Marszałek Województwa Śląskiego – Adam Matusiewicz – zapowiedział „wsparcie dla dzieci osieroconych w wyniku katastrofy kolejowej pod Szczekocinami”. Tym samym członek Platformy Obywatelskiej przyłączył się do licytacji o tytuł „najbardziej wrażliwego polityka”. Według informacji podanych przez portal slaskie.pl każde osierocone dziecko może liczyć na zapomogę w wysokości 10 tys. zł. Do do uruchomienia pieniędzy podatników wymagana jest decyzja radnych sejmiku, którzy pomysł marszałka poddadzą pod głosowanie 12 marca br. O tym, że jego wynik jest przesądzony świadczy fakt, że już zarezerwowano na ten cel środki z rezerwy budżetowej!

O „wrażliwości społecznej” Matusiewicza zaświadczył Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji. W wywiadzie udzielonym radiu RMF-FM potwierdził, że „rada sejmiku śląskiego (…) przyzna po 10 tys. zł na każde dziecko osoby, która zginęła, bez względu na to, czy ta osoba jest z tego województwa, czy nie„. Ze wstępnych ustaleń wynika, że „odpowiedzialne za przekazanie wsparcia dla osieroconych dzieci będą gminy, w których mieszkają rodziny poszkodowane w wypadku”. To z ich władzami „Zarząd Województwa Śląskiego zawrze odpowiednie porozumienia o realizacji przyznanej dotacji”.

W krótkim komunikacie prasowym Matusiewicz podkreślił, że choć „pieniądze nigdy nie zrekompensują tak ogromnej straty” to zapomoga będzie „wyrazem naszej jedności”. Swoją empatię polityk oparł na „nieszczęściach i katastrofach”, które nawiedzały województwo śląskie. – Wiemy, jakie znaczenie dla potrzebujących pomocy ma okazana solidarność społeczna” – zapewnił dziennikarzy.

Michalkiewicz. The Movie

Trudno dziwić się marszałkowi, za brak poszanowania dla konstytucyjnej zasady równości obywateli wobec prawa i „trupi marketing”. Nie od dziś wiadomo, że solidarność społeczna musi się medialnie opłacać. Dlatego polityczne „kruki i wrony” żerują na wydarzeniach spektakularnych, które pochłonęły równocześnie wiele ofiar. Matusiewicz bierze po prostu przykład z rządowych pryncypałów, którzy przy okazji sobotniej katastrofy kolejowej urządzili medialne tournée. Przypomnijmy, że miejsce tragicznego wypadku odwiedził m.in. premier Donald Tusk (zapewnił, że „wszystkie służby ratownicze pracują z wyjątkowym oddaniem”; fachowo ocenił, że „nikt z poszkodowanych nie zmarł w trakcie akcji ratowniczej” oraz zawyrokował, że „zabici prawdopodobnie zginęli w momencie zderzenia pociągów”); prezydent (!) Bronisław Komorowski (dziękował wszystkim, za wszystko a na odchodne palnął, że „z każdej katastrofy, z każdego nieszczęścia, można się nauczyć czegoś dobrego”); minister transportu Sławomir Nowak (z polecenia Tuska najdłużej został na miejscu katastrofy; po co? aby udzielać wywiadów i popijać kakao?); Bartosz Arłukowicz – szef resortu zdrowia – odwiedził rannych przewiezionych do lokalnego szpitala. Były szef Rządowego Centrum Bezpieczeństwa Przemysław Guła zaklasyfikował zachowanie polskich władz do kategorii „VIP disaster tourism”, czyli „turystyki katastrof”. Na antenie RMF-FM podkreślił, że w większości cywilizowanych krajów „ministrowie nie jeżdżą na miejsce zdarzenia po to, żeby być i uczestniczyć w akcji ratowniczej” bo nie ma w tym „żadnego aspektu merytorycznego”, za to „wprowadza ogromny chaos”. Wzorem normalności może być zachowanie szefa Scotland Yardu, który po zamachach bombowych w Londynie (4 lipca 2004) zjawił się na jednej ze stacji na Kings Cross. Dowódzca Policji Metropolitalnej zrezygnował z medialnego „lansu” po słowach szeregowego funkcjonariusza: „Czy wchodzi pan przejąć dowodzenie, czy wchodzi pan sobie pooglądać?”.

Proceder zbijania kapitału na ludzkiej tragedii nie jest niczym nowym. Jak przypomnieliśmy w artykule „Kolejna żałoba narodowa czyli opary obłudy nad ludzką tragedią” (tutaj) po katastrofie górniczej w kopalni „Wujek”-”Ruch Śląsk”, która w 2009 roku pochłonęła 20 istnień ludzkich, Donald Tusk również sypnął pieniędzmi podatników. Rodziny tragicznie zmarłych otrzymały po “około 50 tys. zł. zapomogi”. Pytaliśmy retorycznie dlaczego śmierć górników jest „lepsza” od śmierci rzeszy innych Polaków, którzy codziennie ginął pod kołami samochodów lub mieli “pecha” zejść z tego świata w trakcie wykonywania mniej hołubionej przez władzę profesji…

Jako podsumowanie hucpy polityków żerujących na ludzkiej tragedii proponujemy fragment komentarza Stanisława Michalkiewicza dla portalu prawy.pl (tutaj):

Ach, gdyby nie zabici i ranni, gdyby nie te wszystkie ludzkie tragedie, to można by powtórzyć słynny okrzyk Greka Zorby: „jaka piękna katastrofa!” I rzeczywiście – bo czyż w przeciwnym razie fatygowałby się tam i minister spraw wewnętrznych pan Cichocki i minister infrastruktury pan Nowak i premier Donald Tusk, a nawet – sam prezydent Bronisław Komorowski z szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, panem generałem Koziejem? Na pewno by się nie fatygowali, zaś ukazanie się w świetle jupiterów, rozjaśniających teren takiej pięknej katastrofy jest prawdziwym darem Niebios, nieocenionym skarbem, szansą podreperowania pogarszającego się wizerunku. Skoro zbiegło się tam aż tylu dygnitarzy na raz, to nieomylny to znak, że każdy z nich pragnął przy tej katastrofie upiec swój kawałek pieczeni, a po drugiej – że żaden z nich nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Taką katastrofę trzeba bowiem szanować, jako że nie trafiają się one codziennie, toteż już widać, że będzie eksploatowana co najmniej przez kilka najbliższych miesięcy, a może nawet najbliższy rok…

(źródło: nczas.com)

Więcej na temat katastrofy kolejowej, która w sobotę wieczorem, w pobliżu Szczekocin k. Zawiercia, kosztowała życie 16 osób:
Korwin-Mikke: Potępiam żerowanie na trupach katastrofy kolejowej w celu robienia sobie popularności!
Kolejna żałoba narodowa czyli opary obłudy nad ludzką tragedią