadzili do polskiego życia publicznego postulat przywrócenia tej kary„. Tymczasem faktem jest, że to środowisko związane z ówczesną Unią Polityki Realnej od samego początku swojego istnienia (1989 r.) konsekwentnie postulowało utrzymanie a następnie (po 1997 roku) przywrócenie kary śmierci. Najbardziej wymownym tego przykładem jest artykuł z „Najwyższego Czasu!” datowany na marzec 1999, w którym Bartłomiej Kachniarz referował „demonstrację na rzecz przywrócenia kary śmierci”. Przemarsz wolnościowców spod siedziby UPR na ul. Nowy Świat pod gmach Sejmu na ul. Wiejskiej był zwieńczeniem trwającej od listopada 1998 roku akcji zbierania podpisów pod obywatelskim projektem nowelizacji Kodeksu Karnego wprowadzającym karę śmierci za zabójstwo z premedytacją.

Nasz dziennikarz tak opisał walkę o przywrócenie kary śmierci:

„Celem demonstracji było zwrócenie uwagi na coraz gorszy stan bezpieczeństwa na polskich ulicach. Policja nie ma odpowiednich narzędzi dla ochrony obywateli, a sądy – niemiłosiernie naciągając prawo – wypuszczają schwytanych przestępców pod byle pretekstem. Od kilku lat nie istnieje możliwość wykonania kary śmierci. Ludzie czują się coraz mniej pewnie. Kroplą, która przepełniła czarę były dwa, następujące krótko po sobie, zabójstwa łódzkich taksówkarzy, w listopadzie 1998 r. W kilka dni po nich rozpędu nabrała akcja zbierania podpisów pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą zmierzającą do przywrócenia w katalogu kar zasadniczych przewidzianych w kodeksie karnym – kary śmierci. Projekt nowelizacji był autorstwa Stanisława Michalkiewicza, więc nic dziwnego, że poparła go UPR i tygodnik „Najwyższy CZAS!”. Oprócz tego w zbieranie podpisów zaangażowali się taksówkarze, którzy poczuli się zagrożeni kolejnymi mordami na kolegach po fachu, oraz tygodnik „Angora”, drukując formularze w kilku kolejnych numerach pisma. Celem akcji było zebranie ponad 100 tys. podpisów pod projektem ustawodawczym. Udało się to znakomicie – ostatecznie projekt poparło ponad 130 tys. osób. Zbieracze, którzy ustawili się ze stolikiem w przejściu pod warszawskim Rondem Dmowskiego zbierali dziennie 500-600 podpisów, z czego bardzo wiele pochodziło od ludzi młodych, mających poniżej 25 lat. We czwartek, 14 marca, o godzinie 12.00 rozpoczął się przemarsz. Manifestacja, z transparentami i sztandarami UPR ruszyła spod kamienicy przy Nowym Świecie 41. W manifestacji wzięła udział delegacja tygodnika „Angora” efektownie przebrana za wisielców – zakapiorów. Obok, zajmując cały pas ulicy jechał korowód warszawskich taksówkarzy. Nie niepokojona, demonstracja przedostała się pod Sejm, gdzie zatrzymała ją policja i stalowe barierki. Prezes PR, Janusz Korwin-Mikke rozpoczął wiec. – Zniesienie kary śmierci, a wprowadzenie na jej miejsce dożywotniego więzienia stwarza kategorię ludzi bezkarnych. Jeżeli nie ma surowszej kary od dożywocia, to więźniowi nie można już nic zrobić – mówił. – Skoro parlamentarzyści nie chcą słuchać rozsądku, niech chociaż słuchają demokracji! W Polsce 80% ludzi opowiada się za karą śmierci. Kara śmierci jest elementem naszej cywilizacji! (…) Zebrane w kilka pudeł podpisy zostały wniesione do budynku Sejmu. W delegacji demonstrantów znaleźli się Janusz Korwin-Mikke, Stanisław Michalkiewicz, Krzysztof Różycki z „Angory” i przedstawiciele taksówkarzy. 130.000 podpisów złożono na ręce wicemarszałka Sejmu Stanisława Zająca (AW”S”)” (źródło: „Najwyższy CZAS!” nr. 11 / 460)

Dalsza część historii powinna być znana naszym starszym Czytelnikom:

„Pomimo zapisu w art. 118 Konstytucji, fakt zebrania tak wielkiego poparcia społecznego będzie miał znaczenie jedynie moralne. Chociaż od wejścia ustawy zasadniczej w życie minęło już prawie dwa lata, wciąż nie ma przepisów wykonawczych, które umożliwiłyby skorzystanie z inicjatywy obywatelskiej. Z tego powodu UPR będzie musiała namówić co najmniej 15 posłów do złożenia swych podpisów pod projektem. – Nie stanowi to dla nas żadnego problemu – powiedział prezes UPR. – Skoro chcemy zyskać poparcie 231 posłów, tym bardziej poprze nas 15. Karę śmierci popiera prawie cały ROP, większość AW”S”, prawie całe PSL i około 1/3 SLD. Wokół kary śmierci wytworzyła się swoista koalicja. Wiadomo, że podpiszą się ludzie z różnych partii – część z AW”S” (głównie ZChN i KPN-OP), ROP, SLD i PSL. Piłeczka jest więc teraz po stronie Sejmu. Kiedy posłowie zajmą się projektem? Jaki będzie wynik głosowania? Być może dowiemy się już niedługo…” (źródło: jw)

Niestety polski parlament ani rzeczone partie (w tym wywodzący się z AWS posłowie PiS i PO) nigdy nie podjęły się wprowadzenia powyższej inicjatywy ustawodawczej w życie.

Cytując Stanisława Michalkiewicza (z czasów gdy był przewodniczącym Rady Sygnatariuszy Unii Polityki Realnej) „UPR zawsze opowiadała się za karą śmierci, nie dlatego żebyśmy byli jakąś wyjątkowo krwiożerczą partią, tylko dlatego, że uważamy, iż państwa nie powinno się pozbawiać żadnego instrumentu w walce z przestępczością”. Zdaniem naszego publicysty „powinna istnieć możliwość stosowania kary śmierci zwłaszcza w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z przestępczością zorganizowaną, z morderstwami na zlecenia, z przestępcami, którzy z zabijania innych ludzi czynią sobie nie tylko zawód, ale i sposób na życie”.

Pozostaje mieć nadzieję, że obecna inicjatywa Jarosława Kaczyńskiego to nie przejaw makiawelistycznej hipokryzji ale realna próba przywrócenia fundamentu sprawiedliwości, zakłócenia spokojnego snu „ludzi łamiących prawo do życia”; ponieważ „każdy, kto łamie tę zasadę, staje się dziką bestią i można go zabić tak, jak zabija się dziką bestię” (John Locke)

Nie da się jednak przejść obojętnie obok kontekstu, w który działacze PIS ubierają walkę o przywrócenie kary śmierci. Trudno nie odnieść wrażenia, że wpisuje się on w strategię Prezesa, którą Paweł Kowal (kiedyś PIS, obecnie PJN) streścił w słowach „nie dopuścić do powstania liczących się partii ani ruchów ideowych na prawo od PIS „. Próby odgrywania demiurga na prawym skrzydle polskiego życia publicznego są oczywiście zupełnie zrozumiałe w przypadku lidera największej partii opozycyjnej. Nie powinny jednak przeszkadzać w uznaniu zasług prawicowych konkurentów. Tymczasem kreowanie prezesa Kaczyńskiego na człowieka, który oswoił polskie społeczeństwo z ideą kary ostatecznej to jednak przesada…