Polska liderem rozrostu administracji

Europejski Urząd Statystyczny – zwany Eurostatem – przygotował zestawienie obrazujące skalę oszczędności w sferze budżetowej poszczególnych państw Unii Europejskiej. Z wyliczeń urzędu podległego Komisji Europejskiej wynik, że tylko w minionym roku w krajach członkowskich pracę straciło ok. 175 tys. pracowników opłacanych z pieniędzy podatników. Swoją administrację oraz służby mundurowe (zwłaszcza policję i wojsko) odchudziły takie kraje jak Cypr, Czechy, Belgia, Irlandia. Liczba etatów w budżetówce wymienionej czwórki zmniejszyła się w 2011 roku średnio o ponad 4 proc. W ciągu 3 ostatnich lat rekord w likwidacji etatów utrzymywanych z pieniędzy podatników pobiła Łotwa (30 proc. spadek liczby urzędników i pracowników mundurówki) oraz Wielka Brytania (12 proc. redukcja zatrudnienia). Warto zauważyć, że oba kraje jeszcze przed cięciami w budżetówce mogły się pochwalić wyjątkowo mało rozpasaną administracją na tle innych członków UE!

Niestety – jak zauważyła „Rzeczpospolita” – rząd Donalda Tuska, zwykle zafascynowany europejskimi trendami, tą jedną tendencję omija szerokim łukiem. Polska – zamiast obiecanym w programie PO „tanim państwem” – stała się liderem rozrostu administracji!

Tylko w 2011 roku liczba pracowników budżetówki zwiększyła się o trochę ponad 1 proc. Kontekst dla tego rozrostu stanowi datowana na maj minionego roku zapowiedz premiera „dość znaczącej redukcji zatrudnienia w administracji państwowej w ciągu kilku miesięcy”. Co ciekawe w 2011 r. Donald Tusk osobiście zlecił kierownikom poszczególnych urzędów zmniejszenie zatrudnienia do poziomu z końca… 2007 roku! Przypomnijmy, że to wtedy Platforma Obywatelska wygrała wybory, a w expose premiera pojawiła się zapowiedz „eliminacji zbędnych finansowych i instytucjonalnych przywilejów władzy”, redukcji „bizantyjskich kosztów jej sprawowania” oraz „prawdziwej, praktycznej i realistycznej realizacji wizji taniego państwa”. Chociaż zarządzone w połowie minionego roku cięcia miały objąć Kancelarię Premiera, wszystkie ministerstwa, administrację KRUS, ZUS, NFZ, biurokratów z wojska, agencji rolniczych itd. itp. to i tak ilość urzędników wzrosła!

Premier kłamał, przestraszył się utraty poparcia rodzin zwalnianych urzędników, stracił kontrolę nad biurokratycznym molochem, który skutecznie broni się przed reformami? A może nie zdążył przeprowadzić zapowiedzianych reform?

Ostatnią możliwość wykluczamy! Niestety wzrost kosztów sprawowania władzy nie dotyczy tylko ostatniego roku. W ciągu ostatnich 3 lat, w trakcie których premier przynajmniej dwukrotnie obiecywał poskromić biurokrację, liczba pracowników budżetówki wzrosła o… 9%! Przyzwyczailiśmy się już, że odpowiedzialność za kontrowersyjne decyzje (np. konieczność podniesienia podatku VAT na ubranka dla dzieci, kolejne podwyżki akcyzy na benzynę itp.) rząd zwala na… Unię Europejską. Również tym razem Kancelaria Premiera za główne źródło rozrostu biurokracji uznała koniecznością zatrudniania w samorządach tysięcy urzędników do… obsługi unijnych funduszy!

Ponieważ nie chcemy premierowi imputować złej woli zakładamy, że Donald Tusk po prostu porzucił idee „taniego państwa” na rzecz – cytując Grzegorz Napieralskiego – „sprawnego państwa”. Sprawnego oczywiście na modłę europejskich socjaldemokratów. Premier, który mówi o sobie jako o „polityku, który zarządza zmianą” i nie jest skory do dogłębnych reform mógł się także przerazić biurokratycznego potwora. Jego naturę dobrze przedstawił onet.pl w artykule „Złamana obietnica polityki taniego państwa”. Zdaniem autora tekstu „aparat urzędniczy stanowi system naczyń połączonych” np. gdy parlament przyjął ustawę ograniczającą kompetencje wojewodów i „w efekcie istotnie spadło nieco zatrudnienie w urzędach wojewódzkich, okazało się, że samorządy, przejmując owe kompetencje, przyjęły do pracy niemal wszystkich zwalnianych, oraz… sporo nowych urzędników”.

Comments are closed.