Kataw Zar: Proste jak laska Mojżesza

Co za bałagan, co za krzyk! Cały Kurnik od Metuli po Ejlat dygoce w posadach, chociaż mizerne trzęsienie ziemi zanotowane przez sejsmografy ledwo podniosło fale na wysychającym jeziorze Genezaret, zwanym przez tubylców „morzem Kineret”. Drą szaty falangi tropikalnych ŻydoRusów i łkają zastępy byłych poddanych króla Hassana, zionących nienawiścią do Arabów wzorem rasisty Liebermana i bez niego. Świętują kurnikowe (aszkenazyjskie głównie) pięknoduchy, prosperujące na lewicy, bo prawica ich nie chce.

Bo na mocy długoletniej tradycji Sztejtla na wysypisko hebrajskiej lewicy odrzucane jest wszystko co ludzkie w treści i uczuciowe, wszystko co opowiada się przeciwko wyzyskowi, barbarzyństwu i przemocy, wszystko, co sprzeciwia się okupacji, co domaga się równouprawnienia, co troszczy się o uciemiężonych, o zwierzęta i o przyrodę. Żydowska prawica broni się przed podobnymi, małostkowymi ideami, oznaczającymi – jej zdaniem – słabość. Prawica Sztejtla startuje z pozycji nacjonalistycznych, nie przebiera w słowach i w środkach, gloryfikuje przemoc i nie odrzuca haseł zalatujących faszyzmem.

Dopiero co prawica kwiczała ze szczęścia, kiedy Sąd Rejonowy w Tel Awiwie skazał dziennikarkę Ilanę Dajan na wysoką grzywnę za reportaż telewizyjny, oskarżający porucznika komandosów R. o zamordowanie z zimna krwią 13-letniej uczennicy, Arabki. W reportażu Dajan, wyemitowanym w programie dokumentalnym 2 Kanału TV Uwda (Fakt), Arabka zbliżyła się nieopatrznie do fortyfikacji wojskowych, obsadzonych przez podkomendnych porucznika R. Panowie komandosi otworzyli ogień, dziewczynka upadła, najpewniej ranna, R. wyskoczył z bunkra, podbiegł do leżącej i dobił ją serią z karabinu M-16. W języku kurnikowej armii podobna działalność nazywa się widuj ariga (stwierdzenie śmierci). Dajan rzecz podała do wiadomości publicznej, na plaźmie, za co porucznik R. wytoczył jej sprawę o oszczerstwo. – Tornister dziewczynki mógł być bowiem wypełniony materiałem wybuchowym – twierdził – a poza tym kiedy strzelał dziewczynka już nie żyła.

Prawicowi Żydzi drwili z pięknoduchów, kiedy Sąd Rejonowy uznał reportaż Dajan za mijający się z prawdą i oszczerczy, przyznając zarazem milionowe odszkodowanie porucznikowi R. Prawicowi publicyści wytykali dziennikarce „wyssane z palca oskarżenie dzielnego wojaka patrioty”. Skrajnie prawicowa amuta (fundacja) „Społeczeństwo ma prawo znać prawdę”- obwołała porucznika R. bohaterem roku. A tu nagle bum, trach, bolesny cios spada z Jerozolimy na nawiedzonych nacjonalistów! Oto Sąd Najwyższy, mimo poprawionego prawicowo i genetycznie składu – przyjmuje odwołanie Ilany Dajan i orzeka, że Sąd Rejonowy skazał Dajan przez pomyłkę, lekceważąc zasady wolnego dziennikarstwa, że domniemany bądź rzeczywisty zabójca Arabki porucznik R. nie jest niewinnym barankiem, za jakiego pragnie uchodzić. Jedyne słowa krytyki w orzeczeniu SN tyczą się promo, krótkiej zapowiedzi programu, gdzie R. został wystawiony przez Dajan jako przestępca w mundurze – nim jeszcze reportaż przedstawił jego winę. Prawica ubolewa, że odszkodowanie jakie skasuje R. z trudem zwróci mu środki wydane na adwokatów. Zabicie Arabki milionów mu nie przyniesie.

Anegdota po latach

Nazajutrz po sławetnej Wojnie Sześciodniowej 1967 roku, rozpoczętej z zaskoczenia i wygranej przez Kurnik, artyści – filosemici płci obojga, biesiadujący w warszawskim Spatifie w Alejach Jerozolimskich zaśmiewali się do łez z zabawnej anegdoty na temat żydowskiej armii. W dowcipie krążącym między stolikami Żydzi i Arabowie tkwili naprzeciw siebie w okopach. Mosze miał zawołać: Achmed! Pokaż się. Achmed wysunął głowę, pyk, nie ma Achmeda. Chwila ciszy, poczem Mosze zawołał raz jeszcze: Abdalla!, jesteś tam? Abdalla się pokazał, Mosze ponownie nacisnął na spust, pyk, nie ma Abdalli. Arabowie poszli po rozum do głowy i poczęli wzywać Żyda : Mosze, to ty?, gdzie jesteś? Mosze: A kto mnie woła? -To ja, Omar, odpowiada Arab, pyk, nie ma Omara.

Tęsknota za zwycięstwem

Dzisiejszy, dwunarodowy Kurnik, któremu od czasu Wojny Sześcioniowej nie udało się wygrać żadnej kampanii wojennej, chciałby powtórzyć pogrom armii arabskich, który Anno Domini 1967 zjednał był Cahalowi (żydowskiej armii) mołojecką sławę. I jak w dowcipie ze Spatifu – miłym ongiś żydowskim uszom – przywódcy Sztejtla starają się obegrać Iran, kreowany na głównego wroga syjonizmu. Pomysł jest prosty jak makel (laska) Mojżesza. Trzeba tylko podkręcić Ahmadineżada, obiecującego Kurnikowi zagładę, by za jego teoretycznymi groźbami doszło wreszcie do jakiegokolwiek posunięcia terrorystycznego bądź wojskowego, mogące usprawiedliwić zmasowany atak Cahalu na obiekty atomowe Iranu. Żeby po ataku Sztejtla, przeprowadzonym z morza, z lądu i powietrza, nikt nie mógł oskarżać broniących się, tropikalnych Żydów o wszczęcie niesprawiedliwej wojny z Iranem, rozpętanej celem rozwikłania własnych problemów wewnętrznych i międzynarodowych, zagrażających funkcjonowaniu Judenratu. Niebezpieczeństwo zagłady, grożącej żydostanowi, udaremnione wysiłkiem Sztejtla kosztem zawieruchy wojennej, mogłoby oddalić do Św. Nigdy rokowania z Palestyńczykami, wymuszone na Kurniku przez duet egzotyczny, Obamę i Hillarzycę, pozwoliłoby zakwestionować teorię „Dwóch państw”, przyjętą lekkomyślnie przez Netanjahu pod naciskiem Kwartetu i co najważniejsze – celem usankcjonowania aktualnych granic Kurnika – tropikalni Żydzi mogliby wreszcie bez sprzeciwu Stanów Zjednoczonych i Kwartetu stawiać kolejne osiedla żydowskie na Zachodnim Brzegu, we Wschodniej Jerozolimie i na syryjskich Wzgórzach Golanu.

Ten sprytny manewr strategiczny Judenratu tłumaczy tsunami pogróżek pod adresem Iranu, sypiących się w Sztejtlu jak z rękawa i skwapliwie publikowanych w mediach. Buńczuczne deklaracje wojenne, składane przez Netanjahu (premiera), Buraka (Ministra Obrony), Jaalona (wicepremiera i ministra od spraw strategii), szefa MSZ Liebermana („w rozmowie ze mną Clinton nie sprzeciwiała się zaatakowaniu Iranu”) i generała Ganca (dowódcy armii), podkreślające konieczność szybkiego zlikwidowania laboratoriów atomowych Iranu „nim jeszcze nie jest za późno”(Burak) – mają na rozeznanie pismaka „NCz!” sprowokować Iran do wszczęcia działań, mogących usprawiedliwić atak. Gdyby Iran zdecydował się na pójście śladem dawnego Kurnika, który pierwszy zaatakował Egipt, Syrię i Jordanię w odpowiedzi na arabskie deklaracje wojenne- strategia gróźb, praktykowana obecnie przez gabinet Netanjahu mogłaby zaowocować zgodnie ze sprytnym scenariuszem.

Poza groźbami, mającymi na celu sprowokowanie Iranu do poczynienia pierwszego kroku na ścieżce wojennej Kurnik stara się powstrzymać doświadczenia Teheranu z bronią masowej zagłady organizując zamachy terrorystyczne, których ofiarą padło już przynajmniej 5 naukowców irańskich, związanych z programem jądrowym. Amerykańska agencja telewizyjna NBC podała onegdaj, „na podstawie informacji otrzymanej od czynników rzadowych USA”, że za likwidację irańskich naukowców, w tym Mustafy Achmedi-Rushana, zamordowanego w styczniu br. odpowiedzialna jest irańska organizacja terrorystyczna Modżahedin, utrzymywana, uzbrojona i wyszkolona przez Mossad. Jeszcze wcześniej, przed sensacyjną wiadomością ogłoszoną przez NBC i powtórzoną w programie primetime newsmagazine Rock Center Briana Williamsa – udział Mossadu, działającego w Iranie zza węgła przy użyciu Modżahedinu, współpracującego z CIA- sygnalizował także amerykański bloger Ryszard Silwerstein.

Takie buty

W połowie lat 80 pismak „NCz!” udał się do Afryki Południowej celem obejrzenia wyścigu Formuły Grand Prix rozgrywanego na torze Kyalami, położonym opodal Johannesburga. Wczesnym rankiem, zaniepokojony pismak szykujący się do opuszczenia hotelu zadzwonił do recepcji i doniósł, że jakiś typ sterczy pod jego drzwiami. „Wezwijcie ochronę”, poprosił. „To jest nasz czarny człowiek czekający tylko, byś wystawił buty do oczyszczenia”, wyjaśniła recepcjonistka.

Otworzył im się sezam

Tropikalnym Żydom wizytującym ongiś Afrykę Południową w celach biznesowych przypadł do gustu tamtejszy apartheid, więc po powrocie do Sztejtla wszczęli przyswajanie metod, umilających życie białej rasie posiadaczy. Tropikalni kablanim (przedsiębiorcy) poczęli najmować do roli niewolników miejscową biedotę i nieudaczników poszukujących pracy. Procederowi, praktykowanemu początkowo na niską skalę dane było zakręcić milionami szekli po przybyciu do Sztejtla czarnych żydów z Etiopii, którzy nadawali się jak ulał do pracy niewolniczej, opłacanej poniżej przyjętego wynagrodzenia, pozbawionych praw, nie żądających opieki zdrowotnej, urlopów i odszkodowań. Panowie kablanim (przedsiębiorcy), których czołówka dokoptowała do kasty współwłaścicieli Sztejtla – kasują krocie wynajmując mizernie opłacaną, 300-tysięczną, niewolniczą siłę roboczą do wykonywania szerokiego repertuaru zajęć, omijanych z daleka przez pełnowartościowych, tropikalnych Żydów. Nowocześni niewolnicy, miejscowi i przyjezdni wywożą nieczystości, sprzątają ulice, pracują na budowach, opiekują się starcami, bądź wartują przed parkingami i Supermarketami by zasłonić własnym ciałem żydowską klientelę przed atakiem palestyńskiego desperata samobójcy, wyposażonego w bombę.

Do obrotnych kablanim, wykorzystujących tanią i krótko trzymaną niewolniczą siłę najemną, przyjmowaną i zwalnianą bez sentymentów, jak w wielce poczytnej niegdyś „Chacie Wuja Toma”, dołączyły kibuce, które porzuciły niegdysiejsze slogany, podnoszące idee awoda iwrit (hebrajskiej pracy) na rzecz nowoczesnego posługiwania się armią najemników, zatrudnionych na roli, bądź w kibucowych przedsiębiorstwach przemysłowych.

Targil (przekręt) Ofera Ejni

Od trzech dni Kurnik sparaliżowany jest strajkiem generalnym, wprowadzonym przez Związek Zawodowy Histadrut. Powód: rzekoma solidarność Histadrutu z niewolnikami wykorzystywanymi przez przedsiębiorców, w tym tajkunów, cieszących się lukratywnymi kontaktami partyjnymi i rządowymi. W istocie strajk rozpętany „w imię pokrzywdzonych pracowników kontraktowych” – służy jedynie celom politycznym szefa Związku, Ofera Ejni, przewrotnego manipulatora i cynika skumanego z tajkunami, którego zamiarem jest przejęcie dychawicznej, lewicowej alternatywy (w postaci resztek Partii Pracy), nie potrafiącej przeciwstawić się dyktaturze Netanjahu. Nie obyło się bez symbolu: Podczas strajku magistratów, banków, poczty, transportu, portów morskich i giełdy papierów wartościowych, kosztującego Sztejtl 2.5 miliarda szekli dziennie – jedynie niewolnicy syjonizmu pracowali nadal, jak gdyby nigdy nic. Pracowali dla swoich kapo i dla Ofera Ejni.

Comments are closed.