Budapeszt w Warszawie? Przemku, daj sobie spokój!

REKLAMA

To, co dzieje się na Węgrzech, niestety nie jest jednoznaczne. Bo z jednej strony rzeczywiście dokonuje się tam w końcu dekomunizacja i konstytucja została oczyszczona z większości socjalistyczno-komunistycznych miazmatów, ale z drugiej strony bilansowanie wydatków budżetowych jest dokonywane nie poprzez gwałtowne zredukowanie wydatków, tylko poprzez brutalne ściąganie pieniędzy z podatnika przy pomocy rozmaitych szczególnych danin z 27-procentowym VAT-em na czele. Wprowadzono też, w ramach „walki z supermarketami”, podatek obrotowy dla dużych firm oraz rozmaite inne metody dojenia. Nie trzeba być prorokiem, by przewidzieć, do czego to doprowadzi – firmy pouciekają, wpływy podatkowe spadną, a deficyt będzie taki sam albo jeszcze większy. I niestety hasło o „Budapeszcie w Warszawie” zostało podchwycone przez niektórych właśnie od tej strony.

Z dość dużym zdumieniem wyczytałem kilkanaście dni temu, że PiS, na wzór węgierski, zaproponuje wprowadzenie podatku obrotowego od dużych firm. W dodatku pomysł ten reklamuje były autor „NCz!”, poseł PiS Przemysław Wipler, który dostał się do Sejmu dzięki konserwatywno-liberalnym głosom zebranym wskutek nieobecności Nowej Prawicy na warszawskich listach (a kolejnego kandydata, który już nie wszedł do Sejmu, pokonał o kilkadziesiąt głosów). Może się więc skończyć tak, że spośród reform Orbána, w wyniku zgodnej współpracy PiS i PO, część rzeczywiście zostanie przyjęta, ale będą to tylko te idące w kierunku jeszcze większego zamordyzmu i opodatkowania.

REKLAMA

Bo na te antykomunistyczne nie pozwoli PO, a z kolei wolnorynkowe zablokuje albo sprowadzi do absurdu PiS. Co nie zmienia faktu, że Orbána i jego reform (a przynajmniej większości z nich) należy bronić wszelkimi możliwymi sposobami. I to nie tylko dlatego, że w dużej części jego działania są słuszne, ale także po to, by pokazać, że to właśnie u historycznego sąsiada Węgrzy znajdują zrozumienie. By powoli odtworzyć środkowoeuropejską solidarność w drodze do nowego Heksagonale, które trzeba pilnie tworzyć na wypadek rozpadu UE.

A na zakończenie pytanie do posła Przemka (jeśli oczywiście media czegoś nie przekręciły). Czy naprawdę nie wiesz, kto zapłaci ten jeden procent? A w rzeczywistości nie jeden, tylko trochę więcej, bo przecież obsługa nowego podatku coś kosztuje, w dodatku w określonym trybie zaburzy to sposób działania firm, co też wpłynie na powstanie dodatkowych kosztów. Jeśli nie wiesz, to przyjmij do wiadomości, że przełoży się to na wzrost cen w tych strasznych supermarketach. Ciekawe swoją drogą, czy w programie PiS jest gdzieś punkt o pilnej potrzebie podwyższenia cen w sklepach dla najbiedniejszych w związku z kryzysem…

REKLAMA