Kolejna żałoba narodowa czyli opary obłudy nad ludzką tragedią

Prezydent Bronisław Komorowski ogłosił żałobę narodową w związku z katastrofą kolejową, w której w sobotę wieczorem (03.03) zginęło 16 osób, a ponad 50 zostało rannych. Joanna Trzaska-Wieczorek, szefowa biura prasowego prezydenta, potwierdziła podpisanie przez głowę państwa stosownego rozporządzania. W dniach 5-6 marca opuszczone zostaną polskie flagi (do połowy masztu), odwołane zostaną imprezy masowe oraz widowiska rozrywkowe takie jak koncerty, rozgrywki sportowe. Podstawą prawną do wprowadzenia żałoby narodowej jest art. 11 ustawy z dnia 31 stycznia 1980 r. „o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych” (tutaj). Ustawa m.in. stanowi, że „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej może, w drodze rozporządzenia, wprowadzić żałobę narodową na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Rozporządzenie w szczególności powinno określać przyczyny wprowadzenia oraz czas trwania żałoby narodowej, uwzględniając uwarunkowania kulturowe i historyczne oraz przyjęte w tym zakresie zwyczaje”. W momencie redagowania tej wiadomości nie było znane oficjalne uzasadnienie wprowadzenia żałoby. Można się domyślać, że będzie ono nawiązywać do słów ministra transportu Sławomira Nowaka, który tragiczne wydarzenie nazwał „największą katastrofę kolejową w wolnej Polsce po 1989 roku”.

Na nczas.com wielokrotnie pisaliśmy o kolejnych żałobach narodowych, prawie za każdym razem pytając o sens „przymuszania Polaków do ostentacyjnego pogrążania się w smutku”.

W 2008 roku Janusz Korwin-Mikke tak pisał o styczniowej katastrofie lotniczej w Mirosławcu (zginęło 19 oficerów i jeden podoficer): „Adam Mickiewicz na jakimś zebraniu Wielkich Emigrantów w Paryżu oburzał się, że nie broniono do końca Warszawy „choćby miały z niej pozostać tylko gruzy i zgliszcza”, na co któryś z generałów zauważył dobrotliwie: „…po to, byś Pan, panie Mickiewicz, mógł siąść na zgliszczach i opiewać ruiny?” Prezydent (ŚP. Lech Kaczyński ale równie dobrze pasuje tu Bronisław Komorowski – dop. red.) znany jest z upodobań do solennych – najlepiej żałobnych – uroczystości, ze szczególnym uwzględnieniem opiewania klęski powstania warszawskiego. Czasem, z braku klęsk militarnych, opiewa śmierć górników, czasem hodowców gołębi, czasem pielgrzymów w autobusie. Oczywiście musi ich być sporo w jednym miejscu, by p. Prezydentowi to się medialnie opłaciło. (…) 19 osób to – przy złej pogodzie – ginie dziennie na drogach Polski – i (całkiem słusznie zresztą) nikt z tego powodu nie ogłasza żałoby – poza, oczywiście, rodzinami ofiar. I tak właśnie powinno być. Żałoba powinna panować w Siłach Powietrznych WP – a ścisła żałoba: w jednostkach, w których służyli zmarli”.

W 2009 roku „zbiorowy smutek” nakazali wspólnie śp. Prezydent (PIS) oraz premier Donald Tusk (PO). Pretekstem do politycznej licytacji była katastrofa górnicza w kopalni „Wujek”-„Ruch Śląsk”. Śp. Lech Kaczyński ogłosił żałobę narodową w dniach 21-22 września a premier sypnął pieniędzmi podatników. Rodziny tragicznie zmarłych otrzymały po „około 50 tys. zł. zapomogi”. Donald Tusk zapewniał w błysku fleszy, że osoby dotknięte tragedią „będą pod właściwą opieką” (ufundowano psychologów), że „zostaną zabezpieczone w sensie materialnym” (oprócz „darowizny” od podatników, prywatne firmy zupełnie słusznie wypłaciły odszkodowania), że „nikt nie pozostanie sam”. Zwłaszcza zachowanie premiera nazwaliśmy wtedy „zbijaniem politycznego kapitału na ludzkiej tragedii”. Współczuliśmy rodzinom, ale pytaliśmy „dlaczego śmierć górników (wybierając zawód zadawali sobie sprawę z ryzyka wypadku!) ma być “lepsza” od śmierci rzeszy innych Polaków, którzy zginęli pod kołami samochodów lub mieli „pecha” zejść z tego świata w trakcie wykonywania mniej hołubionej przez władzę profesji.”

Śmierć bliskich oczywiście bardzo boli. Dla wielu Polaków (również niekatolików) bliską osobą był Stefan kard. Wyszyński, po którego odejściu (w 1981 r.) do połowy opuszczono państwowe flagi. Trudno jednak o choć iluzoryczne poczucie bliskości z 22 ofiarami pożaru hotelu socjalnego w Kamieniu Pomorskim, które zostały uhonorowane żałobą w dniach 14-16 kwietnia 2009. Równocześnie pośmiertnych zaszczytów nie doczekała się żadna z kilkuset osób, które według statystyk straży pożarnej giną rocznie na skutek zaczadzenia. Politycy będą przed kamerami czcić pamięć hodowców gołębi (Katastrofa budowlana na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich – żałoba w dniach 29.01 – 01.02.2006), pielgrzymów w autobusie (katastrofa polskiego autokaru w Vizille, w departamencie Isère; żałoba w dniach 23-25.07.2007), górników (katastrofa górnicza w kopalni Halemba; żałoba: 23-25.11.2006). Grunt, aby zmarłych było sporo w jednym miejscu

Trudno w to uwierzyć, ale po roku 2004 (w zamachu w Madrycie zginęło 191 osób, w tym 4 Polaków) tylko w jednym roku nie było żałoby narodowej. To w 2011 żadna z tragedii nie była na tyle spektakularna i nie pochłonęła równocześnie tylu ofiar, aby ogłoszenie ogólnopolskiej smuty mogło się medialnie opłacać.

Żałoby narodowe się zdewaluowały, bo były ogłaszane nie tyle z potrzeby serca, co ze względu na potrzebę kształtowania wizerunku. Ile spośród ostatnich 12 narodowych żałób (wliczając nadchodzącą) naprawdę dotknęło cały naród? Katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem (żałoba: 10-18 kwietnia 2010) oraz śmierć Jana Pawła II (3-8 kwietnia 2005)?

W najbliższych dniach politycy i media będą miały co robić, bo „na tym właśnie polega żałoba narodowa, że towarzyszą jej gęste opary obłudy, więc będziemy tymi oparami oddychali”. Ale potem „wszystko wróci do normy, to znaczy do politycznej wścieklizny charakteryzującej życie publiczne w Polsce” (S. Michalkiewicz, NCZ! 2010)

(źródło: nczas.com)

Comments are closed.