Wielomski: Nie głoszę chwały Żołnierzy Wyklętych

Wszedłem dziś z rana na facebook i widzę, że wielu moich znajomych obchodzi Dzień Żołnierzy Wyklętych. Gdzie nie spojrzę, tam czytam nagłówki w rodzaju Chwała Żołnierzom Wyklętym! Odnoszę wrażenie, że mamy tutaj do czynienia z pewnym nieporozumieniem.

Osobiście nie głoszę chwały Żołnierzy Wyklętych, a w stosunku do zachwytów nad ich martyrologią wykazuję głęboki sceptycyzm. Nie, nie dlatego, że uważam, iż nie mieli racji, czy że występowali w złej sprawie. Przeciwnie, to był najbardziej wartościowy i patriotyczny element polskiego narodu. Mam jednak wątpliwości czy słusznie dziś interpretujemy ich chwałę i nieprzejednanie? Dzieje się tak po części z tradycyjnego dla nas romantyzmu, po części z powodu propagandy IPN.

Kim jest „żołnierz wyklęty”? To żołnierz niepodległościowego i polskiego podziemia zbrojnego, który w sposób dramatyczny przegrał II Wojnę Światową. Był po stronie zachodnich aliantów przeciwko Niemcom i (po części) Rosjanom. Tymczasem w roku 1944 współczesne ziemie polskie wyzwoliła (zajęła) Armia Radziecka, zaprowadzając tu nowe komunistyczne porządki. Czyli „żołnierze wyklęci” to ci, którym dosłownie rozpadła się rzeczywistość. Z tymczasowej okupacji niemieckiej popadliśmy w trwałą i akceptowaną przez cały świat okupację radziecką. Ci „wyklęci” nie zorientowali się w porę, że wojna jest przegrana i aby przeżyć trzeba dostosować się do nowej rzeczywistości, ponieważ ma ona charakter trwały, a nie przejściowy.

Ujawnienie się wobec komunistycznych władz było trudne, ponieważ w stalinowskim systemie złożenie broni nie dawało gwarancji bezpieczeństwa. W państwie totalitarnym nie można złożyć broni i iść do domu. Niestety, pozostanie „w lesie” okazało się rozwiązaniem jeszcze gorszym, gdyż w walce z przeważającymi siłami oznaczało pewną śmierć. Dlatego ujawnienie się, złożenie broni, skorzystanie z „amnestii” dawało sporą szansę przeżycia, ale należało to zrobić w odpowiednim czasie. Kto nie dostrzegł, kto przegapił, kto za długo się wahał, ten został w lesie i w pewnym momencie nie mógł już z niego wyjść. Dlatego „żołnierze wyklęci”, to ci, którzy przegapili ostatnią szansę przeżycia komunizmu. Zginęli ścigani po lasach lub kazamatach UB, ponieważ na czas nie zorientowali się, że komunizm odniósł trwałe zwycięstwo i ukształtował nową (anty)rzeczywistość.

Dlatego nie głoszę chwały „żołnierzy wyklętych”. Mam dla nich wielkie współczucie, szkoda mi tych wspaniałych ludzi, którzy nie zorientowali się na czas, że Zachód nas sprzedał, oddał, wyparł się nas i czas pogodzić się z faktami dokonanymi. Zapalmy „wyklętym” świeczkę i zmówmy za nich modlitwę, ale nie róbmy z nich wzorca polityczno-patriotycznego, gdyż zginęli nadaremnie i w przegranej sprawie. Uczmy się na nich jak nie powtórzyć błędu!

(więcej w następnym numerze Najwyższego Czasu! – 11/2012)

Przeczytaj również: 1 marca 2012. Dzień Żołnierzy Wyklętych. Przybliżamy postać sławnego majora “Łupaszko” (Tadeusz Płużański)

Comments are closed.