Jacek Kurski dla nczas.com o jednoczeniu prawicy

Prenumerata NCZ! z prezentem

O prawicy, Solidarnej Polsce i bieżących wydarzeniach politycznych z posłem JACKIEM KURSKIM rozmawia Rafał Pazio (nczas.com)

Rafał Pazio: Coraz więcej ugrupowań w Polsce twierdzi, że reprezentuje prawicę. Jaka powinna być, według Pana, ta formacja prawicowa, aby mogła wygrywać wybory?

Jacek Kurski: To powinna być formacja, która odbuduje jedyną do tej pory zwycięską formułę. To musi być formacja wielonurtowa, wieloskrzydłowa. Od środowisk, które wyszły z Prawa i Sprawiedliwości, na przykład w obronie życia poczętego – chodzi tu o Marka Jurka – do środowisk konserwatywno-liberalnych. Tylko taka wieloskrzydłowa formuła ma jakikolwiek sens.

Można taką strukturę stworzyć?

Musi być spoiwo, czyli wspólny przeciwnik, a taki jest. To demoliberalna Platforma Obywatelska, bardzo szkodząca naszemu krajowi. Musi być też wiarygodny przywódca. Akurat Zbigniew Ziobro wydaje się tu odpowiednią osobą. Musi być też zdolność do słuchania innych.

Kiedy będzie taki moment, żeby usiąść do stołu z organizacjami, które Pan wskazał?

Ja bym nie fetyszyzował tej sprawy. Dziś zebranie wszystkiego, co było poza PiS, stanowi mimo wszystko ułamki. PiS udawało się zagospodarować 96-98 proc. głosów, które padały na prawicę. Nikt nie wygra, zbierając drobnicę. Problem polskiej prawicy polega na tym, że istniała duża część ludzi, która z jakiś powodów nie wierzyła w sukces małych organizacji, a na dużego, czyli na PiS, głosować nie chciała.

Czy to jest duża grupa?

15 albo nawet 20 procent. Prawicowe przekonania ma 55-60 proc. społeczeństwa, a 30 proc. głosuje na PiS. Co dzieje się z resztą? To do tych ludzi trzeba skierować ofertę, a nie tylko łączyć mniejsze podmioty. Trzeba wyjść z nowym przekazem do nowych ludzi, którzy do tej pory nie chodzili na wybory, a mają nasze, prawicowe przekonania.

Czyli docelowo planowane jest połączenie z PiS, aby stworzyć dużą reprezentację elektoratu konserwatywnego?

Nie. To jest paradoks politologiczny, ale powinien dać dużo do myślenia Jarosławowi Kaczyńskiemu. Dziś nie ma syndromu lat 90. Polska prawica od kilku lat jest zjednoczona pod przywództwem Jarosława Kaczyńskiego i wszystkie wybory uroczyście przegrywa. Jedynie wygraliśmy w 2005 roku, ale to zwycięstwo było dziełem dwóch prawic – PiS i LPR.

Czyli jakie są warunki zwycięstwa w przyszłości?

Trzeba dołożyć wartość dodaną do tego, co już jest. PiS dostanie kilka procent mniej, ale naszym przeciwnikiem nie jest PiS. My szukamy tych, którzy mogliby zagłosować na prawicę, tylko z jakichś powodów nie akceptują Jarosława Kaczyńskiego. Już nie wnikajmy z jakich, ale są jakieś powody.

A gdzie znajdą się według tego planu małe środowiska prawicowe?

Nie należy niczego robić pochopnie. Trzeba obserwować. Zobaczymy, jak to się ułoży. Nie biegajmy spotykać się od razu z Januszem Korwin-Mikkem, Markiem Jurkiem czy Pawłem Kowalem. Takie rozmowy oczywiście powinny się odbyć w nieodległej przyszłości, ale nie podpalajmy się i nie przebierajmy nogami. Budować trzeba spokojnie. Jak już mówiłem, wszystkie badania pokazują, że około 60 proc. Polaków ma przekonania prawicowe, ale tylko połowa głosuje na PiS. Solidarna Polska jest ofertą dla tych osób.

W sondażu partia Zbigniewa Ziobry otrzymała około 3 procent.

Ukazał się jeden sondaż robiony między 17 a 20 listopada, kiedy trwała procedura odwoławcza w PiS. Nie było żadnych informacji o nowej formacji. Pojawił się twór o roboczej nazwie „partia Zbigniewa Ziobry”. Nie ma takiej partii. Jeśli nieistniejąca partia otrzymuje 3 proc., to już wiadomo, ile będzie miała formacja, która naprawdę powstanie. Wynik dwucyfrowy.

Na razie pozyskujecie posłów do klubu sejmowego…

Cały czas odbieramy sygnały, że ludzie chcą przechodzić do klubu. Ale my nawet o to tak usilnie nie zabiegamy – z różnych powodów: wewnętrznych, politycznych czy organizacyjnych. Nam w zupełności wystarczy, a z każdym, który będzie chciał przejść, porozmawiamy.

Czy obecna sytuacja z Solidarną Polską nie przypomina sytuacji z PJN, które Pan krytykował?

Nie żałuję żadnego słowa. Wtedy celem było zaszkodzenie PiS. Inicjatywa powstała półtora tygodnia przed wyborami samorządowymi. Nasza inicjatywa zmierzała nie do konkurencji wobec PiS, ale do uratowania i reformowania. I została podjęta dzień po szóstych z rzędu przegranych wyborach. Poczekaliśmy, aż wypełnią się dni. Nasze działania zmierzały ku ratowaniu prawicy.

Dziś głośno zrobiło się po deklaracji Jarosława Kaczyńskiego o potrzebie przywrócenia kary śmierci. To taki prawicowy postulat.

Moje sumienie podpowiada mi, że kara śmierci jest czymś głęboko sprawiedliwym. A czymś niemoralnym jest to, że państwo poprzez swoje instytucje i prawo daje paradoksalnie gwarancję życia sprawcom zabójstw i mordercom, a nie nogami daje gwarancji życia strażakom, których wysyła do pożaru czy powodzi, żołnierzom, których wysyła na wojnę, policjantom których wysyła do patrolowania ulic i zwalczania przestępczości. Brak kary śmierci immunizuje morderców i zbrodniarzy. To jest problem moralny. Niemniej oczywiście sprawa ma głęboki kontekst etyczny. 13. protokół konwencji praw człowieka Rady Europy zabrania kary śmierci w warunkach pokoju. Trudno byłoby być członkiem Rady Europy, stosując karę śmierci. Z kolei Unia Europejska w Karcie Praw Podstawowych w artykule 2 także wyklucza karę śmierci. Karta Praw Podstawowych jeszcze nie jest ratyfikowanym przez Polskę dokumentem. PiS nie udało się dotrzymać słowa i zabezpieczyć Polski przed przyjęciem Karty Praw Podstawowych poprzez zgodę wszystkich sił politycznych na traktat lizboński. W dowolnej chwili Platforma Obywatelska z lewicą może wprowadzić Kartę Praw Podstawowych. Ci, którzy dziś podnoszą karę śmierci, wcześniej, godząc się na traktat lizboński, uniemożliwili niestety realne wprowadzenie kary śmierci. Popieramy karę śmierci, ale żałujemy, że wcześniej kierownictwo państwowo-partyjne PiS zaaplikowało nam traktat lizboński, w wyniku którego nie będziemy mogli w Polsce wprowadzić kary śmierci. Praktycznie nie ma szans na usytuowanie kary śmierci w polskim systemie prawnym. Tu warto posypać głowę popiołem, bo gdyby nie traktat lizboński, można by jeszcze udowadniać na forum Unii, że kara śmierci jest prawem kraju członkowskiego do stosowania w swoich przepisach. Jednak klamka zapadła.

To czemu prezes Jarosław Kaczyński tak to eksponuje?

To świadczy o tym, jak wielkim poparciem cieszy się Solidarna Polska i jak bardzo nasi bracia i siostry z PiS chcą przypomnieć o swoich konserwatywnych postulatach. Nie chodzi tu o karę śmierci, tylko o Solidarną Polskę.

Co Pan sądzi o zamieszaniu wokół PZPN?

Można odnieść wrażenie, że ta sprawa, przy słuszności wielu postulatów, jest przykrywką wobec bankructwa i fiaska programu infrastrukturalnego budowy magistral kolejowych i autostrad łączących miasta-gospodarzy Euro 2012. Jeśli się to nie udało, to można odnieść wrażenie, że postanowiono zaatakować PZPN.

A sprawa Gromosława Czempińskiego?

To może być wierzchołek góry lodowej. Może odsłaniać szerszą skalę patologii i tym należałoby się zająć. Warto sobie przypomnieć wynurzenia Gromosława Czempińskiego, że czuje się ojcem i pomysłodawcą Platformy Obywatelskiej. Powstaje pytanie, o co w tym wszystkim chodzi; czy nie wyemitowano sygnału do Gromosława Czempińskiego, żeby nic więcej już nie mówił.

Dziękuję za rozmowę.

Comments are closed.